Menu rozwijane

13 września 2007

13 września 2007 r. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński złożył wizytę w Zielonej Górze, gdzie wziął udział w I sesji plenarnej XIII Ogólnopolskiego Zjazdu Socjologicznego „Co nas łączy, co nas dzieli?”.

Prezydent RP zabrał głos podczas otwarcia Zjazdu:

„Nie jestem socjologiem, tylko prawnikiem i tutaj, na tej sali, nie mogę wygłaszać referatów. Mogę powiedzieć Państwu kilka słów na temat środowiska, zacnego Towarzystwa, które wkrótce będzie obchodziło 50. rocznicę, o tym, co pamiętam, jeżeli chodzi o tę dziedzinę wiedzy, która przecież w Polsce po roku 1945 odegrała rolę tak istotną, wiem choćby z tego, czego mnie przed 40 laty uczono – a uczyła mnie osoba znakomita, pani docent Hirszowicz, tuż przed usunięciem jej z uczelni, dosłownie ostatnie miesiące przed usunięciem, a także z ogólnej wiedzy o naszej polskiej rzeczywistości.

Polska myśl socjologiczna miała poważne osiągnięcia już w okresie międzywojennym – że wymienię prof. Znanieckiego czy działającego także zagranicą profesora Bronisława Malinowskiego. Ale lata najwspanialsze zaczęły się po wojnie, w szczególności po roku 1956. Wiemy przecież wszyscy, że swojego czasu socjologia, podobnie jak np. cybernetyka, była nauką na indeksie. Nie wolno jej było w zasadzie uprawiać, ale w Polsce powróciła szybko, w roku 1956, i była nauką – mówiąc o ówczesnej rzeczywistości – krytyczną, nauką, którą uprawiało wiele osób o autorytecie, który daleko wykraczał poza samą tę dziedzinę wiedzy, że wymienię choćby pana profesora Ossowskiego. Pamiętam osobiście, że w latach 60. w trakcie przemówień najwyższych wtedy dostojników PRL-u była mowa o socjologii, zresztą podobnie jak o filozofii, była mowa w sensie niezwykle krytycznym. Sam ówczesny Pierwszy Sekretarz zaszczycał Państwa środowisko swoimi krytycznymi uwagami. Na szczęście uwagi były bardzo krytyczne (a mówię o okresie przed 1968 rokiem), ale procesów nie organizowano i pewna swoboda wyrażania opinii jednak istniała. Rok 1968, jak w całej historii polskich nauk społecznych – może z wyjątkiem historii, jej sprawy miały się nieco inaczej – był rokiem niezwykle bolesnym. Nie chciałbym używać słowa „tragicznym”, bo nie doszło do tragedii, ale był rokiem, w którym coś, co przedtem miało, w jakimś zakresie przynajmniej, charakter autonomiczny i autentyczny, usiłowano sprowadzić do jednej z istotnych dziedzin politycznej agitacji. Ale trzeba sobie jasno powiedzieć, że ten zamiar się nie powiódł, że niezależnie od tego, że pewna grupa osób, w tym wybitnych ówczesnych socjologów – niezależnie od tego, jak Państwo dzisiaj oceniają ich przekonania, to byli tzw. rewizjoniści – została usunięta w szczególności z Polskiej Akademii Nauk i z Uniwersytetu Warszawskiego – to jednak nauka może po krótkim wstrząsie w socjologii wróciła na swój podstawowy, krytyczny tor już w latach 70. i w dalszym ciągu była miejscem krytycznej refleksji o ówczesnej rzeczywistości. Wydział Socjologii – ja mówię o Uniwersytecie Warszawskim oczywiście, bo ten jakby z istoty rzeczy jest mi najbliższy – został przecież w marcu 1968 roku rozwiązany. A dlaczego został rozwiązany? Bo był jedną z podstawowych baz tej tzw. przedmarcowej studenckiej opozycji, obejmującej i studentów, i młodych pracowników naukowych. Po przywróceniu jednak już w latach 70. w dalszym ciągu odgrywał rolę niezmiernie istotną i rolę pozytywną w krytycznej ocenie rzeczywistości. Dostarczył też naszemu krajowi niejednego z czołowych polskich opozycjonistów, że wymienię choćby dzisiejszego Marszałka Sejmu Ludwika Dorna, który jest przecież absolwentem warszawskiej socjologii – ale nie tylko on jeden, byli także inni. Były lata 80., które w Polsce miały obraz bardzo skomplikowany, niezwykle trudny do wytłumaczenia cudzoziemcom, bo z jednej strony istotnie nastąpił powrót bezpośredniego używania siły na wielką skalę przez ówczesny reżim, który w istocie uległ już pełnej dekompozycji, nie był tym czym wcześniej, kierownicza rola partii funkcjonowała już na zupełnie innych zasadach, niż choćby w latach 70. – ale z drugiej strony musiał tolerować pewne coraz szersze obszary wolności. Ja nie mówię tutaj o działalności podziemia, mówię o działalności oficjalnej. Przecież raport <<5 lat po sierpniu>> był omawiany na oficjalnych spotkaniach. Ten raport był poważnym dorobkiem środowiska, poważnym i niezmiernie krytycznym w stosunku do ówczesnej, ciągle jeszcze w swoich ogólnych zarysach komunistycznej rzeczywistości.

Po transformacji przed środowiskiem socjologów stanęły nowe, niezmiernie istotne zadania zmierzenia się z rzeczywistością, która nie znajdowała wcześniej precedensów, bo nigdzie przecież na świecie przedtem nie próbowano wprowadzić ustroju rynkowego na zasadzie podjętych decyzji politycznych. On powstawał sam z siebie w procesie historycznym. Ten proces został przez Państwa środowisko opisany w sposób interesujący i z mojej na ten temat – oczywiście niepełnej – wiedzy wynika, że w dużym stopniu pełny. Chodzi tylko o to, jaki był obieg społeczny tej wiedzy, która w latach 90. została przez środowisko socjologiczne zgromadzona. I tutaj, w moim osobistym przekonaniu, ten obieg był dalece niepełny. Inaczej mówiąc, między tym, co zostało ustalone jako bezsporne, a tym, co funkcjonowało w obiegu społecznym była bardzo istotna różnica. Bardzo istotna, często wręcz przepastna. Jest to pewien problem, który istnieje także dzisiaj. Oczywiście nie oznacza to, że problem opisu społeczeństwa już po okresie transformacji, a przynajmniej po podstawowym okresie transformacji, jest rozwiązany. Chciałbym bardzo serdecznie zachęcić do tego, żeby we wszystkich możliwych przejawach ten obraz opisywać. Z mojego punktu widzenia nie kryję, że po objęciu urzędu Prezydenta podjęliśmy działanie, żeby coś takiego przygotować, choć nie okazało się to łatwe.

Niezwykle istotna jest realna mapa socjologiczna naszego kraju. Realna mapa zróżnicowania społecznego, dynamiki tego zróżnicowania, realna mapa związana ze sferami niedostatku, dziedziczenia pewnych cech negatywnych, w szczególności dziedziczenia biedy, skutków związanych z eksplozją edukacyjną (bo takowa niewątpliwie po roku 1989 nastąpiła), skutków związanych ze zróżnicowaniem regionalnym naszego kraju, które wprawdzie może nie jest bardzo wielkie, ale jednak występuje – a także to, co byłoby potrzebne nie tylko mnie, ale w ogóle tym politykom, którzy zajmują się i starają się przynajmniej robić to na poważnie, ogólnej teorii socjologicznej społeczeństwa na obecnym etapie rozwoju. To wszystko są zadania wielkie, niezwykle ambitne. Ale środowisko, które Państwo reprezentujecie, jest środowiskiem, w którym mamy bardzo wiele osób wybitnych. Socjologia przez bardzo wiele lat gromadziła nie tych, którzy chcieli robić kariery finansowe czy w inny sposób dobrze ustawić się w życiu, tylko tych, którzy mieli innego rodzaju typ ambicji społecznych. Przez długie lata wydziały socjologii, których dzisiaj jest nieporównanie więcej, niż jeszcze 20 lat temu, to były wydziały, które można określić jako bardzo ekskluzywne, jeżeli chodzi o młodzież, która na te wydziały szła. Oczywiście, od każdej reguły bywają wyjątki. Ale tak ogólnie było.

Głęboko więc wierzę, że reprezentujecie Państwo środowisko w sensie intelektualnym, w polskich przynajmniej warunkach niezmiernie silne. I z tego powinny dla naszego kraju, dla wiedzy o nim, dla statusu polskiej nauki w Europie i na świecie wynikać pozytywne skutki. Tego chciałbym najserdeczniej Państwu życzyć. Jest zresztą rzeczą, jak sądzę, znamienną, że niejeden w końcu Polak – i nie mówię tutaj o osobach, których nazwisko brzmi po polsku, ale o obywatelach polskich – pełnił funkcję przewodniczącego Międzynarodowego Towarzystwa Socjologicznego. Pełnił je profesor Sztompka, o ile dobrze pamiętam, przed wielu laty, jeszcze w latach 60. chyba pełnił je profesor Szczepański. Nie wiem, czy się mylę, ale chyba tak było. I wziąwszy pod uwagę, że jesteśmy jednym z bardzo wielu krajów na świecie, gdzie się uprawia socjologię, to te sukcesy trudno określić jedynie jako organizacyjne tylko pojedynczych osób. To jest sukces związany ze statusem polskiej nauki socjologii i polskiej socjologii – bo to nie jest dokładnie to samo – w skali Europy i świata. Chciałbym, żeby było pod tym względem jeszcze lepiej i tego przede wszystkim chciałbym życzyć wszystkim Państwu, zarówno tym, którzy uprawiają naukę w sensie akademickim w Polskiej Akademii Nauk lub na uniwersytetach, ale także tym, którzy zajmują się socjologią w inny sposób. Przy czym wiemy przecież, że tutaj akurat granice nie są ostre w tej dziedzinie wiedzy – to nie jest tak, jak choćby w naukach prawnych, którymi się zajmowałem, żeby tych sukcesów było jak najwięcej, bo Polsce w ogóle są potrzebne sukcesy, a w szczególności Polsce są potrzebne sukcesy w tej dziedzinie, która się łączy z wiedzą, w tej dziedzinie, która jest tak istotna dla dzisiejszego rozwoju (tutaj mówię o rzeczach banalnych), ale która też w olbrzymim stopniu dzisiaj wyznacza prestiż kraju, w szczególności, jeżeli chodzi o podstawową płaszczyznę naszego odniesienia, a tą niewątpliwie jest Unia Europejska.”

Prezydent RP zwiedził również Miasteczko Winiarskie w Zielonej Górze oraz Winnicę Winną „Stara Góra” w Górzykowie.

W godzinach popołudniowych Prezydent Lech Kaczyński udał się do Gorzowa Wielkopolskiego, gdzie zwiedził Katedrę i spotkał się z przedstawicielami lokalnych władz.

Lokalizacja