2 czerwca 2008 r. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński złożył wizytę na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, gdzie wziął udział w uroczystości otwarcia VII Kongresu EUROSAI.
Zabierając głos Prezydent RP powiedział:
"Chciałbym podziękować za to, że mogę dziś wziąć udział i zabrać głos na siódmym już - Kongresie Europejskiej Organizacji Najwyższych Organów Kontroli (EUROSAI). Jak powiedział przed chwilą Pan prezes Jacek Jezierski, byłem, przez ponad 3 lata, Prezesem Najwyższej Izby Kontroli i chociaż było to dość dawno, w latach 1992 - 1995, to okres ten w moim życiu odegrał niezmiernie istotną rolę. Postaram się za chwilę wyjaśnić, z czego to wynikało, co mi dał Najwyższa Izba Kontroli i co - jak sądzę - dawała i w dalszym ciągu daje naszemu państwu. Brałem udzial w na drugim kongresie EUROSAI w Sztokholmie, przed 15 laty. Były to początki tej organizacji, wtedy wejście naszego kraju do zarządu EUROSAI było wielkim sukcesem, ale to właśnie spowodowało, że miałem przyjemność i zaszczyt kilkakrotnie uczestniczyć w posiedzeniach zarządu EUROSAI w latach 1993-1995. I mam też z tego okresu pewne doświadczenie.
Szanowni Państwo!
Dlaczego wtedy, w tych dość odległych latach, Najwyższa Izba Kontroli odegrała w Polsce tak istotną rolę? Otóż wczesne lata dziewięćdziesiąte to był okres początku, a następnie średniego stopnia zaawansowania zasadniczej zmiany gospodarczej i społecznej w naszym kraju - oczywiście abstrahuję w tej chwili od zmiany politycznej, która przebiegła nieco wcześniej. To była transformacja ustroju gospodarki, a także związana z tym społeczna, bo jeśli tworzy się wolny rynek, to w sposób oczywisty tworzy się też klasa właścicieli. Społeczeństwo różniące się bardziej, niż to było wcześniej, w okresie realnego socjalizmu powstaje liczna klasa średnia. To proces, który - jak dotąd w wprawdzie przebiegł w naszym kraju z sukcesem, ale nie był łatwy i nie jest pozbawiony licznych wad. Proces transformacji musiał łączyć się z prywatyzacją przemysłu i handlu przy braku krajowego kapitału. Ówczesne zasoby kapitałowe ludności odpowiadały mniej więcej siedmiu % zasobów, znajdujących się w ręku państwa. Powstaje pytanie, jak zatem w tych warunkach ma przebiegać coś, co określiłem jako "gra o władzę". Wielka gra społeczna, z której jedni wychodzili, w sensie zamożności, jeszcze ubożsi, niż to było w okresie socjalizmu, a inni stawali się właścicielami na europejską już skalę. Jak ta gra przebiegała, kto miał przewagę, jakimi metodami ją prowadzono?
Najwyższa Izba Kontroli od początku 1992 r. starała się ten proces zobrazować. Oczywiście w ramach swoich kompetencji, ale kompetencje NIK były szerokie. Jak wiadomo, Polska ma model izby obrachunkowej z elementami kolegialności, a więc z bardzo silnym szefem, prezesem Najwyższej Izby Kontroli. Ówczesne uprawnienia Izby pochodziły jeszcze z okresu realnego socjalizmu, mniejszą wagę miała procedura, która w ogóle nie była regulowana na szczeblu ustawowym, większą wagę miały natomiast możliwości NIK związane nawet z wydawaniem nakazów zmian personalnych, z których korzystaliśmy niezmiernie oszczędnie, ale tego rodzaju możliwości wtedy istniały. Powtarzam, nie chcieliśmy być wtedy władzą równoległą i z tego korzystało się bardzo rzadko. Ówczesne kierownictwo Najwyższej Izby Kontroli, ze mną jako Prezesem, postawiło sobie cel, który- jak sądzę -zawsze jest podstawowym celem organów kontroli: zobrazować sytuację z tym zakresie, o którym mówię, a także sytuację w państwie. Wokresie transformacji - zmiany państwa komunistycznego w państwo demokratyczne - musiało to być niezwykle trudne. I to zadanie staraliśmy się realizować zarówno na szczeblu konkretnej kontroli, jak i wyników syntetycznych a w końcu na etapie budowania wielkich syntez, które miały przedstawiać stan poszczególnych sektorów w naszym państwie.
