Menu rozwijane

02 kwietnia 2015
Wywiad prezydenta Bronisława Komorowskiego dla programu "Fakty po Faktach"

To są „Fakty po Faktach” na żywo z Belwederu, Piotr Marciniak. Gościmy teraz u Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej, Bronisława Komorowskiego. Dobry wieczór.

Bronisław Komorowski: Dobry wieczór Panu, dobry wieczór Państwu.

Panie Prezydencie, zacznę od pewnej kontrowersji. Czy w Polsce katolicy są spychani do getta? Tak uważa Prezydium Episkopatu. A zaczynam od tego, bo akurat spotykamy się w dziesiątą rocznicę śmierci Jana Pawła II i biskupi cytują jego słowa sprzed lat i umiejscawiają je teraz. Piszą: chcemy sprzeciwić się tej rzeczywistości, w której doświadczamy wielkiego katolickiego getta, getta na miarę narodu. A chodzi im konkretnie o nieuwzględnianie ich sprzeciwu w sprawie in vitro.

Demokracja ma to do siebie, że są różne oczekiwania różnych grup społecznych, różnych środowisk, różnych instytucji, no a gdzieś na końcu się buduje kompromis wokół spraw, także takich ważnych, a także i zahaczających o kwestie światopoglądowe. Nie sądzę, aby można było o Polsce mówić, gdzie jest tak ogromna ilość ludzi zaangażowanych w Kościół, można było mówić o jakimkolwiek getcie. Oczywiście jest problem taki, istotny, aby Kościół w jak największym stopniu funkcjonował w życiu społecznym, w życiu narodowym, żeby właśnie sam się nie izolował, nie był izolowany, bo jest wartością ogromną, istotną z punktu widzenia całego tysiąclecia, które minęło i z punktu widzenia tysiąclecia, które będzie. Jednak dzisiaj jest zadaniem po prostu dla wszystkich i też pomaganie w tym, aby nie spychać Kościoła na margines, ale na zasadach obowiązujących w państwie demokratycznym, gdzie jest rozdział Kościoła i państwa, ale rozdział ma to do siebie, że może być przyjazny, może być wrogi. Chcemy przyjaznego rozdziału. Może Cię zainteresować Prezydent: Zmiany w Kodeksie wyborczym mają uzdrowić sytuację

To ja od razu zapytam, czy jeśli Parlament uchwali tę rządową ustawę w sprawie in vitro w obecnym kształcie, to Pan ją podpisze?

Nie wiem, jaki jest ten kształt, Pan też nie wie, więc poczekajmy na ten kształt, natomiast, jeśli chodzi o samą kwestię in vitro, to, wie Pan, ja szczęśliwie z małżonką wychowałem pięcioro dzieci i nie doświadczyliśmy tego bólu niemożności wychowania, posiadania dziecka, więc jestem ostatnią osobą, która by komukolwiek chciała tego odmówić, natomiast kwestie sumienia to są sprawy, które dotyczą konkretnego człowieka i jego środowiska, systemu wartości, Kościoła i tu prezydent nie ma wiele do zrobienia, prezydent nie może być prezydentem sumień polskich.

Ale może podpisać…

Prezydent jest prezydentem państwa polskiego.

Bo szczegóły tego projektu to my już właściwie znamy i właśnie rozumiem, że dlatego Prezydium Episkopatu ten projekt komentuje i go, powtórzę, odrzuca. Biskupi ostrzegają, że ci, którzy tę ustawę poprą, mogą utracić, cytuję, dyspozycję do przyjmowania Komunii Świętej.

Myślę, że Pan nie zauważa jednej bardzo ważnej wypowiedzi, to jest byłego przewodniczącego Episkopatu, księdza arcybiskupa Michalika, który już w 2013 roku, zresztą powołując się w jakiejś mierze na doświadczenie z ustawą antyaborcyjną, która jest formą kompromisu politycznego, opowiedział się również za tym, żeby właśnie stosować metodę kompromisu politycznego w innych kwestiach, jakby nie szukając kompromisu na gruncie moralnym. No bo to są zupełnie dwie odrębne kwestie.

I to oświadczenie Episkopatu powtarza to stanowisko.

I użył bardzo mądrego sformułowania. Powiedział o tym, że jest coś takiego, jak większe dobro. My często mówimy „mniejsze zło”, a Arcybiskup powiedział: jest większe dobro i do większego dobra należy dążyć, a dzisiejsza sytuacja z in vitro jest taka, że nie ma na to żadnych regulacji, więc każda regulacja, chciałbym, żeby ona w stopniu maksymalnie możliwym uwzględniała wrażliwości wszystkich, także i Kościoła, ale w stopniu maksymalnie możliwym. Jeżeli będzie na końcu kompromis polityczny, to będzie to właśnie większe dobro.

A co Pana zdaniem zostało w Polsce z przesłania Jana Pawła?

Myślę, że zostało dużo. Zostało nasze wewnętrzne przekonanie o tym, że jednak wolność jest wolnością do czegoś także, czyli do robienia rzeczy dobrych. Zostało wielkie przekonanie o tym, że nie tylko myśmy od Kościoła dużo dostawali przez te tysiąc lat, ale także daliśmy Kościołowi bardzo wiele. A oprócz tego, wie Pan, jestem tutaj jako postać polityczna, więc powiem, dla mnie nie do przecenienia było stanowisko Jana Pawła II w kwestii członkostwa Polski w Unii Europejskiej. To, że dzisiaj się odzywają głosy znowu straszące Polaków Unią Europejską czy strefą euro, to jest okazją dobrą, żeby przypomnieć – Jan Paweł II w swoim nauczaniu w polskim Sejmie jednoznacznie zachęcał do uczestnictwa w integracji europejskiej, przy jednoczesnej odważnej obronie własnego tradycyjnego świata wartości.

Panie Prezydencie, Kościół, jak słyszeliśmy dzisiaj, obawia się getta, opozycja z kolei więzienia. Rzecznik PiS-u mówi: nagłośnimy sprawę Mariusza Kamińskiego w Parlamencie Europejskim, niech Europa zobaczy, co się dzieje w Polsce. Jest klimat nagonki na opozycję.

To też chyba polega na jakimś niezrozumieniu ról w państwie, no bo jeżeli wyrok sądu niezależnego w państwie demokratycznym, w państwie prawnym jest kwestionowany i interpretowany jako wydarzenie polityczne, to źle świadczy o tych, którzy tak mówią. Bo każdy ma prawo kwestionować ten wyrok, no to wtedy się idzie, odwołuje do sądu wyższego szczebla, apeluje się. No i rozumiem, że to jest normalna droga, ale już z góry powiedzenie, że to jest motywacja polityczna, świadczy o tym, że samemu się nie szanuje niezależności sądów i niezależności wyroków sądowych.

A jak Pan ocenia pół roku rządów Ewy Kopacz?

Muszę powiedzieć, nie było to wcale ani łatwe, ani takie oczywiste, bo to jest rok podwójnych wyborów, a nawet potrójnych, bo jeszcze były wybory, prawda, samorządowe. Rok, tak powiem, siłą rzeczy bardzo zaostrzanych różnic wewnętrznych. Udało się według mnie nie dopuścić do pogłębienia kryzysu politycznego, który się szykował na tle strajków na Śląsku. Dzisiaj, mam w tym swój liczący się udział, zostanie odbudowany dialog społeczny, będzie ustawa, która na miejsce komisji trójstronnej zbuduje inny mechanizm dialogu, a więc dialog zwyciężył. No, są bardzo pozytywne sygnały świadczące o spadku bezrobocia, szczególnie w kręgach młodych ludzi, no to są ewidentne sukcesy. Jest ogromny postęp w zakresie polityki prorodzinnej, a to jest też w jakiejś mierze triumf zdolności do współdziałania prezydenta, rządu, samorządów i innych organizacji.

Ale jednocześnie pani premier, przedstawiając taki bilans, chwali się, że rozwiązuje problemy, które przez lata były odkładane, czyli także przez Platformę odkładane?

Są zawsze lepsze albo gorsze momenty w kalendarzu, kiedy można coś zrobić trudnego, a niekoniecznie bardzo popularnego, więc ja mam szacunek dla Pani Premier, między innymi za to, że właśnie potrafi myśleć nie tylko pod kątem koniunktury wyborczej, ale pod kątem tego, co jest po prostu do zrobienia. To jest duża umiejętność, czasami duże ryzyko, ale wie Pan, jak to z polska po francusku: qui ne risque, tego w pysk.

To a propos różnych ryzykownych obietnic. Pięć lat temu obiecywał Pan w kampanii wyborczej, że nie będzie polować i spełnił Pan obietnicę?

Ja tego nie obiecywałem, to mój sztab wyborczy.

Pański sztab, ale Pan powiedział: no teraz trudno, trzeba będzie dotrzymać.

No i tak to wygląda, że ja mówię wszędzie: tak, poluję z moimi synami, z moim zięciem, z moimi przyjaciółmi, no bo na szczęście polowanie nie musi polegać na strzelaniu, więc jestem, uczestniczę w różnych miłych sytuacjach, no ale to oczywiście jest trochę tak jak piwo bezalkoholowe.

Przejdźmy do gospodarki. Martwi się Pan o dług publiczny? Ja pytam dlatego, że mam tutaj przy sobie komunikat taki świeży, sprzed paru dni, Ministerstwa Finansów. Państwowy dług publiczny wzrósł na koniec 2014 roku do prawie ośmiuset dwudziestu siedmiu miliardów złotych, to jest dwadzieścia cztery miliardy więcej, tak pisze Ministerstwo, dwadzieścia cztery miliardy więcej, niż w poprzednim kwartale. To jak się tak zastanowić, to w tym tempie już za pół roku wrócimy do tej wysokości długu, jaka była przed zmianą systemu OFE. To był taki chwilowy ratunek i za chwilę ten ratunek się już skończy.

To są problemy, przed którymi stoi głównie rząd, bo prezydent nie ma narzędzi działania w tym obszarze.

Ale może wpłynąć, Rada Gabinetowa, spotkania.

Ale Panu powiem, że tak. Dla mnie niesłychanie ważne jest to, że w innym obszarze mamy ewidentne sukcesy, bo zdaje się, że mamy istotne sukcesy w zakresie likwidacji deficytu budżetowego. To jest niesłychanie istotne dla polskiej gospodarki, to być może otwiera drogę w ogóle do - także do decyzji Unii Europejskiej.

Likwidacji czy zmniejszenia?

Zmniejszenia, które by pozwoliło odejść od procedury nadmiernego deficytu. Przecież to jest to ograniczenie polskiej gospodarski. Ale zjawisko zadłużania się jest dosyć powszechne. Oczywiście, trzeba z tym walczyć, trzeba ograniczać wydatki, ale przede wszystkim trzeba starać się zwiększać wpływy do budżetu.

Jednocześnie jednym z tematów kampanii jest kwestia kwoty wolnej od podatku. Kolejni kandydaci podejmują ten temat. To jest teraz nieco ponad trzy tysiące i słychać głosy: dużo za mało.

Wie Pan, jedni dużo mówią…

Od lat się nie zmieniała ta kwota.

Jedni dużo mówią, inni już sporo zrobili, więc ja z największą satysfakcją powiem, że udało mi się przekonać i rząd, i parlament do tego, żeby wprowadzić liczącą się ulgę podatkową dla osób wychowujących dzieci, i to taką rzeczywiście działającą. W tym roku skorzysta z tego milion osób w Polsce. To jest jedna rzecz. A jeśli o podatkach mowa, to muszę powiedzieć, że mam nadzieję, że parlament się przychyli do tego, żeby zgodnie z moją propozycją ustawową fundamentem systemu podatkowego w Polsce była zasada, że wszystkie wątpliwości w prawie rozstrzygane są na korzyść podatnika, a nie na korzyść urzędu, urzędnika. To jest zasada, która może stać się, i powinna stać się, fundamentem całego systemu podatkowego w Polsce. Myślę, że na to czekają nie tylko przedsiębiorcy, jak się czasami mówi, ale wszyscy podatnicy, wszyscy ci, którzy płacą, nawet niekoniecznie bardzo wielkie podatki, ale chcą płacić podatki sprawiedliwie.

Rosyjski Minister Kultury chce pomnika w Krakowie w zamian za zgodę na pomnik w Smoleńsku. Tam w Krakowie chodzi o Czerwonoarmistów, poległych w wojnie polsko-bolszewickiej.

To wygląda na jakąś taką chyba chęć podrażnienia polskiej opinii publicznej. Nie sądzę, aby należało to traktować jako poważną propozycję ze strony państwa rosyjskiego. To raczej jest eksces ministra, bo trudno sobie wyobrazić w ogóle handlowanie przez państwa symbolami w tak delikatnych obszarach, po drugie trudno sobie wyobrazić, żeby Polska w ogóle chciała rozważać, aby w zamian za pomnik w Smoleńsku, co zresztą ja uzgadniałem z prezydentem Miedwiediewem, Polska była przymuszana, co tam było uzgodnione, Polska była przymuszana do wybudowania pomnika nieistniejącej sprawy, bo to jest legenda, to jest nieprawda o śmierci żołnierzy bolszewickich w polskich obozach, z premedytacją wywołanej śmierci. Oczywiście umierali na choroby, z ran i tak dalej, ale żadnej zbrodni na nich nikt nie dokonywał, więc to jest próba, powiedziałbym, no trochę poniżej pasa.

Skoro Pan mówi: to właśnie ja umawiałem się z Miedwiediewem, to może warto o tej umowie przypomnieć.

Tylko że Miedwiediew już nie jest prezydentem i nie jest, na szczęście, ministrem kultury, więc rozumiem, że –  to zresztą było wielokrotnie przypominane, ale klucz jest w rękach rosyjskich, bo były podpisane odpowiednie umowy, no ale nikogo do wykonania umowy nie da się przymusić, jeżeli nie chce jej wykonać.

Czyli to tak może trwać? Kolejna zadra w naszych stosunkach, tak?

Myślę, że niestety tak. Znaczy się, trzeba czekać na taki moment, w którym pojawi się jakaś szansa na wykonanie tej umowy. Wie Pan, z Katyniem czekaliśmy długo, to i możemy poczekać do jakiejś lepszej koniunktury i lepszego zrozumienia po stronie rosyjskiej polskich oczekiwań z wykonaniem tej umowy.

A teraz w piątą rocznicę katastrofy w Smoleńsku ktoś z polskich władz pojedzie tam na miejsce?

Z tego, co wiem, tak, będzie obecność władz państwa polskiego. Ja jadę do Bykowni, będę w Kijowie i na cmentarzu, czwartym cmentarzu zbrodni katyńskiej pod Kijowem. Jutro są też uroczystości przed Grobem Nieznanego Żołnierza.

A to na jakim szczeblu w takim razie ten wyjazd do Smoleńska? Pytam dlatego, że padają też argumenty, że w tej chwili z powodów politycznych, w wojnie na Ukrainie, to niedobrze jest się jakoś spotykać z przedstawicielami rosyjskich władz. Niedobrze, dobrze, jak?

Nie, trzeba uważać, w jakiej sytuacji, w jakiej sprawie. Tak jak niedobrze by było spotykać się przy defiladzie czołgów i rakiet atomowych dziewiątego maja w czasie Parady Zwycięstwa Armii Czerwonej, bo ta Armia i spadkobierczyni tamtej Armii jest zaangażowana w konflikt z Ukrainą. Natomiast inne sytuacje, uważam, że absolutnie należy nawet tworzyć tego rodzaju sytuacje do spotkań, bo tylko przez kontakt wzajemny można niektóre kwestie sobie lepiej wyjaśnić i uniknąć prostego konfliktu. Jeśli chodzi o kwestie Smoleńska i Katynia, no to ja pamiętam byłem- było to rzeczywiście wielkie wydarzenie, obecność obu prezydentów, Polski i Rosji, na cmentarzach polskich i cmentarzach zresztą i rosyjskich, bo zamordowanych w czasach stalinowskich osób narodowości rosyjskiej obok siebie. To było duże wydarzenie i jestem przekonany, że prędzej czy później, może nie szybko, ale do takiej- do powtórzenia tego rodzaju sytuacji, odbudowy tego rodzaju klimatu dojdzie, znowu, i trzeba na to stawiać.

Pan przed chwilą wspomniał o dziewiątym maja, wtedy mają uroczystości w Moskwie, ale będą też uroczystości w Polsce, tak?

Nie, dziewiątego nie. Siódmego i ósmego rano.

W tym czasie była taka inicjatywa, żeby może zaprosić może gości z zagranicy, spotkać się u nas. Czy już wiadomo, kto przyjedzie, czy nie?

Już wiadomo, kto przyjedzie i wiadomo, jak to będzie wyglądało. W odpowiednim momencie to ogłosimy, jak to ma wyglądać.

Czyli to nie jest ten moment.

Ale to będzie siódmego, będzie głównie spotkanie bardzo wybitnych historyków, także rosyjskich, którzy będą od strony historycznej mówili o tym, co oznaczało dla Europy zakończenie wojny, drugiej wojny światowej, a potem będzie taki panel polityczny, także polityków, którzy będą o tym samym problemie mówili z punktu widzenia politycznych skutków dla Europy, dla ich narodów.

I przyjadą jacyś europejscy przywódcy też, tak?

Po to, żeby podkreślić to, że jedni mieli więcej szczęścia, inni mniej, bo jedni wyciągnęli wnioski z drugiej wojny światowej, że trzeba wejść w integrację europejską, a niektórzy dopiero mogli te wnioski wyciągnąć w latach dziewięćdziesiątych.

Taka wiadomość z dzisiejszego dnia: warszawska prokuratura wszczęła postępowanie sprawdzające w sprawie podsłuchu znalezionego przez SKW w kolejnej warszawskiej restauracji tuż przed wejściem tam na obiad wicepremiera Tomasza Siemoniaka, ministra obrony, i pani minister obrony Holandii.

To znaczy, że służby wojskowe działają prawidłowo i bardzo dobrze.

Ale kolejny podsłuch? To jest jakiś powód do niepokoju?

Jeżeli ktoś myśli, że jest choć kawałek świata wolnego od ryzyka podsłuchów, to się niestety myli, szczególnie tam, gdzie spotykają się premierzy, ministrowie ze swoim, a szczególnie minister obrony narodowej ze swoim odpowiednikiem, to zawsze jest ryzyko, że ktoś, w różnych celach, będzie chciał coś podsłuchać. No więc działają służby, sprawdziły i znalazły, rozumiem sprawa jest w prokuraturze, i tak powinno być.

Ale to obawia się Pan, że tych nagrań z przeszłości może być więcej?

Wie Pan, ważne jest to, że jak się miał tam spotkać polski wicepremier, minister obrony ze swoim gościem, ministrem obrony innego kraju natowskiego, to nikt ich tam nie szpiegował, to jest ważne. A czy wcześniej ktoś, no to już prokuratura musi [wyjaśnić].

W takim szczytowym momencie napięcia związanego z tą tak zwaną aferą podsłuchową, Premier Donald Tusk sugerował nawet, że tam jakiś inny alfabet, mógł grać pewną rolę. Coś z tego jeszcze zostało, czy już nic?

Myślę, że dużo już wiadomo raczej, że źródło inicjatywy było chyba jakieś biznesowo-kelnerskie, no, tak mi się wydaje, więc i pewnie tego będzie dotyczyło śledztwo. I tak powinno być. Takie sprawy wyjaśnia prokuratura.

Chciałem zapytać, czy niepokoi się Pan o przebieg wyborów. Najwyższa Izba Kontroli wzywa, by liczyć ręcznie, bo system informatyczny nie jest gotowy. Co więcej, on może być jeszcze niegotowy w czasie wyborów parlamentarnych, a to jest już dużo bardziej skomplikowane i dużo dłużej to liczenie by trwało.

Wie Pan, chyba Najwyższa Izba Kontroli nie musiała o nic apelować, bo ja pamiętam wypowiedź nowego szefa Państwowej Komisji Wyborczej, który mówił od razu po objęciu funkcji, że trzeba się liczyć z tym, że wybory prezydenckie będą liczone tak na piechotę, jak to się mówi. Ja powiem tyle, że złożyłem do Parlamentu propozycję - nowelizację ustawy Kodeks wyborczy, gdzie jest między innymi- jest cały szereg zmian, które mają uzdrowić sytuację, zarówno z funkcjonowaniem PKW, bo wzmacniać mają rolę szefa PKW w stosunku do biura krajowego te zapisy, ale także i ma być większa przejrzystość, ma być także i liczenie głosów, odrębnie, nieważnych różnych kategorii, więc, no to jest w Sejmie, napisałem do pana marszałka Sikorskiego list dzisiaj rano i jestem pewien, że pan marszałek będzie patronował temu, aby ten Kodeks wyborczy został uchwalony w odpowiednim czasie, przez co ja rozumiem to, aby mógł wejść w życie jeszcze przed wyborami parlamentarnymi, bo wybory prezydenckie do liczenia są łatwe, proste stosunkowo, ale przy wyborach parlamentarnych już stopień trudności jest o wiele większy, więc też i ryzyko popełnienia błędu. I byłoby dobrze, gdyby te wszystkie pozytywne zmiany, które proponuję, po prostu już były wprowadzone w życie.

Czyli rozumiem, że jeżeli zostaną wprowadzone w życie, to jeżeli dowiemy się, że jakiś procent głosów został uznany za nieważny, będziemy wiedzieli z jakiego powodu, tak? Czy dlatego, że było kilka krzyżyków, że ktoś się pomylił, że nieprawidłowo, czy, jak opozycja mówiąc o poprzednich wyborach samorządowych, że może ktoś dopisał coś, tak, podejrzewa, czy też były to czyste kartki.

To oczywiście nie uniemożliwi wysuwania tak absurdalnych oskarżeń, jak te, które były wysuwane o sfałszowanie wyborów. Na szczęście dzisiaj osiem procent ludzi w Polsce wierzy w sfałszowanie wyborów, a mogło być dużo gorzej, więc to nie unikniemy tego, ale przez proste- przez możliwość liczenia w różnych kategoriach głosów nieważnych, czyli nieważnych ze względów na technikę głosowania, złe przekreślenie, a tam dopisanie brzydkiego wyrazu i tak dalej, a odrębnie głosów tak zwanych pustych, które można interpretować jako oddane przeciwko wszystkim kandydatom, dużo się dowiemy i już nie będzie takiej licznej kategorii.

A dowiemy się czegoś jeszcze w sprawie tych głosów nieważnych w tych ostatnich wyborach? Bo z jednej strony słyszymy, że jest gdzieś ta góra czy góry głosów nieważnych, składowane i strzeżone przez wójtów, że jeszcze poprzednia PKW poprosiła ich: trzymajcie to, może ktoś będzie chciał kiedyś sprawdzić.

Takie jest prawo.

Ale PKW mówi do Sejmu i to już kolejny raz słyszeliśmy pana prezesa, który mówił do Sejmu: no stwórzcie takie prawo, żeby znowu, jak kiedyś, móc to sprawdzić, a jednocześnie pytam posłów z opozycji i z koalicji – nikt nad tym nie pracuje. To może trzeba powiedzieć wójtom: panowie, akurat tych głosów już nikt nie sprawdzi, możecie je spalić, czy nie?

To są już kompetencje Państwowej Komisji Wyborczej w ramach prawa. Absurdem było oczekiwanie, że PKW będzie wszystkie głosy sprawdzała bez wyroku sądowego. Taka jest istota systemu demokratycznego, że to sądy zarządzają powtórne liczenie głosów i dzisiaj w niewielkiej części tych protestów dopatrzyły się sądy jakiegoś ziarna prawdy, i wtedy zarządzają ponowne liczenie, sprawdzanie i tak dalej, ale to jest jeszcze tak dalekie od potwierdzenia zarzutu sfałszowania wyborów jak, powiedziałbym, planeta Mars od Ziemi.

Ale jest jeden taki dzwonek alarmowy. Znowu NIK, według ekspertów NIK-u system informatyczny, ten z poprzednich wyborów, nie był całkowicie zabezpieczony przed, nazwijmy to w uproszczeniu, włamaniem, choć w końcu, NIK podkreśla, nikt się do tego systemu nie włamał. NIK zawiadamia teraz o tym ABW, a przecież ABW ten system przed wyborami sprawdzało i teraz mam pytanie do Pana Prezydenta, który otrzymuje różne meldunki od służb, czy miał Pan takie meldunki, że ten system może nie być w pełni bezpieczny?

Nie od służb, tylko od właśnie PKW, była informacja, że nie czują tego, że można wszystko postawić na ten system, który zawiódł, a który jest poprawiany.

Ja mówię o sytuacji przed wyborami samorządowymi, bo on jednak postawili na ten system.

No postawili.

Znaczy to jest taka sytuacja, jeśli można przypomnieć Panu Prezydentowi i Państwu, były takie, tuż przed wyborami, komunikaty, że interweniowała ABW, że jej uwagi w PWK, czy właściwie w Krajowym Biurze Wyborczym, uwzględniono. I system został jakoś dopuszczony do użytku. On się potem zawalił, ale został dopuszczony, tak? I teraz, jeśli rację ma NIK, to albo ABW, godząc się w końcu na to, coś przegapiło, no albo świadomie dopuściło nie w pełni bezpieczny system, że może się uda.

Nie, w tę drugą wersję w ogóle nie wierzę, to jest niemożliwe. Mogli oczywiście nie uzyskać wiedzy na temat mankamentów systemu, prawdopodobnie nie miało tej wiedzy PKW. Być może ta wiedza była w Biurze, Krajowym Biurze Wyborczym i tam było widać, że pracownicy się szamotali, jak Pan pamięta, obiecywali, że następnego dnia będzie policzone, a mieli nadzieję, że to się da usprawnić, naprawić i policzyć. To jest system zliczania głosów, bo i tak liczy się głosy inaczej w gminach wszędzie, ale ten system zawiódł, no i dzisiaj uważam, że, absolutnie, nowe PKW ma- dobrze, że ma jednoznaczne stanowisko, że lepiej nie liczyć w ramach tego systemu, niesprawdzonego, niepoprawionego. Dłużej, ale policzyć skuteczniej i bez wpadek. Ale oczywiście docelowo trzeba zbudować nowoczesny system. Stąd na przykład dążę do zwiększenia roli Przewodniczącego PKW nad Biurem Krajowym Wyborczym, i to jest zapisane w tej ustawie, aby on także miał większą władzę wnikania w to, co Biuro- Krajowe Biuro Wyborcze robi, rozstrzygnęło i tak dalej.

Panie Prezydencie, za chwilę będziemy musieli się pożegnać, to jeszcze na koniec zapytam, bo niedługo zaczynają się Święta. Uda się Panu świętować w trakcie kampanii wyborczej, czy to nierealne?

Jak najbardziej realne i absolutnie niezbędne. Oczywiście, trochę to są inne święta, będą krótsze, ale będą rodzinne, tak jak co roku i to w ogóle nie wchodzi w grę, żeby nie było świąt. No, mogą być bardzo krótkie, ale będą. Ja też, korzystając z okazji w takim razie i Panu, i Państwu wszystkim telewidzom serdeczne życzenia dobrych i radosnych, rodzinnych Świąt Wielkiej Nocy składam, w przekonaniu, że pewnie każdy z nas trochę ma różnych problemów, różnych kłopotów na głowie, ale czas na świętowanie zawsze się znajdzie.


Prezydent Bronisław Komorowski w „Faktach po Faktach”. Dziękuję bardzo.

Dziękuję najserdeczniej. Wszystkiego dobrego Państwu życzę.

Wesołych Świąt.