Magda Sakowska: Witam Państwa w specjalnym wydaniu programu „Gość Wydarzeń”, Dzisiaj to my jesteśmy gośćmi w prezydenckiej rezydencji w Juracie. Po raz pierwszy prezydent
Bronisław Komorowski właśnie tutaj udzieli wywiadu. Witam, Panie Prezydencie. Dziękujemy za zaproszenie.
Bronisław Komorowski: Witam Panią, witam Państwa. Bardzo się cieszę, że mogę Państwa gościć w takim pięknym miejscu.
Pięknym. I pogoda nam się zrobiła piękna – wreszcie mamy lato. Panie Prezydencie, jest gorąco, ale gorąco będzie też jesienią Zdecydował Pan – choć jeszcze oficjalnie tego nie ogłosił – że wybory odbędą się 9 października. Dlaczego właśnie 9 października?
Może jeszcze parę słów na temat tego miejsca, bo to rzeczywiście nie jest takie typowe… To jest miejsce i dobrej pracy, i dobrego wypoczynku. Dzisiaj miałem gościa z Chin, jutro będę miał gościa, panią kanclerz Niemiec. Tak więc jest to forma troszkę nietypowej, ale jednak pracy, którą staram się łączyć z wypoczynkiem. Jest mi miło, że mogę gościć tutaj także telewizję Polsat, że możemy rozmawiać o sprawach takiej czystej polityki, także w kontekście wyborów.
Dlaczego 9 października? Ogłoszę tę datę dlatego, że w moim przekonaniu jest ona optymalna z punktu widzenia interesu państwa polskiego. Państwo polskie w tej chwili sprawuje gigantyczną odpowiedzialność z tytułu prezydencji w Unii Europejskiej. Tak to po prostu wypadło, tego nikt nie mógł planować, że polska prezydencja w Unii Europejskiej będzie w tym samym mniej więcej czasie, kiedy trzeba przeprowadzić wybory parlamentarne. O nich decyduje konstytucja i ustawy. W zasadzie miałem do wyboru tylko i wyłącznie któryś z terminów październikowych. Uważam, że należy skrócić, a nie wydłużać okres, w którym pokrywają się oba ważne wydarzenia, ważne dla Polski: prezydencja w Unii Europejskiej i ważne dla polskiej demokracji terminy związane z wyborami. One są ryzykiem, jeżeli są za blisko siebie. Są ryzykiem, że ktoś nie wytrzyma, że ktoś będzie chciał instrumentalnie traktować prezydencję, a ktoś inny będzie chciał wykorzystać prezydencję i jej krytykę dla zaistnienia. Łatwo mogą się pomylić te dwa porządki – porządek prezydencji i porządek wyborczy – więc staram się skrócić do maksimum czas, w którym nakładać się będą na siebie kampania wyborcza i polska prezydencja w Unii Europejskiej. Pierwszy dostępny termin to jest właśnie 9 października. W moim przekonaniu to bardzo dobry termin, który pozwoli Polsce przeprowadzić wszystkie najważniejsze wydarzenia w ramach prezydencji – takim apogeum, w moim przekonaniu, będzie szczyt państw Partnerstwa Wschodniego w Warszawie – a jednocześnie właśnie 9 października wybory. To też jest taki moment, do którego wszystkie partie zdążą się przygotować.
A dlaczego jednodniowe, a nie dwudniowe?
Chciałbym przeprowadzić dwudniowe wybory, bo to zawsze zwiększa frekwencję – takie jest doświadczenie związane z referendum europejskim. Ale jest wątpliwość, bo ustawa wprowadzająca ordynację wyborczą została skierowana do Trybunału Konstytucyjnego. Nie można ryzykować takiej sytuacji – aczkolwiek ja jestem przekonany, że to jest konstytucyjne rozwiązanie, ale teoretycznie mogłaby powstać taka sytuacja – że zarządzam wybory dwudniowe, a Trybunał mówi, że to jest niezgodne z konstytucją. Byłby to kłopot, znowu kłopot dla państwa polskiego. Mam nadzieję, że następne wybory uda się przeprowadzić w formule dwudniowej. To jest lepsze z punktu widzenia partycypacji obywateli w demokracji, ale lepiej zrobić to po wyroku Trybunału Konstytucyjnego.
Mówi Pan, Panie Prezydencie: skrócić do minimum ten czas, kiedy prezydencja będzie się pokrywała z kampanią wyborczą, bo ktoś może nie wytrzymać. Pan apelował w Sejmie, kiedy zaczynała się nasza prezydencja, o spokój i opanowanie, wszystkie ugrupowania polityczne prosił premier, a widział Pan, co się działo w Sztrasburgu. Myśli Pan, że niektórzy już nie wytrzymują?
To potwierdza moją opinię o tym, że lepiej skrócić ten czas pokrywania się, równoległości kampanii wyborczej i prezydencji Polski, bo rzeczywiście to, co mogliśmy obserwować z posiedzenia Parlamentu Europejskiego, nie buduje ani autorytetu Polski, ani autorytetu polskiej prezydencji. To jest niefortunne wydarzenie i lepiej zmniejszyć ryzyko ponowienia się podobnych wydarzeń w przyszłości.
Tylko że opozycja – PiS, największa – odpowiada: mamy prawo krytykować rząd, mamy prawo krytykować prezydenta, bo taka jest demokracja, nikt nam nie zasznuruje ust, mówiąc, że mamy prezydencję, więc nie krytykujmy Polski.
Oczywiście, nikt nie może nikomu zabronić występowania, natomiast każdy sam sobie może narzucić pewne ograniczenia, na przykład na zewnątrz, do całego świata mówić językiem bardziej oględnym. Stare polskie porzekadło, że brudy się pierze w domu, ma coś w sobie także z sensu politycznego. Nie wolno wynosić tego rodzaju sporów na zewnątrz, tym bardziej jeżeli się wpisuje w ton czy w chór zdecydowanych przeciwników integracji europejskiej, w chór przeciwników prezydencji w Unii Europejskiej i w chór przeciwników polskiego rządu, Polski także. To droga donikąd.
Panie Prezydencie, już widzimy, że to nie będzie łatwa prezydencja. Nie ma optymizmu w Unii Europejskiej, raczej przeważa pesymizm; eurosceptycyzm jest coraz głośniej i dobitniej wyrażany. Jaką Pan widzi rolę dla siebie jako głowy państwa sprawującego prezydencję, żeby właśnie tchnąć ten optymizm, żeby ci, którzy krytykują, zrozumieli, że tym, co dla nas jest dobre, jest zjednoczona Europa, a nie Europa, która się kłóci i w której każdy zaczyna ciągnąć w swoją stronę.
Nie każdy spór musi być gorszącą kłótnią i walką na maczugi polityczne. Spory są normalną rzeczą w demokracji, w parlamencie polskim, w Parlamencie Europejskim. Ale trzeba miarkować, jakich słów się używa, czego ten spór dotyczy, jakie ma przynosić skutki. Dzisiaj Europa rzeczywiście ma pewien deficyt takiego eurooptymizmu, jest wiele krajów po świeżych doświadczeniach kryzysu ekonomicznego albo stojących w obliczu głębokich kłopotów. Polska należy do grupy krajów, które sobie poradziły z kryzysem i w związku z tym możemy być dostarczycielem nowej porcji europejskiego optymizmu. I tego Europa od nas oczekuje, i to zapowiadamy. To nie bierze się z woli polityków, tylko z tych 83 procent polskiego społeczeństwa, które we wszystkich badaniach mówi, że jest zadowolone z członkostwa w Unii Europejskiej. To nie są słowa polityków i to nie one robią wrażenie w Europie. W Europie robi wrażenie to, że społeczeństwo polskie ma tak pozytywny stosunek do perspektyw integracji europejskiej, że pomimo kłopotów w innych krajach, odczuwając wzrost gospodarczy, jest skłonne angażować się i inwestować w postęp procesów integracyjnych. To jest nasz polski atut, nasz polski argument, także nasz polski wkład w proces integracji europejskiej. Inni mają wielkie pieniądze, my mamy pokłady polskiej dzielności, polskiego optymizmu i polskiej umiejętności działania w trudnych, kryzysowych warunkach, o czym świat pamięta. Poradziliśmy sobie przecież z różnymi kryzysami i możemy się tym doświadczeniem dzielić z innymi krajami europejskimi, w których pokłady eurooptymizmu są niewątpliwie mniejsze.
Panie Prezydencie, mówi Pan o wkładzie Polski w rozwój Unii Europejskiej, a co Pan odpowie lewicy, Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, który mówi: Platforma stara się „wygumkować” udział lewicy i w przyjmowaniu nas do Unii, i w przygotowywaniu naszego kraju do Unii Europejskiej.
