Wywiad z Prezydentem RP Bronisławem Komorowskim ukazał się w dzienniku "Le Monde" 1 września 2010 roku.
Unia Europejska zmaga się z bezprecedensowym kryzysem politycznym i gospodarczym. Jaka ma być, według Pana, przyszłość Unii?
Bronisław Komnorowski: Istnieje polska wizja UE. Chcielibyśmy, aby Unia składała się z krajów odważnych, zdecydowanie podejmujących realizację procesu integracji i kontynuację rozszerzenia. Integracja leży w interesie zarówno Unii jak i Polski, chodzi o to, aby rozpraszać lęki, a w szczególności czasem uzasadniony strach przed Europą dwóch prędkości. Chcemy być postrzegani, jako lider w procesie integracji europejskiej. Stąd nasza wola uczestniczenia we wspólnym wysiłku pomocy finansowej państwom dotkniętym kryzysem, w tym Grecji, chociaż nie należymy do strefy euro.
Pragniemy, aby wspólna polityka gospodarcza wyrażała się w konkretnych posunięciach, np. w odniesieniu do solidarności energetycznej. Nie należy zapominać, że jednym z ideałów konstrukcji europejskiej jest wyrównanie w górę poziomów życia. Należy więc chronić fundusze europejskie, które pomagają w zmniejszaniu różnic rozwojowych.
A jakiego rozszerzenia pragniecie?
Stanowisko polskie nie zmienia się: nie będziemy tym krajem, który zamyka za sobą drzwi. Musimy trzymać je otwarte, ale pod warunkiem, że będą przestrzegane jasne kryteria przystąpienia, że nie przeważą kalkulacje polityczne. Polska popiera otwarty charakter UE nie tylko dlatego, że jesteśmy członkiem od niedawna i pokonaliśmy mur wątpliwości i uprzedzeń na nasz temat. Kraje członkowskie, które pragną rozszerzenia UE na południowy wschód muszą wiedzieć, że my wspieramy również taką samą perspektywę w kierunku wschodnim, odnośnie Ukrainy.
Kto będzie pilotował polskie przewodnictwo w UE w 2011 roku, Pan czy Premier Tusk?
Nad przewodnictwem polskim w UE pracuje rząd. Nie będzie konfliktów na szczycie państwa. Będzie pełna współpraca między prezydentem a rządem w wyznaczaniu priorytetów przewodnictwa polskiego. Dwa podstawowe to bezpieczeństwo energetyczne i pogłębienie integracji w dziedzinie obronności.
Rok temu Polska przekazała Francji propozycje dotyczące wspólnej obrony europejskiej. Czy Polska przestaje liczyć tylko na Stany Zjednoczone odnośnie swojego bezpieczeństwa?
Polska jest członkiem dwóch podstawowych struktur: UE i NATO. Chcemy zachować jeden ze stałych elementów polskiej polityki: stawiamy na UE i NATO, ale jednocześnie chcemy, aby UE stawiała na wzmocnienie związków transatlantyckich. Bądźmy realistami. W dziedzinie bezpieczeństwa, tylko szaleniec nie uznałby wojskowego potencjału Stanów Zjednoczonych. Musimy zwalczać tendencje zmierzające do wycofania USA ze spraw europejskich, spowodowane zmianą priorytetów w Waszyngtonie.
Nie możemy tu dokonywać wyboru, ponieważ alternatywy nie ma! Dzisiaj nie istnieje prawdziwa europejska polityka obrony. Polska nie jest dzieckiem, które należy pytać czy woli matkę czy ojca. Pragniemy ścisłych związków, między UE a Stanami Zjednoczonymi. A ponadto, jeśli jest się tam gdzie leży Polska, lepiej mieć dwa zamki w drzwiach niż jeden!
Od początku roku ma miejsce spektakularne zbliżenie miedzy Warszawą a Moskwą, które uległo przyspieszeniu po katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem. Czy Rosja przestaje być postrzegana, jako potencjalne zagrożenie dla Polski?
Staramy się budować bezpieczny kontynent europejski, pozbawiony lęków. Polska inwestuje w poprawę stosunków z Rosją. To jest nasz wspólny interes - Polski, Rosji i całej UE. Rosja uznała silną pozycję Polski w łonie UE. Zrozumiała, że należy rozwiązać całość problemów między naszymi dwoma krajami, bo w przeciwnym razie wszystkim nam będzie trudno współpracować. Polska chce działać na rzecz tego zbliżenia, w tym celu staramy się o zniesienie wiz dla mieszkańców rosyjskiego obwodu kaliningradzkiego.
Jednocześnie wiemy, że przed nami długa droga. Pozytywne kroki zostały już podjęte w sferze symbolicznej, np. wspólna wizyta premierów Tuska i Putina w Katyniu. Polityka gestów przynosi owoce.
W jaki sposób macie zamiar zmieniać wschodnią politykę Polski?
Polityka nie może odbywać się pod wpływem emocji, ale ma wynikać ze zdrowej analizy naszych możliwości i naszych potrzeb. Wielką nowością jest nasza niezaprzeczalna wola poprawy współpracy polsko-rosyjskiej. Nie oznacza to jednak, że rezygnujemy np. ze wspierania Ukrainy w jej zbliżeniu z Zachodem. Ale sytuacja zmieniła się od czasów „pomarańczowej rewolucji”, na rzecz której ja też się angażowałem. Należy prowadzić dialog z Ukrainą, niezależnie od tego, kto jest u władzy w Kijowie. Co do Gruzji, Polska szanuje niezależność i terytorialną integralność tego kraju. Liczymy na wspólny instrument, jakim jest Wschodnie Partnerstwo UE, aby Gruzji pomagać. Nie powinniśmy też zapominać o Mołdowie i Białorusi.
Polska ma 2500 żołnierzy w Afganistanie. Dwudziestu nie żyje. Jakie wnioski wyciąga Pan z wojskowej klęski w tym kraju?
W żadnym wypadku nie mówiłbym o klęsce. Polska zrobiła w Iraku więcej niż wynikało to z obowiązków sojuszniczych. Nasza misja w tym kraju została zakończona. W Afganistanie chcielibyśmy określenia strategii NATO, aby było możliwe zakończenie tam naszej misji wojskowej. Podczas przyszłego szczytu NATO w Lizbonie istnieje realna szansa jej stworzenia. Zwycięstwo wojskowe wydaje się dość odległe. Należy gdzie indziej położyć akcent w celu rozwiązania kryzysu regionalnego. Należy szukać społeczno-ekonomicznych sposobów poprawy sytuacji w Afganistanie. Choćby próbować budować drogi. Może właśnie w ten sposób szybciej osiągniemy nasz cel.