NHE: Czy polska rodzina nie uwalnia się od obowiązku wychowania, zbyt szybko przekazując wiele własnych zobowiązań na szkołę i cały system edukacyjny?
Anna Komorowska: Warto zastanowić się, czy rodzina uwalnia się od tego obowiązku sama, czy też jest uwalniania przez zachodzące przemiany cywilizacyjne, ekonomiczne i społeczne, bądź przez politykę państwa. To rzeczywiście jest problem. Wielu rodziców zajętych jest pracą, a jednocześnie chcąc dać dziecku to, co najlepsze, wysyłają je na dodatkowe kursy i zajęcia. Myślę, że dla dziecka najważniejsza jest rozmowa, chwila wspólnej zabawy, wspólne przeżywanie. Czasem warto zrezygnować z dodatkowej lekcji angielskiego i wyjść z dzieckiem na spacer, znaleźć chwilę na dłuższą rozmowę.
Czy da się zbudować właściwą relację współpracy nauczycieli z rodzicami? W oczach opinii społecznej następuje wyraźna deprecjacja tego zawodu, a to nie ułatwia wspólnych relacji.
Rodzice i nauczyciele powinni stać się partnerami, którzy dążą do osiągnięcia jednego celu - właściwego rozwoju ich wspólnego podopiecznego dziecka. Jakość ich relacji ma kluczowe znaczenie dla sukcesu tego przedsięwzięcia.
Nie do końca zgadzam się z opinią, że następuje deprecjacja zawodu nauczyciela. Tu warto wspomnieć chociażby o podwyżkach płac, które miały miejsce w ostatnich latach. Obecnie trwająca dyskusja dotyczy raczej zasadności stosowania przepisów zawartych w Karcie Nauczyciela, sporo też mówi się o jakości edukacji. Myślę, że jest to dyskusja trudna, ale konieczna. Współczesne oczekiwania ulegają przemianie i wymagają modernizacji systemu oświaty.
Natomiast zawód nauczyciela wciąż cieszy się uznaniem. Myślę, że na ogół rodzice bez większych obaw oddają swoje dzieci w ręce pedagogów, bo o ile wytyczne dotyczące programu nauczania są ustalane odgórnie, na poziomie ogólnokrajowym, to relacje w szkole mają wymiar lokalny. Szkoły, w szczególności podstawowe, mają znaczenie integrujące dla lokalnych środowisk, gdzie wszyscy się znają. Tak naprawdę to, jaka relacja się wytworzy pomiędzy rodzicem i nauczycielem, w dużej mierze będzie miało wpływ na rozwój i edukację dziecka.
Z pewnością rodzice przysłuchują się debacie społecznej na temat problemów współczesnego systemu edukacji, którą mogą śledzić przede wszystkim za pośrednictwem mediów. Mają wiele obaw przed posłaniem swoich pociech do szkoły, jednak gdy już się zetkną z konkretną szkołą i z wychowawcą swojego dziecka, ich ocena bardzo często się zmienia. Warto zatem zwrócić uwagę na rolę mediów w procesie kształtowania klimatu wokół kadry szkolnej. Debatę należy toczyć, a także o niej informować, ale nie w atmosferze sensacji i wojny.
Czy w świetle Pani doświadczeń osobistych i obserwacji, istnieje jakiś optymalny model wielkości rodziny, który daje większe szanse zaspokojenia indywidualnych potrzeb dziecka?
Rodzice mają rozmaite powody, dla których decydują się na taką, a nie inną liczbę dzieci. Z badań wynika, że Polacy generalnie posiadają mniej dzieci, niż by chcieli - i tu właśnie dostrzegam problem. Ludzie powinni mieć możliwość realizowania wymarzonego modelu rodziny i posiadania upragnionej liczby dzieci.
Z punktu widzenia samego dziecka ważne jest, aby wychowywało się w pełnej, stabilnej i szczęśliwej rodzinie. Jestem przekonana, że większa rodzina w naturalny sposób lepiej przygotuje dzieci do życia społecznego.
Zastanówmy się również nad problemem wielkości klasy szkolnej. Od kiedy gminy przejęły prowadzenie szkół, górę wzięły względy finansowe. I tu jest tragiczne nieporozumienie z punktu widzenia procesu wychowania. Klasy, zamiast maleć wraz z niżem demograficznym, często zwiększają swoją liczebność.
Rzeczywiście, wydaje się, że nauczyciele opiekujący się mniejszymi klasami, zwłaszcza na początkowym etapie edukacji, będą w stanie lepiej sprostać potrzebom dzieci. Praca z mniejszą grupą sprzyja bardziej indywidualnemu podejściu. Łatwiej wtedy uchwycić problemy, z którymi borykają się dzieci, czy też wspierać uzdolnione jednostki.
Trzeba też wspomnieć o zanikających szkołach, gdzie z kolei jest za mało dzieci i trzeba łączyć sąsiednie roczniki, by na lekcji był więcej niż jeden uczeń. To nie jest korzystne, ani z ekonomicznego, ani z pedagogicznego punktu widzenia. To do samorządu, jako organu prowadzącego szkołę, należy trudny wybór optymalnego dla każdej społeczności rozwiązania. To radni wiedzą, jaka jest sytuacja na ich terenie i jakie są lokalne prognozy demograficzne.
Jaka jest Pani ocena funkcjonowania żłobków w Polsce? Może nie są one właściwym rozwiązaniem dla opieki na małym dzieckiem i wskazany byłby raczej jakiś system świadczeń socjalnych, który stworzyłby rodzinie lepsze warunki dla wychowania?
Poruszone tutaj zostały dwa problemy - opieka nad małymi dziećmi oraz wsparcie dla rodzin. Każdą z tych kwestii warto omówić oddzielnie.
Współcześnie rodziny coraz częściej poszukują wsparcia w opiece nad dziećmi, nawet tymi najmłodszymi. Wiele młodych kobiet pragnie mieć dzieci i jednocześnie chce - czy też musi - kontynuować aktywność zawodową. Myślę, że rolą państwa jest odpowiadać na te potrzeby i wspierać możliwości rodzin w zakresie godzenia obowiązków zawodowych i opieki nad dziećmi.
Bardzo podoba mi się program MALUCH, który jest realizowany w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej. W ramach tego programu można tworzyć różne formy opieki - nie tylko żłobki, ale też kluby malucha, można zatrudniać dziennych opiekunów. Według mnie tak zróżnicowana oferta stwarza rodzicom możliwość wyboru najwłaściwszej instytucji opiekuńczej dla ich dzieci. Mam nadzieję, że idziemy w dobrym kierunku i że polskie rodziny odczują rzeczywiste wsparcie.
System świadczeń socjalnych dla rodzin to istotny, ale nie najważniejszy element wsparcia państwa. Przede wszystkim powinniśmy umożliwiać rodzicom powrót do pracy, tak aby mogli samodzielnie zarabiać na utrzymanie swoich rodzin. Ważnym aspektem są tu właśnie różne formy opieki nad dziećmi. Oczywiście, dodatkowe wsparcie materialne jest istotne, gdyż sytuacja rodzin jest bardzo zróżnicowana. W ramach polityki społecznej muszą istnieć świadczenia socjalne, aby rodzice mieli możliwość zapewnienia swoim dzieciom odpowiednich warunków do wychowania. Dobrą formą wsparcia samodzielności ekonomicznej rodzin są ulgi podatkowe na dzieci. Kłopot w tym, że wiele rodzin nie może w pełni z nich skorzystać. Stąd pomysł ich modyfikacji, zawarty w stworzonej w Kancelarii Prezydenta RP Strategii Polityki Rodzinnej „Dobry Klimat dla Rodziny".
Zarówno kwestia wsparcia finansowego, jak również godzenia pracy z wychowywaniem dzieci, zostały uznane za kluczowe. Serdecznie zapraszam do zapoznania się z zaproponowanymi tam rozwiązaniami.
Jeśli chodzi o realną pomoc w procesach wychowawczych i edukacyjnych, to duże nadzieje wiążę z Kartą Dużych Rodzin, przyjmowaną przez kolejne samorządy. Karta ta przynosi poważne ulgi lub całkowite zwolnienia z opłat za różne usługi w dziedzinie edukacji, kultury czy sportu dla dzieci i młodzieży.
Co Pani sądzi o problemach obecnie występujących w edukacji - od poruszającego opinię społeczną tematu obniżenia wieku wejścia w system szkolny, poprzez krytykę gimnazjów i matury, aż po powszechnie komentowany kryzys jakości szkolnictwa wyższego?
Wszystkie wymienione zagadnienia dotyczą tych elementów edukacji, które są w Polsce jeszcze nowe. Nawet jeśli mówimy o szkolnictwie wyższym, nowością jest to, że jest ono obecnie powszechne jak nigdy dotąd. Dlatego wydaje mi się, że dyskutując o tych problemach trzeba pamiętać, że wciąż jeszcze jesteśmy na etapie przyswajania i adaptacji nowych elementów w systemie edukacji. Tocząca się debata o obniżeniu wieku dzieci rozpoczynających edukację szkolną budzi ogromne emocje. Niepokoi mnie temperatura dyskusji pod hasłem „Ratuj Maluchy". Może to wywoływać u dzieci, które przecież odbierają sygnały zarówno od rodziców, jak i z mediów, niepotrzebny niepokój, czy wręcz strach przed szkołą jako miejscem opresji, a przecież nie o to dyskutantom chodzi.
