Dziś, w samo południe, w obecności najwyższych przedstawicieli UE, prezydent Lech Kaczyński dokonał ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego.
Zaproszenie na uroczystość w Pałacu Prezydenckim przyjęli szef Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso, przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek, premier przewodniczącej obecnie UE Szwecji, Fredrik Reinfeldt, a także premier Donald Tusk i marszałek Senatu Bogdan Borusewicz.
Po godz. 11.00 prezydent Lech Kaczyński powitał w Pałacu Prezydenckim szefa Komisji Europejskiej Jose Manuela Barroso. Szef prezydenckiej kancelarii Władysław Stasiak powiedział, że tematem rozmowy Lecha Kaczyńskiego z Barroso ma być przyszłość Europy, po podpisaniu Traktatu Lizbońskiego oraz możliwość udziału Polski w różnych strukturach europejskich i przedsięwzięciach podejmowanych przez Unię Europejską. - To jest spotkanie, które nie będzie rozstrzygało o rzeczach personalnych, czy kadrowych. To będzie rozmowa o tym, jak się otwiera perspektywa współpracy Polski w ramach struktur UE - dodał.
Prezydent w swym wystąpieniu wygłoszonym jeszcze przed złożeniem podpisu pod ratyfikacją powiedział, że "dzisiaj nadszedł dzień, z punktu widzenia naszej historii i historii Wspólnoty, bardzo istotny".
Lech Kaczyński zaznaczył, że od wielu miesięcy twierdził, że ratyfikuje Traktat Lizboński, wtedy gdy naród irlandzki zmieni swoją opinię, którą wyraził, w pierwszym referendum w 2008 roku. Irlandczycy poparli traktat w ponownym referendum 2 października b.r.
Prezydent podkreślił, że Polska jest i będzie państwem suwerennym i to Polacy a nie Irlandczycy powinni decydować o akcie ratyfikacji, ale - jak zaznaczył - w UE obowiązuje "zasada jednomyślności". - Więc jeśli ta zasada obowiązuje, to nie ma znaczenia czy odmowa nastąpiła ze strony Niemiec czy Malty, Francji czy Estonii; jeśli ktoś odmówił zgody, znaczy, że traktat zakończył swój byt i dopiero zmiana decyzji narodu irlandzkiego spowodowała, że traktat odżył - dodał Lech Kaczyński.
W trakcie negocjacji Traktatu z Lizbony Polsce udało się odnieść wiele sukcesów - podkreślił w sobotę prezydent Lech Kaczyński tuż przed podpisaniem dokumentu. Unia pozostaje ścisłym związkiem państw narodowych, ale jest to związek państw suwerennych i niech tak zostanie - to odpowiada dzisiejszej realnej sytuacji w Europie - powiedział prezydent.
Lech Kaczyński przypomniał, że rokowania w sprawie Traktatu toczyły się przede wszystkim w pierwszej połowie 2007 r. - Po roku namysłu, po roku refleksji związanym z odrzuceniem tzw. konstytucji europejskiej w referendach we Francji i Holandii - powiedział prezydent.
- Toczyły się szybko, skutecznie jak się okazało, ale toczyły się w atmosferze pewnego napięcia i normalnych sporów i dyskusji. W ramach tych negocjacji udało się Polsce odnieść bardzo wiele sukcesów. Na czternaście spraw, które postawiliśmy, które postawił ówczesny rząd w trzynastu odnieśliśmy sukces - powiedział Lech Kaczyński.
- Przypomnę takie sprawy jak przedłużenie głosowania według reguł nicejskich aż do roku do 2017, choć w praktyce do 2014, jak solidarność energetyczna, jak tzw. mechanizm z Joaniny, jak w końcu zasada, że sprawy związane z tzw. kompetencjami dzielonymi między Unią a państwami narodowymi zawsze po części muszą pozostać w kompetencji państw narodowych - podkreślił prezydent.
Wskazał, że sukcesy te udało się odnieść dzięki "stanowczości ówczesnego rządu, jego szefa, ówczesnej minister spraw zagranicznych Anny Fotygi, stanowczości ówczesnych negocjatorów".
- Po przekształceniu Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej w latach 90. w Unię Europejską dzisiaj mamy 27 członków. Jestem głęboko przekonany, że to nie koniec, że to nie może być koniec. Wkrótce pewnie do naszej wspólnoty przystąpi Chorwacja, ale ona też nie może być państwem ostatnim - podkreślił prezydent.
W opinii Lecha Kaczyńskiego, "Unia jako niezwykle udany, wspaniały eksperyment w dziejach ludzkości, jako coś - co prawie nie ma w historii ludzkości precedensów - nie może być zamknięta dla tych, którzy chcą do niej przystąpić".
- Szczególnie tych, którzy znajdują się w naszej sferze cywilizacji. To nie tylko kraje bałkańskie, które 2,5 roku temu uzyskały zielone światło. To także kraje leżące na południowy wschód od Polski. To Ukraina, Gruzja. W przyszłości być może także inne państwa. Unia nie może im powiedzieć nie. (...)Nie wolno odbierać nadziei - dodał.
Ocenił, że "Europa w stopniu większym niż dzisiaj powinna odgrywać rolę stabilizatora, eksportera stabilizacji i pokoju". - Musimy to robić w ramach wspólnoty transatlantyckiej - podkreślił prezydent.
Prezydent Lech Kaczyński w przemówieniu zamykającym sobotnią uroczystość ratyfikacji Traktatu z Lizbony powiedział, że dzisiejszy dzień jest dniem polskiej pewności siebie. Zaznaczył, że choć większość Polaków popiera i Unię Europejską i Traktat Lizboński, to nie wolno zapominać o tych, którzy mają wątpliwości.
- Oni są też naszymi współobywatelami. Może w Polsce jest ich mniej niż gdzie indziej, ale trzeba ich przekonywać. Mam nadzieję, że to nie przede wszystkim my w Polsce, ale Europa ich przekona, Unia Europejska ich przekona, że dalsze rozwiązania, które pociąga za sobą Traktat Lizboński, to nie są rozwiązania komukolwiek odbierające podmiotowość - powiedział Lech Kaczyński.
Dodał, że nie mówi tylko "o podmiotowości w sensie tożsamościowym, ideowym", lecz że "chodzi o codzienne decyzje dotyczące gospodarki, sfery socjalnej". - Europejczykom, w tym Polakom, potrzebne jest poczucie, że w tym świecie mamy znaczenie, że ta wielka cywilizacja, którą stworzyliśmy nie jest w odwrocie - mówił prezydent Kaczyński.
- Te wartości, które reprezentujemy, nie są może idealne, bo nie tworzą idealnego świata, ale na pewno tworzą najlepszy świat z tych, które zna historia".
(PAP, inf. własna)