Przekazujemy pełną treść listu:
Tegoroczne obchody rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych w znaczący sposób różniły się od uroczystości z lat poprzednich. Głównym elementem odróżniającym obecne uroczystości od tych z poprzednich lat było to, że Prezydent Lech Kaczyński odznaczył bohaterów „Solidarności” i antykomunistycznej opozycji. Ogromna część z nich przez kilkanaście lat wolnej Polski nie doczekała się dowodów uznania za swoje poświęcenie, nierzadko okupione brutalnymi represjami ze strony komunistów. To właśnie ta zwłoka w honorowaniu przez Lecha Wałęsę i Aleksandra Kwaśniewskiego osób zasłużonych dla polskiej wolności spowodowała, że część odznaczeń przyznano już pośmiertnie...
Nieobecność Lecha Wałęsy w miejscach, gdzie oddano hołd tym, którzy walczyli z komunizmem, była tylko i wyłącznie jego osobistą decyzją. Decyzją – jak można domniemywać – spowodowaną względami ambicjonalnymi. W zeszłorocznych obchodach Lech Wałęsa wziął udział obok Aleksandra Kwaśniewskiego. W tym roku nie chciał stanąć obok prezydenta o solidarnościowym rodowodzie.
W Pana publikacji zamieszczonej na łamach „Rzeczpospolitej” („Smutny radosny dzień”, 1. 09. 2006) mamy do czynienia z manipulacją. Powtórzę: to Lech Wałęsa sam zdecydował, że nie będzie go w Stoczni Gdańskiej i pod pomnikiem Poległych Stoczniowców.
Mija się Pan z prawdą również w dalszym ciągu swojego tekstu, twierdząc, że na uroczystość wręczenia orderów dla twórców i współpracowników „Tygodnika Solidarność” w czerwcu br. nie został zaproszony Tadeusz Mazowiecki. Pierwszy premier III Rzeczypospolitej został przez Prezydenta osobiście zaproszony, jednak nie wziął udziału w uroczystości. Pisano zresztą o tym na łamach „Rzeczpospolitej” z 20 czerwca 2006 r.
„Takiego zachowania nie da się usprawiedliwić” – poucza Pan Prezydenta Rzeczypospolitej. Te słowa powinny być skierowane, wraz z przypomnieniem, na czym polega dziennikarska rzetelność, raczej pod Pańskim adresem.