Witam Państwa w rezydencji Prezydenta Rzeczypospolitej, w zamku w Wiśle. Jesteśmy gośćmi prezydenta Bronisława Komorowskiego. Dobry wieczór, Panie Prezydencie.
Dobry wieczór Pani, również Państwa witam. Także ten gabinet to historyczny gabinet prezydenta Mościckiego, który został tak odtworzony na przypomnienie czasów, kiedy pierwszy polski prezydent pojawił się w tej rezydencji – przekazanej mu przez Ślązaków, przez lud śląski.
Za nami, Panie Prezydencie, rok dwa tysiące dziesiąty, rok dla nas, Polaków, wielkiej tragedii. Zapewne zawsze będziemy do dziesiątego kwietnia wracać, zwłaszcza w takich momentach jak ten, który sprzyja refleksji ze względu na to, że wraz z końcem roku zamykamy pewien etap życia i osobistego, i publicznego. Jak często Pan wraca do tego, co zdarzyło się dziesiątego kwietnia? A jeśli tak, to jakie emocje, jakie fakty tym wspomnieniom towarzyszą?
To rzeczywiście był szczególny rok, naznaczony dwoma bardzo poważnymi katastrofami. Dramatem katastrofy smoleńskiej, w której zginął, co jest rzeczą bez precedensu, prezydent Polski i tyle, tyle wybitnych osób polskiego życia politycznego, społecznego, oraz drugim dramatem, jakim była katastrofa powodzi. Coś jest w tym roku szczególnego, bo przecież kończymy ten rok - również tu, na Śląsku, szczególnie to się czuje - poważnym dramatem, jakim są śmierci górników polskich w kopalniach, w wypadkach kopalnianych właśnie na Śląsku.
Także był to wyjątkowo trudny rok i uważam, że jako kraj, jako społeczeństwo, jako państwo poradziliśmy sobie z tymi bardzo trudnymi wyzwaniami. Bo życie ma to do siebie - także życie państwa - że nie znosi żadnej przerwy. Musi być natychmiastowe wypełnianie obowiązków przez kogoś innego, kontynuowanie pracy zarządzania, kierowania krajem - bo kraj musi funkcjonować, państwo musi funkcjonować. Więc ten dziesiąty kwietnia był rzeczywiście dla mnie ważną, ważną datą, która zmieniła wiele w moim życiu. Ale, szczerze mówiąc, staram się nie wracać pamięcią zbyt często do tego samego, strasznego, czarnego dnia. Raczej wracam pamięcią do wszystkiego, co świadczyło o tym, że państwo polskie potrafiło sobie w tym szczególnie trudnym momencie poradzić.
I mam oczywiście osobiste wspomnienia związane z organizacją żałoby narodowej, pogrzebami - przecież także i wielu moich osobistych przyjaciół, z rozwiązywaniem trudnych problemów przejęcia odpowiedzialności za kraj z mocy konstytucji. Ale mam również wspomnienia uczestniczenia we wspólnym, ogólnonarodowym przeżyciu = przeżyciu pozytywnym, mimo dramatu. Było wiele, wiele takich momentów zagrożenia, w których Polacy odruchowo starali się być razem.
Przypomnijmy tę sytuację, Panie Prezydencie, w której Pan się znalazł, bo z jednej strony konstytucyjna konieczność - przejął pan obowiązki głowy państwa z racji tego, że pełnił Pan funkcję Marszałka Sejmu, z drugiej strony obowiązek polityczny, bo był Pan kandydatem Platformy Obywatelskiej na urząd prezydenta. Czy z tego powodu dotknął Pana dyskomfort i czy pojawiał się taki moment, w którym zastanawiał się pan czy nie zrezygnować z ubiegania się o prezydenturę?
Wie Pani, ja jestem tak wychowany, że trzeba brać życie takie, jakim ono jest. To znaczy miało być inaczej, prawda: wygrałem prawybory, szykowałem się do batalii politycznej, do wygrania z Lechem Kaczyńskim. Wszystkie sondaże dawały mi ogromną szansę i znaczną przewagę. No i oczywiście w demokracji każda wygrana w wyniku wyborów jest źródłem wielkiej satysfakcji, napawa dumą. Oczywiście katastrofa zmieniła to wszystko, to nie miało być tak.
To były dramatyczne okoliczności, w których przejmował Pan obowiązki.
Były szczególnie trudne. I był taki moment, w którym myślałem, że może będzie trzeba zrezygnować z kandydowania na urząd prezydenta, skoro pełnię obowiązki głowy państwa po katastrofie smoleńskiej. Tylko zawsze staje pytanie: no dobrze, ja wypełniam swoje obowiązki, państwo polskie funkcjonuje, łączę funkcję prezydenta i Marszałka Sejmu, nie kandyduję - no i co dalej, kto weźmie odpowiedzialność za państwo? Także ten moment wahania był dosyć krótki. Uznałem, że trzeba brać życie za bary i mocować się z tą trudną sytuacją. No i wygrałem.
Wygrałem, aoczywiście była to kampania chyba najtrudniejsza, jaką sobie można wyobrazić w warunkach polskich i nie tylko polskich. Była to przecież kampania naznaczona piętnem katastrofy, żałoby, no i różnych także negatywnych zjawisk i opinii w sytuacji, kiedy za konkurenta miałem brata prezydenta, który zginął w Smoleńsku. Było to oczywiście dodatkowym utrudnieniem, ale tym większą mam satysfakcję z wygranej. Demokracja, państwo demokratyczne muszą funkcjonować normalnie nawet w warunkach dramatu. Wygrałem w sposób normalny, na zasadach demokratycznych i to jest dla mnie źródłem satysfakcji. A ogromną satysfakcję mam z tego, że wygrałem arcytrudną kampanię wyborczą, trudniejszą niż ktokolwiek wcześniej przed sobą miał.
Ale to wcale nie oznaczało, że trudności się skończyły. Ja chciałabym przypomnieć opinie wielu publicystów, którzy mówią, że żadna kadencja nie rozpoczynała się w tak dramatyczny sposób i żadna prezydentura nie była tak podważana. Niektórzy twierdzą, że chodziło o delegitymizację nowej prezydentury, o zdegradowanie jej na wstępie. Czy ten klimat, który był wtedy, kiedy miał Pan początki swojej prezydentury, w jakikolwiek sposób wpływał na Pana decyzje, chociażby o tym czy wybrać Belweder, czy Pałac Prezydencki?
Nie, zupełnie nie. Ja jestem człowiekiem, że tak powiem, wprawionym w bojach i nigdy nie byłem lękliwy, zarówno w czasach opozycji antykomunistycznej, jak i później. Miałem za sobą ogromny szmat drogi politycznej, od dyrektora w Urzędzie Rady Ministrów począwszy, przez wszystkie funkcje wiceministerialne, ministerialne, poselskie, wicemarszałkowskie, marszałkowskie, wypełnianie obowiązków głowy państwa. Miałem więc ten komfort, jakim jest poczucie własnej siły. Ale oczywiście różni ludzie. niektórzy przegrani konkurenci próbowali podważać, psuć to święto demokratycznego zwycięstwa wyborczego, Czy robiło to na mnie specjalnie wrażenie? Nie. To nie jest niczym przyjemnym, ale taka jest demokracja. Dla mnie satysfakcją jest to, że Polacy nie tylko zgłosowali na mnie w takiej ilości, że wygrałem w sposób ewidentny, ale również to, że po paru miesiącach okazało się, że dzierżę palmy pierwszeństwa w sondażach opinii publicznej.
No właśnie, ten grudniowy mówi o sześćdziesięciu siedmiu procentach zaufania.
Sześćdziesiąt siedem procent zaufania trzeba też siłą rzeczy porównywać ze stopniem zaufania i nieufności wobec mojego głównego konkurenta. Wydaje mi się więc, że jest to, że tak powiem, ponowne zwycięstwo, zwycięstwo nad każdą próbą zdeprecjonowania, popsucia tego sukcesu, jakim był wynik wyborczy. W Polsce ważniejsi niż niektórzy politycy są ludzie.
Czy rok dwa tysiące dziesiąty jest zamknięty sukcesem, Panie Prezydencie? Jeśli wziąć pod uwagę tę ofensywę dyplomatyczną, którą mogliśmy obserwować w grudniu?
Wie Pani, ofensywa dyplomatyczna się nie bierze ot, tak, nie wiadomo skąd. Na to trzeba było pracować nawet nie parę miesięcy, tylko, powiedziałbym, wiele lat.
Ale to był taki silny akcent w polityce zagranicznej.
Zgadza się, ale do tego trzeba było zbudować sekwencję wydarzeń. Po pierwsze, wizyta na dzień dobry - wyjazd do Berlina, do Brukseli, do Paryża, gdzie wszędzie się spotykałem z głowami państw. Aby potem mieć prezydenta Rosji z gościną w Polsce, prezydenta Niemiec następnego dnia, a potem spotkać się z prezydentem Stanów Zjednoczonych, trzeba było sporo czasu solidnie się napracować . Bo na to się złożyły i moje zaangażowania w odnalezienie się przez Polskę, że tak powiem, w sercu Europy - i to w czasach, kiedy... no, nie wszyscy polscy politycy byli szczerze zaangażowani w pogłębienie procesów integracji europejskiej - i oczywiście złożyły się na to te trzy umiejętnie przygotowane spotkania z prezydentami - no, jakby na sprawę nie spojrzeć - bardzo ważnych krajów świata. Oczywiście to daje ogromną satysfakcję, ale to nie jest tylko moja osobista satysfakcja, o czym świadczył przebieg tych wydarzeń. A będą następne, będzie spotkanie Trójkąta Weimarskiego w Polsce, z udziałem prezydenta Francji…
W lutym, w Warszawie, Panie Prezydencie.
... i pani kanclerz Niemiec. Będzie w Polsce to następne, bardzo wielkie wydarzenie, ale wszystko to jest dowodem na to, że można - jeżeli się chce i potrafi - bardzo dobrze wykorzystać sukces Polski, sukces całego dwudziestolecia, ale także i z ostatnich lat, na rzecz zbudowania mocnej pozycji naszego kraju na zewnątrz. Polska jest dzisiaj postrzegana jako kraj ewidentnego sukcesu i z takim krajem, z prezydentem takiego kraju po prostu każdy bardzo chętnie się zbliży. I każdy bardzo chętnie korzysta z możliwości układania relacji z naszym krajem jako krajem dzisiaj istotnym, a w przyszłości jeszcze ważniejszym.
To czekamy w takim razie na ten rok dwa tysiące jedenasty ze względu na to, co się będzie działo w polityce zagranicznej. Ale tak to już w Polsce jest, że głowa państwa jest oceniania przez Polaków przede wszystkim za tę działalność, która dotyczy polityki wewnętrznej. A skoro polityka wewnętrzna, to możemy przypuszczać z dużym prawdopodobieństwem, że rok dwa tysiące jedenasty także upłynie nam pod znakiem katastrofy smoleńskiej. Wiele o tym świadczy chociażby wypowiedź Marcina Dubienieckiego, męża Marty Kaczyńskiej a także jej pełnomocnika prawnego, który powiedział, że nie wyklucza złożenia zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa zamachu na prezydenta. Czy znajduje pan uzasadnienie dla takiego zawiadomienia?
Ja muszę powiedzieć, że się trochę nie zgadzam z tą opinią, że rok dwa tysiące jedenasty jako kolejny rok upłynie pod znakiem…
Wybory parlamentarne, panie prezydencie.
Wyborów czy pod jakimś takim... pod takim ciężarem wspomnienia katastrofy smoleńskiej. Na pewno będą związane z nią wydarzenia, sam będę je organizował. Będzie rocznica, mam umowę z panem prezydentem Miedwiediewem, że wspólnie zorganizujemy trwałe upamiętnienie ofiar tam, na miejscu katastrofy smoleńskiej. Będzie na pewno kolejna pielgrzymka rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, już może nawet nie tylko z żonami prezydentów Polski i Rosji, jak było to w tym roku, ale być może nawet z prezydentami. Będą tego rodzaju wydarzenia, ale wydaje mi się, że, tak jak w każdej rodzinie żałoba jakiś czas trwa, a potem trwa pamięć.
Walka polityczna też, panie prezydencie.
Potem trwa pamięć. Natomiast dla zdrowia narodu trzeba się koncentrować na bieżących zadaniach i wyzwaniach. Nie zapominając o dramacie. Na pewno będzie próba instrumentalizacji tej pamięci, tego dramatu przez wykorzystywanie go do rozgrywki politycznej w czasie kampanii parlamentarnej. Ale nie wydaje mi się, żeby to była sprawa, która może zadecydować o tym, na kogo Polacy zagłosują. Polacy w moim przekonaniu chcą pamięci o ofiarach, ale chcą także móc przeżywać ten dramat spokojnie, w sposób dobry.
I chcą prawdy o katastrofie.
Dla mnie dowodem na to, o czym wspomniałem, była reakcja Polaków na tę właśnie pielgrzymkę rodzin do Smoleńska, odebraną znakomicie, bo nie było tam żadnej agresji. Był tam pokazany - w sposób, powiedziałbym, bardzo piękny - nie żal do świata, ale głębokie przeżycie nieszczęścia, szukanie oparcia u innych ludzi będących w podobnej sytuacji. I sądzę, że tak będzie w skali całego społeczeństwa. Ludzie chcą, aby ta pamięć trwała, ale nie była nadużywana politycznie.
Ale będą też, panie prezydencie, pytania o przyczyny katastrofy. W związku z tym…
To będą. One są cały czas.
Właśnie z tego powodu to tragiczne wydarzenie będzie obecne w naszym życiu publicznym. Ja powtórzę to pytanie. Czy znajduje Pan uzasadnienie dla takiego wniosku, a jeśli tak to jakie?
Nie. Proszę mnie nie zmuszać do komentowania czegoś, co uważam za głęboko niepoważne. Mam ten komfort, że tuż po katastrofie w jednym z pierwszych wywiadów powiedziałem, że mam swoje własne doświadczenia, jako minister obrony narodowej, także związane z ocenami wojskowych katastrof lotniczych. Taka katastrofa prawie zawsze ujawnia całą masę różnych mankamentów, różnych niedociągnięć, różnych błędów. Ale zawsze jest jeden jedyny jest podstawowy i najważniejszy. I w tym przypadku, w katastrofie smoleńskiej, w moim przekonaniu najważniejsze było to, że podjęto próbę lądowania w warunkach braku widoczności, w warunkach pogodowych, w których ta próba lądowania absolutnie nie powinna mieć miejsca. Wszystkie inne kwestie to sprawy dodatkowe. One się mogły przyczynić do tego, by jeszcze sytuację utrudnić, ale to jest podstawowy powód i radziłbym nie szukać jakiś ekstra nadzwyczajnych wytłumaczeń, bo w moim przekonaniu sprawa jest niestety w sposób bolesny arcyprosta.
Jest jeszcze kwestia odpowiedzialności moralnej, politycznej, jak twierdzą niektórzy, dlatego tak czekamy na raport, ten ostateczny raport przygotowany przez MAK. Już wiadomo, że także polska komisja badania wypadków lotniczych przygotuje własny raport. Czy dobrze się dzieje, że i strona polska, i strona rosyjska przygotowują raport? Czy będziemy mieli i prawdę polską, i prawdę rosyjską?
Takie są procedury. Więc w ramach procedury rosyjskiej sprawa jest oczywista, to znaczy strona rosyjska przedstawiła raport z własnego śledztwa i Polska do tego raportu zgłasza swoje uwagi. Już zgłosiła. Co strona rosyjska z tym zrobi, zobaczymy. Ja bym oczywiście sobie życzył, żeby w końcu z obu stron były to opinie możliwie zbliżone, ale są tu pewnie różne oceny, może także różne wrażliwości. Trzeba się liczyć z tym, że może się zdarzyć tak - co też przewiduje procedura - że będzie publikowany raport strony rosyjskiej i będą publikowane równolegle uwagi czy aneks strony polskiej. Krytyczny, który może zwracać uwagę na inne przyczyny katastrofy, na inne dodatkowe okoliczności.
I jednocześnie jest procedura związana ze śledztwem polskim. Polska prokuratura też prowadzi śledztwo w sprawi katastrofy, posiłkując się zarówno informacjami z przebiegu śledztwa rosyjskiego, jak i ze swoich własnych źródeł, różnymi badanymi dowodami. Będzie to przebiegało bardzo podobnie. To śledztwo polskie zakończy się stanowiskiem polskiej strony w tej samej kwestii. I oczywiście opinia publiczna polska, rosyjska, światowa będzie mogła porównać oba dokumenty. Jeśli strona rosyjska uzna, że z jakiś nieznanych nam powodów - albo powodów, których się możemy domyślać - nie chce uwzględnić oczekiwań strony polskiej co do rozłożenia akcentów w ich dokumencie, no to opublikowane będą uwagi strony polskiej. Wtedy specjaliści, ale też każdy z nas będzie mógł wypowiedzieć się, który dokument bardziej przekonuje. Aczkolwiek tak bardziej intuicyjnie pewnie wszyscy byśmy chcieli, żeby nie było mnożenia wątpliwości, żeby był jasny, prosty przekaz wspólny. Tak byłoby na pewno korzystniej. No, ale jeżeli się okaże to niemożliwe, to będą rozbieżne opinie w tej kwestii.
Niewykluczone…
Ale ja jestem osobiście przekonany, że w jednym i drugim dokumencie, ewentualnie w aneksie polskim i w dokumencie rosyjskim nikt nie zakwestionuje tego, że głównym powodem czy przyczyną katastrofy była próbą lądowania podjęta w warunkach pogodowych, które się do tego absolutnie nie nadawały.
Chodzi chyba przede wszystkim o to, żeby treść raportu nie była próbą zrzucenia odpowiedzialności na stronę przeciwną, ale ja bym chciała Pana, Panie Prezydencie, spytać o Davos, bo niewykluczone, że wówczas dojdzie do Pana spotkania z prezydentem Rosji i na pewno powrócą te słowa dotyczące wypowiedzi premiera Donalda Tuska, który powiedział, że raport MAK-u jest nie do przyjęcia, a prezydent Miedwiediew odpowiedział: „Chciałbym przypuszczać, że to były emocje i reakcja na wewnątrzpartyjne perypetie, z jakimi zmaga się Polska”. Jasna sugestia, że to są słowa skierowane do Polaków i być może ucieczka od odpowiedzialności.
No tak to wygląda, że każdy z polityków mówi zarówno do partnera zewnętrznego, jak i do własnej opinii publicznej, to jest rzecz normalna. Ale powiem tak: najważniejszy w tym jest materiał, który strona polska przekaże jako swoje uwagi do dokumentu rosyjskiego. To będzie język argumentów. Ale pamiętajmy, że to…
Czy także Pan, jeśli dojdzie do Pana spotkania z prezydentem Rosji, czy poruszy Pan ten temat, Panie prezydencie?
Wie Pani, to jest sprawa rządowa i prokuratur. Ja uważam, że tego raportu nie przygotowują prezydenci, ani Miedwiediew, ani ja, więc możemy oceniać zarówno…
Powiedział Pan „negocjować”, Panie Prezydencie…
Nie, nie, nie.
