Menu rozwijane

04 września 2012

Dobry wieczór, Panie Prezydencie.

Bronisław Komorowski: Dobry wieczór Panu.

Dziękujemy za gościnę w Belwederze. Mocne wypowiedzi (dot. afery Amber Gold), prawda?

Zawsze łatwiej o mocne wypowiedzi niż o mocne działania – taka jest reguła w polityce. Słucham z pewnym zdziwieniem mocnych wypowiedzi i słów osób, które dokładnie te same pytania mogłyby zadać własnej ekipie rządowej, własnemu środowisku.

Czy ma Pan Prezydent na myśli na przykład Ryszarda Kalisza, który pytał w wielkich emocjach: Kto tu rządzi na obszarze Rzeczypospolitej?.

Nie chcę wymieniać żadnych nazwisk… Państwo polskie i każdy z nas styka się z różnego rodzaju oszustami. I nie ma przed oszustwami lepszego zabezpieczenia niż własna ostrożność. Państwo jest od tego, aby ścigać oszustów, jeśli da się złapać za rękę, coś udowodnić. Ale oszuści są na ogół cwańsi, bardziej sprawni, bo część swoich operacji robią w ukryciu, a też w znacznej mierze wykorzystują naiwność ludzką. Przecież za tą sprawą stoi ileś tam tysięcy umów indywidualnych, podpisanych przez osoby, i to osoby, które często były i są pewnie dosyć zaradnymi w życiu, skoro mogły tam lokować pieniądze. A jednak chęć zysku powoduje, że mniej krytycznie patrzymy na oszusta, który od strony psychologicznej świetnie to rozgrywa.

Niektórzy mówią, że ci ludzie, którzy tam zainwestowali, są sami sobie winni. Pan też by tak powiedział?

Każdy człowiek odpowiada za to, gdzie lokuje własne oszczędności i jakiego dokonuje wyboru. Przecież banków jest pełno. Amber Gold był instytucją prywatną bez żadnej gwarancji, bez poręczeń, za to oferował bardzo wysokie zyski – teoretycznie, bo w praktyce była to klasyczna piramida, która po prostu oszukała ludzi. Rozumiem, że można zastanawiać się, czy państwo polskie potrafiło w porę wyciągnąć wnioski z tego, co się wydarzyło – nie po raz pierwszy. Tego rodzaju oszustw mamy wiele w kraju i za granicą i trochę ze zdziwieniem słyszę, jak ktoś pohukuje na obecną ekipę, zapominając, że z analogicznymi problemami nie potrafił sobie poradzić w czasie, kiedy sprawował władzę.

Rzeczywiście zostały popełnione błędy, które skutkowały tym, że ta piramida rosła, rosła, rosła… aż w końcu się zawaliła. Widziałbym te błędy w dwóch obszarach. Powiedziałbym, że jednak głównie jest to wymiar sprawiedliwości, i to sprzed ładnych paru lat, kiedy główny bohater, negatywny bohater tego dramatu miał wyroki w zawieszeniu albo sam się godził na wymiar kary i dzięki temu unikał rozgłosu. Warto zapytać, dlaczego wtedy sędziowie przez ładnych parę lat dawali tego rodzaju łagodne wyroki.

Pan widzi w tym celowe działanie czy błąd?

Nie wyręczę prokuratury w tym wypadku. To na pewno warto sprawdzić. Jestem przekonany, że wewnątrz wymiaru sprawiedliwości jest dzisiaj analizowane, czy były uzasadnienia dla takich wyroków. Jedno jest pewne: te umorzenia pozwalały autorowi tego skandalu funkcjonować przez wiele lat, nieomal do dnia dzisiejszego.

Drugi obszar, gdzie według mnie rzeczywiście ujawniła się słabość – pytanie: czy ludzi, czy procedur, czy przepisów – to warta wyjaśnienia kwestia dosyć powolnych działań prokuratury w momencie, kiedy dostała informacje o tym od odpowiednich służb. Bo to był i nadzór finansów publicznych, nadzór bankowy i – jak dzisiaj donosi prasa – także Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Panie Prezydencie, ta sprawa dotyczy takiego dość fundamentalnego chyba poczucia sprawiedliwości.

Uważam, że to nie zdejmuje z właściciela obowiązku pilnowania własnych pieniędzy. Jest rola państwa w ściganiu oszusta, ale nie jest rolą państwa dbanie o to, by ludzie powściągnęli swoją chęć wielkiego zysku przy mniejszym ryzyku utraty pieniędzy. To już jest kwestia charakterów ludzkich.  Wszyscy musimy dokonywać takiego wyboru, czy chcemy ryzykować więcej żeby więcej zarobić, czy też powściągamy swoją chęć zarobienia pieniędzy, ale w zamian za większe bezpieczeństwo.

Tylko pytanie, w którym momencie obywatel powinien czuć się bezpieczny w tej sprawie… Niedaleko stąd była jedna z siedzib Amber Gold. Jakiś Polak przechodzi ulicą, widzi plakat, widzi ładną siedzibę, ładny szyld, wchodzi do środka, miła pani składa mu pewne oferty. Dlaczego on ma zakładać, że zostanie oszukany, jeżeli ma wrażenie, że to jest legalna działalność. Kłopot w tym, że KNF zamieszcza ostrzeżenia w Internecie… i nie wszyscy je czytają.

Gdyby to była nielegalna działalność, to nie powinna istnieć, musiałaby być pod ziemią.

Jeżeli więc legalna, to skąd mamy taki problem?

Stąd, że to jest oszustwo, po prostu oszust.

Mówimy: działalność legalna, ale oszust. Ludzie się w tym gubią. To jest problem.

Jeżeli Pan chciałby wierzyć każdej reklamie, każdemu ładnemu szyldowi, to niech Pan uważa, bo to znaczy, że jest Pan kolejnym zagrożonym naiwnością i utratą pieniędzy. Nie należy się dawać nabierać na ładne słowa, na ładne reklamy, na ładne szyldy czy witryny, bo można się strasznie oszukać i ponieść ogromne straty. Dlatego nic nie zastąpi własnej ostrożności, także powściągnięcia chęci zarobienia bardzo wiele przy dużym ryzyku.

Panie Prezydencie, dotykamy tu chyba kluczowego sporu o wizję państwa, jaki słyszeliśmy w czasie tej debaty w Sejmie. Premier mówił: Ta sytuacja nie przekonuje mnie, że niezależność prokuratury od ministra sprawiedliwości jest błędem, opozycja mówi: Państwo powinno nie tyle łapać oszusta, kiedy on popełni oszustwo, ile uniemożliwić mu popełnienie tego oszustwa, a ludzie mówią: Co z tego, że KNF ostrzega przed tą firmą. Albo ta firma może robić to, co robi, albo nie może. Jak ma się człowiek w tym odnaleźć?

Jeżeli Pan sądzi, że w życiu Pan nie spotka ludzi nieuczciwych, którzy wykorzystają możliwości zarobienia Panem kosztem, to jest to trochę naiwne. I szewc może źle buty szyć i zelować, mimo że ma koncesję na ten zawód. I lekarz może być nierzetelny, mimo że będzie miał studia i dyplom na ścianie. Nikt nie jest w stanie sięgnąć do intencji człowieka, który zakłada firmę. Nigdy nie wiadomo, czy tę firmę założył po to, aby oszukać innych, czy by zarobić pieniądze uczciwie. Nie wolno z góry zakładać, że każdy, kto zakłada firmę, jest oszustem. Można – i państwo to powinno – w procesie rejestrowania firm, działalności gospodarczej, analizować takie sytuacje: czy można wydać koncesje, czy można wydać zgodę – tam gdzie ona jest konieczna z punktu widzenia działań administracyjnych. Jest pytanie, dlaczego dawano wyroki zawieszeniu. Prawdopodobnie dlatego, ktoś się starał o to, żeby nie być w rejestrze skazanych, nie być upubliczniony jako oszust. To jest ważne pytanie.

Gdyby Pan głosował, to czy Pan głosowałby za powołaniem komisji śledczej do wyjaśnienia tej sprawy, czy przeciw?

Byłem Marszałkiem Sejmu przez parę lat i przyglądałem się mechanizmom powstawania komisji śledczych. One najczęściej jednak bywały motywowane politycznie, czyli potrzebą batalii politycznej. I poza jedną, może dwoma, nie zapisały się chwalebnie w dziejach polskiego Sejmu. Niektóre tak – na przykład sprawa, która była dosyć dawno i nie była przedmiotem bieżącego sporu, a może nawet w ogóle nie była sprawą sporu. To była kwestia wyjaśnienia okoliczności śmierci pana Olewnika. Ta komisja bezkonfliktowo prowadziła sprawę i uzyskała efekty. Natomiast komisje śledcze powoływane ad hoc, ze względu na jakieś napięcie polityczne, nie zapisały się dobrze w Sejmie i nie przyniosły żadnych wyjaśnień. Na ogół stawały się areną batalii politycznej ze stratą dla wszystkich. Może z korzyścią dla tych, którzy dobrze się czują w konflikcie politycznym. Radziłbym więc nie lokować nadziei w tym, że w tej sprawie coś wyjaśni komisja śledcza w Sejmie. Być może kiedyś będą takie sprawy, które będą się kwalifikowały do wyjaśnienia. Do tego, żeby coś wyjaśnić, trzeba współdziałania wszystkich. Natomiast tutaj niewątpliwie wiele do zrobienia ma prokuratura. Jest śledztwo, oszust siedzi w areszcie, jak sądzę, gromadzone są dowody jego przestępczej działalności i powinno się to skończyć wyrokami.

Tylko że to jest dość wyjątkowa sprawa, bo najwięcej pytań w tej sprawie dotyczy prokuratury i sądu. Za każdym razem sam bym mówił: niech właściwe instytucje – sąd i prokuratura – tym się zajmą. Tylko może właśnie to jest ta sprawa, kiedy komisja śledcza może zadawać pytania w sprawie prokuratury. Bo teraz to prokuratura będzie sprawdzać, co sama źle zrobiła.

Można prokuraturze zadawać pytania i bez powoływania komisji śledczej. Nie udawajmy, że tak nie jest. Można – jeżeli się chce i wie się, o co pytać. Oddzielmy te dwie kwestie: pewnego oczekiwania i żądania od prokuratury złożenia wyjaśnień. Ale też poczekajmy. Zobaczymy, co prokuratura ustali. Sądzę, że prokuratura będzie w tej chwili pracowała bardzo intensywnie i  z bardzo mocną wolą dojścia do pełnej prawdy i jej obnażenia. Prokuratura w pierwszym rzędzie jest zainteresowana obnażeniem przestępcy, obnażeniem oszusta. I jestem przekonany, że to będzie miało miejsce – jeżeli się uda zdobyć dowody nie tylko w postaci pokrzywdzonych ludzi, ale także inne materialne dowody matactwa, planowanego oszustwa, zakładanych zysków kosztem utraty pieniędzy przez innych.

I tego, o czym Pan mówił: dlaczego prokuratura nie podejmowała działania pod wpływem na przykład sygnałów z KNF-u.

Uważam, że to jest naprawdę bardzo poważna kwestia i myślę, że pan prokurator Seremet postara się to wyjaśnić i że złoży wyjaśnienia przed opinią publiczną. Jest niezależny jako instytucja, ponosi odpowiedzialność za prokuraturę i niewątpliwie w jego interesie  – interesie rozumianym jako opinia o prokuratorach i o prokuraturze – jest to, aby zostało wyjaśnione, dlaczego były tego rodzaju  dziwne zachowania, umarzania sprawy. To wymaga wyjaśnienia.

Czy w Pana przekonaniu prokurator Seremet to jest ten człowiek, który jest w stanie naprawić prokuraturę, wykryć te błędy i zmienić na lepsze?

Myślę, że nie wolno w ten sposób oceniać. Byłaby to ocena decyzji mojego poprzednika, prezydenta Kaczyńskiego, czy postawił odpowiedniego człowieka w tej funkcji. Według mnie to jest okazja i dodatkowy sygnał, który powinien zachęcić do prac nad głęboką reformą prokuratury jako całości. I takie prace, o ile wiem, są w rządzie prowadzone. Tu nie chodzi o personalia, o charaktery czy poglądy ludzkie, czy o oceny poszczególnych ludzi. Tu chodzi o rozstrzygnięcia bardziej natury ogólnej, jeśli chodzi o ustrój prokuratury.

Ale wymagałoby to większego nadzoru, na przykład ze strony ministra sprawiedliwości?

To jest naiwna wiara, że jak ktoś będzie kogoś kontrolował, to zawsze wszystko będzie dobrze. Według mnie trzeba szukać o wiele głębszych zmian ustroju prokuratury. Mówiłem o tym parokrotnie. Prokuratura może albo sama prowadzić śledztwa – i wtedy wszyscy będą do niej mieli pretensje, że prowadzi śledztwo nie tak, a coś umorzyła, a nie podjęło jakichś spraw. Albo może mieć charakter taki, jaki prokuratura ma w wielu krajach, miała przed wojną, że nadzoruje śledztwa prowadzone przez policję albo przez sędziów śledczych. I to warto rozważyć po tym doświadczeniu, dosyć bolesnym doświadczeniu sprawdzania, badania i rozstrzygania w kwestiach Amber Gold.

Roczne sprawozdanie prokuratora generalnego czeka na podpis premiera. Czy Pan na miejscu premiera podpisałby je? Czy może poczekał na to, co zrobi prokurator Seremet w tej sprawie, w sprawie ewentualnych zaniechań prokuratury?

Nie wiem, ile czasu ma premier, aby podjąć decyzję o złożeniu podpisu.

Nie ma limitu.

Przy takim napięciu, napięciu krytyki i wyraźnie zawiedzionych nadziei, uważam, że należałoby się wstrzymać. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby prokuratura w praktyce pokazała, że potrafi sobie radzić z trudnymi sprawami, co niewątpliwie mogłoby wpłynąć przede wszystkim na ocenę opinii publicznej, ale także opinię premiera.

Ostatnie pytanie w tej sprawie. Premier mówił – nawet w Sejmie – że wypowiada się jako szef rządu i jako ojciec. Czy Pan też myślał o tej sprawie jako prezydent, głowa państwa, i jako ojciec? Jak zachować się w takiej sytuacji? Uprzedzać dzieci, otoczyć ochroną, niech służby sprawdzają, co robią, złapią za rękę, jeżeli są bliskie popełniania błędu? Czy jest jakiś idealny system w tej sprawie?

Pyta pan o dwie sprawy. Co należy robić, aby obywatela ostrzegać przed zagrożeniami i powściągać także jego chęć zysku przy dużym ryzyku własnym. A czym innym są problemy natury wychowawczej.

W tym wypadku obywatel jest synem najważniejszych ludzi w państwie…

Po pierwsze, strasznie nie lubię, jeżeli się miesza odpowiedzialność rodziców i odpowiedzialność dorosłych dzieci. To są praktyki ze złego okresu w Polsce, kiedy rozliczano rodziców za dzieci, a dzieci za rodziców. To jest rzecz okropna. Po drugie, sądzę, że każdy rodzic na pewno chce jakoś i ostrzec, i odpowiednio ukształtować własne dzieci, tak aby radziły sobie w życiu. A elementem radzenia sobie w życiu jest własna dzielność i pewna ostrożność w kontaktach z ludźmi, w kontaktach z firmami, w miejscu pracy i tak dalej. Moje dzieci – starsza trójka – pracują, są już poza domem. I myślę, że ich ostrożność – nie moja, żeby nie było żadnych wątpliwości – polegała między innymi na dokonaniu bardzo trudnego wyboru: one postanowiły, że nigdy nie pójdą do pracy w administracji samorządowej czy administracji państwowej.

Ale czy one przychodzą do pana i mówią: tato, chciałbym pracować tu i tu?

Nie, bardzo mało mi mówią. Ja się dowiaduję ostatni, gdzie pracują albo co robią. Bo one uważają, że nie należy stwarzać nawet jakiegoś pozoru istnienia powiązań między polityką a ich losem. Ale płacą za to bardzo wysoką cenę. Oczekiwanie, że dzieci polityków nie będą nigdzie pracowały, jest jakimś nonsensem. To jest jakiś szaleństwo. Myślę, że taki wydźwięk afery Amber Gold jest znacznie spotęgowany przez fakt, że zdołano w to jakby wplątać syna premiera. To jest jakieś okrucieństwo wobec ojców, którzy wybrali zawód polityka. Ich dzieci też muszą gdzieś pracować. I pracują na swój własny rachunek, na własną odpowiedzialność. A ta odpowiedzialność powinna być dokładnie taka sama, jak każdego innego obywatela.

Panie prezydencie, teraz zupełnie inny wątek. W piątek prezydent Francji, Francois Hollande, stanął przed kamerami i powiedział: mam obowiązek powiedzieć wam prawdę – będzie bardzo ciężko, to będzie długi kryzys. Czy to jest taki moment, żeby prezydent czy premier stanął przed kamerą i to powiedział Polakom?

No proszę, jeszcze niedawno były zastrzeżenia wobec prezydenta, wobec premiera, że nie mówiliśmy przed wyborami, że będzie trzeba zrobić reformę systemu emerytalnego. A prezydent Francji robi dokładnie to samo. Wygrał wybory i dzisiaj czuje ciężar odpowiedzialności za naród, za państwo, za gospodarkę francuską. I zapowiada Francuzom: jeśli chcemy przetrwać w dobrej kondycji i znaleźć wyjście z kryzysu gospodarczego, to musimy podejmować trudne, bolesne decyzje. I ja uważam, że to jest dobrze, jeśli przywódca ma odwagę powiedzenia tego narodowi, ale jeszcze lepiej jest wtedy, jeżeli potrafi do tego naród przekonać.

Ale to mówi prezydent Francji. A Polski?

Polski prezydent zrobił to dużo wcześniej i będzie robił dalej. W naszej części Europy mamy doświadczenie wychodzenia z bankructwa systemu komunistycznego, gospodarki komunistycznej, mamy też doświadczenie przekonania własnego społeczeństwa do koniecznych, trudnych działań. To było doświadczenie rządu Tadeusza Mazowieckiego; to było doświadczenie rządu Jerzego Buzka. To także jest doświadczenie obecnego rządu, który miał odwagę powiedzieć: w imię przyszłości musimy podjąć decyzję o zmianach w systemie emerytalnym.

Jakie są konieczne, trudne działania teraz? Czego Pan spodziewa się po expose premiera?

Mam nadzieję, że będą to propozycje działań z jednej strony zabezpieczających – mówiłem o tym na forum [ekonomicznym] w Krynicy. Uważam, że powinny być podejmowane działania w imię utrzymania wzrostu gospodarczego. Bo przecież proszę zwrócić uwagę, że myśmy przeszli przez ten okres kryzysu gospodarki europejskiej w bardzo dobrej kondycji. Do niedawna byliśmy jedyną zieloną wyspą. Dzisiaj jest już archipelag tych wysp. To są wszystko kraje ludzi dzielnych, zaradnych, pracowitych, którzy mają przywódców niebojących się podejmowania decyzji. To jest Estonia, Łotwa i Litwa, Słowacja, Szwecja i Finlandia, a niedługo będzie Islandia i Irlandia, która przecież niedawno miała i jeszcze ma kłopoty, ale jest na dobrej drodze do wyjścia z sytuacji kryzysowej.

Tylko gdzie nadzieja dla dzielnych Polaków – bo są mniejsze inwestycje, firmy mniej wydają, bezrobocie rośnie, konsumpcja jest coraz mniejsza. Nie ma tych inwestycji.

Jak firmy ograniczają zatrudnienie, to oczywiście, że rośnie bezrobocie. Nie ma innego wyjścia. Dlatego nie ma co straszyć kryzysem, bo Polsce, nawet wedle najbardziej pesymistycznych ocen, nie grozi taką sytuacja, w jakiej się znalazły Hiszpania, Włochy czy Grecja. Nam grozi spowolnienie wzrostu. Ale spowolnienie oznacza utrzymanie wzrostu, tylko na niższym poziomie – a nie recesję, załamanie i głęboki kryzys. Nie budźmy więc lęków ponad potrzebę. Budźmy natomiast właśnie wolę działania.

Jeśliby zadzwonił do Pana premier i zapytał: o czym mam mówić, Panie Prezydencie...

Rozmawiamy z premierem regularnie, wyjaśniamy sobie wiele kwestii i bardzo dobrze nam się współpracuje. Uważam, że pierwszym zadaniem jest utrzymanie konkurencyjności polskiej gospodarki. Jak można utrzymać konkurencyjność? Po pierwsze, według mnie jest czas na dosyć głęboką zmianę w systemie prawa pracy, tak aby rynek pracy był bardziej elastyczny. Innymi słowy, aby na przykład bezrobocie było płacone nie za sam fakt zarejestrowania, tylko za rzeczywiste nieznalezienie pracy. Jest problem zbyt elastycznego traktowania umów czasowych. To jest dolegliwe. Można i powinno się to regulować, ale tak, żeby jednocześnie nie zachęcać pracodawców do usuwania ludzi, którzy oczekują, że będą mieli zatrudnienie na stałe.

A podwyżka podatku VAT i CIT – myśli Pan, że jest nieunikniona?

Uważam, że ważniejsze jest utrzymanie atrakcyjności Polski jako miejsca inwestycji kapitałowych, bo to stąd się rodzą nowe miejsca pracy. To jest kwestia zabezpieczenia i tak względnie dobrze zabezpieczonego systemu bankowego Polski. My nie mamy tego rodzaju dramatycznych doświadczeń jak Amerykanie, których banki bankrutowały. Ale warto dla poczucia bezpieczeństwa inwestorów, a także ludzi oszczędzających w bankach, pójść wzorem amerykańskim, gdzie jednak buduje się dzisiaj, po szkodzie, rozwiązania, które oznaczają, że powstaje mechanizm nie tylko ratowania banków zagrożonych upadłością, ale nawet przymusowego ich sprzedawania, tak aby nowy właściciel radził sobie lepiej. To jest pewne odejście od amerykańskiego wzorca liberalnej gospodarki, ale być może konieczne, bo ważniejsi są ci, którzy oszczędzają, ważniejsi są ci, którzy biorą kredyty i inwestują, niż ci, którzy czasami zdradzają chęć nadmiernego łatwego zysku przy bardzo dużym ryzyku. To także jest szukanie polskich szans na rynkach wschodzących, na tych nowych biegunach rozwoju gospodarczego świata. Bo Polska będzie miała kłopoty wynikające nie z tego, że my jesteśmy źródłem kłopotu, tylko z tego, że rynki europejskie się zawężają. A my chcemy eksportować, sprzedawać naszą produkcję.

O tym mówi też prezydent Francji – ponieważ wszyscy dookoła mają kłopoty, także rynki wschodzące, to tam też będzie ciężko tam eksportować.

Dlatego musimy ścigać się i z Francuzami, i z innymi, żeby wejść na rynki zewnętrzne. I temu na przykład służyła wizyta moja w Chinach. Trzeba tam wchodzić, aby zdywersyfikować, zróżnicować kierunek eksportu polskiej produkcji – nie tylko do Unii Europejskiej, gdzie już są kłopoty. Ale to nie są jeszcze nasze kłopoty. Więc nie ma co załamywać rąk. My i tak jesteśmy we względnie lepszej sytuacji niż absolutna większość krajów Unii Europejskiej. My nie jesteśmy źródłem kłopotów. Dla Unii to my jesteśmy źródłem nadziei, Panie Redaktorze!

Mówi Pan o ściganiu się… Mam wrażenie, że liderzy różnych partii ścigają się teraz na expose. Swoje wygłosił już prezes PiS – nie wiem, czy Pan go słuchał uważnie, czy Pan je zna. Czy był tam jakiś punkt, po którym Pan by się podpisał?

Proszę Pana, jestem może trochę staroświecki, ale uważam, że expose … że jest do twarzy z expose premierowi urzędującemu. A więc temu, który dźwiga odpowiedzialność za własne decyzje, a nie tylko za własne słowa. To jest jedno. Ale też uważam, że w każdej wypowiedzi opozycji warto szukać jakiegoś ziarna interesujących rozwiązań.

A znalazł Pan takie ziarno?

