Prezydent Lech Kaczyński uważa, że w ostatnim czasie ma miejsce "wysyp afer". W jego ocenie zarówno w sprawie sprzedaży majątku stoczni w Gdyni i Szczecinie, jak i w tzw. aferze hazardowej zachodzi wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa.
- Sytuacja budzi moje olbrzymie zatroskanie jako głowy państwa polskiego. W ostatnim okresie jest swoisty wysyp afer - podkreślił prezydent we wtorek wieczorem w wywiadzie dla TVP. Zaznaczył, że również reakcja na ostatnie wydarzenia często "budzi wątpliwości".
Prezydent o aferze stoczniowej
Odnosząc się do sprawy sprzedaży majątku stoczni w Gdyni i Szczecinie, prezydent powiedział: - Jeśli ktoś mówi, że to nie jest afera, to znaczy mówi wprost: ustawienie przetargów, czyli wskazywanie z góry kto ma wygrać, nie jest aferą. (...) Sprawa jest jasna. Była afera. Trzeba ją wyjaśnić i ukarać ewentualnie winnych.
- Można powiedzieć o wysokim prawdopodobieństwie popełnienia przestępstwa, podobnie jak w aferze hazardowej - dodał. Prezydent ocenił również, że "smaku" tzw. aferze stoczniowej dodaje fakt, że kontrahent, który miał wygrać w przetargu "nie istniał".
Prezydent zastanawiał się w kontekście sprzedaży stoczni nad rolą ministra Grada. - Minister dalej jest ministrem. Powstaje pytanie dlaczego? Czy tutaj jest jakaś dziwna więź? Czy może coś innego? - pytał.
Według prezydenta, sejmowa komisja śledcza do spraw tzw. afery hazardowej powinna być zbudowana "zgodnie z regułami". Jak ocenił, jeżeli szefem komisji będzie polityk partii rządzącej i koalicja będzie miała w niej większość, to będzie to można określić jako "żart".
Szef CBA ma przerwaną kadencję
Lech Kaczyński odniósł się też do odwołania przez premiera szefa CBA Mariusza Kamińskiego. - To jest odwołanie nienormalne. (...) Szef CBA ma przerwaną kadencję. Brak zaufania premiera nie jest przesłanką przewidzianą przez ustawę (o CBA) przerwania kadencji - zaznaczył.
- Żeby nie wiem jaki potok słów nie płynął z różnych ust, to i tak prawda jest jedna i prosta: minister Kamiński wykrył dwie afery, które dotykają osób wysoko postawionych w obecnej władzy rządowej i za to został usunięty - powiedział.
Lech Kaczyński ocenił, że z odwołaniem Kamińskiego "spieszono się", bo - argumentował - nawet nie poczekano na jego opinię. Prezydent podkreślił, że nie mógł ustnie wydać opinii na temat odwołania Kamińskiego, a odmienne zdanie na ten temat prezentowane m.in. przez marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego nazwał: "elementem kabaretowym całej sprawy".
Prezydent stwierdzi ponadto, że Mariusz Kamiński jest ideowcem i "to właśnie tak strasznie niektórych boli". - Chciałbym mieć więcej takich właśnie ideowców w naszej władzy - dodał.
Zdaniem Lecha Kaczyńskiego, dymisje w CBA m.in. zastępców Kamińskiego wskazują, że "idzie o wielką czystkę". Nowego szefa CBA Pawła Wojtunika nazwał "bardzo odważnym policjantem". - Jestem pełen podziwu dla tej odwagi, ale inny typ odwagi polega na tym, żeby potrafić pokazać osoby, które naruszają prawo a rządzą - dodał.
Prezydent o podsłuchiwaniu dziennikarzy
Lech Kaczyński był pytany również nagranie rozmowy dziennikarzy Cezarego Gmyza i Bogdana Rymanowskiego prowadzonej z będącego na podsłuchu telefonu podejrzanego o korupcję dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego; potem prokuratura udostępniła te nagrania na potrzeby prywatnego procesu wiceszefa ABW Jacka Mąki z "Rzeczpospolitą".
- Pośpiech w sprawie Mariusza Kamińskiego to jedna sprawa, a wielka rozwaga w sprawie pułkownika Mąki to druga sprawa - powiedział prezydent. Podkreślił, że płk Mąka może być odwołany w każdej chwili, bo nie pełni bowiem funkcji kadencyjnej.
Zdaniem prezydenta to, co powiedział dziennikarz, który zadzwonił do osoby podsłuchiwanej, nie powinno być wykorzystywane w procesie. - To daje inne szanse procesowe wysokiemu oficerowi służb specjalnych, a inne dziennikarzowi czy przeciętnemu obywatelowi - ocenił.
Były cztery afery?
