Miał rzadki dar pisania i mówienia o sprawach najważniejszych ciekawie i dowcipnie. Nie pomniejszając przy tym ich wagi, nie sprowadzając problemów do absurdu. Bo Polska i jej sprawy interesowały go na poważnie. Bo Polska była jego namiętnością, którą chciał w końcu widzieć jako kraj normalny, niedający zbyt wielu powodów do gorzkich żartów. Dlatego piętnował wszystko to, co złe i niemądre dookoła Był przenikliwym obserwatorem i znakomitym felietonistą.
Pan Maciej zawsze należał do elitarnego grona niezależnych i rzetelnych dziennikarzy. Za tę postawę płacił, poznał nawet smak więziennego chleba. Opuścił Polskę w stanie wojennym, kiedy komuniści uniemożliwili mu wykonywanie zawodu. Ale z pisania nie zrezygnował nawet na emigracji. Wrócił po kilkunastu latach, gdy uwierzył, że można uczciwie pracować też we własnym kraju.
Jak potrafił doskonale obnażać absurdy PRL-u, choćby jako scenarzysta "Alternatywy 4", tak z równą zręcznością opisywał ostatnio absurdy wolnej Polski. Zaliczał się do tych intelektualistów, którzy używając ostrego pióra satyry, nawoływali do refleksji nad państwem.
Był człowiekiem o wyjątkowej inteligencji, umiejętności dostrzegania rzeczy ważnych. Ciepłym i bezpośrednim, o niesamowitym poczuciu humoru. Życzliwym, zawsze gotowym do pomocy. Spotykaliśmy się w Lucieniu i Belwederze w gronie intelektualistów na długich rozmowach o Polsce. Pamiętam, jak powiedział, że "... z zasad nie wolno nikomu zrezygnować".
Lech Kaczyński
Tekst ukazał się w "Fakcie" 23 października 2009 roku