Danuta Holecka: Witam, Pani Prezydentowo, i dziękuję bardzo, że zgodziła się Pani przyjąć nasze zaproszenie.
Anna Komorowska: Mnie też jest miło gościć Panią i widzów stacji w gabinecie w Pałacu Prezydenckim.
Pani Prezydentowo, Pierwsza Dama nie tylko stoi u boku męża, nie tylko wspiera jego działalność, ale też sama podejmuje różnego rodzaju przedsięwzięcia. Świetnym przykładem Pani działalności jest ostatnia wizyta w Japonii. Odwiedziła Pani tereny, które nawiedziło w ubiegłym roku trzęsienie ziemi. Robi wrażenie?
Tak. Ciągle, mimo że minął rok, Kesennuma i okolice nie mogą się pozbyć śladów tego tragicznego w skutkach i trzęsienia ziemi, i tsunami. My tutaj w Polsce nie wiemy, że tego dnia dodatkowym utrudnieniem dla tych, jakby się wydawało, wystarczająco umęczonych ludzi była jeszcze bardzo niska temperatura i padający śnieg. Tak że część z tych, którzy nie zostali porwani przez fale i udało im się uniknąć tego najgorszego, niestety zmarła z wychłodzenia. Obraz tego na miejscu robi jeszcze większe wrażenie niż to, co widzieliśmy na ekranach telewizorów przeszło rok temu.
Wizyta wcale nie była kurtuazyjna, bo są jej namacalne skutki – otworzyła Pani jedną z sal w przedszkolu odbudowanym dzięki polskim środkom. Akcję tę – finansową i pomocową – koordynowała Polska Akcja Humanitarna.
Tak, wspierana też przez radiową Trójkę. Zebrane środki pozwoliły na współuczestniczenie w odbudowie kompletnie zniszczonego przedszkola. Miałam okazję być w tym przedszkolu. Władze Kesennumy – miasta, w którym przedszkole się znajduje – zaprosiły mnie do odwiedzenia i do wzięcia udziału w uroczystości nadania sali wielofunkcyjnej imienia Janusza Korczaka.
A dlaczego właśnie Janusza Korczaka?
Obchodzimy Rok Korczakowski, idea korczakowska w Japonii jest żywa, znana i nawet wykładana na uniwersytetach.
Miała Pani wykład na temat tego wielkiego przyjaciela dzieci. Szkole w Tokio, polonijnej szkole, też nadała Pani imię Janusza Korczaka.
Tak, były trzy tablice poświęcone Januszowi Korczakowi, które zostały zawiezione do Japonii. Pierwsza będzie w przedszkolu w Kesennumie, druga – w szkole polskiej, a trzecia – w Domu Pomocy Społecznej w Tokio, gdzie kiedyś przebywały polskie sieroty z Syberii, którymi się zaopiekowały władze Japonii.
Wiele osób przy takiej okazji pyta, dlaczego my pomagamy krajom oddalonym o tysiące kilometrów, skoro przecież u nas w Polsce też jest komu pomagać. Co by Pani odpowiedziała na tak postawione pytanie?
To, o czym mówiliśmy przed chwilą, to jest już jedną z odpowiedzi. Druga rzecz, którą warto podnieść, to pomoc, która płynęła do Polski w stanie wojennym. Płynęła z całego świata i ludzie nie patrzyli, jaka to jest odległość w kilometrach. Dystansu między sercami nie mierzy się w kilometrach.
Jesteśmy winni oddać to, co dostaliśmy dobrego?
Tak. Nie jest zasadą łacińska sentencja Daję, abyś dał, tylko Daję, bo mam dobre serce. Kto wie, może kiedyś komuś dalej przekażemy to dobro, niekoniecznie tej osobie, która nas wsparła.
Warto pomagać w każdych okolicznościach.
Na pewno.
Ale wracamy do Japonii i drugiego przedszkola, które też między innymi dzięki polskim środkom będzie odbudowane i będzie otwarte…
…we wrześniu. Tak, rzeczywiście będzie drugie przedszkole. Tych środków wystarczyło na tyle, żeby jeszcze wspomóc drugie przedszkole w Japonii. A potrzeby są rzeczywiście ogromne. Nadal ludzie nie mają gdzie mieszkać. Byłam zaproszona do takiego tymczasowego osiedla. Warunki w tych kontenerach nie są najgorsze, niby wszystko jest… ale domu nie ma. I ciągle jest żal w sercach po tych, którzy zginęli.
Pani Prezydentowo, a co Japończycy mówią na to nasze polskie zaangażowanie?
Są szalenie wdzięczni, to na pewno. Jest im dosyć trudno przyjmować pomoc, bo to jest hardy naród, ale doceniają każdy gest. Takie gesty, jak na przykład akcja w Polsce, gdy robiliśmy żurawie origami, też się liczą. I finanse się liczą, i przede wszystkim pomyślenie o nich jest bardzo doceniane i przyjmowane z ogromną wdzięcznością.
Była Pani na specjalnej audiencji u Cesarzowej. Czy Cesarzowa też coś wspominała, dziękowała?
Tak, miałam okazję być przyjęta w Pałacu Cesarskim, w prywatnych apartamentach Cesarzowej Michiko. Rozmowa rozpoczęła się od przekazania przez Cesarzową podziękowania od Cesarza dla mojego męża za list i słowa wsparcia, które przeszło rok temu zostały wysłane z Polski do Japonii. A oprócz tego dotyczyła wielu różnych rzeczy: i kwiatów, i ogrodów, i literatury… Cesarzowa pamięta masę szczegółów ze swojego pobytu w Polsce. Rozmawiałyśmy o muzyce Chopina, ale też, jak mówiłam, o literaturze. Podarowałam Jej Cesarskiej Wysokości tłumaczenie na japoński „Króla Maciusia I” w związku z Rokiem Korczakowskim – bo o tym też była mowa jako o jednym z powodów mojej wizyty. Cesarzowa powiedziała, że położy je na swojej szafce nocnej i że tak jak ona pierwszą polską książkę, z którą miała do czynienia – a było to „Quo vadis” – wzięła kiedyś z szafki nocnej swojego ojca, tak myśli, że jej wnuki skorzystają z tej książki. Przeczytała „Quo vadis” i była nim zachwycona. Pamiętała też nazwisko pisarza – to także było bardzo miłe.
Czyli ta wizyta miała również wymiar kulturalny, bo wspomina Pani o książkach, wspomina Pani o Chopinie. To, że Japończycy fascynują się muzyką Chopina, nie jest dla nas żadną tajemnicą, ale wydanie listów Chopina po japońsku i wioska Chopina, która będzie tam otwarta, pierwsza na świecie – taka fascynacja kompozytorem chyba musi robić wrażenie
Tak, już niejedna osoba się zastanawiała nad fenomenem recepcji muzyki Chopina
w Japonii. Japończycy słuchają, grają i lubią – i w każdej rozmowie jest to podkreślane. Rzeczywiście, jest taki projekt turystyczny „Wioska Chopina”, a korespondencja Chopina została po raz pierwszy przetłumaczona na język obcy i to jest właśnie język japoński. Wieczór, gdy było promowane wydanie tej korespondencji, zgromadził naprawdę prestiżowe postacie z życia Japonii.
Można się poczuć dumnym, że jest się Polskiem – właśnie przy takich inicjatywach, tak daleko od kraju?
To jest ogromny powód do dumy i powinniśmy sami widzieć, jakie to powody do dumy mamy.
I doceniać.
I doceniać, bo prawdę powiedziawszy, ogląd Polski z zagranicy jest czasami o wiele lepszy, niż my sami siebie postrzegamy.
To akurat dobrze. Pani Prezydentowo, mówimy, że na Japończykach robi ogromne wrażenie Chopin, i to od dawna, a czy na portugalskich dzieciach robi wrażenie „Lokomotywa” Juliana Tuwima? Razem z Pierwszą Damą Portugalii czytałyście Panie portugalskim dzieciom właśnie „Lokomotywę”…
Tak, razem z Panią Prezydentową Marią Cavaco Silvą odwiedziłyśmy jedną z lizbońskich szkół – szkołę, w której uczą się także dzieci mówiące po polsku. Z rodzicami tych dzieci spotkałam się poprzedniego dnia w ambasadzie polskiej. Zawsze, kiedy jestem gdzieś za granicą, w ambasadzie jest organizowane spotkanie z Polonią. Część rodziców dzieci z tej szkoły i tych, którzy są bardziej aktywni, miałam okazję spotkać w ambasadzie dzień wcześniej. A następnego dnia z Panią Prezydentową czytałyśmy „Lokomotywę”, która dla ucha brzmi bardzo dobrze, rytmicznie. Dzieci przygotowały inscenizację tego wiersza, ustawione były w pociąg, z obrazkami przedstawiającymi ilustracje do książki. Ilustracje bardzo przyjemne, zrobione przez tatę jednego z uczniów tej szkoły. I ta książka będzie też prezentowana w Porto, bo w czasie wizyty oficjalnej w Porto zostały zainaugurowane dni kultury polskiej. Oprócz „Lokomotywy”, o której mówiłam i która będzie przedstawiana, będą też inne wydarzenia dla dzieci, m.in. odbędzie się pokaz filmów polskich. Dni zostały zainaugurowane wystawą plakatu z rewolucji goździkowej i naszych, solidarnościowych plakatów, było to więc ciekawe połączenie. Na koniec tego pierwszego dnia, wieczorem, był koncert Leszka Możdżera, który został przyjęty entuzjastycznie. Siedziałam koło Pana Prezydenta, który co chwila wyrażał słowa zachwytu nad muzyką i wykonaniem Leszka Możdżera.
Panie Prezydentowo, wróćmy teraz do kraju, bo wiem, że to, co się dzieje w kraju, przede wszystkim leży Pani na sercu. W Polsce trwa gorąca debata o reformie emerytalnej, argumenty za i przeciw są znane. A w środku tego sporu są kobiety…
Też kobiety, bo kobiety w takim samym stopniu jak mężczyźni powinny myśleć o swojej przyszłości. Reguły demograficzne są nieubłagane i ten wiek emerytalny nie może nie być podniesiony.
Kobiety chciałyby tego wyrównania szans – finansowego przynajmniej – z mężczyznami, bo wiele z kobiet decydowało się przechodzić na urlopy wychowawcze, w związku z czym te szanse gdzieś tam w stosunku do mężczyzn zostały z tyłu. Widzi Pani jakieś mądre wyjście z tej sytuacji?
Nie wszystkie kobiety, po pierwsze, mają dzieci, więc nie można tylko tak rzeczy traktować… Dobrym projektem wydaje się uwzględnienie jako okresu składkowego czasu, jaki kobiety poświęciły na wychowanie dzieci, a same prowadziły na przykład własną działalność gospodarczą, same się zatrudniały. To jest krok w dobrą stronę.
Czyli wierzy Pani w mądrość rządzących, że w tej sprawie też będzie podjęte sprawiedliwe i mądre rozwiązanie?
Wierzę w mądrość i rządzących, i rządzonych. Nie można „zatupać” rzeczywistości.
Wspomniała Pani, że nie wszystkie kobiety mają dzieci. Wiele młodych rodzin w Polsce nie decyduje się na dzieci, co również jest jednym z argumentów przy okazji podnoszenia wieku emerytalnego. Z jednej strony jest tak, że w Polsce trudno się wychowuje dzieci, nie ma polityki w wystarczającym stopniu wspierającej rodziny, a z drugiej jest też wzorzec kulturowy, gdzie ludzie nastawiają się bardziej na karierę, na wygodę, niż na trudy związane z wychowaniem dzieci. Czy wierzy Pani, że warto podjąć jakieś działania w tej sprawie, żeby tę sytuację zmienić?
Zawsze warto podejmować działania, które prowadzą w dobrym kierunku. To, że można sobie tę karierę trochę przesunąć, to jest oczywista sprawa. Zawsze, jeżeli się dokonuje jakichś wyborów, są i konsekwencje. Natomiast pewne udogodnienia dla osób, które chcą mieć dzieci, powinny być brane pod uwagę – i nie to tylko ze względów ekonomicznych, żeby miał kto pracować na nasze emerytury, bo to jest istotny, ale nie wystarczający powód. Powinny też być zachęty typu elastycznego czasu pracy, a także podkreślania, że nie tylko mamy mogą się zajmować dziećmi, bo dzieci mają również tatusiów.
Oczywiście. Dzisiaj podjęli Państwo, właśnie razem z mężem, ten temat – temat trudów rodziny w wychowywaniu dzieci. Podczas konferencji „W trosce o najmłodszych obywateli” – taki nosiła tytuł – przywoływany był przykład Finlandii, kraju bogatego, wzorcowego, jeżeli chodzi o politykę prorodzinną. Co tak najbardziej się Pani w Finlandii podoba, co chciałaby Pani przenieść na nasz polski grunt?
Chciałabym, żeby można było więcej pieniędzy przeznaczyć nie tylko na rzecz polityki rodzinnej, lecz również na wiele innych spraw. Ale sytuacja jest taka, jak z krótką kołdrą – trzeba jakichś wyborów dokonywać i to są bardzo trudne wybory. Na pewno są takie rzeczy, które można podpatrzeć. Warto pomyśleć nad powrotem opieki zdrowotnej w szkołach czy w przedszkolach. Warto o tym myśleć i jakoś poprzesuwać środki, którymi się dysponuje, żeby można było wcześniej wychwytywać różne problemy zdrowotne i emocjonalne u dzieci.
Pani Prezydentowo, chciałabym zadać Pani troszeczkę niedyskretne pytanie: czy przy kawie albo przy kolacji rozmawiają Państwo z mężem również na tematy polityczne?
Jesteśmy małżeństwem partnerskim i każdy ma swój zakres obowiązków i decyzji, ale jest też część wspólna i są decyzje, które wspólnie podejmujemy. Natomiast w sprawach politycznych decyduje mąż, bo to on jest prezydentem.
Oczywiście, ale na przykład czy wyrażała Pani swój pogląd na temat reformy emerytalnej, co się Pani podoba, a co się nie podoba?
Pogląd każdy może wyrazić, jesteśmy w demokratycznym kraju. U nas w domu też panują demokratyczne warunki, więc każdy może swoje poglądy wyrazić. A czy one mają jakieś wyraźne przełożenie? Nie zauważyłam tego.
Czyli rozmowy są, ale zostajecie Państwo przy swoich kompetencjach?
Tak.
Pani Prezydentowa Anna Komorowska była moim i Państwa gościem. Pani Prezydentowo, dziękuję za rozmowę.
Ja też serdecznie dziękuję. Miło mi było Panią i Państwa gościć.