Kamil Durczok: Dobry wieczór Państwu, witam w TVN 24. Zapraszam na „Fakty po Faktach”, a gościem programu jest prezydent Bronisław Komorowski. Dobry wieczór, Panie Prezydencie.
Bronisław Komorowski: Dobry wieczór, witam Państwa.
Panie Prezydencie, dwa cytaty z piątkowej debaty w Sejmie. Premier mówi: „Wolałbym się nie urodzić, niż na grobach budować karierę”. Szef opozycji, PiS-u, mówi: „To państwa wina. Ponosicie w sensie politycznym stuprocentową odpowiedzialność za katastrofę”. A potem są słowa o hańbie, o kolaboracji i o zdradzie. Czy Prezydent Rzeczypospolitej, który w czasie kampanii wyborczej mówił o potrzebie prezydentury zgody, współpracy, nie powinien w takim momencie zabrać głosu?
Rozumiem, że Pan proponuje, żebym był trzecim okładającym się kijami w tej sprawie…
Proponuję, żeby Pan Prezydent był nad tymi głowami.
Otóż wydaje mi się, że to powinno być inaczej. Mówiłem kiedyś o tym: to się w końcu wypali. Oczywiście, trzeba bronić własnych racji. Nie można pozwalać się bezkarnie obrażać. Ale jeśli chcemy uratować choć cząstkę tego przeżycia narodowej żałoby i wspólnoty w tej żałobie sprzed dwóch lat, to według mnie musi się do końca skompromitować pomysł na organizowanie uroczystości, zza których wystaje – to widać gołym okiem – interes partyjno-polityczny, a nie chęć uczczenia pamięci wszystkich ofiar.
Oczywiście, ten język jest nie do zaakceptowania. Ja postanowiłem w tym roku uczestniczyć w tych uroczystościach, które miały wymiar religijny. Byłem jako prezydent, zwierzchnik Sił Zbrojnych, w Katedrze Polowej Wojska Polskiego na ulicy Długiej w Warszawie. I przyznam się Panu do głębokiego przeżycia, niekoniecznie bardzo pozytywnego. Otóż gdy biskup polowy rozpoczynał mszę, powiedział coś, co w zasadzie powinno być oczywistą oczywistością. Powiedział, że zgromadziliśmy się tam ze względu na motywację religijną. W atmosferze, która rzeczywiście była wtedy tworzona, to zabrzmiało jak jakaś niebywała deklaracja. Niemalże zabrzmiało to jak wystrzał z wielkiej armaty, bo wszyscy gołym okiem widzieli, że atmosfera żałoby czy sposób jej organizowania jest daleki od potrzeb natury religijnej.
Panie Prezydencie, powiedział Pan, że ja proponuję, żeby Pan Prezydent był trzecim okładającym się kijami. Nie, ja pytałem, czy Pan Prezydent nie uważa, że między tymi 20 procentami, które mówią o tym, że był to zamach, a tą częścią, która jest przekonana, że świętej pamięci prezydent Lech Kaczyński sam sprowadził ten samolot do katastrofy, że w środku jest przestrzeń. Jest ogromna grupa ludzi, którym ponad głowami tych bijących się można było coś powiedzieć w takim momencie.
I mówi się od dwóch lat. Myślę, że bardzo ważnym sygnałem były przecież efekty pracy komisji pana ministra Millera. Bardzo łatwo je zakwestionować, ale warto pamiętać o tym, że kwestionuje się w ten sposób opinię uprawnionych organów państwa polskiego. A więc – w obliczu naszej niezgody na wiele sformułowań zawartych w materiałach rosyjskich komisji pani Anodiny – kwestionuje się werdykt państwa polskiego, naszego własnego państwa. Oczywiście, trzeba mieć świadomość, że każda sprawa może być zakwestionowana. Zawsze się zjawi jakiś egzotyczny naukowiec, a to z Nowej Gwinei, a to z Nowej Zelandii, i można się na niego powoływać. Ale tu jest twardy efekt pracy polskich ekspertów. Oczywiście chcielibyśmy, ja również bardzo bym chciał, żeby jak najszybciej zakończyła swoje pracę niezależna od polityków prokuratura polska, która, niestety, kolejny już raz odkłada finał prac. Szkoda. Byłoby dużo lepiej, gdyby można się było powołać na jednoznaczne ustalenia polskiej prokuratury, niezależne od jakiegokolwiek czynnika politycznego.
W najnowszej „Polityce” prokurator Seremet mówi, że trzeba będzie jeszcze poczekać na ostateczny werdykt prokuratury w tej sprawie.
I to mnie niepokoi.
Ale nie ma Pan wrażenia, że prokuratura też popełniła błąd, nie próbując… nie tyle polemizować, ile podawać faktów, informacji na temat tych najbardziej fantastycznych teorii, które powstawały i dochodziły z drugiej strony?
Proszę Pana, ja myślę, że na najbardziej fantastyczne i najbardziej nieprawdopodobne teorie po prostu nie ma rady. Bo może ktoś za chwilę wyjść z jakimiś ocenami, że to kosmici są odpowiedzialni. Nie sposób z wszystkim polemizować poważnie. Uważam, że powaga państwa polskiego wymaga tego, aby serio traktować ustalenia komisji reprezentującej państwo, ale także serio traktować, mam nadzieję, szybkie ustalenia niezależnej od świata polityki prokuratury. Wiem, że prokuratura musi pewne procedury przeprowadzić, ale wydaje się, że w interesie nas wszystkich leży to, aby to właśnie prokuratura swoją niezależną opinią rozwiała tego rodzaju fantastyczne, różne, a szkodliwe i krzywdzące wielu ludzi opinie, które rzeczywiście znajdują pożywkę w różnych środowiskach, ze szkodą dla całości.
Mówił Pan Prezydent, że czas jest potrzebny, żeby te emocje, które towarzyszą dzisiaj jakiejkolwiek rozmowie albo debacie na temat katastrofy smoleńskiej, się wygasiły. Tyle, Panie Prezydencie, że ten upływ czasu, o którym rozmawiamy, jak na razie przyniósł podwojenie liczby osób, które wierzą w teorię zamachu.
Tak, ale to jest jednak cały czas zdecydowana mniejszość.
To jest co piąty Polak.
Ma Pan rację, ale jednak, na szczęście, 80 procent nie daje temu wiary. To jest też istotne. Oczywiście, te 20 procent też boli… Ale chciałem zwrócić uwagę na jeden czynnik. Według mnie, upływ czasu, o którym mówię, to jest także jakaś szansa na przywrócenie klimatu żałoby wspólnej, przeżywanej wspólnie, a nie partyjnie. To jest ten ból prawdziwy. Ja staram się robić to, co do mnie należy. Mam nadzieję, że w przyszłym roku oddanie, poświęcenie, odsłonięcie pomnika na miejscu katastrofy na lotnisku w Smoleńsku, co zostało uzgodnione między mną a ówczesnym prezydentem Rosji, panem Miedwiediewem, dojdzie do skutku i przywróci ten klimat, to poczucie wspólnoty żałoby. Niewątpliwie takie poczucie wspólnoty budowały także i inne wydarzenia – właśnie tam, gdzie podkreślano nie partyjny, tylko ogólnonarodowy charakter ofiar. Przecież wszystkie środowiska straciły bliskich przyjaciół, straciły krewnych, straciły ważne osoby w życiu politycznym. Nie wolno tego sprowadzać do dramatu jednego środowiska. To jest nie fair w stosunku do innych rodzin. I na koniec powiem tyle: naprawdę –tak przynajmniej odczuwam to w kontaktach z wieloma rodzinami ofiar katastrofy smoleńskiej – w tym roku było bardzo silnie odczuwane oczekiwanie tych rodzin, że właśnie poprzez ciszę, przez modlitwę uszanuje się prywatny wymiar dramatu, który przeżyli. Jest coraz więcej rodzin, które proszą, zabiegają o to, aby nie wikłać dramatu katastrofy smoleńskiej i ich osobistej, rodzinnej żałoby w jakiekolwiek rozgrywki polityczno-partyjne. I dlatego ja stawiam na zaspokojenie oczekiwań tej części rodzin, bo wydają mi się najbliższe także odczuciu ogromnej większości Polaków.
Panie Prezydencie, tyle że te rodziny w tym roku zostały same nie tylko z bólem, żalem i żałobą. Mam wrażenie, że znaczna część rodzin została sama w obliczu tych argumentów, tych teorii, o których rozmawialiśmy. Czy Pan nie ma wrażenia, że zabrakło głosu – o prokuraturze już Pan mówił – także na przykład Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, która sprawia takie wrażenie, jakby wraz z odejściem pułkownika Klicha ta sprawa się dla niej zakończyła ? To jest Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych.
Myślę, że fachowcy i ludzie przygotowani do dyskusji o tych kwestiach czują się trochę zażenowani, jeśli mają polemizować z zupełnie fantastycznymi teoriami. Każdy człowiek, który ceni swój fach, swoją wiedzę w określonym obszarze, pewnie czuje niepokój, iż każe mu się udowadniać, że nie jest wielbłądem i że najbardziej fantastyczne….
Ale poczucie zażenowania nie było obowiązkiem tych ludzi.
Obowiązkiem tych ludzi było zbadanie okoliczności katastrofy. Przeglądam regularnie prasę i widzę, że w prasie były od czasu do czasu wypowiedzi ludzi fachowych, ludzi, który albo byli w tej komisji, albo gdzieś, kiedyś zebrali jakieś doświadczenie, i którzy starali się wyjaśnić absurdalność różnego rodzaju pomówień. Ale w mediach jest coś takiego, że wolą zapraszać ludzi, którzy głoszą najbardziej fantastyczne i absurdalne teorie, a dużo rzadziej chcą posiłkować się opinią ludzi… może mniej atrakcyjnych, bo prawda spokojnie głoszona jest z reguły znacznie mniej atrakcyjna.
Panie Prezydencie, wiem o próbach zapraszania osób z Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych właśnie i przed, i po drugiej rocznicy katastrofy smoleńskiej. To nie jest łatwe zadanie…
Wierzę w to, bo każdy człowiek obawia się postawienia – razem z całą swoją wiedzą, doświadczeniem, dorobkiem, fachowością, bezstronnością – pod pręgierzem zarzutów zupełnie absurdalnych.
A wracając jeszcze do tej debaty sejmowej: z jakimi uczuciami przyjmował Pan wystąpienie premiera?
Z pewnym współczuciem, bo widzę, że premier został postawiony w sytuacji polemiki z absurdami. Nieudowadnianymi teoriami, wygłaszanymi w sposób, którego nawet nie ma możliwości oskarżenia o cokolwiek, bo są podawane tak: „to są moje poglądy”, „ja podejrzewam”, „ja sądzę”, „ja się domyślam”. Trudno polemizować z tak formułowanymi ocenami, opiniami. Chyba więc moim dominującym uczuciem było uczucie pewnego współczucia.
Panie Prezydencie, jakie są trzy grzechy główne rządu Donalda Tuska?
Uważam, że niedawno były świeże wybory i to Polacy wydali opinię o rządzie Donalda Tuska, który rządził Polską w koalicji PSL–PO przez cztery lata…
Nie sądzi Pan, że dzisiaj ta ocena jest zupełnie różna od tej sprzed siedmiu czy ośmiu miesięcy?
Wydali pozytywną opinię, bo te formacje wygrały i zbudował na nowo rząd. Dzisiaj jest sytuacja szczególna. Rząd podjął bardzo wielkie wyzwanie, duże ryzyko, jakim jest uruchomienie procesu reformy bardzo istotnego, ale bardzo delikatnego obszaru naszego życia społecznego, jakim jest system emerytalny.
I nie popełnił błędu przy tej próbie?
Uważam, że każdy rząd musi zrobić to, co do niego należy, ale nie da się…
Panie Prezydencie: lepiej albo gorzej.
To się zgadza.
I jak robi to rząd Donalda Tuska?
Zobaczymy, jesteśmy dopiero na jakimś etapie, przecież nie ma jeszcze projektu ustawy. Namawiam i namawiałem zawsze rząd do tego, aby wykonać jak największą pracę – ja też jestem skłonny w niej uczestniczyć i staram się uczestniczyć – służącą wyjaśnianiu, tłumaczeniu, przekonaniu Polaków, tak jak było w Niemczech, gdzie większość społeczeństwa zaakceptowała reformę, że to może być naszą wspólną szansą, że nie ma sensu straszyć się wzajemnie perspektywami związanymi ze zmianami w systemie emerytalnym, tylko trzeba budować szanse na to, żeby te emerytury w przyszłości były lepsze. Przecież o to chodzi.
Tylko żeby tę zgodę, to poparcie, o którym Pan Prezydent mówi, osiągnąć, trzeba dialogu…
Zgadza się, trzeba dialogu.
Pan mówi, że ten dialog w sprawie reformy emerytur był prowadzony dobrze.
Mogę powiedzieć tyle, że do Pałacu Prezydenckiego zaprosiłem przedstawicieli wszystkich środowisk politycznych i prowadziłem taką wstępną rozmowę na temat możliwości poparcia dla z grubsza rysującej się dopiero reformy. I z pewną satysfakcją odnotowałem, że w zasadzie żadne środowisko polityczne nie stwierdziło, że reforma jest niepotrzebna. Wszyscy mówili, że to trzeba zrobić, tylko każdy ma inny pogląd, co to znaczy w szczegółach. To był nie najgorszy punkt wyjścia do prowadzenia dalszych prac. Drugim źródłem satysfakcji jest to, że jednak częściowo efektem tych spotkań było to, że część opozycji zdecydowała się udzielić poparcia dla reformy emerytalnej…
Panie Prezydencie, to co się takiego stało, że między tą deklaracją, o której Pan Prezydent mówi, i tą deklaracją, którą składali na przykład związkowcy, między tym momentem a dniem dzisiejszym mamy przestrzeń, w której zdążyły już paść zapowiedzi strajku generalnego, protestów na ulicach? To kto nie rozmawiał ze związkowcami, chociaż oni rzeczywiście byli gotowi do dialogu – po raz pierwszy od wielu, wielu lat?
W polityce demokratycznej jest zawsze problem, że każde środowisko polityczne, każdy polityk musi wybierać, czy chce w sposób najtańszy, najprostszy, ale najmniej służący Polsce zagospodarowywać tematy trudne i oprotestowywać, czy też chce uczestniczyć w rozwiązywaniu trudnych problemów, myśląc o tym, że jak zdobędzie władzę, to wtedy będzie mu już lżej, bo trudne działania zrobią konkurenci. Tak samo po stronie władzy, która zawsze stoi w obliczu tego, że może lepiej szybko, na skróty, bo wtedy będzie przynajmniej krócej bolało. Myślę, że dzisiaj, niestety, znaczna część środowisk nastawiła się raczej na zagospodarowywanie ludzkich lęków niż na ich rozładowywanie. Ja będę starał się działać na rzecz pracy nad tym, aby reforma była jak najlepsza z punktu widzenia szans na poprawę systemu emerytalnego w przyszłości i wysokości emerytur na przyszłość, ale też na pewno nie będę działał na rzecz podstawiania nogi rządowi i prymitywnego, prostego zagospodarowywania lęków ludzkich w celu budowania własnej pozycji. A część partii politycznych tak się zachowuje. Dlatego tym większą zasługę ma ta część opozycji, która zdecydowała się partycypować w rozstrzyganiu tej kwestii, targując się, co do kształtu tej reformy, stawiając zadania, stawiając problemy, ale jednak uczestnicząc w uruchomieniu niezbędnej dla Polski reformy. Bo pamiętajmy, że już prawie wszystkie kraje Unii Europejskiej tę reformę przeprowadziły. My jesteśmy w ogonie zmian. Teraz można to jeszcze bardziej utrudnić, a można starać się przynajmniej troszeczkę ułatwić.
Między opozycją, która toczy tę walkę także w Sejmie, a władzą są jeszcze związkowcy. Oni nie wybierają się po władzę, w każdym razie takich deklaracji ani szef Solidarności, ani OPZZ nie składał, składali natomiast deklarację gotowości rozmów z rządem w sprawie tego, jak można byłoby osłonić ludzi, którzy na wprowadzeniu późniejszego wieku emerytalnego mogą stracić albo mogą się obawiać o swoje miejsca pracy. Tego dialogu nie było.
Panie Redaktorze, jestem pewien, że ten moment przyjdzie. Rząd wybrał taką drogę, że najpierw rozstrzyga sprawę najważniejszą z punktu widzenia wprowadzenia reformy, ale według mnie za chwilę rozpocznie się debata i szukanie rozwiązań optymalnych z punktu widzenia właśnie tego, o czym Pan mówi: osłonięcia słabszych, stworzenia nowych szans na przyszłość. To jest także pytanie o cały szereg zmian w szeroko pojętym obszarze polityki społecznej, bo jak się w jednym miejscu zmienia fragment tej budowy, ale w samym fundamencie, to i wiele innych kwestii trzeba poprawiać. Jestem pewien, że rząd będzie otwarty na opinie różnych środowisk, związków zawodowych również. Ale proszę zwrócić uwagę, że odpowiedzią na deklarację premiera o potrzebie reformy, której nikt rozsądny nie może zakwestionować, bo reforma jest niezbędna, wszyscy ją robią w Europie…
Nawet związkowcy jej nie negują, wiedzą o tym, że trzeba pracować dużo…
…odpowiedzią jest od razu, na dzień dobry, mówienie: „Teraz zbieramy podpisy pod referendum na nie”. Nie jest to dowód na jakąkolwiek zdolność do dialogu.
Panie Prezydencie, o ile pamiętam, Solidarność nie stawiała propozycji pytania i nie sugerowała od razu odpowiedzi „nie”.
Chyba tak.
Nie mówiła: zagłosujmy na „nie” w sprawie…
Być może czegoś zabrakło, ale ja bym w tej kwestii nie przyklejał łatki tylko i wyłącznie rządowi. Jest potrzebny dialog społeczny po to, aby znaleźć optymalne rozwiązania. Warto Panu i wszystkim Państwu dać pod rozwagę to, że w Niemczech, gdzie jak powiedziałem ponad 50 procent obywateli zaakceptowało też trudną, ale konieczną reformę systemu emerytalnego, głosowała za nią i partia lewicowa, i partia prawicowa, CDU i SPD. To wspólnymi głosami i lewicy, i prawicy Niemcy zostały przeprowadzone przez niełatwy moment, ale z sukcesem, bo ta reforma ugruntowuje pozycje Niemiec jako kraju wiodącego, jeśli chodzi o rozwój.
Być może, Panie Prezydencie, Niemcy dostali zestaw argumentów, który ich przekonał. U nas na razie mamy infolinię oraz kampanię informacyjną, która nie widomo tak naprawdę, czego dotyczy, dlatego że PSL z Platformą jeszcze się nie dogadały, co do kształtu tej reformy.
Ale, jak rozumiem, dogadują się i ja wspieram to dogadywanie.
Pytanie, co słyszą ludzie, którzy tam w tej chwili dzwonią.
Ma Pan rację, zawsze można zrobić więcej, żeby był dialog. I warto zrobić więcej. Ale też nie zapominajmy o tym, że jest ta pokusa, przed którą wszyscy stoją w polityce: łatwe zagospodarowanie, w celu realizacji interesów partyjnych, trudnego, a niewątpliwie bardzo ważnego dla przyszłości Polski problemu, jakim są zmiany w systemie emerytalnym.
Panie Prezydencie, z jakimi uczuciami Pan przyjął wczorajsze orzeczenie Trybunału w Strasburgu?
Delikatnie mówiąc, z mieszanymi. Z jednej strony odczuwam wdzięczność dla rodzin katyńskich, że podjęły trud, wspierane przez państwo polskie, procesu w Strasburgu i uzyskały wymierną korzyść w postaci potwierdzenia odpowiedzialności strony rosyjskiej za zbrodnię. Uzyskały także potwierdzenie tego, że strona rosyjska w sprawach śledztwa w stosunku do polskich rodzin katyńskich nie zachowywała się zgodnie ze standardami europejskimi. Ale z drugiej strony, trudno nie dostrzegać jednego, bardzo groźnego zjawiska jakim jest to, że w zasadzie Trybunał, w sytuacji, kiedy strona rosyjska nie dała dostępu do dokumentów śledztwa, schował się za tą decyzją rosyjską i nie wydał wyroku. Co oznacza, że inni w innych sprawach będą mogli iść w tym Trybunale dokładnie taką samą ścieżką.
Czy Pańskim zdaniem, to jest zwycięstwo Rosji – w tym fragmencie?
W tym fragmencie niewątpliwie tak, ale Trybunał Europejski, według mnie ryzykuje w tej chwili. Rodziny katyńskie odwołają się do Wielkiej Izby Trybunału, będzie apelacja. Ale Trybunał strasburski ryzykuje tym, że ujawni swoją bezsilność w sytuacji takiej, kiedy któryś z krajów, który podpisał odpowiednie konwencje, po prostu powie „Róbcie co chcecie, my wam dokumentów nie pokażemy”. I to jest rzeczywiście poważne ryzyko. Sądzę, że będą to brali pod uwagę sędziowie w sytuacji procesu apelacyjnego.
Dwa lata temu prezydent Miedwiediew mówił o tym, że to, co wydarzyło się w Katyniu, nie tylko w Katyniu, to jest oczywista wina Stalina. Rok temu minister Ławrow mówił, że Rosja jest gotowa rozpatrzeć rehabilitację ofiar Katynia. Co się takiego dzieje, że za tymi deklaracjami nie idą czyny, idzie ukrywanie tych dokumentów, o których Pan przed chwilą mówił?
Według mnie był taki moment w relacjach polsko-rosyjskich, kiedy sprawy zaczynały iść lepszym torem.
I kto go zepsuł? Albo co?
Przypomnijmy, że niektóre dokumenty strona rosyjska przekazywała. Dzisiaj mamy rzeczywiście do czynienia z deklaracją, na szczęście nie do końca zobowiązującą, że być może w ogóle nigdy nie zostaną odtajnione dokumenty śledztwa katyńskiego ze względu na tajemnicą państwową i interesy – jak rozumiem – ludzi dawnych służb. To jest nowe zjawisko. W międzyczasie były wybory w Rosji. Można zakładać, że atmosfera przedwyborcza nie sprzyja tego rodzaju gestom w polityce międzynarodowej, których my byśmy oczekiwali. Dzisiaj jest po wyborach, zobaczymy jak będą wyglądały w praktyce działania nowych władz państwa rosyjskiego.
Nowych-starych, panie Prezydencie.
Nowych-starych, ma Pan rację. Przypomnijmy, że jest umówiona przez mnie z prezydentem Miedwiediewem uroczystość odsłonięcia pomnika w Smoleńsku, są także deklarację pana Miedwiediewa, jeśli chodzi o rehabilitację ofiar katyńskich i jeśli chodzi o odtajnianie dokumentów. Zobaczymy. Wszyscy jesteśmy pełni obaw co do tego, ale ciągłość polityki państwa tak potężnego jak Rosja winna skłaniać do uwzględniania potrzeby wykonywania obietnic czy zapowiedzi także poprzednika.
Skoro już jesteśmy przy polityce wschodniej i naszych wschodnich sąsiadach… Dlaczego na dzisiejszym spotkaniu nie było pani prezydent Litwy?
Musi zadać pan to pytanie pani prezydent Litwy.
A Pan nie dostał odpowiedzi? Ani oficjalnymi, ani nieoficjalnymi kanałami?
Ja mogę powiedzieć tylko, że zapraszałem panią prezydent już 16 lutego, gdy byłem w Wilnie na uroczystościach związanych ze Świętem Niepodległości Litwy. Traktowałem to jako gest dobrej woli, także jako okazję do potwierdzenia naszej dobrej woli uczestniczenia w akcji obrony litewskiego, łotewskiego i estońskiego nieba przez naszych pilotów. To była również okazja do spotkania z Polakami na Wileńszczyźnie. I miałem nadzieję, że ten gest zostanie oczywiście tak odebrany – jako gest dobrej woli. Nie traćmy nadziei. Jestem przekonany, że może trochę atmosfera gorączki przedwyborczej na Litwie także tutaj działała niekoniecznie pozytywnie, ale ja nie tracę nadziei, tym bardziej, że Litwa zawsze jest bliska memu sercu.
Panie Prezydencie, minister spraw zagranicznych Litwy mówi, że stosunki polsko-litewskie są dobre, niedobre jest ich podłoże emocjonalne. Nie jestem ekspertem od języka dyplomacji, ale to tak, jakby powiedzieć, że mamy fatalne relacje.
Pewnie to jest taki dyplomatyczny język. Myślę, że zawsze są emocje. Nie ma polityki bez emocji. W Polsce emocje wywołują kwestie polskiej mniejszości na Litwie. Pewnie emocje litewskie są też związane z jakimiś innymi sprawami. Natomiast byłoby źle, gdybyśmy kwestie związane ze sporem o wykonanie obietnic litewskich w stosunku do mniejszości polskiej na Litwie co do pisowni nazwisk – to były obietnice najwyższych władz państwa litewskiego – gdybyśmy ten spór wiązali ze sprawami polityki na przykład bezpieczeństwa w regionie. To według mnie byłoby dosyć niebezpieczne. Dlatego polscy piloci polecą nad Litwę, Łotwę i Estonię.
Bez względu na to, czy ktoś zażąda za to rachunku, czy nie?
Doczekaliśmy się dzisiaj podziękowań prezydenta Łotwy i prezydenta Estonii. Bardzo to miłe. Ale jednocześnie przecież ci polscy piloci, lecąc nad niebem litewskim, będą też lecieli nad niebem ogólnonatowskim. A chronić będą także Polaków obywateli współczesnego państwa litewskiego.
Panie Prezydencie, czytałem Pański wywiad w sprawie tego niebywałego komfortu, który jak Pan podkreślał, ma rząd Donalda Tuska, rządząc drugą kadencję. Pomyślałem, że ktoś powinien Pana zapytać – chociaż to dopiero pierwsza część pańskiej kadencji – czy Bronisław Komorowski chciałby mieć taki komfort rządzenia dwóch kadencji, czyli czy Pan myślał o drugiej kadencji i starcie w kolejnych wyborach?
Tu nie chodzi o żadne komforty, chyba nigdy nie użyłem takiego sformułowania „komfort”… Druga kadencja rządu to jest okazja, to jest szansa…
Mówił Pan, że to daje niezwykły komfort – to, żeby móc realizować plany przez pierwszą i drugą kadencję.
Móc realizować plany… tak, rzeczywiście. Można powiedzieć, że wszyscy w Polsce mamy komfort wynikający z faktu, że wybory będą dopiero za dwa i pół, za trzy lata. To jest jedyny taki okres. Długo nie będzie takiej okazji, żeby wybory, które z natury swojej utrudniają realizację ambitnej polityki, nie blokowały śmiałych decyzji.
Czy zastanawiał się Pan, Panie Prezydencie, nad tym, czy druga kadencja to jest coś, czego chciałby Bronisław Komorowski?
Słyszałem deklaracje niektórych polityków w tej kwestii, że chcą kandydować w wyborach prezydenckich. Ja niedawno wygrałem wybory prezydenckie i na razie koncentruję się na tym, żeby przyzwoicie tą szansę i te nadzieje pokładane we mnie przez wielu moich wyborców po prostu zrealizować i przyzwoicie wypełnić do końca. Do wyborów jest tyle czasu, że…
Że pytanie wróci wielokrotnie z całą pewnością.
…że chyba trzeba widzieć padające w tej chwili deklaracje w kategoriach bieżącej walki partyjno-politycznej. To głównie na lewicy jedni konkurują, drudzy na prawicy, prawda? I tam się śpieszą z tego rodzaju deklaracjami. Jeszcze raz chciałem powiedzieć: ja się nie muszę śpieszyć, ja nie tak dawno wygrałem wybory prezydenckie.
Pan Prezydent ma czas. Bardzo dziękuję, Bronisław Komorowski, Prezydent Rzeczypospolitej, był gościem „Faktów po Faktach”. Dziękuję Państwu za uwagę.
Dziękuję, życzę wszystkiego dobrego.