Czcigodni Weterani, szczególnie Żołnierze Grupy Kampinos,
Czcigodny Księże Biskupie,
Przedstawiciele wszystkich władz publicznych, samorządowych, państwowych,
Szanowni Państwo!
Nie mogłem tutaj dzisiaj nie przyjechać. Nie mogłem z wielu powodów. Po pierwsze, gdzieś głęboko w sercu zapadły piękne wspomnienia pięknych przeżyć z pięknej, mądrej pamięci o żołnierzach Armii Krajowej, które tutaj przeżywaliśmy razem od wielu już przecież lat. Byłem tutaj jako poseł, jako wicemarszałek, jako marszałek; teraz stoję w tym świętym miejscu jako Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Nie mogłem tu nie przyjechać także dlatego, że tu widać, jak pamięć o żołnierzach, pamięć o dramacie wojny, pamięć o śmierci i nieszczęściu może być pamięcią mądrą, dobrą i serdeczną.
Wczoraj byłem w Charkowie na grobach ofiar stalinizmu, na grobach polskich żołnierzy zamordowanych w ramach zbrodni katyńskiej. Byłem tam z pielgrzymką Rodzin Katyńskich. Byliśmy tam krótko, ale modliliśmy się razem, przeżywaliśmy ten dramat w pięknym miejscu, otoczonym wspaniałymi drzewami. A jednak czegoś brakowało... Brakowało czegoś, co tu, w Budach Zosinych, jest zawsze dominujące – pewnej serdecznej pamięci.
Tam miejsce wspaniałe, wspaniały pomnik, postawiony zresztą dzięki staraniom tego samego człowieka, któremu wszyscy w Polsce, którym jest droga pamięć o przeszłości, powinniśmy być wdzięczni do końca życia naszego pokolenia. Tamten cmentarz budował i odsłaniał minister Andrzej Przewoźnik, mój serdeczny przyjaciel, człowiek, z którym współpracowałem w wielu rządach. Tak jak i ten pomnik jest w znacznej mierze jego dziełem. Ale tam, gdzieś daleko, groby polskie są jakoś osamotnione. Tutaj widać, że są otoczone serdeczną myślą, serdecznym i mądrym działaniem, mającym na celu utrwalenie pamięci nie tylko jako doświadczenia, ale także jako źródła postaw współczesnych i przyszłych.
Dlatego nie mogłem nie być tutaj, w tym pięknym miejscu, gdzie pamięć trwa w sposób mądry, bo nie jest nakierowana przeciwko komukolwiek. Trwa w sposób serdeczny, bo tkwi zakorzeniona nie tylko w sercach żołnierzy Grupy Kampinos, nie tylko żołnierzy Armii Krajowej, ale także całej społeczności lokalnej.
Ksiądz biskup wspomniał generała Włada. Coś jest w tych okolicach... Być może, jest to kwestia natury strategiczno-taktycznej, ale do Puszczy Kampinoskiej, w te rejony żołnierz polski zawsze szedł, szukając ratunku, szukając szansy na dalszą walkę. Bo przecież warto to powiedzieć dzisiaj nad grobami żołnierzy Grupy Kampinos, że Puszcza Kampinoska przyciągała tych, którzy chcieli walczyć w 1863 roku – w niej szukali schronienia młodzi warszawiacy uciekając przed branką, w niej powstały pierwsze oddziały powstańcze. Miejsca i mogiły związane z powstaniem styczniowym musiały dawać wiele do myślenia i refleksji późniejszym żołnierzom Grupy Kampinos, którzy patrzyli na mogiły żołnierzy powstańców 1863 roku jako na ślad tej samej żołnierskiej, polskiej drogi.
Jest coś w Puszczy Kampinoskiej, skoro tamtędy chciały iść do Warszawy pułki poznańskie, także z tej 14. dywizji piechoty, którą dowodził wspomniany przez księdza biskupa generał Wład. Tamtędy szedł także i mój dziadek, podwładny generała Włada, oficer 57. poznańskiego pułku piechoty.
Skoro wspomniał ksiądz biskup generała Włada, piękną, żołnierską postać dobrego, dzielnego i mądrego dowódcy, pełnego nie tylko odwagi, ale i mądrości dowódczej, odpowiedzialności za swoich żołnierzy, to warto wspomnieć także o tym synu, który był przedmiotem jego troski wyrażonej w testamencie pisanym w okolicy Iłowa, gdzie generał po ataku na bagnety umierał. Prosił żonę, aby wychowała go na dobrego Polaka. Warto pamiętać, że ten syn generała Włada zginął jako żołnierz Armii Krajowej. Tak samo, jak ginęli synowie generałów i oficerów z 1939 roku, choćby syn generała Pełczyńskiego „Grzegorza”, faktycznego dowódcy Powstania Warszawskiego, szefa sztabu Armii Krajowej. To były te daniny krwi, które powodowały, że trwała pamięć i nie zaginęła wola walki pomimo dramatu wojny i klęsk.
Coś jest w tej Puszczy Kampinoskiej, skoro szli do niej także żołnierze z dalekich kresów północno-wschodnich, oddziały porucznika „Góry”, który potem, na znak swoistej ekspiacji, przyjął pseudonim „Dolina”. Coś było w tej Puszczy Kampinoskiej, skoro hen, hen z dalekich Naliboków szli żołnierze kresowej Armii Krajowej, aby tu walczyć i tu ginąć. Także tutaj, w Budach Zosinych.
Myślę, że w tym miejscu i w tym właśnie momencie, powołując się na tę trwającą pamięć o służbie dla Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, która czasami jest służbą żołnierską, czasami służbą publiczną, trzeba też wspomnieć o żołnierzu wileńskiej AK, prezesie Czesławie Cywińskim, który zginął w katastrofie pod Smoleńskiem. Zginął on, zginął Andrzej Przewoźnik, służąc Najjaśniejszej Rzeczypospolitej do końca.
Myślę więc, że miną lata, a ja zawsze będę chciał wracać w to piękne miejsce, zawsze będę chciał mówić o mądrej i serdecznej pamięci, którą jest tutaj najłatwiej spotkać. Patrząc na wiele twarzy osób mi znanych, albo znanych tylko z poprzednich uroczystości, chciałem serdecznie podziewać za możliwość wspólnego przeżycia mądrej i serdecznej polskiej pamięci o żołnierzach Grupy Kampinos i o wszystkich żołnierzach, którzy swoje życie oddawali za ojczyznę.
Dziękuję za to wszystkim. Dziękuję księdzu biskupowi za tak głębokie słowa. Dziękuję władzom publicznym, weteranom, dziękuję wójtowi Maciejowi Śliwerskiemu za miłe słowa i miłą gościnę. Jestem przekonany, że i za rok spotkamy się tutaj, aby razem przeżywać mądrą i serdeczną pamięć.
Dziękuję bardzo.