Gościmy w domu pana prezydenta Bronisława Komorowskiego, który przybył na spotkanie z nami, z Dzień Dobry TVN, wraz z Pierwszą Damą. Witamy Państwa bardzo serdecznie i bardzo dziękujemy za zaproszenie do ogrodów [Pałacu Prezydenckiego].
Bronisław Komorowski: Witamy Państwa i wszystkich Widzów w pałacowych ogrodach.
Dzisiaj się spotykamy z okazji Dnia Dziecka. Będzie tu ogromny festyn, w którym Państwo będą uczestniczyli. Dzieci przyjechały z całej Polski. Jak Państwo obchodzą w swoim domu Dzień Dziecka? Czy były kiedykolwiek jakieś specjalne obchody tego dnia?
Anna Komorowska: Specjalnych obchodów nie było, ale było zaakcentowane, że jest to dzień świąteczny.
Prezenty?
Anna Komorowska: Jeżeli – to nieduże. Raczej wspólnie spędzony czas, jakiś deser, jakieś lody czy wyjście na lody.
Coś miłego.
Anna Komorowska: Taki miły akcent, umilający dzień. Ciasto właśnie upieczone czy wyjście na spacer…
Bronisław Komorowski: Dzisiaj to by musiał być dzień bardzo dużego dziecka.
No tak, Państwa dzieci są już właściwie dorosłe. Ale czy mieli Państwo dzisiaj okazję również do swoich dorosłych dzieci zadzwonić i powiedzieć: wszystkiego dobrego?
Anna Komorowska: Ja zadzwoniłam do wszystkich. To znaczy te, które z nami mieszkają, ucałowałam osobiście, a pozostałe – przez telefon.
Bardzo nam się podobały prezenty dla wnucząt, bo najmniejsza dziewczynka dostała…
Anna Komorowska: Książeczkę.
Ale specjalną.
Anna Komorowska: Specjalną do kąpieli. Ona ma prawie siedem miesięcy, więc jeszcze jest mała.
Piszczy troszkę?
Anna Komorowska: Piszczy.
Pierwsza książka w życiu dziecka?
Anna Komorowska: Nie, gdzież tam pierwsza książka…
A jaka była pierwsza?
Anna Komorowska: To jest pytanie do rodziców, bo ja nie potrafię wymienić pierwszej, ale na pewno już niejedną książkę ma, już niejedną oglądała, a właściwie zgniatała.
Wiemy, że Państwa życie – mówiąc eufemistycznie – troszeczkę się zmieniło, odkąd Pan został prezydentem i zamieszkali Państwo w Belwederze. W jaki sposób teraz, wśród tych wszystkich ważnych obowiązków, znajduje Pan czas, żeby pobyć z rodziną? Bo słyszałem, że najwięcej czasu Pan jednak jest w stanie wygospodarować dla wnuka –nawet wyrwać się z tej matni codziennych wydarzeń.
Bronisław Komorowski: To chyba normalne. Kiedyś to był problem poważny, jak godzić funkcje publiczne i czas konieczny na wypełnienie obowiązków związanych z normalnym życiem rodzinnym, gdzie są małe dzieci, które oczekują i mają potrzebę kontaktu z tatą. Wtedy bywał to problem poważny. Dzisiaj z wnukami to jest czysta przyjemność, to jest odpoczynek. A więc każda chwila spędzona z nimi jest w zasadzie trochę samolubnie przeze mnie zagospodarowywana. Ale mam nadzieję, że będą miały jakieś wspomnienia , jak podrosną trochę – tak jak ja miałem wspomnienia z kontaktu z moimi dziadkami i moimi babciami. Myślę dzisiaj z wdzięcznością, że to oni w jakiejś mierze mnie ukształtowali, znakomicie uzupełniając rodzicielskie wychowanie rodziców, którzy pracowali. Mama i ojciec pracowali naukowo, więc oni też w domu za wiele nie bywali.
Mówi się, że dziadkowie są od rozpieszczania – od kochania i od rozpieszczenia – a rodzice są od wymagania. Czy rzeczywiście ta zmiana optyki jest zauważalna u Państwa?
Bronisław Komorowski: Myślę, że nie. Ja się nie zgadzam z taką opinią. Uważam, że dziadkowie są znakomitym mechanizmem do uczenia na spokojnie pewnych prawd o życiu, uczenia życia, świata. Rodzice, siłą rzeczy, są zapędzeni do ról bardziej praktycznych. Trzeba nauczyć siadać na nocniku… a zjeść, a pójść do szkoły, a lekcje odrobić... Dziadkowie mogą w sposób znakomity uzupełniać wychowanie poprzez pokazywanie czegoś innego, czasami trochę wzorca, trochę o tradycji rodziny, trochę o świecie, o zwierzątkach, o drzewach, o kwiatkach. To wszystko jest przecież nie do przecenienia.
Jeśli było w domu pięcioro dzieci, to jak było z czytaniem książek? Wieczorem, przed snem, wszystkie dzieci umyte, ułożone i…
Anna Komorowska: Różnie bywało, zależnie od stopnia zmęczenia rodziców. Ale staraliśmy się czytać rzeczywiście codziennie. Potem zdarzało się, że starsze czytały młodszym. Niektóre musiały szybciej nauczyć się czytać, bo na przykład odczuwały niedosyt, więc to opanowały. Czasami też zastępowaliśmy to czytanie nastawianiem bajek do słuchania.
Czy udało się Państwu zarazić dzieci miłością do czytania?
Anna Komorowska: Tak, zdecydowanie czytają.
Bo od tego pierwszego czytania bardzo dużo zależy.
Bronisław Komorowski: Ja myślę, że we współczesnym świecie sam fakt że czytają, to już jest sukces wychowawczy. A pytanie, ile… Chyba sobie też buszują po Internecie. Zauważyłem, że gazety głównie...
Anna Komorowska: Czytają, czytają…
Bronisław Komorowski: Jednak gros informacji mają ze stron internetowych. Ale książki czytają – i to jest rzecz ważna.
Strasznie mnie ciekawi – i myślę, że naszych widzów też – jak się Państwu udało oswoić Belweder, gdzie Państwo teraz mieszkają? Jak się udało Państwu odnaleźć na tych przepastnych pokojach? Bo to jest miejsce, które trzeba oswoić, trzeba tam dopiero zaszczepić tego domowego ducha. Trochę jak mieszkać w muzeum.
Anna Komorowska: Nie, wbrew pozorom to nie było trudne. Myślę, że to dosyć łatwo poszło, zwłaszcza że część mebli i wyposażenia przynieśliśmy od siebie z mieszkania, więc jedna ściana w salonie w Belwederze jest repliką tego, co mieliśmy na Rozbrat. Dokładnie tak samo, z takim samym układem…
Bronisław Komorowski: Poza tym my nie mieszkamy w muzeum, bo korzystamy tylko z piętra w Belwederze, a te wszystkie bardzo reprezentacyjne sale z zabytkowymi meblami są na dole. I one w dalszym ciągu służą różnego rodzaju oficjalnym wydarzeniom. Tam nie jemy obiadu ani tam nie śpimy. Ale oczywiście często bywamy. Tam odbywają się koncerty, które żona organizuje, jakieś większe spotkania, a życie rodzinne toczy się na pierwszym piętrze.
A dzieci przychodzą do Belwederu z wnukami?
Anna Komorowska: Tak, jak najbardziej.
Spotkania rodzinne mogą się tam normalnie odbywać.
Anna Komorowska: Jak najbardziej. I się odbywają. Jemy posiłki przy swoim stole, przy którym jadaliśmy poprzednio. A wnuki i dzieci przychodzą. Oczywiście widujemy się w miarę możliwości czasowych. Na wnuka czeka koń na biegunach. Mają też swoją szafkę.
Bronisław Komorowski: Czeka nas teraz inwestycja rodzinna. Musimy gdzieś tam w ukryciu, w tym parczku belwederskim, zrobić huśtawkę i piaskownicę.
Anna Komorowska: Ano tak, w Belwederze zainstalować.
A teraz Staś dostanie traktor, prawda?
Anna Komorowska: Tak.
Ale taki jeżdżący? Prawdziwy? Ursus?
Anna Komorowska: Nie, zabawkę.
Plastikowy, ale fajny, do jeżdżenia.
Anna Komorowska: Ważne, żeby się szybko nie rozleciał. On analizuje, jak to wszystko działa, więc żeby był trwałym pojazdem.
Bronisław Komorowski: To jest też dla nas frapujące: obserwowanie, że wnuk – nikt specjalnie tego w nim nie kształtował – ma absolutnie męskie zainteresowania. Dla nas to jest zgłębianie tajemnicy życia. Jak to jest? Co decyduje o tym, że chłopiec będzie się interesował traktorem, szablą, karabinem…
Śrubokrętem…
Bronisław Komorowski: Śrubokrętem, koniem... Coś jest w tym fascynującego. Czekamy teraz na obserwacje, jak będzie dorastała wnuczka. Jesteśmy ciekawi, czy będzie od samego początku zachowywała się inaczej, że tak powiem: bardziej kobieco.
Wracając jeszcze do Dnia Dziecka… Kiedy były takie czasy, gdy w domu się nie przelewało, gdy była piątka dzieci i gdy trzeba było jakiś rodzaj prezentu, niespodzianki na Dzień Dziecka sprawić, to jak sobie Państwo z tym radzili? Dawaliście im swój czas, swoją uwagę, jakieś własnoręcznie wystrugane łódeczki z kory Pan Prezydent dawał?
Bronisław Komorowski: Nie, bez przesady. Nie nadążyłbym ze struganiem zabawek w drewnie.
Pięciu łódek.
Bronisław Komorowski: Ale był pewien rytuał.
Anna Komorowska: Owoce były, lody…
Bronisław Komorowski: Owoce, lody, ciasto.
Anna Komorowska: To nie były jakieś wielkie…
Przyjemności.
Anna Komorowska: Tak, to nie były jakieś wielkie wydatki.
Bronisław Komorowski: I był zwyczaj, że cała rodzina razem daje coś temu solenizantowi. Tylko żeby nie było żadnych wątpliwości – u nas ze względu na ilość solenizantów…
Święta grupowe?
Bronisław Komorowski: …był właśnie taki obyczaj, że te wszystkie urodziny i święta były hurtem obchodzone.
Anna Komorowska: Na przykład mamy hurt majowy.
O, hurt majowy jest bardzo miły. Potem jest hurt jesienny, to wiem. Za chwilę zacznie się spotkanie z dziećmi z całej Polski, które specjalnie przyjechały do Państwa. Będziemy też wspólnie czytać książki, co sprawi nam ogromną przyjemność. My mamy dla Państwa prezent książkowy, bo oboje z Marcinem bardzo kochamy książki. Oto w ten sposób można nauczyć o wielkich malarzach. Historia o Van Goghu i o Monecie – nawet dla małego wnuka będzie idealna. O Monecie malarzu, nie o pieniądzach. O tym, jak poznawać malarstwo od najmłodszych lat.
Anna Komorowska: Bardzo dziękujemy. Bardzo piękne.
Życzymy Państwu miłego dnia z dziećmi, które na Państwa czekają.
Bronisław Komorowski: Bardzo dziękujemy.
Anna Komorowska: Dziękujemy serdecznie.
Rozmawiali: Dorota Wellman i Marcin Prokop