Menu rozwijane

22 października 2013
Wywiad Pierwszej Damy dla serwisu Wiadomosci24.pl (1)
Wywiad Pierwszej Damy dla serwisu Wiadomosci24.pl (2)
Wywiad Pierwszej Damy dla serwisu Wiadomosci24.pl (3)
Wywiad Pierwszej Damy dla serwisu Wiadomosci24.pl (4)
o379528174.jpg
o231902761.jpg
o1939183384.jpg
o1607560082.jpg

Rozmowa z Małżonką Prezydenta RP Anną Komorowską dla serwisu Wiadomosci24.pl: 

 

Przemysław Maksym: Czuje się Pani spełniona, szczęśliwa w roli Pierwszej Damy?

Anna Komorowska: Angażuję się w wiele projektów, zarówno tych wspólnych z mężem, jak i tych samodzielnych. Ta intensywność zadań wiąże się z obciążeniem czasowym i fizycznym, ale jest źródłem dużej satysfakcji.

A czy między Pani wyobrażeniami sprzed ponad trzech lat o tym, jak będą wyglądały Pani obowiązki, a dzisiejszą wiedzą na temat funkcjonowania Pierwszej Damy w naszej polskiej rzeczywistości jest ogromna przepaść czy mała dziura?


Z czasów słusznie już minionych mam takie nastawienie, że jak jest coś do zrobienia, jak jakieś zadanie jest przede mną, to zawsze zakładam najbardziej czarny scenariusz i do niego się przygotowuję. I tak też zrobiłam w tym wypadku. Okazało się, że ten wariant był mocno wyolbrzymiony.

Wygrały te dobre?

Tak, wygrały te dobre. Przygotowywałam się na wersję najtrudniejszą, ale okazało się, że ta czarna wizja się nie spełniła (śmiech). Można powiedzieć, że pozytywnie się rozczarowałam.

Nie wiem, czy takie skojarzenie jest słuszne, ale przed rozmową z Panią zastanawiałem się, czy obowiązki Pierwszej Damy można jakoś porównać do obowiązków mamy, która wychowała pięcioro dzieci.


W obu przypadkach do każdego zadania trzeba podejść z rozumem i sercem oraz starać się to robić jak najlepiej.

A brakuje Pani tego wolnego czasu, w którym może Pani wyjść na spacer bez obstawy BOR-u, spotkać się z przyjaciółmi, tak, żeby nikt Pani nie rozpoznał?


Takich szczegółów nie mogę Panu zdradzić (śmiech). Potrafię znaleźć chwile prywatności, choć na pewno chciałabym, żeby było ich więcej. Nie jest jednak tak, że mój czas wypełnia tylko praca. Co do „opieki” BOR-u - jest bardzo dyskretna i taktowna.

W Pani działalność są wpisane podróże z prezydentem, ale też takie, które sama Pani inicjuje. Można by wymienić ich bardzo wiele. Choćby ostatnio otworzyła Pani Centrum Kultury w Lublinie, inaugurowała rok szkolny w Puławach czy uczestniczyła w dożynkach prezydenckich w Spale. W trakcie takich wizyt spotyka się Pani z Polakami, którzy chwalą się swoimi osiągnięciami, dzielą się swoimi spostrzeżeniami, przeżyciami. Co Pani dają te spotkania?


Utwierdzają mnie w przekonaniu, że w Polsce rozwija się bardzo dużo pożytecznych inicjatyw. My je za mało nagłaśniamy, za mało się nimi chwalimy i za mało jesteśmy z nich dumni. Bo to nie o to chodzi, żeby lukrować rzeczywistość, ale też nie należy jej malować czarnymi barwami. Są dobre i złe rzeczy. Wydaje mi się, że jeżeli będziemy mówili w większym stopniu o tych pozytywnych, nie rezygnując z mówienia także o tych negatywnych, które trzeba poprawić, to takie podejście będzie owocowało mobilizacją i będzie stanowiło przykład dla innych, bardziej wycofanych, szukających rozwiązań problemów, nie za bardzo wiedzących, jak sobie z nimi poradzić. Wielu ludzi, wiele organizacji jest chętnych do dzielenia się tymi przykładami, dobrymi praktykami.

Choćby tak jak Uniwersytety Trzeciego Wieku. Mobilizują one do działalności osoby starsze, które często są wycofane, a mogłyby przecież tak wiele dobrego robić.