Oczywiście kontrola wszędzie, we wszystkich czterdziestu ośmiu krajach członkach EUROSAI, które nigdy nie przeżywały transformacji, poszukuje w większym stopniu togo co złe, niż tego co dobre. Gdyby nie było wyników negatywnych, kontrola nie była by w ogóle potrzebna. Zdołaliśmy w tym okresie odtworzyć podstawowe modele, podstawowe schematy działań patologicznych dotyczące przede wszystkim transformacji, ale także bieżącego funkcjonowania państwa. Można powiedzieć, że pierwszy raz w historii Polski udało się też wkroczyć z kontrolami w sferę działalności policji i sił zbrojnych. Istniały, co prawda wcześniej, odpowiednie jednostki NIK, ale ich działalność pod tym względem była w znacznym stopniu pozorna. Zaczęliśmy od kontroli szerokich, obrazowych, na przykład dotyczących "Policji", żeby później z roku na rok, odpowiednio te kontrole uszczegóławiać. I tak w następnych latach, już po moim odejściu, kontrole objęły nawet służby specjalne. Jest to niezwykle ważne, ponieważ organa kontroli państwowej też muszą w tej sferze działać, może nawet bardziej niż w innych, ponieważ jest to sfera z reguły delikatna i narażona na wielkie naruszenia prawa. Uważam to za olbrzymi sukces NIK.
Z czego ten sukces wynika? W moim przekonaniu głównie z tego, że Najwyższa Izba Kontroli jest organem kontroli państwa, a nie organem kontroli finansowej. W Europie istnieje tendencja, że dawne izby obrachunkowe, których zadaniem była wyłącznie kontrola budżetowa, poszerzają swoje uprawnienia, sięgają do coraz nowszych tematów. Problematyka prywatyzacji, która przecież była nieobca także państwom o ustabilizowanej gospodarce rynkowej, choćby Wielkiej Brytanii, też była przedmiotem bardzo szczegółowych kontroli. Od wielu już lat sprawa kontroli poszczególnych programów funkcjonowania państwa, poszczególnych zadań państwa jest doskonalona. Jak sądzę, dużą zaletą Najwyższej Izby Kontroli jest to, że ma prawo kontrolować wiele dziedzin życia państwowego, w tym także samorządowego - choć z pewnymi ograniczeniami. Nie zawsze ma to związek z wydawanymi pieniędzmi. Jeśli Najwyższe Izba Kontroli bada realizację programów szkolnych, nie wiąże się to z kontrolą wydatków budżetowych. Jeżeli bada opiekę państwa nad dziećmi, które nie mają rodziców, nad sierotami, to też nie jest to w żadnym wypadku kontrola finansowa. Tutaj badamy - ciągle czuję się z NIK związany - działalność, w której państwo wykonuje swoje zadania, te, dla których zostało stworzone. To, jak sądzę jest niezmiernie ważne i dobre rozwiązanie.
Okres działalności w NIK wydaje mi się tak niezwykle istotny dlatego, co w życiu w ogóle czyniłem, a pełniłem bardzo wiele różnych funkcji. Najwyższa Izba Kontroli pozwoliła mi ostatecznie, w latach 1992-1995, odpowiedzieć na pytanie, jak funkcjonuje Rzeczpospolita Polska, państwo, któremu służę, któremu poświęciłem się od chwili uzyskania niezależności w roku 1989, (już wdziałalności legalnej, przedtem nielegalnej) zdecydowaną większość swojego życia. Nie był to wtedy obraz, który bym uznał za szczególnie zachęcający. Ale był to obraz prawdziwy. W naszym kraju NIK jest znakomitą szkołą zdobywania państwowego doświadczenia. Mogę powiedzieć, że nie widziałem lepszej szkoły, choć pełniłem kilka funkcji w tym państwie - także w rządzie, poza rządem, byłem generalnym prokuratorem Rzeczypospolitej, co w Polsce się łączy z wielka władzą. Żaden z organów państwowych nie daje takiego przeglądu sytuacji w państwie, jak Najwyższa Izba Kontroli. Oczywiście nie jestem w stanie ocenić tego, co robią inne organy państwowe, szczególnie te zbudowane według modelu sądowego, tak zwanego romańskiego. Nasz model jest bliższy germańskiemu modelowi izby obrachunkowej, ale myślę, że tutaj niejedni - mówię to z dumą, ale bez żadnej zarozumiałości - mogli by się od naszego kraju uczyć. To bardzo ważne.
Chciałbym jeszcze kilka słów poświęcić moim przekonaniom dotyczącym relacji między organem kontrolnym - bez względu na to, jaki jest jego kształt - a organami władzy wykonawczej i parlamentarnej. Pamiętam jeszcze z czasów dość odległych, gdy kierowałem Izbą, że w Europie istniała koncepcja całkowitej niezależności. Inaczej mówiąc, władza kontrolna nie powinna podlegać nikomu - ani władzy wykonawczej, co jest niejako oczywiste, ponieważ tę władzę właśnie ma kontrolować, ani władzy parlamentu, ani żadnej innej władzy. To, jak sądzę jest koncepcja, która - przynajmniej na podstawie polskich doświadczeń - jest zbyt daleko idąca. Nie mam tu na myśli osłabienia organów kontroli, odwrotnie - trzeba je wzmacniać, tyle tylko, że w polskich warunkach to ścisły związek Najwyższej Izby Kontroli z parlamentem jest źródłem jej siły, a nie słabości. To, że Najwyższa Izba Kontroli korzysta z poparcia w istocie każdego kolejnego parlamentu, choćby w sprawach budżetowych, przyczynia się do większej swobody jej działania. Nie twierdzę, że tak jest lub byłoby również w innych krajach, mówię o tym, co charakteryzuje niewątpliwie nasz kraj.
Jest jedna, niezmiernie istotna cecha organu kontrolnego, a mianowicie rzeczywista niezależność budżetowa. Istnieje ona tylko wtedy, gdy minister finansów, bądź inny minister, który w danym kraju odpowiada za budżet państwa, nie ma wpływu na budżet NIK. Tak jest w naszym kraju. Wydaje on ogólne instrukcje niewiążące, dotyczące wszystkich organów państwa, ale nie mają one żadnej mocy sprawczej, w sensie mocy prawa. To bardzo istotne. Natomiast, jak już mówiłem, bardzo ważny jest związek z parlamentem. Nie wydaje się, aby złym rozwiązaniem było uprawnienie głowy państwa do tego, żeby zlecać kontrolę NIK. W naszym kraju jest to uprawnienie mające charakter prerogatywy, czyli postanowienia o zleceniu kontroli, nie wymaga podpisu premiera, jest to samodzielna decyzja prezydenta. Dotąd korzystałem z niej bardzo rzadko, mimo że mam niejako naturalną skłonność do tego, żeby się do NIK zwracać, ale wydaje mi się, że jest to sprawa ważna. Ważna z punktu widzenia roli prezydenta jako arbitra w państwie, jako osoby, która nie kieruje rządem, ale która ma określoną grupę bardzo istotnych uprawnień. Na to też chciałbym zwrócić uwagę.
I w końcu problem, który mnie zawsze zastanawiał, nad którym dużo myślałem, bo sam byłem współautorem nowej ustawy o Najwyższej Izbie Kontroli z 1994 roku lecz nigdy nie kierowałem Izbą pod rządami tej ustawy. To rola i status procedury kontrolnej. Mówię tu przede wszystkim o tych modelach, które nie mają charakteru sądowego, bo model sądowy determinuje różnego rodzaju rozwiązania. W tamtych czasach wydawało się podstawowym postulatem praworządności, aby procedurę wprowadzić do ustawy. Tak też w znacznej części się stało. To rozwiązanie nie budzi moich wątpliwości, natomiast powstaje pytanie dotyczące charakteru relacji między kontrolującym a kontrolowanym. Czy relacja ta ma przypominać relację o charakterze sądowegym? Muszę jasno powiedzieć, ponieważ Najwyższa Izba Kontroli nie wydaje wyroków, tylko zwraca uwagę na pewien obraz sytuacji, w ostateczności może - jeśli inspektorzy doszli do wniosku, iż popełniono przestępstwo - skierować sprawę do prokuratury. Dopiero prokuratura ma prawo zadecydować o rozpoczęciu sprawy, a później o postawieniu zarzutów. Ten element sporu,i ze względu na efektywność kontroli, powinien mieć jakiś limit. Ostatnie wyniki kontroli w Kancelarii Prezydenta, nie do końca nam się podobały. Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli kontrola państwa ma być kontrolą efektywną, a jednocześnie nie jest to organ sądowy, to element sporu powinien się pojawiać, ale tylko i wyłącznie do pewnego stopnia.
I ostatnia sprawa. Szanowni Państwo, w Polsce do połowy lat dziewięćdziesiątych prezes NIK był powoływany przez obie izby parlamentu. To droga w jakimś sensie trudniejsza niż powołanie premiera, ponieważ ten, powołany przez prezydenta, musi mieć wotum zaufania jedynie niższej izby parlamentu, ale z drugiej strony może być też w każdym czasie odwołany. Dziś kadencja prezesa NIK trwa lat sześć. To rozwiązanie jest stosowanet we wszystkich prawie krajach Europy. Myślę, że należałoby się zastanowić tylko nad tym, czy powinna to być tylko bardzo długa kadencja, czy możliwość pełnienia funkcji przez dwie? Wiemy, że w krajach europejskich jest pod tym względem różnie. Nie mam w tej sprawie opinii zupełnie jednoznacznej, bo i za jednym rozwiązaniem, i za drugim przemawiają pewne argumenty. Ale na pewno jest to problem na przyszłość. Działamy bowiem w świecie, który coraz bardziej się globalizuje, w którym wiele kontroli musi być przeprowadzonych wspólnie, w którym dwudziestu siedmiu członków Unii Europejskiej ma jeden wspólny organ kontrolny, czyli Europejski Trybunał Obrachunkowy. Nie twierdzę, że muszą być jednolite rozwiązania. Nie należę do tych polityków, którzy uważają, że przyszłość Europy to jest jeden model ustrojowy w każdym państwie. Nie, to byłoby nieszczęście, ale porozmawiać o tym można, ponieważ tam, gdzie szef organu kontrolnego odgrywa zasadniczą rolę, ma to na pewno bardzo istotne znaczenie.
Tyle uwag pozwoliłem sobie przekazać całkowicie na gorąco, raz jeszcze bardzo serdecznie dziękuję, że Pan Prezes był łaskaw mnie zarosić. Zawsze w tym środowisku jestem z wielką satysfakcją, ciągle są tu jeszcze moi koledzy, choćby z Panem Prezesem miałem zaszczyt i przyjemność pracować, także z Panem Wiceprezesem Zająkałą. Zresztą Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego też wywodzi się nie z innej instytucji, tylko właśnie z Najwyższej Izby Kontroli."