Menu rozwijane

10 kwietnia 2009
Pytany przez Jacka Żakowskiego, czy wie ile już osób odesłało Prezydentowi odznaczenia, zastępca szefa Kancelarii Prezydenta powiedział, że z tego, na ile się orientuję, są to trzy osoby. – Dla części osób państwo polskie i instytucje publiczne to coś śmiesznego. Dla mnie nie – powiedział w radiu TOK FM.

Zastępca szefa Kancelarii Prezydenta powołał się na przykład żyjącego w XVI wieku Jana Zamoyskiego. – Gdy przybyli do niego moskiewscy posłowie z żądaniem palenia ksiąg, które im nie odpowiadały, odpowiedział, że w Rzeczypospolitej nie ma zwyczaju nakazywania ani zakazywania komukolwiek wydawania ksiąg. Dla mnie to jest dobry punkt odniesienia, ja patrzę na Instytut Pamięci Narodowej właśnie z tej perspektywy – tłumaczył minister Stasiak.

– Dziś mamy masę oszczerców, którzy atakują IPN za zbrodnie, które nawet nikomu by się w głowie nie pojawiły. Na przykład mówienie, że jest to instytucja, która szkodzi Polsce, że jest niepotrzebna, że trzeba ją zlikwidować. Ludzie, którzy pracują w Instytucie są dziś zaszczuci – tłumaczył odznaczanie historyków IPN-u przez Prezydenta. – Spójrzmy na to w szerszej perspektywie. Jeżeli jest 230 tys. osób odznaczonych przez Prezydenta, to myślę, że może też docenić pracowników IPN-u za to, że Instytut działa, pod straszliwym ostrzałem, przy porównaniach do czyraków, przy groźbach, że coś złego się z nim stanie. A jednak IPN wykonuje poważną pracę i jest Polsce potrzebny – powiedział minister Stasiak.

Komentując zapowiedź zwrócenia odznaczenia przez dziennikarkę „Gazety Wyborczej”, minister Stasiak powiedział, że gest był niepotrzebny. – