Menu rozwijane

04 września 2008

4 września 2008 r. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński spotkał się z Ambasadorami RP. W spotkaniu wzięło udział 82 Ambasadorów - uczestników dorocznej narady, organizowanej przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych, poświęconej kluczowym wyzwaniom polskiej polityki zagranicznej w 2009 r, w spotkaniu wzięło także udział kierownictwo Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Podczas spotkania Prezydent Lech Kaczyński zwrócił się do zebranych gości:

"Szanowni Państwo,

Chciałbym kilka słów powiedzieć o obecnej sytuacji politycznej, która w ostatnich tygodniach niestety nie zmieniała się na lepsze. Założenia podstawowe poprzednich rządów Rzeczypospolitej i obecnego są podobne. Unia Europejska, NATO to dwie podstawowe płaszczyzny odniesienia, przy czym wymieniam je w tej kolejności nie przypadkowo. Niewątpliwie więcej spraw załatwiamy poprzez Unię Europejską, niż poprzez NATO ze względu na różne zadania tych organizacji, ale oczywiście Polska ma także relacje z innymi krajami.

Z naszego punktu widzenia istotna jest Ukraina, Gruzja, Azerbejdżan, za chwilę powiem Państwu, dlaczego tak uważam. Z naszego punktu widzenia zawsze były, są i będą istotne relacje z Rosją, choć z innego nieco punktu widzenia. Z punktu widzenia naszego kraju szczególnie istotne będą stosunki wewnątrz unijne - z Litwą, Łotwą, z Estonią z jednej strony, z Czechami z drugiej i oczywiście z całą grupą Wyszehradzką, gdy tylko jest to możliwe.

W ciągu ostatnich dwóch, dwóch i pół roku udało nam się istotnie związać z Czechami, a także z państwami bałtyckimi, a poza Unią Europejską otworzyć kierunek, który określam jako południowo - wschodni czyli na Ukrainę, Gruzję i Azerbejdżan, przy czym nie jest to wynik romantycznego, czy tym bardziej emocjonalnego myślenia. Oczywiście w polskiej polityce jest tradycja pozytywistyczna, jest romantyczna. Ja osobiście pewnie jestem bliższy tej drugiej. Ale to nie sprawa emocji, to sprawa polskich interesów. Azerbejdżan to wielkie źródło energii. Jeżeli chodzi o gaz, to są to wręcz niezmierzone zasoby, jeżeli chodzi o ropę naftową, mniejsze, ale istotne bardzo z polskiego punktu widzenia. Jeżeli wziąć pod uwagę charakter elit tych krajów, to nie ma lepszego sposobu związania z Polską, jak wspólne interesy związane właśnie
z energetyką. Taki był zamiar i przez dwa lata był z powodzeniem realizowany. Wydarzenia ostatnich tygodni, w istotnym stopniu, stworzyły zagrożenia dla tego modelu. Chodzi o państwa bałtyckie. Można powiedzieć niewielkie, łącznie niewiele ponad siedem milionów ludzi, ale trzy głosy w Radzie Unii Europejskiej. Trzy głosy, mówię w potocznym tego słowa rozumieniu, bo to jest przeliczane inaczej, ale w istocie tak, trzy wypowiedzi i nasza szczególna sytuacja w Unii, która, powiedziałbym, w jakimś sensie jest nie do pozazdroszczenia.

Oczywiście członkostwo w Unii Europejskiej przyniosło nam niezmiernie dużo korzyści. Ostatnie cztery lata to okres szybkiego rozwoju i modernizacji naszego kraju. Jestem głębokim zwolennikiem przynależności Polski do Unii Europejskiej. Z drugiej strony Polska jest krajem szóstym pod względem wielkości, czyli dużym, jak na dwadzieścia siedem państw. Za nami jest dłuższa przerwa, następna w kolejności Rumunia ma dwadzieścia jeden i pół miliona ludzi i jest krajem jeszcze biedniejszym od Polski, stosunkowo ubogim jak na Unię Europejską i szukającym swojego miejsca. I z tego punktu widzenia są nam potrzebne relacje z Litwą, Łotwą czy Estonią, czy w innym zakresie i przy większym stopniu elastyczności z naszej strony z Czechami. Z tego, co wiem była w trakcie tego kilkudniowego spotkania mowa o dyrektoriacie w Unii. Różnie to bywa rozumiane, ale to właśnie chciałem bardzo mocno podkreślić. Chciałem powiedzieć, że dyrektoriat sześciu państw, o czym często mówi szanowany i lubiany przeze mnie Pan Prezydent Francji, to kompletna fikcja, czegoś takiego w Unii nie ma. Istnieje dyrektoriat trzech państw: Berlin, Paryż i Londyn, który czasami się włącza.

Moja ocena jest tego rodzaju: jeżeli mówić o dyrektoriacie w Unii, to jest on między Berlinem a Paryżem. I cała gra naszego państwa musi polegać na tym, żeby tą sytuację zmienić, bo jeżeli ta sytuacja będzie kontynuowana, to my jesteśmy, w istocie, tzw. „wypełniaczem” w swojego rodzaju nowej potędze światowej, jaką jest Unia Europejska. A my, zresztą także inni, którzy coraz bardziej się buntują, musimy tam odgrywać rolę podmiotową. Ona nie polega na tym, żeby być najsłabszym wśród silnych. Taka rola jest rolą niezmiernie trudną. Polega ona na tym, żeby w Unii doszło do pewnej demokratyzacji. W dzisiejszym wywiadzie mówiłem o republice arystokratycznej. Tak, Unia jest republiką, ale jest republiką głęboko arystokratyczną i zadaniem Polski jest przyczynić się do tego, żeby ten stan rzeczy możliwie zmienić. Nie przeceniam naszych możliwości. Ale też chciałbym, żeby nie były niedoceniane. W stosunku do sytuacji sprzed roku, półtora, w szczególności instruktywny jest przykład Traktatu Lizbońskiego, udało nam się przeprowadzić jedenaście z dwunastu postulatów. Myślę, że można tę sytuację zmieniać, to jest proces, który nie będzie następował łatwo, ponieważ w Unii istnieje pewien typ poprawności, w ramach którego nieduże państwa, w zamian za te czy inne korzyści, zajmują postawę spolegliwą. Tak bym to określił, może z wyjątkiem sytuacji, które dotyczą bardzo mocno ich interesów. Wtedy zdarza się, że jedno nieduże państwo jest w stanie zablokować decyzję całej Rady Europejskiej, a jednak w przeciwnym razie to są adresy hołdownicze pod adresem największych państw. Jeżeli jeszcze któreś z największych państw sprawuje tam prezydencję, a w okresie mojej aktywności już drugie duże państwo ją sprawuje, to ta relacja jeszcze się pogłębia.

Podstawowy cel naszej polityki, to nasza podmiotowość w tej instytucji, która jest i będzie, w której jesteśmy i będziemy. Musimy tam szukać swojego miejsca. Sądzę, że to jest sześćdziesiąt procent polskiej polityki. Poza tym jest NATO, które jest eksporterem stabilizacji, względnie przynajmniej pokoju. Ma ono wiele wad, duży stopień niewydolności, ale z naszego punktu widzenia jest niezmiernie istotne. Na przykład zdarzenia ostatnich tygodni w Gruzji, które podważają nasze interesy, interesy Polski. Nie lubię tego określenia, ale pewnie nie miałyby one miejsca, gdyby Gruzja była dzisiaj znacznie bliżej NATO. To samo zresztą dotyczy sytuacji na Ukrainie. Dziś jest to sytuacja pozornie wewnętrzna, a w istocie nie. I z tego punktu widzenia NATO jest nam potrzebne, także ze względów już czysto obronnych, ponieważ nasz rosyjski partner się zmienia.

Przejdźmy do Stanów Zjednoczonych. Dlaczego jako Prezydent Rzeczpospolitej tak mocno naciskałem na zawarcie traktatu w sprawie tarczy? Istotnie, bardzo mi na tym zależało, ale nie dlatego, że wierzę w to, że jeden silos z rakietami obroni Polskę przed ewentualnym atakiem z Iranu, zresztą w ten atak nie wierzę. Iran bardzo możliwe, że kogoś zaatakuje i trzeba się z tym bardzo mocno liczyć, tylko że nie będzie to Polska. Chodzi o to, żeby Amerykanie byli bardziej zainteresowani sytuacją w naszym kraju. Oczywiście werbalnie podkreśla się, że jesteśmy ważnym partnerem, ale te podkreślenia z trudem zmieniają się w czyny. I w naszym interesie było to, żeby się w te czyny zmieniło. Ze względu na wartość tej instalacji myślę, że Ameryka jest bardziej zainteresowana tym, żeby Polska nie stała się przedmiotem wpływów innego zewnętrznego wobec Unii Europejskiej państwa. Stąd też, z mojego punktu widzenia, ważna jest relacja bilateralna. U nas jest taki schemat, jeżeli chodzi o myślenie, w szczególności o Unii Europejskiej, mówmy jednym głosem: przekażmy sprawę Unii. Tak, w niektórych przypadkach to jest słuszne. Ale pod warunkiem, że ów głos Unii jest zgodny z naszymi interesami, bo gdy jest niezgodny to jest to niekorzystne dla Polski. Trzeba bardzo zręcznie potrafić rozdzielać to, co powinno być kolektywne od tego, co w dalszym ciągu powinno mieć charakter bilateralny. A relacje ze Stanami Zjednoczonymi powinny w dużym stopniu mieć właśnie tego rodzaju charakter. Mówię o tym, ponieważ skłonność na przykład do kolektywizacji, przynależności państw Unii Europejskiej do NATO - nie wszystkie państwa należą, ale zdecydowana większość tak - jest bardzo silna w Unii Europejskiej i głoszą ją przede wszystkim ci najsilniejsi, bo w istocie to jest przejmowanie przez nich naszych praw i obowiązków. Temu powinniśmy się przeciwstawiać. Polska pozostaje niezależnym państwem, w ramach Unii Europejskiej i to bardzo dobrze. Trzeba jasno potrafić rozdzielać to, co powinno pozostać bilateralne i to, co musi być kolektywne. Nie przeciwstawiam się na przykład kolektywizacji naszych relacji z Chinami, bo w pojedynkę tam niewiele osiągniemy.

Proszę pamiętać, że w Unii interesy narodowe w dalszym ciągu odgrywają znaczną rolę. Na różnych poziomach, na poziomie wielkich państw, to są interesy związane z ambicjami globalnymi, na poziomie państw małych, jest to obrona własnych lokalnych interesów. Tutaj zdarza się, że najmniejsze nawet państwo bynajmniej nie obawia się tego, że jest jedyne wśród dwudziestu siedmiu, jeżeli jest zasada jednomyślności to ono nie ustępuje. Tak wygląda ta logika i ona się pewnie nieprędko zmieni. Oczywiście, jeżeli Traktat Lizboński wejdzie w życie, na co w tej chwili w najbliższym okresie nie ma szans, to mechanika będzie nieco inna. Zmienią się reguły podejmowania decyzji, ale na ile się one zmienią w praktyce, tego nie potrafię powiedzieć, bo przecież i dzisiaj reguły podejmowania decyzji są zupełnie inne niż to wynika z obowiązującego prawa. W dwóch płaszczyznach, po pierwsze, olbrzymia jest rola dwóch największych państw. I po drugie, dąży się do konsensusu, do uciszania opozycji. Mniej więcej tak, jak w polskim Sejmie przed liberum veto. Formalnie przecież zasada jednomyślności obowiązywała w polskim parlamencie zawsze, z wyjątkiem sejmów skonfederowanych, ale do połowy XVII wieku, mniejszość w końcu milkła. Tak podejmowało się decyzje. I w Unii Europejskiej na ogół jest tak i choćby ostatnie posiedzenie, to sprzed kilku dni, było kolejnym tego dowodem. Rumuni w końcu umilkli, a chcieli tam coś wnieść, pod sam koniec albo żądali wykreślenia tego, co myśmy wnieśli. Nam się udało. Więc z tego trzeba sobie zdawać sprawę.

Jaki jest klucz do podwyższenia naszej pozycji? Działania w pewnej grupie regionalnej, kolektywnej, z trzema państwami bałtyckimi i z Czechami, a w perspektywie, co pewnie nie będzie łatwe, także z Ukrainą. Wtedy, kiedy oczywiście będzie w strukturach Unijnych. Dziś jest to czas odległy. Tak mnie więcej wygląda zarys podstawowy. Mógłbym mówić o grupie Wyszehradzkiej, gdzie w tej chwili nie jest najlepiej, ze względu na odmienną politykę Węgier, na silne napięcie między Słowacją a Węgrami. Mógłbym mówić o wymiarze bałtyckim, który ostatnio nabiera pewnego znaczenia, przede wszystkim pod wpływem Szwecji i Finlandii. On ma dwa aspekty. Można by mówić o naszej ocenie tzw. synergii czarnomorskiej - Polska nie leży nad Morzem Czarnym, ale to jest dość ściśle związane z naszymi interesami. Można mówić o jeszcze wielu innych sprawach, są na przykład relacje z Afryką, która jest w tej chwili znowu przedmiotem olbrzymiego zainteresowania. Unia Śródziemnomorska, Chiny wkraczają tam po latach, ale my nie prowadzimy polityki w wymiarze globalnym. My jesteśmy państwem dużym jak na Unię Europejską, którego interesy sięgają wielu miejsc, nie tylko Unii, nie tylko Stanów Zjednoczonych, nie tylko Rosji, ale na tym się przede wszystkim koncentrują.

Można oczywiście mówić o niezwykle ważnej relacji polsko-niemieckiej, którą jestem zaniepokojony, ze względu na to, że w trakcie mojej kadencji nie widziałem żadnych niemieckich ustępstw w stosunku do Polski. Natomiast po stronie Polski trzeba powiedzieć, również za poprzedniego rządu, były pewne ustępstwa. I te ustępstwa kwitowano niczym. Wielką wrzawę zrobiono z sumy ok. 100 milionów euro więcej dla Polski, jeżeli chodzi o agendę 2007-2013. Otóż to nie ma w ogóle żadnego znaczenia.

Co do naszych rosyjskich partnerów. Oczywiście Gruzja zmieniła sytuację. Czy my byśmy chcieli, mówię o swoim punkcie widzenia, być w dobrych stosunkach z Rosją? Tak, chcielibyśmy. Gdyby były to rzeczywiście dobre stosunki, pewnie wzmacniałyby naszą pozycję, także wewnątrz Unii, ale potrzebne są pewne warunki. Wielokrotnie czołowym politykom rosyjskim te warunki przekazywałem. Trzeba zrezygnować z tego, że Polska będzie strefą wpływu. A tej rezygnacji nie ma. Oczywiście proszę pamiętać, że to nie chodzi o to, żeby Polska była z powrotem w Układzie Warszawskim, bo takowego nie będzie, czy w Radzie Wzajemnej Pomocy Gospodarczej, bo jej też nie będzie. Ale mogę Państwu powiedzieć, że gdy 17 lat temu, jako jeden pierwszych polskich polityków stawiałem sprawę przynależności do NATO, to wtedy mi się wydawało, że jak będziemy w NATO i będziemy w Unii Europejskiej, to problemy na wschodzie znikną. Nie zniknęły, ponieważ Rosjanie potrafią sobie dawać radę także w tych okolicznościach, które są dzisiaj. Mają olbrzymie wpływy, jeżeli chodzi o niektóre państwa Unii Europejskiej, wręcz olbrzymie, mają poważne wpływy, jeżeli chodzi o inne państwa Unii Europejskiej. Można powiedzieć, w ramach europejskiej poprawności do niedawna przynajmniej - to się trochę zmienia - były dobre stosunki z Rosją. I to jest coś, co nasz obciąża. Chętnie bym te problemy rozwiązał, dzisiaj jednak jest to trudne, niezmiernie wręcz trudne.

Myślę, że polityka południowo – wschodnia, nie mówię o ostatnich wydarzeniach, wykazała, że jak się czegoś chce, to można w ciągu dwóch lat dużo zrobić. To samo polityka północno-wschodnia, jeżeli chodzi o państwa bałtyckie. Potrzebne jest działanie, nawiązywanie osobistych kontaktów, nie drażnienie naszych słabszych partnerów, a czasami twarda postawa wobec silniejszych. Potrzebne jest też zrozumienie dla młodych nacjonalizmów, oczywiście do pewnego stopnia, to jasno tutaj trzeba powiedzieć.

Jeżeli chodzi o nasze relacje z Izraelem. Zrobiłem bardzo dużo, żeby je poprawić i to nie jest tylko sprawa mojej osobistej niechęci do antysemityzmu, to jest także sprawa naszych bardzo istotnych interesów, a trzeba sobie powiedzieć, że te środowiska są w świecie bardzo wpływowe. W różnych krajach różnie. Napięcie w stosunku do naszego kraju, oparte w olbrzymim stopniu o fałszywe przesłanki, było poważne i obniżanie tego napięcia leży głęboko w interesie naszego kraju. To nie jest tylko moja osobista niechęć do antysemityzmu, jako człowieka, który świetnie na przykład pamięta rok 1968. To jest sprawa naszych interesów. Czy tutaj się udało zrobić wszystko? Nie i szybko się nie uda. Ale na pewno obniżenie napięcia nastąpiło, nawet dość istotnie. Na pewno mamy dobre relacje z czołowymi politykami izraelskimi, są dobre relacje z osobami polskiego pochodzenia albo wręcz uważającymi się za Polonię, już coraz mniej wpływowymi niestety w Izraelu. Także z osobami pochodzenia żydowskiego. To się udało zrobić i to będziemy kontynuować. I to w znacznym stopniu wyznacza naszą politykę południowo - wschodnią. Jest również rzeczą dobrą, że mamy bardzo dobre stosunki z Palestyńczykami. To też trzeba bardzo mocno podtrzymywać. To skomplikowana gra, ale innej prowadzić nie możemy.”