Menu rozwijane

06 sierpnia 2012

Dorota Gawryluk, witam Państwa. Nietypowo, bo z Juraty, jesteśmy gościnnie u Prezydenta Bronisława Komorowskiego. Witam Pana, Panie Prezydencie.

Witam Panią. Witam Państwa. Dokładnie to na półwyspie Helskim pomiędzy Juratą a Helem.

Panie Prezydencie, to już dwa lata od kiedy objął Pan urząd Prezydenta, a przed Zgromadzeniem Narodowym mówił Pan w orędziu – pamiętam - że obejmuje Pan misję pełną zadań i wyzwań. Czy większość tych zadań i wyzwań jest już za Panem, czy dopiero przed?

Ja jeszcze jestem przed półmetkiem więc też pewnie i część tych wyzwań mam już za sobą, ale niewątpliwie więcej pewnie jest przed nami wszystkimi, bo przecież Prezydent nie działa na własną rzecz, tylko działa w sytuacjach konkretnych wyzwań stojących przed całą Polską. Więc wydaje mi się, że parę poważnych problemów mamy za sobą, ale wielkim wyzwaniem jest niewątpliwie odpowiednia reakcja państwa polskiego na skutki pogłębiającego się, niestety, kryzysu w strefie euro. To jest wielkie wyzwanie, któremu musimy sprostać. A ono się da sprowadzić do jednego – co zrobić aby uratować polski wzrost gospodarczy przed skutkami, jakby niezawinionego przez Polskę, kryzysu, który niewątpliwie jednak nas zacznie dotykać i dotyczyć w coraz większym stopniu. Kluczem jest przekonanie Polaków do tego, że jesteśmy w stanie się obronić skutecznie, bo jednym z wielkich naszych atutów jest to, że my mamy liczącej się wielkości rynek wewnętrzny. A więc nie można budzić pesymizmu, obaw nadmiernych, bo to też się będzie przenosiło na spadek zaufania, czy optymizmu konsumenckiego.

Ale żeby przekonać Polaków, że jesteśmy w stanie sobie poradzić, to musimy mieć też pewność, Polacy muszą mieć pewność, że rząd wie co robi. Że optymizm rządu nie jest na wyrost. Czy Pana, skoro już mówię, rozmawiamy o kryzysie w tym momencie, to czy Pana nie niepokoi optymizm rządu? Ponieważ już wiadomo, że minister Rostowski musi korygować założenia budżetu na przyszły rok i kwestie wzrostu gospodarczego?

To nie jest nic szczególnego, bo budżet trzeba korygować, w zależności od tego jak się rozwija sytuacja, nie tylko w Polsce, ale wokół Polski. My przecież znaczną część naszego wzrostu gospodarczego zawdzięczamy zarówno temu, że mamy stosunkowo duży rynek wewnętrzny – to nas uratowało w sytuacji trudnej i narastającego kryzysu w strefie euro, ale także dlatego, że właśnie w okresie kryzysu w innych krajach Polska była w stanie, polski biznes, bardzo dużo sprzedawać do innych krajów. Na rynki innych krajów europejskich. Te rynki mogą się dzisiaj zawężać, więc weryfikowania i cały czas badania. Bo to nie sztuka być hurraoptymistą. Sztuką jest to, aby na bieżąco odpowiadać Polakom na to co jest możliwe, co jest konieczne, a z czego musimy rezygnować. Bo przecież, niewątpliwie i Unia Europejska jako całość przygotowuje się do decyzji w sprawie budżetu, czy projektu wydatków na lata 2014–2020. I to jest też czynnik, który będzie współkształtował, tak jak teraz kształtuje w dalszym ciągu poprzez liczne pieniądze na różne inwestycje w Polsce, on będzie wpływał, ta wielkość budżetu i zasady jego wydatkowania będą wpływały na sytuację Polski.

No, tak ale Polacy muszą wiedzieć, że rząd potrafi liczyć, potrafi też szacować. I w momencie, kiedy koryguje się założenia budżetu zastanawiają się, no dobrze, to może minister finansów…? Ekonomiści mówili, że będzie trudny czas. Że ten wzrost gospodarczy będzie na poziomie dwóch procent. Minister finansów mówi dwa i dziewięć. To może jest problem, że za chwilę pojawi się brak zaufania? I to jest pytanie do Pana Prezydenta – czy leci z nami pilot w czasie kryzysu?

Proszę Pani, ja po pierwsze chciałem powiedzieć, no daj Panie Boże każdemu narodowi, każdemu państwu w Unii Europejskiej taki problem. Czy to będzie 2,5, czy 2,9 procent wzrostu. Bo przecież inni muszą zastanawiać się, czy to będzie minus 2,5, czy 2,9 albo nawet i 3,5. To jest ta polska absolutnie uprzywilejowana pozycja w Europie. Natomiast to wcale nie może oznaczać, że możemy, że  tak powiem, spasować mówić nie, wszystko będzie na pewno dobrze. Jest problem. Jest sprawa zabezpieczenia dodatkowego i polskiego systemu bankowego tak, aby nie popełnić błędów, który popełnili na przykład Amerykanie. Gdzie się zaczął ten kryzys? Przecież nawet nie w Europie. Trzeba szukać w tej chwili szans na nowych rynkach. Na rynkach głównie krajów wschodzących gospodarek w Azji. Temu służyła moja wizyta w Chinach, między innymi. Trzeba teraz pogłębić tą współpracę i wyciągnąć z niej jak najlepsze, największe korzyści. Ale też pytania o kraje, które sobie radzą dobrze w okresie kryzysu w Unii Europejskiej. Mam na myśli Turcję, mam na myśli Indię, mam na myśli Brazylię, mam na myśli niektóre kraje afrykańskie. To jest, na przykład Algieria, to jest Nigeria, to jest Afryka Południowa. Są rynki, które mogą nam częściowo zrekompensować straty na rynkach krajów ogarniętych kryzysem.

Ale Chiny…? Panie Prezydencie, Chiny? Chinom zależy, żeby sprzedawać głównie tutaj. Jak ich zachęcić do tego, żeby kupowali również? Bo to o to chodzi.

To nie jest problem tylko i wyłącznie zachęcenia. Udało się podpisać w czasie mojego pobytu w Chinach porozumienie wyznaczające szczególne relacje polsko-chińskie, gdzie strona chińska się zobowiązała do poprawienia bilansu handlowego. Bo rzeczywiście dzisiaj mamy niedobry. Kupujemy bardzo wiele towarów chińskich, a sprzedajemy do Chin stosunkowo mało, aczkolwiek warto pamiętać, że część towarów polskich jest sprzedawane pod markami firm innych krajów europejskich. To też się liczy. No, przykładem jest między innymi to, że na przykład mały odrzutowiec, taki dla paru osób, który w Polsce był produkowany w niewielkich ilościach, gdzieś w jakiejś fabryczce, chyba przerobionej z garażu większego, no będzie w Chinach produkowany w skali kilkuset pewnie sztuk rocznie.

Skoro już weszliśmy….

I to są kraje zupełnie innych możliwości. I trzeba tych nowych szans dla Polski, dla polskiej myśli technicznej, dla polskiego handlu, przemysłu szukać. I się znajduje.

To jeszcze o kryzysie, Panie Prezydencie. Bo chciałam zacząć od polityki zagranicznej, ale…

A proszę bardzo. Proszę bardzo.

Proszę. Ale to za chwilę do zagranicznej skoro o wyzwaniach i zadaniach, a jeszcze o kryzysie – teraz mamy Igrzyska Olimpijskie. Cieszymy się z sukcesu polaków. Worek z medalami, możemy powiedzieć, rozsypał się. Pan nawet gratulował Tomaszowi Majewskiemu. Gratulował Pan również sztangiście, gratulował Pan wioślarkom. Ale igrzyska się za chwilę skończą i Polacy powiedzą chcemy chleba. A co powie rząd? Bo Pan wie, jakie będzie to kryzysowe expose premiera.

Wie Pani, po pierwsze pamiętajmy o tym, że jeszcze niedawno mieliśmy Euro 2012, które też było źródłem ogromnej satysfakcji ludzkiej. I to nie jest na szczęście tak, że należy wybierać, czy chleb, czy igrzyska. Można mieć jedno i drugie. I tak się dzieje w Polsce. Tak się dzieje w Polsce. Mamy kolejne wielkie igrzyska sportowe, w których uczestniczymy. Odnosimy na miarę naszych realnych możliwości sukcesy i się z nich cieszymy, ale jednocześnie dbamy o to, żeby chleba było więcej. Polska się rozwija. Inne kraje Unii Europejskiej się zwijają i mają coraz mniej pieniędzy. A nam trochę wolniej to przyrasta, ale przyrasta. I pamiętajmy o tym, żebyśmy sami nie pozbawili się, nie tylko satysfakcji i z tych medali i ze wzrostu gospodarczego, ale żebyśmy nie zabili tej polskiej szansy, jaką jest na przykład optymizm konsumencki.

A co powie w expose kryzysowym premier? Czy będzie o pocie, łzach? Będzie o cięciach, odbieraniu przywilejów?

Rozmawiałem z panem Premierem na temat jego zamiarów. Ale oczywiście kwestia expose jest sprawą premiera. Więc tu by Pani musiała sama spytać. Ja mogę powiedzieć, czego się spodziewam. Że spodziewam się tego, że będzie przedstawiona taka twarda ocena sytuacji, w której skutki niezawinionego przez Polskę kryzysu i kryzysu, który do tej pory nas omijał, a dał o sobie znać w innych krajach europejskich, one nas będą dotykały i dotyczyły w coraz większym stopniu. I myślę, że premier przedstawi perspektywę tychże skutków dla Unii Europejskiej jako dla całości wielkiego projektu politycznego, ale także i dla Polski. To będzie miało wpływ przecież na wielkość budżetu Unii Europejskiej w następnej perspektywie budżetowej. I jestem przekonany, że premier przedstawi także propozycję z zakresu stworzenia mechanizmów zwiększających szanse na skuteczne zabezpieczenie przed kryzysem zewnętrznym. I o tym także rozmawialiśmy. Być może wskaże, ale nie sądzę, aby to były jakieś bardzo bolesne, trudne do udźwignięcia korekty w dotychczasowych wydatkach. Raczej spodziewam się, że będą to propozycję przesunięć tak, aby pieniądze były racjonalnie wydawane, lepiej. Bo w warunkach kryzysu każdą złotówkę należy oczywiście obejrzeć parokrotnie zanim się ją wyda. Ale pamiętajmy, że mimo skutków kryzysu my tych złotówek w dalszym ciągu będziemy mieli coraz więcej, a nie coraz mniej.

My.

I na tym polega szczególna sytuacja Polski.

My jako Polska.

A na koniec Pani powiem – jestem przekonany, że premier to w taki sposób zrobi, żeby właśnie nie zbudować przekonania, że coś tu nam strasznego grozi. Bo aż żadnych takich dramatycznych skutków kryzysu w innych krajach Unii Europejskiej nikt nie przewiduje. Kłopoty będą. Nie sądzę, aby były jakiekolwiek zagrożenia, dramaty.

Czy Pan Prezydent oczekuje, że po to, żeby te kłopoty były jak najmniejsze, część przywilejów, które dzisiaj posiadają pewne grupy społeczne, powinna być odebrana?

Zależy co mamy na myśli mówiąc o przywilejach. Ja sądzę, że tam gdzie są pewne nieuzasadnione albo nie broniące się niczym innym poza faktem, że są odziedziczone po przeszłości rozwiązania kosztowne dla budżetu państwa, a więc dla reszty społeczeństwa, to takie korekty są absolutnie możliwe i wskazane, niezależnie od sytuacji, kryzysu, głębokości kryzysu w Unii Europejskiej. Bo chodzi o racjonalizowanie i czynienie z systemu różnych uprawnień bardziej sprawiedliwym w stosunku do innych grup społecznych. Ale nie spodziewam się, żeby tu nastąpiły jakieś zasadnicze dramatyczne cięcia. Raczej sądzę, że będą to jakieś przesunięcia w wydatkach.

 

Zmiany w KRUSie, Panie Prezydencie? Skoro już o szczegółach – zmiany w KRUSie. Tak żeby więcej gospodarstw większych, na przykład takich, które mają powyżej dwudziestu hektarów, była objęta wyższą stawką ubezpieczeniową?

Mogę powiedzieć, że ja jestem zwolennikiem takiego kierunku działania, bo uważam że zamożniejsi ludzie, a ich nie brakuje już w tej chwili, także i na polskiej wsi, powinni być w coraz większym stopniu obciążani finansowo w ten sposób, aby sami w coraz większym stopniu dźwigali odpowiedzialność za własną emeryturę. A państwo powinno wspierać tych uboższych, słabszych. Także na wsi polskiej. I to jest prawidłowy kierunek, słyszę, że akceptowany także i przez całą koalicję. Ale jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach, poczekamy na rozwiązania szczegółowe, aby je móc ocenić z punktu widzenia racjonalizowania wydatków. Z punktu widzenia sprawiedliwości rozłożenia i przywilejów i obciążeń. No i z punktu widzenia funkcjonowania w systemie emerytalnym jako całości.

Panie Prezydenci, Karta Nauczyciela. Zmiany w Karcie Nauczyciela, bo tu też byłyby oszczędności.

No, ale to jest postulat samorządów polskich.

Tak, bo nie mają pieniędzy, a muszą płacić.

Które nie mają pieniędzy i muszą…, utrzymują bardzo dużą ilość i szkół, gdzie jest mało dzieci. Bardzo dużą ilość nauczycieli, którzy uczą bardzo małą ilość dzieci. To jest ważny głos, sygnał świadczący, mówiący wiele o potrzebie zmian zachodzących w systemie. Swego czasu mówiłem o Karcie Nauczyciela w ten sposób, że uważam, że ją należy zmienić. Ale dobrze by było pewne uprawienia, przywileje nauczycielskie, że tak powiem, od tej grupy zawodowej wykupić. Częściowo to się stało, bo przecież w tym obszarze były bardzo duże podwyżki płac. I słusznie, bo zawód nauczyciela jest zawodem trudnym, ale także był słabo opłacanym przez wiele, wiele lat w Polsce. No, więc to jest problem rozmów i z nauczycielami. Wydaje mi się, że o ile wcześniejsze sygnały o potrzebie reformie Karty Nauczyciela, gdy płynęły ze sfery czysto politycznej, były odbierane jako swoista agresja wobec środowiska nauczycielskiego. Jeśli płyną od bezpośredniego pracodawcy, jakim są samorządy – według mnie wymagają rozsądnego podejścia, zgody na rozmowę na ten temat i szukania optymalnych rozwiązań. Ja uważam, że to jest oczywiście zadanie, które musi być podjęte, ale poprzez wcześniejsze przygotowanie w dialogu społecznym z uwzględnieniem i nauczycieli, uwzględnieniem także i samorządów.

Panie Prezydencie, bo rozmawiamy o przesunięciach o różnego rodzaju decyzjach, może nie bardzo bolesnych, ale jednak takich, które niektórych zabolą, a nie rozmawiamy o tym, co powinien zrobić rząd, żeby pobudzać gospodarkę. Do tej pory napędzały nas pieniądze z Unii Europejskiej, teraz ich może być mniej. Kryzys jest szeroki w Unii Europejskiej, nie wiadomo co się wydarzy. Co jest takiego w Polsce, na co powinniśmy postawić? Co byłoby nasze, napędzające nasz rozwój?

Proszę Państwa, no napędza…. Rozwój gospodarki Polski napędza przede wszystkim, powiedziałbym własny, stosunkowo duży rynek, gdzie można sprzedawać rzeczy. Sprzedawać towary. Rosnący eksport – to jest niesłychanie ważne. Także pieniądze z Unii Europejskiej, które wpłynęły i będą wpływały w dalszym ciągu w związku z przebudową, modernizacją infrastruktury i z innymi zadaniami. Według mnie to także jest praca Polaków. I zdolność do przyciągania kapitału zewnętrznego. Polska nieprzypadkowo jest na czołowych rankingach krajów przyjaznych kapitałowi zewnętrznemu. Dlatego, że Polska ma przepisy, które mimo wszystko plasują nas właśnie na takiej pozycji. Polska jest atrakcyjna, także przez fakt, że u nas nie ma kryzysu. Jest atrakcyjna dla wielu przedsiębiorców z zewnątrz. I to trzeba po prostu utrzymać. Tutaj nie trzeba odkrywać Ameryki. Nie trzeba jakby na nowo wymyślać jakichś superwynalazków. Według mnie trzeba cały czas pilnować tego, aby Polska była konkurencyjna i chciała konkurować skutecznie w stosunku do innych krajów europejskich i pozaeuropejskich. Ta zdolność konkurowania polskiego biznesu jest jednym z kluczowych, jakby zjawisk, wpływających na polski wzrost gospodarczy i na skuteczne konkurowanie z innymi, którzy są słabsi.

 

Panie Prezydencie, czy Pana pomysł w sprawie tarczy, kontynuacja, bo Pan mówił przecież, że to jest kontynuacja. Tarcza antyrakietowa, natowska, z polskim udziałem – Pan to zaznaczył. To jest pomysł też na pobudzenie polskiego przemysłu zbrojeniowego? Bo natychmiast odezwał się przemysł zbrojeniowy i pytał, tak, czy ta polska tarcza to na naszej bazie? Na ich?

O, ja uważam że absolutnie nie wolno deklarować tego, że wszystko jest inaczej niż powinno być. To znaczy najważniejsze jest to, abyśmy dysponowali systemem skutecznym obrony polskiego nieba, polskiej przestrzeni. A kto będzie potrafił dać najlepsze rozwiązania – to już jest kwestia oceny poprzez mechanizmy konkursowe, mechanizmy przetargowe i tak dalej. To co dzisiaj zostało, trochę przez prasę nazwane polską tarczą, to jest oczywiście realizacja wspólnej strategii ogólnonatowskiej, o którą, nie ukrywam, że też zabiegałem. Aby nie była tylko i wyłącznie aktualna idea amerykańskiej tarczy antyrakietowej, która przecież polskiej przestrzeni nie miała chronić. Bo nam zagrożenia rakietami balistycznymi…. Dla nas nie są najważniejsze. I to gdzieś z kierunku środkowej Azji. Dla nas są istotne rakiety średniego i bliskiego zasięgu. I NATO podjęło mądrą decyzję, że budujemy tarczę ogólnonatowską, w której każdy kraj powinien, trochę także w imię własnego bezpieczeństwa, ale i bezpieczeństwa całego systemu dać cały komponent. A oprócz tego jest amerykańska tarcza antyrakietowa, którą mam nadzieję, że amerykanie będą budowali z korzyścią dla siebie, ale i z korzyścią dla całego Paktu Północnoatlantyckiego. Są przewidziane cztery etapy budowania tego systemu. Ta amerykańska tarcza jest etapem czwartym. Są te dwa, trzy pierwsze, których my powinniśmy, kierując się własnym interesem, własnego bezpieczeństwa, bezpieczeństwa naszego regionu, innych krajów sąsiednich, ale także i całego Sojuszu Północnoatlantyckiego, zbudować skuteczny mechanizm obrony przed potencjalnym zagrożeniem.

Czyli co? I amerykańska tarcza antyrakietowa i natowska z naszym komponentem?

To jest… To samo ma być. To jest to samo. Amerykanie chcieli pierwotnie budować osobno amerykańską tarczę. Dzisiaj są decyzje natowskie, że budujemy ogólnonatowską, tylko zdolną do obrony, nie tylko przed rakietami balistycznymi, które zagrażały Stanom Zjednoczonym potencjalnie, tylko budujemy ogólnonatowską, która ma chronić także terytoria wszystkich krajów członkowskich NATO, w tym Polski. I na tym na zależało i to zrealizujemy zachęcając inne kraje, aby zrobiły ten sam wysiłek.

A ten wysiłek to jest ile, panie Prezydencie?

Słucham?

Ile pieniędzy to jest ten wysiłek? Bo specjaliści mówią, że 15 miliardów złotych.

Według mnie sporo. Ja myślę, że to jest prawidłowa ocena. Oczywiście wstępna. Ale pragnę po pierwsze przypomnieć, że samo zaangażowanie w Afganistanie w ciągu ostatnich pięciu lat kosztowało Polskę ponad pięć miliardów złotych. A więc jedną trzecią tego systemu byśmy już mieli sfinansowaną.

Mamy.

A oprócz tego, według mnie, ja zakładam, że wzrost gospodarczy Polski przełoży się na wielkość PKB. A ustawa, którą ja wprowadziłem jako minister obrony narodowej gwarantuje wzrost budżetu obronnego w zależności od wzrostu PKB. A więc będzie nadwyżka. Ta nadwyżka powinna być przeznaczona na budowę polskiej obrony przeciwlotniczej, przeciwrakietowej, która będzie cząstką systemu ogólnonatowskiego. I będzie budowało też odporność NATO jako całości. A oprócz tego ja zakładam, że liczące się oszczędności, między innymi etatowe powinny być przesunięte…. Powinny pozwolić na zbudowanie skutecznego systemu, właśnie tej obrony przeciwpowietrznej ze względu na planowane i uzgodnione z rządem, przeze mnie postulowane od wielu już lat zmiany w polskim systemie dowodzenia. Tak aby system dowodzenia był mniejszy i bardziej spłaszczony, ale za to efektywniejszy i skuteczniejszy. Żeby było więcej żołnierzy, a mniej… jak to się mówi, więcej Indian, a mniej wodzów.

Panie Prezydencie, ale Rosjanie byli przeciwni tarczy amerykańskiej, a ta ma nas chronić przed rakietami, jak rozumiem z ich strony również? To jak właśnie…?

Nie, nie, nie. To właśnie na tym polega ten błąd. Amerykańska tarcza antyrakietowa była pomyślana jako system obrony przed potencjalnymi rakietami z Dalekiego Wschodu i ze Środkowego Wschodu.

No tak.

Ale wymierzonymi w terytorium Stanów Zjednoczonych.

No tak, ale teraz jeśli to będzie….

Dzisiaj zmiana nastąpiła zasadnicza i ma być ogólnonatowska tarcza, która ma chronić NATO, kraje członkowskie, w tym także Polskę przed rakietami nie tylko balistycznymi. I nie tylko, jakby Stany Zjednoczone i zachodnie krańce Europy, tylko całość NATO przed wszystkiego typu zagrożeniami rakietowymi.

Czyli przed każdymi rakietami? Również rosyjskimi, ewentualnymi?

Tak, tak. Również takimi, które mogą nam potencjalnie zagrażać, Polsce.

No to tym bardziej Rosjanie, czy oni nie będą protestowali w tej sytuacji?

Wie Pani, Rosjanie protestują przeciwko tej czwartej fazie, czyli przeciwko amerykańskiej tarczy antyrakietowej, uważając, że ona narusza jakoś ich równowagę. Polska wsparła Stany Zjednoczone w pełni. Była skłonna brać odpowiedzialność za ulokowanie tutaj cząstki systemu amerykańskiej tarczy antyrakietowej. I z tego się nie wycofujemy. Problem polega na tym, że polityka amerykańska się trochę zmieniła po poprzednich wyborach prezydenckich. I z tej tarczy….

No właśnie, nie bardzo.

Na razie nie widać, żeby ona była realizowana. Ale gotowość Polska zachowuje w dalszym ciągu, tyle że dzisiaj zapadły według mnie po pierwsze z pełną akceptacją i zgodą Stanów Zjednoczonych zgodnie z naszymi oczekiwaniami, decyzje, że budujemy ogólnonatowski system obrony, którego częścią według mnie powinna być tarcza antyrakietowa amerykańska, jeżeli powstanie.

Panie Prezydencie, to skoro jesteśmy przy Rosji, to była duża nadzieja, że będzie ocieplenie stosunków po katastrofie smoleńskiej, że będzie zbliżenie. Tymczasem no nie widać, żeby było to zbliżenie, nie ma wraku samolotu TU sto pięćdziesiąt cztery w Polsce, jest problem gazu, Rosjanie nie obniżają nam cen jako jedynym w regionie.

Wie Pani, problemów jest wiele, ale warto zauważyć to, co się zmieniło na dobre także. Ja chciałem powiedzieć, jestem ostatnim, który by chciał ogłaszać, że jest koniec szans, nadziei na poprawę, ocieplenie klimatu w relacjach wzajemnych z Rosją, bo nie znajduję żadnej przesłanki ku temu. Nikt nie obiecywał, że bo to będzie łatwe i szybkie, to jest polityka długiego marszu. Tak jak kiedyś była z Niemcami polityka długiego marszu, od 1966 roku po dzień dzisiejszy zaowocowała dobrymi - po drodze było NATO, po drodze była Unia Europejska- relacjami z naszym zachodnim sąsiadem, z którym też mamy rachunki historyczne przecież niesłychanie trudne.

To nowe otwarcie, panie Prezydencie, teraz?

Z Rosją, wie Pani, no zobaczymy.

Z nowym prezydentem?

Polska powinna podtrzymać gotowość do budowania lepszego klimatu i to robimy. Musze pani powiedzieć, że warto wyciągać także wnioski z jednego prostego faktu, nawet w najtrudniejszym okresie relacji polsko-rosyjskich wymiana handlowa między Polską a Rosją rosła lawinowo, szła w górę, to znaczy, że jest ogromny potencjał woli i interesu, który będzie sprzyjał temu, żebyśmy z sobą coraz bliżej współpracowali. No bacznie pilnując swoich własnych interesów. Natomiast jeżeli, ja mogę Pani powiedzieć jedno, że to na pewno jedno obowiązuje, obowiązuje w dalszym ciągu nietracenie nadziei, że może być lepiej. Bez żadnej euforii, bez żadnej naiwności, ale także i obowiązuje zasada polityki długiego marszu. Ja będę miał przyjemność przyjmować także w Warszawie patriarchę Moskwy Kościoła Prawosławnego, co jest wydarzeniem absolutnie historycznej rangi, czegoś takiego przez tysiąc lat nie było. Przyjeżdża na zaproszenie Kościoła Prawosławnego w Polsce patriarcha Cyryl, spotka się z biskupami, z Episkopatem będzie wydane wspólne oświadczenie, które jest można powiedzieć wyrazem woli obu Kościołów, polskiego katolickiego i prawosławnego rosyjskiego. Ale przecież ma istotne znaczenie dla także do podtrzymania pewnej wizji czy pewnej potrzeby budowania jak najlepszych relacji między społeczeństwami, narodami, także między państwami i to trzeba z tego też uznać, że to może być postęp, trzeba w to inwestować bez przekonania, że to się może dokonywać bardzo szybko.

 

Słyszę Kościół, przepraszam że takie skojarzenia i szybkie zmiany tematów, ale to kwestia czasu. Czy popiera Pan Prezydent projekt Jarosława Gowina w sprawie in vitro?

Mam ten komfort, że po prostu poczekam na to, co wyjdzie z polskiego parlamentu i dotrze na biurko prezydenta jako projekt, w którym już nie warto, że tak powiem, dzielić włosa na czworo, tylko trzeba się zmierzyć z prostym problemem, czy jest to projekt, który szanuję w stopniu maksymalnie możliwym wrażliwości różne, które w tej kwestii będą. Ja patrzę na problem in vitro w ten sposób: dzisiaj jest wolnoamerykanka, dzisiaj nie ma żadnych ograniczeń w stosowaniu metody in vitro, więc z punktu widzenia wrażliwości katolickiej czy Kościoła, to jakiekolwiek narzucenie ograniczeń to powinno być traktowane jako pójście od gorszej sytuacji do lepszej. A przecież o to chodzi, żeby iść w kierunku dobra, a nie zła.

Ale Panie Prezydencie, któryś jest panu bliższy? Projekt Jarosława Gowina, czy projekt pani Kidawy-Błońskiej?

Nie, nie będę, wie Pani, ja już nie jestem członkiem partii politycznej, więc ja nie muszę się zmagać z tego rodzaju dylematami. Życzę aby, aby parlament polski, bo przecież to stosunek do kwestii in vitro dzieli różne środowiska, wie pani. No jak gdzieś, jak słyszę niektórzy mieli pomysły karania więzieniem, prawda, czy innymi karami za stosowanie metody in vitro, więc widać, że jest ogromne rozstrzelenie poglądów i postaw we wszystkich środowiskach politycznych. W związku z czym jest według mnie paradoksalnie możliwy stosunkowo szeroki obszar kompromisu politycznego.

Panie Prezydencie…

Nie, nie światopoglądowego.

Ale, ale zgodzi się pan na mrożenie zarodków?

Pytanie jest, jak to można zrobić, aby metoda była skuteczna i aby była, że tak powiem, uwzględniająca także i wrażliwość katolicką w stopniu większym, niż to ma miejsce dzisiaj, gdzie można wszystko.

Czyli mrożenie tak czy nie?

Zobaczymy, jak przyjdzie projekt, będziemy się zastanawiali. Życzę wszystkim siłom politycznym, aby znalazły rozsądne wyjście, nie dążąc do skrajności, czyli także odrzucając pomysły na karanie więzieniem.

No tak, ale to są światopoglądowe sprawy i trudno jest znaleźć ten złoty środek, bo jeśli chodzi o światopogląd, to trudno go nagiąć do pewnych spraw.

Nie ma kompromisów w kwestiach światopoglądowych.

Nie ma kompromisów, tak.

Ale polityka może w stopniu może szukać rozwiązań kompromisowych w stopniu maksymalnie dużym szanujących różnice światopoglądowe. Tak było przy ustawie antyaborcyjnej i uważam, że ona jest przykładem kompromisu politycznego. Bez żadnego próby nakazania komukolwiek, żeby miał, żeby nagiął swoje sumienie i stosował tą metodę, stosował się wbrew własnemu sumieniu do rozwiązań, jeśli to jego samego dotyczy.

Panie Prezydencie, słychać zewsząd nawoływania do Pana większej aktywności i większej aktywności od rządu. To jeśli chodzi o aktywność, to pytanie, czy pan zaprosi liderów partii politycznych, żeby być patronem takiego, takiej kultury politycznej w Polsce. Po buczeniach na na Cmentarzu Powązkowskim.

Uważam, że każdy musi robić, można wiele zrobić własnym po prostu przykładem. Staram się nikogo nie obrażać, nikogo nie zrażać, staram się akceptować fakt, że wszyscy mają prawo do odmiennego, trochę innego kochania Polski i innej wrażliwości. Będę oczywiście próbował i ratować ten element wspólnotowości w przeżywaniu świąt narodowych i to będę robił bardzo konsekwentnie tak jak do tej pory. Natomiast jeśli Pani mówi o większej niezależności, to ja tak myślę, często tego rodzaju opinie słyszę, ale coś mi się wydaję, że one płyną z tych kręgów, z tych środowisk, które kiedyś własnych, że tak powiem w cudzysłowie, własnych prezydentów traktowały jako użyteczne narzędzie własnej polityki. No niech Pani zrobi łaskawie, jeśli można zasugerować taką, proste badanie. Który z prezydentów, gdy rząd był z jego własnej formacji w najwyższym stopniu stosował, w wyższym albo mniejszym prawo weta i kierowania wniosków do Trybunału Konstytucyjnego?

To ja odpowiem panu Prezydentowi: to Pan.

To ja to sprawdziłem.

Ja też to sprawdziłam - Pan.

No więc właśnie. I to jest miara niezależności.

Pan, ale to ciągle jest bardzo mało…

Mówię pani…

…bo czterysta prawie ustaw, dwa, dwa weta.

Ale chwila, no mój poprzednik jedno weto w okresie, kiedy rządził PiS, jedno weto, zero wniosków do Trybunału Konstytucyjnego. Ja dwa weta i cztery wnioski do Trybunału Konstytucyjnego, co jest według mnie miara mojego obiektywizmu w ocenie bliskiego mi Rządu. I powiem więcej, największą mam satysfakcję z tego, że wszystkie do tej pory i weta, i wnioski do Trybunału wygrałem. Co znaczy, że nie kieruję się niechęcią, tylko oceną, co jest, a co nie jest konstytucyjne, co jest dobre, co nie. I tak postaram się postępować w dalszym ciągu bez względu na to, kto sprawuję władzę. Bo to nie jest sztuka pokazywać niezależność wtedy, jeżeli ma się rząd innej formacji, sztuka jest pokazywać niezależność, która nie szkodzi Polsce, nie niszczy tego, co jest wartością najwyższą, a więc pewnej stabilności polityki polskiej i niekonfliktowości, i braku konfliktów na szczytach władzy państwa polskiego z jednoczesnym twardą oceną tego, co jest, a co nie jest konstytucyjne, albo co szkodzi Polsce, albo co nie.

Dziękuję bardzo.

I tak będzie. Dziękuję bardzo.

Prezydent Bronisław Komorowski. Dziękuję Panu, dziękuję Państwu.

Dziękuję bardzo.

I do zobaczenia. Życzę miłego wieczoru.