Odnoszę wrażenie, że o wiele łatwiej o różne wizje, o różne idee, bardzo ogólne pomysły, a trochę za mało jest konkretnych rozwiązań, które można by zweryfikować od strony ich realności – w zderzeniu z realiami finansowymi państwa. I tego oczekuję. Myślę, że warto powiedzieć: idea fajna, ale poczekamy na konkrety i te konkrety będziemy oceniali. Natomiast nie należy z góry mówić, że na pewno wszystko jest bzdurą. Według mnie w każdej dyskusji można znaleźć jakieś rozwiązania, jakieś pomysły warte czasami rozwinięcia, a czasami po prostu przedyskutowania. I warte też zapamiętania, bo jak ktoś dzisiaj mówi o różnych daleko idących rozwiązaniach, które mają działać jak cudowna różdżka, to warto je zapamiętać, żeby w przyszłości zapytać, czy to się sprawdziło.

29 września ma odbyć się ogromna, wielotysięczna manifestacja pod hasłem „Obudź się, Polsko”. Weźmie w niej udział prawdopodobnie między innymi Rodzina Radia Maryja, PiS, Solidarność. Jeżeli przejdą obok Belwederu, a Pan by tu będzie, to co by Pan powiedział tym ludziom, którzy mówią: obudź się Polsko, źle się dzieje?

Każdy ma prawo demonstrować w imię haseł, jakie uznaje za zasadne. To jest demokracja. Ale to akurat hasło jest dosyć niepokojące, bo ja uważam, że Polska absolutnie nie śpi. Polska bardzo intensywnie pracuje. Polacy są ludźmi niesłychanie aktywnymi, co widać po efektach gospodarczych i w każdym innym obszarze działania publicznego, niepublicznego, prywatnego. Chyba więc nie ma sensu budzić Polaków. Można ich skupiać pod innym hasłem, bo hasło, które zarzuca własnemu narodowi, że jest gnuśny, śpiący, mało aktywny, mnie przynajmniej nie przekonuje. Ja bym wyszedł, pokazał budzik i powiedział, że dzisiaj wstałem o godzinie szóstej rano.

Trwa kampania wyborcza w USA, kandydaci zrównali się w sondażach. Mitt Romney i Barack Obama – czy któryś z nich byłby lepszy dla Polski? Komu Pan kibicuje?

Nie wolno takich rzeczy mówić. Sugerowałbym, żeby nawet nie pytać, bo Polska powinna być zainteresowana utrzymaniem jak najlepszych relacji z Ameryką – taką Ameryką, jaką ona jest. Choć oczywiście mam prawo oceniać politykę.

Mitt Romney zapewnia, że będzie dużo lepszy i że Obama zapomniał o nas.

Możemy i powinniśmy oceniać politykę amerykańską, także w stosunku do naszego kraju, ale zakładając, że z każdym z prezydentów Stanów Zjednoczonych i z każdą Ameryką będziemy zawsze szukali możliwości podtrzymania szczególnych więzi w strategicznie ważnych dla Polski obszarach, jak na przykład bezpieczeństwo, obecność amerykańska w Europie, silny Sojusz Północnoatlantycki, czy zdolność do współpracy między Europą a Stanami Zjednoczonymi, czyli całość świata zachodniego. Absolutnie bym więc odradzał wszelkie próby wpisywania Polski w jedną albo w drugą kampanię wyborczą w Stanach Zjednoczonych. Zadaniem Polski jest to, żeby z tej kampanii ewentualnie wyciągać jak najdalej idące korzyści dla Polski w postaci deklaracji kandydatów, w postaci wypowiedzi dla nas wygodnych. Ale ostatnią rzeczą, którą powinniśmy robić – a już na pewno prezydent Polski nie powinien – to mówić, że temu kandydatowi sprzyjamy, a tamtemu życzymy złamania karku. To byłby to absolutny nonsens.

Panie Prezydencie, bardzo dziękuję za rozmowę.

Dziękuję uprzejmie. Dziękuję Państwu.

Gościliśmy w Belwederze u prezydenta Bronisława Komorowskiego. To było pierwsze po wakacjach wydanie programu „Na pierwszym planie”. Dziękuję, Panie Prezydencie.

Dziękuję bardzo.

Dziękujemy Państwu. Dobrej nocy. Do zobaczenia