Czy w takim razie widzi Pan jakąkolwiek swoją rolę w tym procesie, czy…
Nie, nie, nie. Prezydenci mogą oceniać, czy zachowane zostały zasady. Oraz mogą robić jeszcze jedną rzecz. Według mnie mogą sprzyjać temu, aby tworzyć klimat zachęcający obie strony do zadbania o to, aby stanowisko finalne było jak najbliższe wspólnemu sposobowi patrzenia. No bo chcielibyśmy, żeby nie było żadnych rozbieżności. Ale jeżeli będą, no to też dramatu nie ma, bo procedura została wymyślona tak, że każdy może zgłosić uwagi do raportu, może coś do niego wnieść, a druga strona może z tego skorzystać albo nie.
Czekamy w takim razie…
Nie spodziewam się jakichś …
...na ostateczne wersje raportu i polskiego i rosyjskiego, bo wszystko wskazuje na to, że powstaną dwa raporty. Ja bym chciała teraz…
Dwa to na pewno, tylko powstanie raport rosyjski i polski punkt odniesienia, polskie uwagi, aneks do tego raportu. I jest pytanie, czy w końcu uwagi te będą uwzględnione przez autorów dokumentu rosyjskiego, albo w jakim zakresie. No, tu jest już miejsce na wzajemne przekonywanie się.
Znak zapytania zapewne duży, ale takiego znaku zapytania nie ma jeśli chodzi o nowelizację ustawy o finansach publicznych. Czy to, że została podpisana, to był błąd? Czy też była to świadoma decyzja? Bo jeśli błąd…
Nie no, wie Pani, w takich sprawach nie powinno być błędów…
To teraz dzisiaj Pan, Panie Prezydencie, z tego błędu już się wycofuje, zapowiadając nowelizację nowelizacji…
Ale dlaczego, to żaden błąd. Wie Pani, błędem byłoby - i tu powiedziałbym: źródłem trudności - gdybym ja nie podpisał ustawy o finansach publicznych. No, to w ogóle trudno sobie wyobrazić. Polska gospodarka musi funkcjonować, finanse publiczne muszą funkcjonować, i oczywiście ustawa powinna być podpisana. Została podpisana, i uważam, że ona jest generalnie dobra, tylko jest jeden szczegół, który mnie niepokoi…
O tym szczególe chciałabym porozmawiać.
To jest jakby łyżka dziegciu - może nie w beczce miodu, ale w beczce jakiegoś bardziej neutralnego specyfiku. To kwestia emerytur. I to też nie wszystkich emerytów, tylko jednej kategorii - tych osób, które kiedyś, wierząc w stabilność systemu prawnego, dokonały wyboru ścieżki postępowania w sprawie dla siebie istotnej, a dzisiaj raptem znajdują się w sytuacji daleko idącego utrudnienia. Teraz mogą żałować, mogą ponieść straty z tytułu koniecznego dostosowywania się, czyli pójścia inną ścieżką, niż można było pójść dwa lata temu. Uważam, że ta kategoria ludzi ma prawo liczyć na jakąś formę rekompensaty poniesionych strat. I w tym duchu ma być przygotowywana nowelizacja ustawy o finansach publicznych…
Tylko czy jest potrzebna, Panie Prezydencie?
...w Kancelarii Prezydenta.
Tylko czy jest potrzebna?
Ale to nie ma… Słucham?
Tylko czy jest potrzebna dlatego, że klub…
No to niech Pani spyta tych ludzi, którzy…
...Polska Jest Najważniejsza przygotował taką nowelizację.
Nie znam tej nowelizacji, każdy ma prawo…
No ale padły takie słowa, że…
Wie Pani, każdy ma prawo przygotowywać, co chce.
W tej sposób chce wyręczyć Pana w Pana obowiązkach. Czy Pan poprze w takim razie tę inicjatywę, jeżeli okaże się zgodna z duchem Pana propozycji?
Ja dziękuję serdecznie, ale radzę sobie. Ja bardzo dziękuję kolegom z Sejmu, ale niedawno toczyła się debata nad ustawą o finansach publicznych i ja rozumiem, że każdy klub, każde koło jakoś się do tego ustosunkowało. I zobaczymy jak się ustosunkują kluby i koła do mojej inicjatywy, którą zgłoszę do Sejmu z myślą o tym, że daję szansę na ponowną refleksję w tej jednej kwestii. Kwestii jednej, ale istotnej, bo dotyczącej ludzi, którzy przecież jakoś chcieli sobie urządzić starość i mieć poczucie, że dokonany wybór był wyborem trwałym.
A każdy ma prawo zgłaszać różne inicjatywy. Nikogo bardzo nie zniechęcam, wręcz odwrotnie, ale nie zamierzam się oglądać na poszczególne środowiska. Prześlę propozycję do Sejmu i oczywiście będę rozmawiał z klubami, kołami, przekonywał do swojego punktu widzenia. Ale oczywiście w najmniejszym stopniu nie zamyka to drogi poszczególnym środowiskom do własnych inicjatyw.
Rok dwa tysiące jedenasty będzie chyba także rokiem walki o finanse publiczne i moglibyśmy, Panie Prezydencie, o otwartych funduszach emerytalnych między innymi porozmawiać. Kolejny temat, partyjność prezydentury, bo ważna próba w związku z wyborami parlamentarnymi. Ja mam nadzieję, że jeśli Pan Prezydent się zgodzi, to w następnej rozmowie te tematy poruszymy. Nasza rozmowa…
Wie Pani, dwa tysiące jedenasty to na pewno bardzo ważny rok wyborczy…
...dzisiejsza dobiega końca.
Ja jestem prezydentem, a oczywiście każdy prezydent stał w sytuacji takiej czy chce być prezydentem wspierającym jedną partię polityczną czy zabiegającym na przykład o pogłębienie demokracji poprzez zachęcanie wszystkich do wyborów, bez względu na to kto jakie ma sympatie polityczne.
Tak jak podczas wyborów samorządowych. I na zakończenie naszej rozmowy, Panie Prezydencie, kilka słów na temat tego miejsca, w którym zdecydował się pan spędzić czas między świętami Bożego Narodzenia a nowym rokiem.
Szczerze mówiąc…
Atmosfera dla Pana chyba najlepsza z możliwych.
No, Wisła jest śliczna.
Ze względu na poparcie osiemdziesiąt pięć procent.
To jest dodatkowy element, przyznam pani, że nie najmniej istotny. Rzeczywiście, tutaj zaufało mi osiemdziesiąt pięć procent wyborców, co jest rzeczą cieszącą każdego polityka. Ale Wisła to także takie miejsce gdzie szczególne widać, jak różnorodność wyznaniowa przekłada się na taki szczery, gorący patriotyzm polski i głębokie zaangażowanie w problematykę regionalną. Wisła ma swoją wspaniałą historię, ma wspaniałe związki z polską tradycją. Ale wybrałem Wisłę głównie dlatego, żeby stąd wygłosić orędzie noworoczne, bo wydaje mi się, że czasami warto, aby na sprawy polskie i sprawy roku minionego oraz przyszłego roku patrzeć nie tylko ze stolicy państwa - bo tam zwykle prezydent urzęduje i tam się wypowiada, to jest jego główny punkt patrzenia na sprawy polskie. Jest także punkt widzenia z tych trochę kresów polskich, z terenów przygranicznych takich jak na przykład Wisła. Polska składa się z wielu, wielu bardzo czasami zróżnicowanych terenów i po prostu warto to podkreślać.
Bardzo dziękujemy za tą gościnę. Bardzo dziękuję za tę rozmowę. Byliśmy gośćmi Prezydenta Rzeczypospolitej Bronisława Komorowskiego. Dziękuję bardzo.
To ja Pani dziękuję i Państwu również bardzo, bardzo serdecznie dziękuję za wizytę w Wiśle.