Obniżenie wieku posyłania dzieci do szkoły oraz utworzenie gimnazjów wynikają ze światowych trendów edukacyjnych. Wiele badań wskazuje na korzyści wynikające ze wcześniejszego posyłania dzieci do szkoły. Myślę, że w Polsce problemem jest przede wszystkim mentalność rodziców, którzy chcieliby przedłużyć dzieciństwo swoim pociechom. Jesteśmy bardzo opiekuńczy i chcemy przedłużyć moment beztroski, gdyż wejście w system szkolny oznacza wiele obowiązków. Do kolejnego, trudnego przełomu dochodzi, gdy dzieci kończą podstawówkę. Egzaminy szóstoklasistów, zmiana szkoły - to stresujące momenty. Musimy jednak pamiętać, że to dla młodych ludzi również szkoła życia. Poza tym dzieciaki dużo szybciej niż dorośli adaptują się do nowych warunków. To, co możemy natomiast zrobić - i co jest bardzo ważne - to zapewnić jak najłagodniejsze przejście pomiędzy poszczególnymi etapami edukacji, nie straszyć młodych ludzi zmianą szkolnego środowiska, dać im wsparcie. Możemy też sprawić, aby szkoła była miejscem lubianym i przyjaznym dzieciom.
Matura jest swego rodzaju egzaminem dla całego systemu edukacji. Ostatnie lata pokazały, że jeszcze wiele musimy poprawić, aby uczniowie, którzy kończą szkoły średnie, byli dobrze przygotowani do kontynuowania edukacji, czy też do podjęcia pracy.
Zmiany, jakie nastąpiły w ostatnich latach w szkolnictwie wyższym, są dowodem na to, że młodzi Polacy mają wysokie aspiracje. Chcą kończyć studia, robić karierę. Zastanawiam się, czy nie rozbudziliśmy nadmiernie tych ambicji, gdyż rynek pracy dotkliwie weryfikuje znaczenie wykształcenia wyższego. Mamy coraz więcej bezrobotnych magistrów, którzy nie umieją znaleźć sobie miejsca na rynku pracy. Z pewnością warto tu przywołać kwestię jakości kształcenia wyższego, gdyż kompetentny młody człowiek na pewno lepiej sobie poradzi w życiu, tak zawodowym, jak i osobistym.
Z racji pełnionych obowiązków, odbywa Pani wiele zagranicznych podróży. Jak wypada nasza edukacja na tle innych systemów na świecie?
W badaniach międzynarodowych polski system edukacji postrzegany jest coraz lepiej. Nie oznacza to jednak, że nie należy dyskutować o tym, jak można go poprawić. Wiele uwag odnosi się do tego, że zbyt mały nacisk położony jest w szkole na kreatywność i samodzielność uczniów, na ich umiejętności pracy zespołowej, a nadmierny na wyniki testów.
Jakie wartościowe praktyki z innych krajów można by zaadoptować polski grunt?
Systemy edukacji są wrośnięte w kulturę krajów i ich potrzeby, więc nie da się ich tak łatwo przenosić. Mnie zafascynowała Finlandia, a zwłaszcza podejście w tym kraju do edukacji i opieki nad dziećmi w wieku przedszkolnym. Podoba mi się tam wrażliwość na potrzeby i możliwości dziecka, ciągła i systematyczna współpraca pomiędzy rodzicami i wychowawcami we wszystkich sprawach dotyczących dzieci. Nie da się przecież udzielać dziecku wsparcia bez wiedzy o problemach rodziny.
Podoba mi się podejście skoncentrowane na dziecku, łączące trzy wymiary: opiekę, wychowanie i edukację. Dobrym przykładem jest uczenie przez zabawę, z wykorzystaniem prostych przedmiotów, jak kartonowe pudełka, które można w różny sposób wykorzystywać i przekształcać. To uczy kreatywności i twórczego stosunku do otoczenia. Cieszy mnie, że i w Polsce powoli powstają podobne inicjatywy.
Jakie jest miejsce edukacji w Pani sercu i rodzinie?
Oboje z mężem w pewnym momencie życia byliśmy nauczycielami. Uważam, że jest to zawód wymagający, ale kiedy go wykonywałam, przynosił mi wiele satysfakcji.