Ja bardzo nie lubię takich sytuacji, w których ktoś sam wypina własną pierś po ordery. Jak to robi społeczeństwo – to w porządku, bardzo dobrze. Ale samemu swoje własne zasługi pokazywać i jeszcze żądać doceniania i pokłonów – to lekka przesada. Mówiłem o tym w Sejmie: wszystkie polskie rządy i wszyscy prezydenci mają różne, ale mają zasługi z punktu widzenia konsekwentnego dążenia Polski do członkowstwa w Unii Europejskiej i zagospodarowania tego członkowstwa. To dotyczy tych, którzy mieli odwagę – a nie byli to wcale ludzie lewicy – wyznaczyć polskiej polityce cel, jakim była integracja europejska. Mają zasługi ci, którzy wnieśli ogromny wkład w przeprowadzenie trudnej operacji zmiany gigantycznej ilości ustaw i mechanizmów zarządzania Polską – właśnie po to, abyśmy mogli stać się członkiem Unii Europejskiej. Mają je także ci, którzy kontynuowali negocjacje, nie tylko na temat członkostwa, podpisywali odpowiednie dokumenty, ale także kontynuowali debatę o przyszłym kształcie Unii Europejskiej – mam na myśli traktat lizboński, który negocjował prezydent Kaczyński. Jedyne nazwisko, które według mnie jest warte tego, aby wyróżniać je z formuły „wszyscy mają zasługi”, to pan Jan Kułakowski, pierwszy pełnomocnik rządu polskiego do spraw integracji europejskiej, pierwszy ambasador przy wspólnotach europejskich, który niedawno zmarł. I to jest rzecz normalna, że staramy się pamiętać o zasługach tych, którzy odeszli. A to już zostawiam ocenie wszystkich, czy warto samego siebie chwalić – też trochę kosztem innych, bo w formule „wszyscy” mieści się i pan prezydent Kwaśniewski, i lewica, i prawica, i centrum, i wszystkie formacje polskiej polityki, które funkcjonowały na rzecz uczestnictwa w integracji przez 20 lat Polski demokratycznej i niepodległej.
Panie Prezydencie, chciałabym zmienić temat. W Pana rękach jest los Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Najpóźniej w przyszłym tygodniu musi Pan ogłosić, co zrobi ze sprawozdaniem Krajowej Rady za ubiegły rok. I słyszymy głosy, że Sejm i Senat odrzuciły to sprawozdanie, ale są też głosy, chociażby obecnego szefa Krajowej Rady, że rozwiązanie Krajowej Rady nic nie zmieni, bo jak się idzie tą samą drogą, to się w to samo miejsce dochodzi.
Proszę Pani, ja jestem zupełnie nieskrępowany decyzjami Sejmu i Senatu. To będzie moja decyzja, jak Pani zauważyła, ale będę starał się ją wyważyć, mierząc wszystkie racje. Dla mnie jest istotny argument, że Krajowa Rada powinna pełnić rolę kontrolera mediów publicznych w okresie kampanii wyborczej. Jak jej nie będzie, to hulaj dusza bez kontusza – wszystkie partie będą starały się hasać po mediach publicznych zupełnie swobodnie. Ale z drugiej strony chciałbym, aby Krajowa Rada Radiofonii dokończyła proces stabilizacji mediów publicznych – i telewizji, i radia. Mam czas do wtorku, muszą się Państwo uzbroić w cierpliwość, wtedy podejmę decyzję, kierując się tymi właśnie względami, o których mówiłem.
A zgadza się Pan z przewodniczącym Krajowej Rady, że nawet jeżeli ta rada zostanie rozwiązana i zostanie powołana następna – być może ta następna też nie będzie spełniała oczekiwań – to dopóki się nie zmieni ram prawnych, w jakich Krajowa Rada działa, będą się powtarzały kryzysy i te same problemy będą wracały.
Absolutnie się z tym zgadzam. Te wszystkie kryzysy świadczą o tym, że same uwarunkowania prawne, ustawa nie jest doskonała. Ona zachęca partie polityczne do walki o wpływy w mediach publicznych, same media też w jakiejś mierze demoralizuje. Niewątpliwie jest więc czas – myślę, że to będzie jednak czas powyborczy – rozpoczęcia rozmowy na temat możliwości powrotu do projektów ustawowych, które by zwiększały dystans dzielący media publiczne od polityki partyjnej. I jestem zwolennikiem szukania rozwiązań w tę właśnie stronę idących.
Czyli ten dystans między polityką a mediami cały czas jest zbyt mały?
Jest. Uważam, że to, co udało się Krajowej Radzie do tej chwili, to doprowadzić szczęśliwie do tego, aby zarządy radia i telewizji w ogromnej większości były obsadzane przez ludzi mediów, a nie przez funkcjonariuszy partyjnych. Udało się również awansować ludzi z wnętrza mediów publicznych, co też gwarantuje większą profesjonalizację, większe zrozumienie roli czynnika kształtującego misję publiczną mediów. Ale tu na pewno jeszcze jest dużo do zrobienia w przyszłości.
Panie Prezydencie, to takie krótkie podsumowanie, choć to jeszcze nie koniec rozmowy: 4 lipca minął rok, od kiedy został pan wybrany na prezydenta Rzeczypospolitej. Jaki to był rok? Bo w bardzo trudnym okresie Pan został prezydentem...
