Uczestnicy mszy żałobnej za duszę
śp. Mariana Kołodzieja
Bazylika Mariacka w Gdańsku
Szanowni Państwo!
Ze smutkiem przyjąłem wiadomość o śmierci śp. Mariana Kołodzieja. Jego droga życia nierozerwalnie splotła się z losami całego pokolenia wychowanego w niepodległej Drugiej Rzeczypospolitej, które wchodziło w dorosłość podczas II wojny światowej. Pamięć o tym generacyjnym doświadczeniu przechowywał głęboko w sercu; dał jej wyraz w twórczości dopiero, gdy zbliżał się do kresu swoich dni.
Byłem w Oświęcimiu. Budowałem Oświęcim, bo trafiłem tam z pierwszym transportem – wspominał więzień numer 432, który w ciągu pięciu lat katorgi przeszedł przez kilka niemieckich obozów koncentracyjnych. Podejmując zaraz po wojnie studia w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, a następnie rozpoczynając swoją długoletnią pracę scenografa w teatrach Trójmiasta, Warszawy, wszedł w inny, artystyczny świat. Marian Kołodziej współtworzył plastyczny wymiar dzieł najwybitniejszych reżyserów scen polskich okresu powojennego: Zygmunta Hübnera, Jerzego Jarockiego, Adama Hanuszkiewicza, Janusza Warmińskiego. Raz po raz też rozbrzmiewały w jego pracach echa wstrząsających przeżyć młodości – obrazy zniszczenia, śmierci, katastrofy.
W twórczości Mariana Kołodzieja liczne były jednak także motywy religijne, odwołujące się nie tylko do proroctw Apokalipsy, ale też do zbawczej Dobrej Nowiny. Ten aspekt ujawnił się szczególnie w zaprojektowanych przezeń ołtarzach papieskich, zwłaszcza w pamiętnym Okręcie Kościoła, który w 1987 roku stał się scenerią celebracji na gdańskiej Zaspie podczas trzeciej pielgrzymki Jana Pawła II do ojczyzny.
Liturgia sprawowana przez Ojca Świętego, który sam należał do generacji wojennej, z niezwykłą mocą podkreślała potrzebę międzyludzkiej solidarności, do której zniszczenia dążyły systemy totalitarne. W dziele głoszenia tej idei Marian Kołodziej na sposób właściwy wybitnemu artyście położył wielkie zasługi.
Powracając po z górą pół wieku do przeżyć obozowych, musiał wspominać słowa Przesłania Zbigniewa Herberta: ocalałeś nie po to aby żyć / masz mało czasu trzeba dać świadectwo. I z tą świadomością tworzył u schyłku życia swoje Klisze pamięci – przejmujące wizyjne grafiki, na których zbrodnie hitleryzmu mają twarze konkretnych cierpiących ludzi. Raz jeszcze swoją sztuką przeciwstawił się dehumanizacji wieku ideologii; wieku, którego okrucieństwa osobiście tak dotkliwie doświadczył, ale któremu – ani jako człowiek, ani jako artysta – nigdy nie pozwolił się pokonać.
Lech Kaczyński
Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej