RENATA KIM: Jak pani ocenia sytuację Polek, które łączą pracę zawodową z wychowywaniem dzieci?
MARIA KACZYŃSKA: Jest trudna. Matki są narażone na stres wynikający z faktu, że z jednej strony nie są w stanie zapewnić swoim dzieciom właściwej opieki w czasie, gdy same pracują, a z drugiej, nie chcą tracić kontaktu z zawodem. Chcą realizować swoje ambicje, więc żyją w ciągłym rozdarciu między pracą a domem, między własnymi marzeniami a poczuciem obowiązku i czują, że żadnej z tych ról nie wypełniają dobrze. Gdy patrzę na moją dorosłą córkę, widzę, że praca jest dla niej bardzo ważna, ale jako matka ma czasem wyrzuty sumienia, że spędza z córką zbyt mało czasu. Jestem pełna wiary i nadziei, że nasza dzisiejsza konferencja "Matki pracujące zawodowo" uczyni przełom w postrzeganiu pracujących kobiet z dziećmi.
Co sobie pani obiecuje po tym spotkaniu?
Chciałabym, żeby dzięki tej konferencji udało się pozyskać przychylność i zrozumienie pracodawców, bo to przecież oni decydują, w jakich warunkach i na jakich zasadach są zatrudniani pracownicy. W wielu przypadkach zwykła ludzka życzliwość wystarczy, żeby zorganizować pracę tak, aby młoda matka mogła realizować się zawodowo i jednocześnie opiekować się dziećmi. To z kolei zmniejszyłoby lęk kobiet przed podejmowaniem decyzji o macierzyństwie.
Wierzy pani, że takie konferencje mogą realnie pomóc w rozwiązywaniu problemów kobiet?
Tak. Bo przede wszystkim uświadamiają, że problemy naprawdę istnieją, a zaraz potem pozwalają wypracować konkretne prorodzinne rozwiązania. Więc jestem przekonana, że nasza dzisiejsza dyskusja będzie owocna. Czekam z niecierpliwością na to, co opowiedzą nasi zagraniczni goście - małżonki prezydentów Niemiec, Ukrainy, Gruzji i Czarnogóry. Każda z nich przywiozła opowieść o sytuacji kobiet w swoim własnym kraju, ale także o tym, jak te problemy są rozwiązywane. Na przykład pani Swetlana Vujanowić z Czarnogóry jest sędzią i na co dzień ma do czynienia z prawdziwymi problemami kobiet. Więc mam nadzieję, że nasza dyskusja kogoś pobudzi do działania. Bo problem rzeczywiście w Polsce istnieje.
Polska nie jest tu wyjątkiem...
Oczywiście, przecież o konieczności wprowadzenia bardziej prorodzinnych rozwiązań mówi się w wielu krajach Europy. To zresztą uniwersalny problem - bo wszędzie na świecie kobiety zastanawiają się, jak zapewnić dzieciom opiekę i spokojnie pracować. My w Polsce mamy jeszcze wiele do zrobienia i dlatego trzeba o tym jak najwięcej mówić.
Czy będzie pani od tej pory rzeczniczką pracujących kobiet?
W Polsce jest wiele grup, które wymagają pomocy, i nie mogę zająć się tylko jedną z nich. Sama przecież nie rozwiążę ich problemów. Ale włączę się w każdą inicjatywę, której celem jest ułatwienie polskim matkom życia. To raczej media - i to przecież robicie w "Dzienniku" - powinny tworzyć lepszy klimat wokół macierzyństwa. To prasa, radio i telewizja powinny nagłaśniać problemy kobiet i sprawić, by "źli pracodawcy" po prostu wstydzili się krzywdzić młode matki czy kobiety w ciąży.
Czy zaapeluje pani razem z nami do przedsiębiorców, by nie bali się zatrudniania kobiet?
Tak, i wielokrotnie to robiłam. Ale chciałabym zaapelować do kobiet, by były odpowiedzialnymi pracownicami i nie wykorzystywały przesadnie przysługujących im praw. To niemoralne. Niech będą rzetelne i nie idą na zwolnienie lekarskie, gdy tego rzeczywiście nie potrzebują. Tylko odpowiedzialne zachowanie przekona pracodawców, że matki warto zatrudniać.
Kto jeszcze oprócz przedsiębiorców mógłby pomóc matkom?
Rząd, Sejm i samorządy. Zwłaszcza te ostatnie, bo są najbliżej ludzi i ich rzeczywistych potrzeb. Ale dopiero współpraca tych wszystkich instytucji może dać rezultaty. I bardzo potrzebne jest dobre prawo, które zachęci przedsiębiorców do zatrudniania kobiet z dziećmi. Nad tym trzeba jeszcze sporo popracować, choć muszę przyznać, że z zadowoleniem obserwuję Sejm, który w ekspresowym tempie pracuje nad ustawą o telepracy. Widzę też wysiłki wiceminister pracy Joanny Kluzik-Rostkowskiej, która cichutko, ale skutecznie pracuje nad pakietem działań prorodzinnych.
Kiedy atmosfera wokół macierzyństwa zmieni się na lepsze?
Jestem optymistką i wierzę, że sukces jest na wyciągnięcie ręki. Dlatego zachęcam wszystkich do prorodzinnego myślenia. Przecież wszędzie może być tak jak w Muzeum Powstania Warszawskiego, w którym dla dzieci przygotowano specjalne pomieszczenie, gdzie pod opieką wykwalifikowanych pedagogów mogą się bawić i czytać, w czasie gdy rodzice zwiedzają ekspozycję. Takie klubiki można tworzyć wszędzie - w zakładach pracy i instytucjach publicznych. Czy to nie byłaby wspaniała pomoc dla rodziców?