I robią. Dają siebie sobie wzajemnie i jednocześnie potrafią też dać coś otoczeniu. To rzeczywiście jest fantastyczna inicjatywa, która w Polsce wyjątkowo dobrze się przyjęła i bardzo chętnie spotykam się ze studentkami i studentami Uniwersytetów Trzeciego Wieku, bo to dla mnie jest niezwykłym źródłem siły i pogody ducha.

Kiedyś uczyła Pani łaciny. Czy chciałaby Pani jeszcze usiąść za biurkiem pedagoga?

Już dawno nie pracuję jako nauczyciel łaciny, ale wspominam ten okres z dużym sentymentem. Kontakt z młodymi ludźmi zawsze dawał mi wiele satysfakcji.

A czego, Pani zdaniem, powinno się dziś życzyć nauczycielom, którzy w dobie cyfryzacji, komputeryzacji mają przed sobą trudne zadanie zachęcenia młodych ludzi do zdobywania wiedzy?


Życzyłabym nauczycielom, ale też rodzicom i uczniom, aby ta triada potrafiła w szkole czy w każdym innym miejscu znaleźć wspólny obszar działalności, gdzie będzie darzyła się zaufaniem i będzie potrafiła realizować to, co jest potrzebne, żeby wychowywać i kształcić młode pokolenie. To wszystko powinno odbywać się harmonijnie, żeby nie było lekceważenia nauczycieli, ale też ci nauczyciele powinni budować swój autorytet, rodzice powinni im w tym pomagać, bo tutaj chodzi o dobro ich dzieci. Nawet jeżeli pedagog jest w jakimś fragmencie nieidealny, to na pewno ma też swoje dobre strony i to przede wszystkim trzeba podkreślać.

Wspiera Pani z prezydentem rozwój czytelnictwa w Polsce. W ubiegłym roku Kancelaria Prezydenta zorganizowała Narodowe Czytanie „Pana Tadeusza”, w tym roku w całej Polsce czytaliśmy dzieła Fredry. To bardzo cenne akcje, szczególnie teraz, bo jak pokazuje badanie Biblioteki Narodowej we współpracy z TNS Polska, ponad połowa respondentów deklaruje, że w 2012 roku nie przeczytała ani jednej książki. Co w tej sytuacji należy jeszcze zrobić? Może ten tradycyjny kanon lektur, który nie zawsze pociąga dzieci i młodzież, należy zastąpić lekturami bardziej przystępnymi dla uczniów?


Tylko w takiej sytuacji trzeba byłoby sięgnąć do jeszcze bardziej pogłębionych badań, które odpowiedziałyby na pytanie, czy rzeczywiście zmiana kanonu lektur, o której Pan mówi, zwiększyłaby poziom czytelnictwa. Trzeba też zapytać, czy uczniowie nie czytają niektórych lektur, bo te są za trudne, czy też są inne tego powody. Nic nie stoi na przeszkodzie, by sięgnąć po inną książkę.

Jakie efekty przynoszą te akcje czytelnicze, o których wspomniałem? Dostaje Pani od Polaków w nie zaangażowanych odpowiedź, co o nich sądzą, jak się przyjęły?

W ubiegłym roku czytaliśmy „Pana Tadeusza”, w tym roku zachęcaliśmy do lektury dzieł Aleksandra Fredry. Podróżując po Polsce miałam okazję zobaczyć, jak lokalne społeczności angażują się w przygotowania do akcji „Narodowego Czytania”. Czytano Fredrę zarówno podczas kameralnych, jak i masowych spotkań. By w czytanie w jak największym stopniu zaangażować dzieci i młodzież, zorganizowano szereg imprez towarzyszących, np. warsztaty plastyczne. Każdy mógł się przyłączyć do tej akcji, tak jak chciał, jak mu w duszy zagrało, jakie były potrzeby. Okazuje się, że wśród Polaków różnych pokoleń jest ogromna chęć czytania.

I trzeba ją ciągle wspomagać.

Oczywiście. Będziemy się przygotowywać do czytania Sienkiewicza w przyszłym roku i tutaj też jest ogromne pole do zaangażowania różnych ludzi, środowisk - to nie jest przecież autor jednego dzieła. Każdy będzie mógł sobie wybrać utwór, który najbardziej lubi, który uważa za godny przeczytania, a do tej pory jeszcze tego nie zrobił.

Prezydentów państw europejskich jeszcze jako tako znamy, wiemy, z jakich środowisk politycznych się wywodzą. Ale z ich małżonkami mamy już problem – prawie nic o nich nie wiemy. A Pani dobrze je zna, spotyka się z nimi. Czy mogłaby Pani uchylić mi rąbka tajemnicy i powiedzieć, o czym w czasie takich oficjalnych spotkań prezydentowe ze sobą rozmawiają?


Każda z pierwszych dam stara się przy okazji takiego spotkania przedstawić swój kraj, jego kulturę, historię. I ja też tak robię. A tematyka konkretnego spotkania zależy od zainteresowań – gospodyni bądź gościa. Przed każdą wizytą staram się zorientować, w jakie inicjatywy angażuje się konkretna prezydentowa, jakie ma zainteresowania, pasje. Każdą wizytę staramy się przygotować pod kątem osoby, którą zapraszamy. Kiedy gościłam prezydentową Węgier, byłą sportsmenkę, zaprosiłam ją do Muzeum Sportu. A przecież nie każdą z pań zapraszam do takiego muzeum - akurat ona była medalistką igrzysk olimpijskich i na tablicy, gdzie wiszą medale polskich zawodników, rozpoznawała nazwiska swoich koleżanek oraz kolegów i myślę, że sprawiło jej to przyjemność.

To jest też dobra okazja do popularyzacji wielu naszych miejsc związanych z kulturą.

Oczywiście. Staram się pokazywać jak najwięcej miejsc w Polsce, nie tylko w Warszawie, ale i w innych miastach, jeżeli tylko program wizyty na to pozwala. Np. małżonka prezydenta Republiki Indonezji była w Wilanowie. Często odwiedzamy Muzeum Fryderyka Chopina, bo ono robi niesamowite wrażenie. Ostatnio, przy okazji spotkania grupy Arraiolos, gościłam w Krakowie prezydentowe Niemiec, Portugalii i Włoch. Miałam wielką przyjemność pokazania tego miasta i jego okolic, bo pojechałyśmy też do Tyńca.


W Teatrze Narodowym oglądała Pani premierowy pokaz filmu „Lech Wałęsa. Człowiek z nadziei”. Jakie wrażenia?

To świetny i bardzo potrzebny film, szczególnie przed 25. rocznicą zwycięstwa obozu „Solidarności” w wyborach 4 czerwca 1989 roku, którą będziemy świętować w przyszłym roku. Zrobił na mnie duże wrażenie.

Kreacje głównych bohaterów również?

Pan Robert Więckiewicz jest po prostu rewelacyjny, kreacja pani Agnieszki Grochowskiej też, chociaż sama pani Danuta Wałęsa powiedziała, że w tym filmie to nie jest ona. Aktorsko film jest naprawdę świetny. Wielokrotnie mi się wydawało, że słyszę głos Lecha Wałęsy i patrząc na bardzo dobrze ucharakteryzowanego pana Więckiewicza, myślałam, że oglądam dawne kroniki, zastanawiałam się, gdzie jest rzeczywistość, a gdzie filmowa fikcja. Natomiast ciekawi mnie bardzo reakcja młodszego pokolenia, w tym naszych dzieci. Wydaje mi się, że film do nich trafia. A w związku z tym, że mowa jest o czasach, które pamiętam, to w trakcie projekcji w sposób naturalny nasuwała mi się myśl o pewnej wspólnocie losów moich i bohaterów pana Andrzeja Wajdy.

Czyli może on być po prostu dobrą lekcją historii dla ludzi, którzy nie znają, nie pamiętają tamtych czasów?

Oczywiście. Oddaje atmosferę PRL-u, zagrożenia, ale też konsolidacji społeczeństwa.

Pytałem o jednego wielkiego Polaka, teraz zapytam o innego. Wiemy już, że 27 kwietnia 2014 r. będziemy przeżywali wielkie święto Kościoła, ale też Polski i Polaków – kanonizację bł. Jana Pawła II. Dwa lata temu uczestniczyła Pani w jego beatyfikacji. Czy uważa Pani, że to wydarzenie przyczyni się do pojednania tak bardzo w wielu sprawach zwaśnionych Polaków, czy zrodzi coś pozytywnego, tak jak pielgrzymki papieża do naszego kraju?


