Menu rozwijane

12 listopada 2012

Justyna Pochanke, witam państwa. Dziś „Fakty po Faktach” jak państwo widzą, z Belwederu, z prezydentem Bronisławem Komorowskim. Witam panie prezydencie.

Witam panią i witam państwa.

Panie prezydencie, czy zasnął pan wczoraj spokojnie po 11 listopada, czy te płonące race i te palące hasła nie dały spokoju?

Zasnąłem tak jak po ciężkiej pracy się zasypia w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, ale oczywiście z pewną dozą niepokoju, bo widać, że problem, który legł u podstaw mojej decyzji o tym, że trochę zmieniam rolę, to znaczy ja postanowiłem maszerować na czele całego tłumu ludzi ulicami Warszawy, a nie przyjmować defiladę, wynikał właśnie z obaw związanych z tym, co się działo rok temu i te obawy nie ustały. Uważam, że udało się bardzo wiele zaproponować. Mam nadzieję, że taki bardziej radosny i łączący ludzi sposób obchodzenia Święta Niepodległości. Ale problem pozostał, on w dalszym ciągu jest aktualny ze względu także na to, co obserwowaliśmy wieczorem - ja z bólem i z niepokojem, bo przecież to jest, było to zjawisko na dużą skalę.

Udało się zaprosić do tego prezydenckiego, tak już jest nazywany, marszu ludzi bardzo różnych. Nigdy bym nie przypuszczała, że będą maszerować koło siebie Roman Giertych, Maciej Giertych, Tomasz Nałęcz, Ryszard Kalisz, członkowie rządu i chyba, co najważniejsze, kilkanaście tysięcy zwykłych Polaków. Co się nie udało?

Wie pani, na mnie, przyznam się, największe wrażenie zrobiła ogromna ilość ludzi, którzy witali ten marsz, w którym właśnie jak pani powiedziała, szli ludzi o bardzo różnych poglądach, ba, nawet bardzo różnych przynależnościach partyjno-politycznych, a witani byli wszyscy razem. Witała Warszawa, bo machano, z balkonów, z okien, wiele osób się dołączyło do tego przemarszu. Widać więc, że była i jest akceptacja dla przynajmniej takich chwil, które podkreślają, że mimo wszystkich różnic, które są normalne w demokracji, chcemy zaznaczyć, że w sprawach najważniejszych byliśmy, jesteśmy i będziemy razem, starając się nawzajem rozumieć, szanować, niekoniecznie kochając się nawzajem. Więc to się według mnie udało dzięki obecności ludzi z bardzo różnych środowisk politycznych, z bardzo różnymi życiorysami, z różnymi wrażliwościami. Ja muszę powiedzieć, ja jestem historykiem z wykształcenia, więc powiem pani, dla mnie było i chyba mało osób to zresztą zauważyło, ale dokonało się coś niebywałego, to swego czasu Cat-Mackiewicz mówił o tym, że Polska jest podzielona przez te dwie wielkie trumny - trumnę Romana Dmowskiego i marszałka Józefa Piłsudskiego.

Dmowskiego i Piłsudskiego spór o Polskę.

Przed wojną te podziały były strasznie mocne i wie pani, 11 listopada nigdy nie było świętem obchodzonym w rodzinach, które miały tą tradycję obozu narodowego i po raz pierwszy chyba udało się to zaznaczyć, że w tym panteonie chwały wielkich Polaków zasłużonych dla niepodległości jest miejsce dla bardzo różnych, od socjalistów niepodległościowych po właśnie narodowców. I powiem pani jeszcze coś takiego, co dla mnie było niesłychanie ważne - otóż okazało się, że tego oczekują jedni i drudzy. Bo nam wszystkim jest potrzebny taki główny nurt polskiej tradycji, który by szedł trochę środkiem polskiej drogi. No a środek polskiej drogi ma to do siebie, że i na lewo, i na prawo jest miejsce dla różnych, a oczywiście kto chce iść poza rowem z lewej strony i poza rowem z prawej, jego sprawa, ale to jest jakiś margines. Więc to było, to się udało. Co się nie udało? W zasadzie no pewnie można by wskazać na różne mniejsze jakieś mankamenty, wyciągniemy z tego wnioski na przyszły rok, bo chcę powiedzieć, że bardzo bym chciał pogłębić…

Idzie pan dalej?

Tak, trzeba iść dalej, nie ja, idziemy razem, idziemy razem dalej. W Polsce, nie tylko w Warszawie, ale w całek Polsce było masę bardzo fajnych wydarzeń, które właśnie były zbudowane na przekonaniu, że to jest wspólna tradycja, że może być wesoło, że może być przyjemnie, a nie wrogo. I te wszystkie pomysły trzeba dzisiaj zebrać, spróbować przeanalizować, które się dadzą jakby pożyczyć, które dadzą się przenieść na inny grunt i uczynić jakby w skali Polski, w skali całego kraju, zjawiskiem budującym sympatię wzajemną i zrozumienie, a nie wzajemną wrogość.

A czemu jest tak panie prezydencie, jak pan to sobie tłumaczy, że dzisiaj łatwiej dokonać takiego politycznego cudu i przyciągnąć do wspólnego marszu Romana Giertycha, niż przyciągnąć do siebie te tysiące młodych ludzi, którzy poszli w przeciwnym marszu z Młodzieżą Wszechpolską, z ONRem, którzy powiedzieli wczoraj „tworzymy ruch narodowy, zaczynamy nabór do straży niepodległości, obalimy republikę okrągłego stołu, budujemy siłę, której tak bardzo boją się lewaki i pedały, nacjonalizm poprowadzi nas do zwycięstwa”.

Wie pani, ja też kiedyś byłem człowiekiem młodym, bardzo radykalnym i organizowałem demonstracje, gdzie też były bardzo ostre momenty, ale to była inna rzeczywistość ustrojowa i to była prawdziwa walka o wolność, o niepodległości Polski, a nie walka o zaznaczenie swojej odrębności, swojej obecności politycznej tak, jak to ma miejsce dzisiaj w wielu przypadkach. Tak więc ja rozumiem skłonność młodych ludzi do szukania radykalnych projektów dla Polski, ale wydaje się, że po tej już ponownej lekcji brutalności i awantury przy okazji święta narodowego wielu młodych ludzi wyciągnie wnioski. Ja nie sądzę, aby w przyszłym roku liczące się grupy, nawet bardzo radykalnie prawicowych młodych ludzi, ale którzy jednak cenią własne państwo i nie chcą być współodpowiedzialni za awantury chuligańskie, myślę, że wielu z nich wyciągnie wniosek, że może warto jednak włączyć się do tego głównego nurtu, do tego, do marszu, który idzie środkiem polskiej drogi. Ja ich serdecznie zapraszam. Chciałbym bardzo, aby w tym marszu rzeczywiście było miejsce dla wszystkich, którzy mogą mieć dosyć nawet radykalne poglądy, ale którzy mają nastawienie takie, że szanują tych którzy mają odmienne od nich poglądy i chcą to demonstrować razem. Więc ja myślę, że…

Rozumiem, że pan mówi, panie prezydencie, niech oni wyciągną wnioski, ale jednocześnie mówi pan, ja bym do nich wyciągnął rękę?

Ja uważam, że tam była spora grupa młodych ludzi, którzy absolutnie nie akceptują tych chuligańskich ekscesów i…

A haseł „obalić republikę”?

Też przypuszczam, że była spora grupa zaskoczona chęcią stworzenia nowego ruchu politycznego i niekoniecznie się z tym w pełni identyfikująca.

Młodzi ludzie lubią być i są antyestablishmentowi.

Oczywiście jest pewna pokusa dla młodych ludzi zawsze istotna, mianowicie zawsze jest łatwiej zaznaczyć swoją obecność w polityce przez hasło, przez demonstracje niż przez zwycięstwo w wyborach, to jest naturalne, bo normalnie można powiedzieć, no, no to spróbujcie się, kandydujcie, startujcie w wyborach i wygrajcie, i zmieńcie ustrój.

A może oni nie chcą zaznaczyć obecności, panie prezydencie, w polityce, tylko w kraju. Może chcą zaznaczyć swoje lęki. Może pokazać, że oni wcale nie wiedzą, czy są z prawej, czy z lewej.

…może tak, ja, ma pani rację, bo to jest takie stare powiedzenie francuskie „L'extreme se touche”, prawda, że ekstrema się dotykają. Są bardzo blisko siebie, bardzo podobne i z lewej, i z prawej, więc ma pani pewnie rację, że chcą zaznaczyć jakoś swoją niezgodę, ale wie pani, ktoś kto zaprasza na demonstrację zwykłych chuliganów stadionowych i ściąga na drodze internetowych jakichś apeli i tak dalej no bierze odpowiedzialność za ich zachowanie w trakcie demonstracji, to już absolutnie nie jest kwestia poglądów ani sympatii czy antypatii, to jest problem odpowiedzialności za dopuszczenie do takich, do eskalacji zjawisk chuligaństwa stadionowego i przeniesienie go na ulice. Wie pani, to tak jest z polityką trochę i demonstracjami jak z klubami sportowymi. No jest cała masa stadionów, jest cała masa klubów, każdy gdzieś komuś kibicuje, no ale generalnie wszyscy wiemy, że jest problem chuliganów stadionowych i jest problem przyzwoitych, normalnych kibiców. Muszę pani przypomnieć, byłem pod wrażeniem tego, że rok temu, że kibice Legii na przykład złożyli kwiaty i pod pomnikiem marszałka Piłsudskiego, i pod Romanem Dmowskim, i nawet do nich się odwoływałem, do tego doświadczenia organizując marsz w tym roku. Ale no wszyscy wiemy, że są zjawiska chuligaństwa, wszyscy chcemy, żeby było jak najwięcej przyzwoitego kibicowania, tak samo w polityce, no ale wiemy, że każdy kto zorganizuje ustawkę, może liczyć na sukces, prawda, może liczyć na sukces w postaci zachowań chuligańskich, bójek i tak dalej. No tylko to jest sukces kosztem sportu albo kosztem jakości polskiej polityki.

  

O coś więcej niż ustawkę zapytam, bo mam wrażenie, że o coś więcej niż ustawkę chodzi przynajmniej części organizatorów tego wczorajszego marszu, że jeżeli Młodzież Wszechpolska i ONR tworzą, jak mówią ruch narodowy, a SLD mówi delegalizować, Platforma mówi ignorować, co powie prezydent nawet nawet tym ludziom, którzy mówią, że prezydent jest namiestnikiem? Czy można ignorować czekając, aż stworzą partię polityczną?

Nie,  ignorować nie można, ale pytanie jest jak skutecznie, jak mądrze z tym walczyć. Wie pani, no uważam że zawsze łatwiej się mówi, robię ruch polityczny, dużo trudniej się to wykonuje, najczęściej właśnie kończy się na demonstracji, na awanturze, na hasłach, a dużo trudniej jest o jakąś nową jakość polityczną.

Czy radykalna prawica niczego nie sklei do wyborów?

Ale, ale wie pani, radykalizm ma to do siebie, że on częściowo zastępuje programy, zastępuje koncepcje polityczne i uwodzi ludzi prostotą, a czasami prymitywnością haseł i skojarzeń. I oczywiście jest to niebezpiecznie, tym bardziej jeżeli się…

A czas na radykalizmy jest?

 Jest, jest, bo wie pani, widać to w całej Europie, w całym świecie, że jest, jest realne zagrożenie radykalizmem takim o charakterze narodowym i to niepokoi, bo chcemy żyć w Europie, która łagodzi relacje między narodami, a nie je zaostrza. Natomiast wie pani, czy co można zrobić skutecznie? Ja uważam, że trzeba…

Jak skutecznie odkleić młodych ludzi od takich organizacji jak ONR i od takich haseł jak „odżydzanie miast”.

Ja między innymi, wydaję mi się, że składając tą propozycję tego typu marszu, w którym jest miejsce dla ludzi o różnych wrażliwościach na tradycję narodową, coś w tym zakresie zmieniłem, ja sądzę, że to będzie brane pod uwagę przez młodych ludzi, także którzy dzisiaj gdzieś tam się zaplątali w tamten marsz radykalny.

Ja pytam o taką codzienną działalność, jaki ma pan plan czy pomysł, jaki powinien mieć plan i pomysł rząd, panie prezydencie? Bo, bo pański marsz się wczoraj zatrzymał, a oni mówią, że będą maszerować do wyborów, że będą maszerować każdego dnia.

Tak, to jest bardzo prawdopodobne. Uważam, że źle się stało, że na czas i jakby nie w porę uchwycono narastanie tego rodzaju zjawiska groźnego, ale trzeba wyciągać z tego wnioski, ja wyciągnąłem organizując ten wczorajszy marsz, a oprócz tego chcę pani powiedzieć, że to jest tak, że w polskim życiu politycznym i społecznym mamy niesłychanie głębokie pęknięcie, powiedziałbym na tle nie tylko różnic interesów partyjnych, nie tylko na tle brutalizacji języka, także ze względu na głębokość emocji związanych z katastrofą smoleńską. Teraz jednak podjęto próbę, rok temu podjęto próbę rozbicia także fundamentu łączącego ten gmach społeczny czy narodowy. I temu się trzeba przeciwstawić, tym fundamentem jest wspólna tradycja niepodległościowa, walki o niepodległość i jeżeli ona jest kwestionowana, to trzeba bronić tego fundamentu. Tych szpar, szczelin nie poszerzać, tylko je jakoś klajstrować, wzmacniać, cementować i to robimy. Natomiast oprócz tego no trzeba pracować nad zmniejszeniem poziomu agresji w polskim życiu politycznym, szukaniu tego, co może być wspólne. Ja staram się to robić konsekwentnie od początku mojej prezydentury, czego przejawem było i otwarcie na opozycję, jeśli chodzi o Radę Bezpieczeństwa Narodowego, w tej chwili próba wciągnięcia opozycji do współokreślania głównych kierunków modernizacji systemu obronnego polski.

Nie daje się wciągnąć do końca ta opozycja.

Trochę się daje.

Największa partia opozycyjna cały czas stoi za drzwiami.

Nie do końca, no na pewno nie do końca. Nie do końca, ale trochę tak, no są pierwsze sygnały świadczące o tym, że być może obszar bezpieczeństwa narodowego da się uczynić obszarem choćby rachitycznej, ale jednak współpracy pomimo wszystkich, nawet bardzo ostrych różnic. Przykładem jest ustawa, która będzie w najbliższym czasie przedmiotem obrad dotycząca systemu obrony Polski przed zagrożeniem rakietowym czy lotniczym. Na razie uzyskała ona bardzo szerokie poparcie deklarowane przynajmniej przez kluby parlamentarne. Jeżeli to się uda, pójdę dalej, pójdę w innych sprawach, no bo to zawsze od czegoś trzeba zacząć.

To ja jeszcze o to zagrożenie nie rakietowe, tylko wewnętrzne tak naprawdę. Pan przywołał przed chwilą fundamenty państwa, mówiąc o pęknięciu. Profesor Zbigniew Brzeziński, po raz pierwszy tak mocnym głosem zza oceanu, zrecenzował naszą sytuację polityczną. Powiedział, że gra polityczna w Polsce zmierza do podważenia fundamentów państwa, powiedział dokładnie „te ciągłe nieodpowiedzialne bzdury o jakimś smoleńskim zamachu bez wskazania, kto jest za zamach odpowiedzialny, ale sugerując, że to prawdopodobnie rząd polski, a może i sowieci, to coś wstrętnego, szkodliwego, to jest strasznie wredna robota”.

No muszę się w stu procentach zgodzić z panem profesorem Brzezińskim, podpisać się obu rękoma, dlatego że rzeczywiście przekroczenie każdej kolejnej bariery w relacjach wewnętrznych, w tych kwestiach, oznacza, że mamy natychmiast echa w kręgach politycznych świata zewnętrznego, w prasie, w mediach. Przecież tak samo co prasa świata zachodniego pisała  o wczorajszych marszach? Pisała głównie pokazując te ekscesy chuligańskie. Więc trzeba o tym pamiętać, to nie do końca się tego da uniknąć, ale trzeba to minimalizować ryzyko, no… Pan profesor Zbigniew Brzeziński jest człowiekiem, który jest przecież, który zrobił dla Polski bardzo wiele. Jest politykiem amerykańskim, ale w ogromnej części polskiego serca, a więc jest człowiekiem głębokiej troski także o to, co się dzieje z tym dziełem naszego pokolenia Polaków, które doczekało się wolności, tą wolność wywalczyło i zagospodarowywało. Więc to warto przemyśleć głęboko. Trochę mi przypomina sposób myślenia częsty tu u moich rodziców, moja mama bardzo często mówi wiesz słuchaj, to naprawdę chyba jakaś jest wroga robota. To ktoś musiał wymyśleć, kto źle życzy Polsce.

A nie zastanawia pana, jak pana mama panie prezydencie tak mówi, nie zastanawia pana wtedy, czemu jasnej odpowiedzi na to nie daje jej rząd na przykład? Bo premier Tusk na słowa Zbigniewa Brzezińskiego zareagował podobnie jak pan. Bardzo dobrze, że ktoś wreszcie powiedział to tak mocno, bardzo dobrze, że ktoś wreszcie powiedział prawdę. Ja się zastanawiam czemu wcześniej nie powiedział tego premier, czemu głos przedstawicieli władzy nie wybrzmiał bardzo mocno? Czemu z jednej strony słyszymy bardzo dobitne hasła? Czemu z jednej strony słyszymy niesłychana zbrodnia, na dziewięćdziesiąt dziewięć procent zamach, zdrada, a z drugiej strony słyszymy no nie, no ręce nam opadają? A to za mało.

Wie pani, ja myślę, że tak. No ja akurat w słowach pana profesora Brzezińskiego odnalazłem potwierdzenie tego, że słusznie sam powiedziałem mniej więcej to samo parę dni wcześniej. Powiedziałem z bólem, prawdziwym bólem po tym słynnym artykule w prasie polskiej, który prawie zachwiał jakby fundamentami państwa polskiego. I dlaczego premier? Wie pani, no premier jest siłą rzeczy, jest jakby stroną, jest stroną w tym sporze. Tak jest zawsze. Więc każdy dlatego tak cenna jest wypowiedź pana profesora Brzezińskiego, bo jest człowiekiem, mówi z pozycji życzliwości, sympatii, gorących, dobrych uczuć wobec Polski, ale trochę z zewnątrz. Jego słowa są w związku z tym dziesięć razy bardziej nie tylko wiarygodne, ale mocne. Każdy, który mówi w swoim trochę interesie zawsze będzie mógł liczyć na mniejsze zrozumienie i na mniejszy wstrząs wywołany tymi słowami. To dlatego tu jest siła.

Jasne, ale ja myślałam, że premier będzie mówił w obronie fundamentów państwa, a nie w swoim czy partyjnym interesie. Bo ja tak odebrałam słowa Zbigniewa Brzezińskiego i pomyślałam sobie, że wreszcie ktoś zabrał głos nie w sprawie partii tylko w sprawie państwa.

Wie pani, takich głosów jest sporo. Ja mogę przytoczyć wypowiedzi i Tadeusza Mazowieckiego.

Mocnych, dobitnych? Ja mówię o urzędujących politykach.

Moich też. Jak pani przeanalizuje to cały szereg był bardzo twardych wypowiedzi. Natomiast jeszcze raz powiem. Wydaje mi się, że czasami łatwiej bardzo mocno, dobitnie i w związku z tym skuteczniej powiedzieć wszystkim Polakom prawdę w oczy. Ja starałem się to może, może nie aż tak dobitnie, ale jednak jednoznacznie odpowiedzieć także i na Placu Marszałka Piłsudskiego w dniu 11 listopada, jako o przestrodze wynikającej z doświadczenia historycznego przed anarchizacją życia i stratą polskich szans, które się dokonały także w okresie międzywojennym. Więc ja uważam, że ta wypowiedź profesora Brzezińskiego powinna być głęboko przemyślana przez polityków, którzy nieodpowiedzialnie, trochę jak uczeń czarnoksiężnika uwalniają złe moce złych słów, złych skojarzeń, złych podejrzeń, a potem nad nimi nie panują wie pani, bo zawsze ktoś się znajdzie, kto jeszcze będzie bardziej radykalny i jeszcze ostrzejszy, jeszcze bardziej brutalny, jeszcze bardziej agresywny. Tu jest przykład tak samo z wczorajszej ulicy. Ja uważam wie pani, uważam, że hasła, które się pojawiły w tym marszu ONRu no przecież powinny być przestrogą dla kogo przede wszystkim? Dla partii prawicowych. No już są ci, którzy ostrzej się wypowiadają, którzy jeszcze ich przelicytują i za chwilę będą im wszystkim grozili tak, jak całej Polsce, będą grozili jakimiś rozliczeniami, wyrzuceniem, z wysadzeniem wszystkiego w powietrze.

A tłum będzie krzyczał zawisną, obalimy i zawisną. Panie prezydencie…

Tłum trzeba pilnować, żeby było wystarczający duży tłum ludzi, którzy będą mówili, że chcemy wolnego kraju, demokracji, wolnego rynku i spokoju.

To jeszcze jeden profesor do przemyśleń. Z dzisiejszego Newsweeka profesor Aleksander Smolar też pytany o pęknięcie smoleńskie i o lawinę, którą uruchomił artykuł w Rzeczpospolitej. Krótko tylko zapytam. Pan wiedział wcześniej, że on się ukaże? Czy on pana rano zaskoczył?

Nie, nie, pełne zaskoczenie. Nie miałem zielonego pojęcia, że coś takiego może się zdarzyć. Dlatego też bardzo szybko zareagowałem na to.  Wie pani, moja obawa polega na tym, że to no, jest takie stare powiedzenie, że polityk jest jak mucha można go zabić gazetą prawda. Ale tu się już nie polityk tylko całe państwo polskie znalazło w obliczu zagrożenia.

No więc o to chodzi. Profesor Smolar ma ogromy żal do rządu. Mówi tak, prokurator generalny długo milczał. Czy nie miał świadomości, że to bomba podłożona pod Polskę? To samo można powiedzieć o rzeczniku rządu. Wiedział od wydawcy Rzeczpospolitej o planowanym artykule. Nie rozumiał sytuacji, brakło mu wyobraźni, kwalifikacji politycznych? To samo dotyczy niestety premiera. Czemu nie wezwał Jerzego Millera, szefa komisji badającej przyczynę katastrofy? I tak naprawdę pointa jest smutna profesora Smolara, bo mówi tak: Przez te wszystkie miesiące, gdy komisja Macierewicza bombardowała nas i zatruwała absurdalnymi odkryciami z drugiej strony nie było żadnej odpowiedzi. Skutek jest taki, że liczba Polaków, którzy zaczynają wierzyć w możliwość zamachu rośnie w sposób zatrważający. Pan panie prezydencie ma ogromny kredyt zaufania tak, ogromną sympatię, która wychodzi w sondażach, co jest bezcenne i co można wykorzystać. Jak pan to może wykorzystać w sprawie Smoleńska, kiedy ludzie są bardzo zagubieni, kiedy nawet ludzie niewierzący do tej pory w zamach mówią no jak to jest z tym trotylem, był, nie był? Czemu ta prokuratura mówi do nas niezrozumiałymi słowami?

Ja myślę, że tu nikt nie ma dobrej recepty, co można skutecznie zrobić, żeby powstrzymać ten proces, bo proszę zwrócić uwagę, niektórzy wymyślają jakieś komisje międzynarodowe i inne. To nie są żadne dobre pomysły na umocnienie państwa i na zbudowanie autorytetu państwa w oczach obywateli. Zawsze łatwiej jest jednak destruować, niszczyć autorytet niż go budować. I to jest pokusa. Gdzie jest przyczyna? Ja myślę, że na pewno można by znacznie poprawić, że tak powiem publiczną debatę wokół kwestii Smoleńska, ale to jest zadanie nie tylko sfery politycznej, ale także i mediów. Bo bardzo trudno jest przeciwstawić się takiej pokusie, która daje o sobie znać ciągle, że zawsze łatwiej jest zaogniać sytuację, wrzucać, dolewać oliwy do ognia niż uspokajać.

Jasne. Ale wie pan panie prezydencie, proszę wybaczyć, że przerwę, ale mam takie wrażenie, że kiedy rząd…

A jeżeli pani mnie pytała, więc ja nie mam narzędzi działania związanych z rozstrzyganiem kwestii wątpliwości w sprawach Smoleńska.

A pan je ma? Te wątpliwości?

Ja ich nie mam. Ja uważam, że trzeba z całym spokojem poczekać na werdykt prokuratury polskiej, która jest niezależna od sfery politycznej.

Ma pan pełne zaufanie do prokuratury?

Ja mam zaufanie do państwa polskiego. I uważam, że nie wolno w takim momencie chwiać tym zaufaniem. No wszędzie sprawy związane z katastrofami lotniczymi są badane długo. I my musimy się trochę uzbroić w cierpliwość i nie dać się uwodzić szaleńcom, którzy uważają, że posiedli wiedzę, której nawet nie ma polska prokuratura. Nie można więc, można prokuraturę zachęcać do skutecznej, szybszej pracy, ale nie wolno na prokuraturze wymuszać, że ma pracować jak stachanowiec szybko, szybciej, żeby zaspokoić ciekawość opinii publicznej, bo zawsze na końcu wyjdzie na to, że będą jakieś niedoróbki, jakieś błędy. Aczkolwiek wątpliwości w tego rodzaju sytuacjach zawsze istnieją. Starajmy się według mnie uspokoić te nastroje i nie rozbudzać oczekiwań, że znajdzie się ktoś, kto w sposób cudowny znajdzie odpowiedzi na wszystkie pytania. Natomiast wszystkich mądrali, którzy bez wiedzy wystarczającej, fachowej są już dzisiaj skłonni ferować wyroki, nawet nie jak prokuratura tylko jak sąd nawet, no po prostu trzeba wyganiać z własnej głowy, z własnego serca.

Wie pan panie prezydencie, co by skutecznie ich wyganiało? Gdyby prawdziwi fachowcy, jakimi byli członkowie komisji Jerzego Millera, zabierali głos w takiej sytuacji.

Tu się muszę z panią zgodzić, bo uważam, że rzeczywiście zabrakło takiej twardej obrony werdyktu, który wydała ta komisja przez członków komisji. Fakt jest faktem, że komisja już nie pracuje. Ona zakończyła swoją pracę, swoją egzystencję.

W każdej chwili można ją wznowić.

Ale ja bym oczekiwał, że osoby, które wydały taki werdykt, taką opinię, że będą aktywnie jej broniły w oczach opinii publicznej, dając odpór no różnego rodzaju szaleńczym pomysłom, które jak nie ma wiedzy, nie ma fachowców to i szarlatani są skłonni skutecznie uwodzić opinię publiczną.

O to chodzi. Tylko taka grupa fachowców jest w stanie zapędzić Dżina z powrotem do butelki. Żeby nie wyrastała armia pseudofachowców. Panie prezydencie, pan na najbliższą Radę Bezpieczeństwa Narodowego, na 19 grudnia zaprosił prokuratora Seremeta.

Nie, nie, to jest jakieś nieporozumienie. Ja zaprosiłem pana prokuratora Seremeta do siebie do gabinetu na rozmowę, która ma na celu prostą rzecz, sprawdzenie czy jest jakakolwiek właśnie materia, informacja, której przekazanie na gruncie Rady Bezpieczeństwa Narodowego mogłoby wpłynąć na uspokojenie, na jakieś wyjaśnienie czegokolwiek. Spytam pana prokuratora czy on dysponuje taką wiedzą, którą mógłby w sposób zgodny z polskim prawem przekazać także na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, bo na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego uczestniczą także przedstawiciele głównych partii politycznych. Jeżeli się okaże, że jest taka materia i jest taka możliwość prawna to rzeczywiście wtedy być może zrobimy posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Jeżeli się okaże, że pan prokurator nie dysponuje albo taką dodatkową wiedzą, której do tej pory nie mógł przekazać, albo nie dysponuje możliwością przekazania tej wiedzy w sposób zgodny z prawem to nie będzie tego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

A kiedy się panowie spotykają?

Wiem, że jest chyba w przyszłym tygodniu jesteśmy umówieni zdaje się.

Panie prezydencie, takie zdanie padło po ostatniej Radzie Bezpieczeństwa, przy okazji tego zaproszenia do pana prokuratora Seremeta, pan to powiedział, że warto zbadać, muszę je zacytować dokładnie, bo to jest zdanie niezwykle trudne, równie niepokojące, co trudne. Warto zbadać aspekt ewentualnego zewnętrznego czynnika działającego destrukcyjnie na społeczeństwo polskie w kontekście katastrofy smoleńskiej. Absolutnie warto. Powiedział prezydent, czyli pan. Co to za czynnik?

Tak, bo musi pani, musi pani wiedzieć, że to jest efekt wniosku przedstawiciela opozycji. I to opozycji prawicowej.

Zbigniewa Ziobro.

Człowieka zaangażowanego bardzo w polemikę wokół kwestii katastrofy smoleńskiej, pana przewodniczącego Ziobro. Więc ja staram się traktować serio prośby i sugestie i oczekiwania przedstawicieli sił politycznych wchodzących w skład Rady Bezpieczeństwa Narodowego, bo na serio ich zaprosiłem do tego jedynego de facto w Polsce miejsca, gdzie może się spotkać koalicja i opozycja razem.

Ale żeby ludzie zrozumieli tak naprawdę czym pan jest zaniepokojony. Co to jest za czynnik zewnętrzny?

Musiałaby pani bardziej spytać pana posła Ziobrę, bo to jest jego wniosek.

Czyli pan zrobił ukłon w jego stronę a nie uwierzył, że jest coś do zbadania?

Ja wiem jedno, że nie mam żadnych sygnałów świadczących o tym, że mamy do czynienia z jakimiś poważnymi zarzutami o celowym działaniu czynnika zewnętrznego w sprawach katastrofy smoleńskiej. Ale wiem również, ale wiem również, że na całym świecie są stosowane techniki, które mają na celu czasami pogłębienie chaosu w jakimś kraju, przez działania takiej typu raczej dywersji politycznej. Warto o to zapytać czy są choć jakiekolwiek ślady potwierdzające ten sposób myślenia. Jeżeli taki projekt zgłasza przedstawiciel opozycji tak zaangażowanej w sprawy to ja muszę to potraktować jako sygnał przynajmniej, skłaniający mnie do tego, żeby się zastanowić czy jest coś na rzeczy, czy też kompletnie nic.

Wierzy pan ciągle w raport Millera?

Tak. Tak, myślę, że pomimo różnych błędów w że tak powiem w zasadniczym wyrazie nie sądzę, aby kiedykolwiek został zachwiany, jeśli chodzi o przyczyny katastrofy. Może o przebieg, może o jakieś prawda o jakieś niuanse tak. Może się zmienić, bo wiedza się zmienia w tym zakresie. Ale jeśli chodzi o ocenę przyczyny katastrofy nie sądzę, żeby cokolwiek, jakiekolwiek sensacje zachwiały tym raportem.

Nie ma pan cienia wątpliwości w sprawie tezy o zamachu? Ona nie przychodzi panu nigdy do głowy?

Nie. Wie pani, to jest dla mnie, to jest moje osobiste przeświadczenie…

Pytam, jakby pan dobitnie odpowiedział drugiej stronie, która równie dobitnie mówi na dziewięćdziesiąt dziewięć procent zamach?

No proszę o dowody na stół. Proszę o dowody na stół. Nie wolno takich oskarżeń wysuwać nie dysponując dowodami. Jeżeli się je ma no to trzeba iść do prokuratora natychmiast złożyć informacje, zażądać śledztwa i tak dalej. Jeżeli te podają tego rodzaju daleko idące oskarżenia i nikt nie kładzie dowodów na stół, nikt nie idzie do prokuratora z donosem no to znaczy, że prawdopodobnie to jest sprawa dęta politycznie, a nie i nie oparta o żadne rzeczywiste, liczące się przesłanki.

Dowody na stół mówi prezydent Bronisław Komorowski do tych, którzy mówią o zamachu smoleńskim. Mówi również, że w przyszłym roku raz jeszcze 11 listopada, na pewno nie ostatni, pójdzie i liczy na to, że będzie liczniejszy.

Powiem pani, że nawet nie po raz pierwszy, bo miałem przyjemność tę manifestację organizować jeszcze w latach siedemdziesiątych, kiedy to mogło kosztować, a czasami nawet kosztowało sporo.

Czyli w ramach rekonstrukcji można się przebrać za Bronisława Komorowskiego?

Można, proszę bardzo.

Zanim jeszcze został prezydentem.

Tak jest.

Bardzo dziękuję pięknie. Prezydent Bronisław Komorowski.

Dziękuję serdecznie.