Prezydent dodał, że oprócz tzw. afery hazardowej i stoczniowej oraz nieprawidłowości związanych z podsłuchami, należy pamiętać także o innej sprawie - prokuratora Janusza Konieckiego, który chciał postawić zarzuty Maciejowi Huni i Adamowi Rapackiemu.
Lech Kaczyński podkreślił, że nie zabrał wcześniej głosu na temat tych wydarzeń, ponieważ uznał, że prezydent powinien poczekać, aż opadną emocje.
Z Joe Bidenem o nowym systemie ochrony przeciwrakietowej
Prezydent Lech Kaczyński powiedział również, że chce rozmawiać z wiceprezydentem USA Joe Bidenem o tym, kiedy nowy system ochrony przeciwrakietowej, w którym miałaby uczestniczyć Polska, zostanie zrealizowany.
Rząd USA zaoferował Polsce lokalizację na naszym terytorium lądowej wersji antyrakiet SM-3, mających być kluczowym elementem nowego systemu obrony przeciw rakietom krótkiego i średniego zasięgu z Iranu.
- Propozycje mogą być nawet bardzo atrakcyjne, ale w życiu, w polityce, w naszym świecie, jest ten wymiar, który nazywa się czas, idzie o to "kiedy". Sama konstrukcja nie jest zła, natomiast powstaje pytanie, kiedy to ma być zrealizowane. I to będzie pewnie podstawowy przedmiot mojej rozmowy z panem prezydentem Bidenem, skądinąd z jego wizyty w Polsce się cieszę - powiedział prezydent w wywiadzie dla TVP.
17 września prezydent USA Barack Obama ogłosił decyzję o rezygnacji z planów zbudowania stałych elementów tarczy antyrakietowej w Europie Środkowowschodniej - radaru wczesnego wykrywania w Czechach i silosów dla 10 pocisków przechwytujących GBI (Ground Based Interceptor) w Polsce oraz poinformował o pomyśle nowego systemu antyrakietowego.
- 17 września to nie jest najlepszy dzień dla Polski - skomentował to wydarzenie Lech Kaczyński.
Konsekwencje podpisania Traktatu z Lizbony
Odnosząc się do podpisania aktu ratyfikacji Traktatu z Lizbony podkreślił, że on dotrzymał słowa i teraz czeka, aż dotrzymana zostanie obietnica uchwalenia w Polsce tzw. ustawy kompetencyjnej (dotyczącej zasady współpracy przedstawicieli władzy w sprawach unijnych).
- Ja dotrzymałem słowa, niech inni też dotrzymają, ta ustawa kompetencyjna jest potrzebna - zaznaczył prezydent. Jak ocenił, niemiecki Trybunał Konstytucyjny i parlament wyznaczyli tutaj właściwą drogę. - Nie dlatego, że ja uważam, że największe państwa w UE w każdej sprawie powinny wyznaczać drogę, bo znacie mnie państwo, pod tym względem nie należę do zwolenników tej tezy, ale w tym przypadku przykład niemiecki jest przykładem dobrym - mówił Lech Kaczyński.
Na uroczystości ratyfikacji Traktatu z Lizbony 10 października w Warszawie obecny był szef Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso. Prezydent powiedział, że rozmawiał z nim o kandydaturze Janusza Lewandowskiego na unijnego komisarza, a także o tym, aby w Polsce znalazła się siedziba instytucji "w zakresie nadzoru nad ubezpieczeniami lub bankami".
O czym prezydent rozmawiał z Jose Manuelem Barroso?
Lech Kaczyński powiedział, że rozmowa z Barroso była "niezmiernie interesująca". - Ja mówiłem o tym, jaki mamy dostać resort w Unii, bo to jest mój obowiązek. Kandydatem jest Janusz Lewandowski, człowiek, którego bardzo dawno znam i nigdy żeśmy się nie zgadzali, ale mimo wszystko to jest przedstawiciel Polski i ja dla niego chcę jak najważniejszego resortu, najlepiej budżetu - mówił prezydent.
Według Lecha Kaczyńskiego, istotne jest też to, aby jakaś ważna instytucja dotycząca nadzoru nad ubezpieczeniami lub bankami znalazła się w Warszawie. Podkreślił, że sprawa nadzoru ubezpieczeniowego czy bankowego interesuje wszystkich, a polski system bankowy okazał się - jak mówił - niezły.
Prezydent relacjonował, że Barroso zapewnił, iż rozmowa na ten temat będzie kontynuowana. Dodał, że te sprawy będą prowadzone wspólnie z rządem.
Lech Kaczyński zapytany na koniec o pióro, które nie chciało pisać w momencie składania przez niego podpisu pod aktem ratyfikacji Traktatu z Lizbony, zażartował: - Pewnie nie jest euroentuzjastyczne.
(PAP, inf. własna)