Menu rozwijane

19 kwietnia 2015
Anna Komorowska na uroczystościach 70. rocznicy wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego dla kobiet Ravensbrück

„Sonderzug. Transport. I konwój wojskowy.

Schutzhaftgefangene – to my.

Sztuk trzysta. Babki, matki, córki, wdowy.

Witają nas: one i psy.

„Piątkami marsz!” I milczenie! Idziemy.

Ktoś mdleje… Wzgardliwy ruch brwi.

Stać! Stoimy… Już pełzną nocy cienie…

I cisza. Tylko warczą psy…”.

Tak w wierszu „Przybycie” Irena Pannenkowa opisała swoje pierwsze zetknięcie z rzeczywistością KL Ravensbrück. Było to 31 maja 1942 roku. Zapewne podobnie zapamiętało ten ponury moment ponad sto dwadzieścia tysięcy kobiet dwudziestu siedmiu narodowości, które z woli szermierzy zbrodniczej ideologii przeszły przez bramy tego obozu.

Dzisiaj, w 70. rocznicę oswobodzenia byłego niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego dla kobiet Ravensbrück, przybywam do tego miejsca strasznych zbrodni, aby pochylić czoła przed cierpieniem tylu tysięcy ofiar narodowego socjalizmu, w tym ogromnej liczby obywatelek Polski, i pragnę z całą mocą zawołać: „O tym nie można zapomnieć”. My nie zapomnimy!

Nie zapomnimy, że przez bramy KL Ravensbrück przeszło ponad 40 tysięcy Polek – kobiet i dziewcząt zaangażowanych w pracę konspiracyjną, oświatową, nauczycielską, patriotyczną i harcerstwo. Po wybuchu Powstania Warszawskiego 1 sierpnia 1944 roku, jak napisała więźniarka Ravensbrück, wybitna polska działaczka emigracyjna Karolina Lanckorońska, „transporty napływały w miarę, jak padały dzielnice Warszawy: Wola, Stare Miasto, Mokotów, Żoliborz, Śródmieście”. Szacuje się, że z Powstania trafiło do obozu ponad 12 tysięcy więźniarek. Garstka spośród nich jest tutaj dziś obecna. Przyjechały, aby oddać hołd swoim towarzyszkom niedoli - matkom, siostrom, przyjaciółkom. Jesteście Panie strażnikami pamięci Ravensbrück. Ocalone z obozu, z piekła nienawiści i przemocy, jesteście Panie najważniejszymi uczestniczkami dzisiejszej uroczystości.

Pamiętamy i nigdy nie zapomnimy, że w latach 1942-1943 na grupie 85 kobiet-więźniarek – wśród których 74 było Polkami – niemieccy lekarze dokonywali zbrodniczych pseudomedycznych eksperymentów. Z 40 tysięcy więzionych w Ravensbrück Polek, dnia oswobodzenia doczekało zaledwie około 8 tysięcy. Są wśród nas 33 byłe więźniarki obozu. Spośród 800 polskich dzieci tylko 30 dotrwało do wyzwolenia obozu. Kilkoro z nich jest również na tym placu apelowym. W dokumencie tożsamości jako miejsce urodzenia mają wpisane: Ravensbrück.

Ogromny podziw budzi gigantyczny hart ducha, jaki cechował wiele osadzonych w obozie polskie więźniarki. Więzione w nieludzkich warunkach, dręczone i zmuszane do niewolniczej pracy pozostały wierne wartościom, w których były wychowywane. W realiach obozu koncentracyjnego funkcjonowała tajna drużyna harcerska o nazwie „Mury”, co oznaczało odgrodzenie się od strasznej obozowej codzienności. Harcerki w szerokim zakresie oferowały ze swej strony wsparcie moralne oraz opiekę nad starszymi i chorymi. W najściślejszej konspiracji funkcjonowała też tajna szkoła. Wykłady prowadzone były przez uwięzione tutaj wykładowczynie uniwersytetów i nauczycielki – zachęcały one do ucieczki z obozowego świata śmierci i ciemności w świat piękna, w świat sztuki i kultury: recytacji, poezji i piosenki. W ten sposób uwięzione tu kobiety heroicznie walczyły o wydarty im przez nazistów świat wartości.

Przypominają o tej walce wystawa i program artystyczny, przygotowane przez polskie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Cieszę się, że Pani Minister jest dziś z nami.

Przychodzimy jako kobiety – by oddać cześć kobietom, które tutaj były odzierane z praw i godności. Chcemy ocalić ich pamięć. Oddać cześć. To jest nasz obowiązek wobec Nich. To jest nasza wspólna europejska historia. Dlatego od kilku lat pod auspicjami Instytutu Pamięci Narodowej przyjeżdża do tego Miejsca Przestrogi i Pamięci polska młodzież. Chcemy, by młodzi ludzie  znali historię, by pamiętali, by sprzeciwiali się przemocy i krzywdzie. By wypełniali  testament błogosławionej Natalii Tułasiewiczówny nr 75188, zamordowanej w komorze gazowej 31 marca 1945 r.: „Miałabym być głucha na rozpacz człowieczą, dlatego tylko, że cierpiącym jest człowiek innej rasy, innej wiary, innych przekonań?”

„Bez przypominania nie ma ani pokonania zła, ani nauki na przyszłość” - mówił niespełna dwadzieścia lat temu Prezydent Federalny Roman Herzog. Cieszę się z tak licznej obecności na tej uroczystości przedstawicieli władz Polski i Niemiec. Szczególne znaczenie ma dla mnie obecność pośród nas Pani Danieli Schadt; obecność, która jest najlepszym dowodem na cud polsko-niemieckiego pojednania, na przejście od Europy mogił i zgliszczy do Europy pokoju i wolności. Razem wrzucimy symboliczne róże do jeziora i zapalimy znicz pamięci pod tablicą, ufundowaną przez byłe więźniarki i wykonaną przez jedną z nich.

Szanowni Państwo,

Stojąc w tym miejscu – na terenie byłego nazistowskiego obozu koncentracyjnego, nad brzegiem Jeziora Schwedt - tej zbiorowej mogiły umęczonych – pragnę, by wyraźnie wybrzmiało zdanie zapisane tu na tablicy upamiętniającej polskich więźniów obozu. Napis, który z wielką mocą wzywa nas do działania na rzecz naszego wspólnego dobra: „Jeśli echo ich głosów umilknie – zginiemy”.