Myślę, że była to jedna z najtrudniejszych kampanii wyborczych, a zakończyłem ją sukcesem. Był to także bardzo trudny rok, rok bardzo głębokiego podziału na tle między innymi stosunku do kwestii związanych z katastrofą smoleńską, rok ogromnych, niestety często bardzo negatywnych emocji. Ale był to także rok odbudowywania polskiego autorytetu na arenie międzynarodowej. Tu możemy odnotować ogromne sukcesy, czego jednym z licznych dowodów był szczyt prezydentów Europy Środkowo-Wschodniej z udziałem prezydenta Stanów Zjednoczonych w Warszawie. I myślę, że to samo się dzieje na gruncie Unii Europejskiej. Odbudowujemy autorytet państwa polskiego, odbudowujemy zaufanie do polskiej polityki, że jest to polityka nie jątrząca, ale budująca, szukająca porozumienia, a nie szukająca zwady. Między innymi jest to skutek jednej ważnej okoliczności – po tym roku widać, że mamy już daleko za sobą okres konfliktu na szczytach władzy państwa polskiego, który to konflikt, niestety, niszczył polską politykę i polską pozycję międzynarodową w latach poprzednich. Dzisiaj, choć nie zawsze łatwa, ale jest współpraca na poziomie prezydent – rząd. Udało się ułożyć relacje tak, że jeżeli mam wątpliwości do ustaw rządowych, to je wcześniej sygnalizuję i nie czyham na to, że będę mógł rządowi w ostatniej chwili podstawić nogę w postaci weta czy Trybunału Konstytucyjnego. Wysyłam listy wcześniej i uzyskuję konkretne rozwiązania, najczęściej nie w pełni satysfakcjonujące. Przykładem jest ustawa emerytalna, ustawa o refundacji leków czy kwestie finansów dla samorządów. Wydaje mi się, że tą metodą współpracy – nawet poprzez wskazywanie błędów i sugerowanie innych rozwiązań – możemy dla Polski zrobić więcej niż na drodze ciągłego, permanentnego konfliktu i wzajemnego czyhania, że ktoś popełni błąd, a ja będę mógł to ujawnić, politycznie zdyskontować i budować własną pozycję kosztem innych elementów władzy państwowej w Polsce.
Pan mówi: współpraca, Platforma mówi: współpraca, PSL mówi: współpraca, a PiS, SLD, opozycja mówią: to żadna współpraca, prezydent wykonuje polecenia polityczne Platformy. Mówią, że data wyborów to premier.
A inni mówią, że to na złość premierowi i rządowi, Platformie, więc ja się takimi opiniami kompletnie nie przejmuję. Ja robię swoje. Robię swoje w kwestii wyborów, w kwestii ustaw. Będę wetował albo będę słał do Trybunału ustawy, które uważam, że na to zasługują, ale będę zawsze szukał zgody i ją proponował. I tak się dzieje, Nie ma żadnego zaczarowywania rzeczywistości, mówienia o miłości, przyjaźniach i tak dalej. Jest wola współpracy. Póki jest, należy to wykorzystać na rzecz Polski.
Panie Prezydencie, na koniec chciałabym, żebyśmy wrócili do tego, o czym Pan mówił na początku, czyli o jutrzejszej wizycie kanclerz Niemiec, Angeli Merkel, która przyjeżdża tutaj, do Juraty, wraz z małżonkiem. Dlaczego Jurata i czego będą dotyczyły rozmowy? Na pewno prezydencji…
To jest wizyta nieoficjalna, to jest wizyta prywatna, więc ona nie ma takiej agendy politycznej, ale oczywiście pewnie są takie tematy, które same się narzucają – oprócz rozmów czysto prywatnych. To są właśnie kwestie europejskie i kwestie stosunków polsko-niemieckich. To jest okazja także do zacieśnienia takich osobistych kontaktów, współpracy, co się zawsze opłaca w wymiarze kontaktów już międzypaństwowych, więc cieszę się na tę wizytę. Mam nadzieję, że ona będzie miała przede wszystkim ten wymiar prywatny, także odpoczynku pani kanclerz.
I ma być ładna pogoda.
A to już od Państwa trochę zależy i od innych czynników pozapolitycznych, czy pogoda dopisze. Bardzo bym chciał, żeby i pogoda sprzyjała dobrej atmosferze w czasie tego spotkania z kanclerzem Niemiec tu, w Juracie, na polskim wybrzeżu.
Dziękuję bardzo, Panie Prezydencie, za rozmowę. Prezydent Bronisław Komorowski był gościem, a właściwie my byliśmy gośćmi prezydenta Bronisława Komorowskiego w Juracie. Dziękuję jeszcze raz za rozmowę.
Dziękuję uprzejmie.
Dziękuję Państwu za uwagę i do zobaczenia.