Takie nadzieje wiążę ze zbliżającą się kanonizacją. Osoba Jana Pawła II zawsze godziła wiele osób w różnych zakątkach świata, mam więc nadzieję, że będzie też tak i tym razem w naszym bardzo podzielonym kraju. Myślę, że dla wielu kanonizacja będzie okazją do wspomnień z pielgrzymek czy z okresu pogrzebu papieża, a także do uświadomienia sobie, co on dał nam Polakom. Bo oprócz tego, że był pasterzem Kościoła, to my Polacy mieliśmy i ciągle mamy do niego szczególny sentyment, szczególne podejście. Mam nadzieję, że sięgniemy do jego myśli, zaczniemy sobie przypominać to, czego Jan Paweł II nauczał i co mówił – zarówno do wszystkich wiernych Kościoła katolickiego, jak i do Polaków.

Po mszy inaugurującej pontyfikat Franciszka rozmawiała Pani z nowo wybranym papieżem. Jak go Pani odebrała?

Najpierw go obserwowałam, gdy stałam w kolejce, czekając na tę krótką rozmowę. Wydał mi się człowiekiem bardzo bezpośrednim, szalenie uważnym, traktującym każdego z rozmówców w sposób bardzo indywidualny, to budzi ogromne nadzieje i to jest bardzo ważny aspekt jego posługi.

Miejmy nadzieję, że będziemy papieża gościć w Polsce.

Termin pierwszej wizyty jest ustalony na 2016 rok. Mam nadzieję, że trasa będzie na tyle bogata, że wielu z nas będzie miało okazję spotkać się z papieżem Franciszkiem.

Nieodłączną częścią Pani działalności są kontakty z mediami. Jak Pani ocenia dziennikarzy? Częściej interesują się tym, co w działalności Pierwszej Damy jest rzeczywiście ważne, czy może sprawami mniej ważnymi, ale za to bardziej kontrowersyjnymi?


Bywa różnie. Teraz już prawie nie spotykam się z pytaniami, na które nie mam ochoty odpowiadać. Mam na myśli taki typ pytań, kierowanych zresztą nie tylko do mnie, dla których od dawna używam określenia: „co pani czuje, gdy pani całuje?” (śmiech), a proszę mi wierzyć, że niemal dosłownie takie pytanie kiedyś mi zadano. Lubię wywiady, które dotyczą mojej działalności, spraw, w które się angażuję i które wspieram. Media mają do spełnienia ogromną rolę. Generalnie cieszę się z dotychczasowej współpracy i mam nadzieję na jej kontynuację, jednak nie mogłam ukryć mojego zdziwienia w momencie, gdy po wizycie żony emira Kataru w Polsce, szejki Mozah Bint Nasser jedyną informacją, która przebiła się do mediów, była ta dotycząca faktu, że mój gość i ja miałyśmy sukienki w tym samym kolorze...

Bo to jest bardzo ważny szczegół.

(Śmiech). Myślę, że nie jest to najważniejsza rzecz, natomiast bardzo chętnie udzielam wywiadów wtedy, kiedy mówimy o tym, na co kładę nacisk w swojej działalności, bo to jest szansa na pokazanie inicjatyw w różnych miejscach, do których jestem zapraszana. Mam świadomość, że udział małżonki prezydenta w jakimś wydarzeniu idzie w parze ze zwiększonym zainteresowaniem mediów, ale chciałabym, aby ich uwaga koncentrowała się nie na mnie, ale na tych, do których przyjechałam i na ich działalności.

Ostatnio media donosiły, że rozmawiała Pani telefonicznie z córką znanej aktorki Anny Samusionek, która obecnie przebywa w rodzinie zastępczej. Czy to prawda?


Tak, rozmawiałam z Angeliką.

I myśli Pani, że ta sprawa dobrze zakończy się dla dziecka?

Chciałabym, żeby dobrze się zakończyła i tego życzę tej dziewczynce, bo jest w trudnym położeniu, ale mam nadzieję, że jej rodzice będą w stanie załatwić swoje spory tak, by nie robić tego kosztem dziecka.

To niestety jest problem wielu dzieci.

To jest rzeczywiście bolesne, kiedy skonfliktowani rodzicie nie potrafią rozwiązać swoich problemów, nie raniąc dzieci, do których miłość deklarują.


Rozmawiał Przemysław Maksym