Marsz "Razem dla Niepodległej" pokazał, że była i jest akceptacja przynajmniej dla chwil, które nawet mimo różnić podkreślają, że w sprawach najważniejszych byliśmy, jesteśmy i będziemy razem - powiedział prezydent w TVN 24.
- Największe wrażenie zrobiła ogromna liczba ludzi witających ten marsz, w którym szli ludzie o bardzo różnych poglądach, różnych przynależnościach partyjno-politycznych. A witani byli wszyscy razem. Witała Warszawa, machano z okien, przyłączano się do marszu - powiedział prezydent w rozmowie z Justyną Pochanke w programie "Fakty po Faktach" w TVN 24.
Może Cię zainteresować
Prezydent na czele Marszu "Razem dla Niepodległej"
"Polska jest jedna"
Jak dodał, po raz pierwszy udało się zaznaczyć, że w tym panteonie chwały wielkich Polaków zasłużonych dla niepodległości jest miejsce dla bardzo różnych osób od socjalistów niepodległościowych po narodowców.
- Niesłychanie ważne dla mnie było to, że - jak się okazało - tego właśnie oczekują jedni i drudzy, bo nam potrzebny jest główny nurt polskiej tradycji, który szedłby środkiem polskiej drogi - wskazywał prezydent.
- Była i jest akceptacja dla takich chwil, które podkreślają, że mimo wszystkich różnic, normalnych w demokracji, chcemy zaznaczyć, że w sprawach najważniejszych byliśmy, jesteśmy i będziemy razem, starając się wzajemnie rozumieć, szanować, niekoniecznie kochając się nawzajem - podkreślił Bronisław Komorowski.
Prezydent zauważył, że w całej Polsce było wiele fajnych wydarzeń zbudowanych na przekonaniu o wspólnocie tradycji.
Zapowiedział też, że podobny Marsz przejdzie ulicami Warszawy w przyszłym roku.
Przyznał jednocześnie, że niedzielne incydenty w Warszawie obserwował z niepokojem. Jak zaznaczył, fakt, że postanowił maszerować, a nie przyjmować defiladę, wynikał z obaw wobec tego, co działo się 11 listopada w ubiegłym roku. - Te obawy nie ustały - ocenił.
Ale podkreślił, że udało się bardzo wiele. - Udało się zaproponować, mam nadzieję , skutecznie sposób obchodzenia świąt radosny i łączący ludzi. - Ale problem pozostał - powiedział. Choć - jak dodał - składając propozycję wspólnego marszu, w którym jest miejsce dla ludzi o różnych wrażliwościach na tradycję narodową coś już zmienił.
Ocenił też, że po tej ponownej już lekcji brutalności i awantury wielu młodych ludzi może wyciągnie wnioski i może liczące się grupy nawet bardzo radykalnie prawicowych młodych ludzi, ale ceniących własne państwo uznają, że warto włączyć się do głównego nurtu. - Ja ich zapraszam - zaznaczył.
Może Cię zainteresować
Prezydent w TVN 24 o debacie ws. katastrofy smoleńskiej
Bronisław Komorowski podkreślił także, że trzeba pracować nad zmniejszeniem poziomu agresji w polskim życiu politycznym, szukaniu tego, co może być wspólne. - Staram się to robić konsekwentnie od początku kadencji - zaznaczył.
Prezydent wskazywał, że przykładem jest próba wciągnięcia opozycji do współokreślania głównych kierunków modernizacji systemu obronnego Polski. - Są pierwsze sygnały świadczące o tym, że być może obszar bezpieczeństwa narodowego uda się uczynić obszarem - choćby rachitycznej, ale jednak współpracy - uważa Bronisław Komorowski.
Przykładem - wskazywał - jest ustawa dotycząca systemu obrony Polski przed zagrożeniem rakietowym czy lotniczym, która na razie otrzymała bardzo szerokie deklarowane poparcie klubów parlamentarnych. - Jeżeli to się uda, pójdę dalej - zapowiedział.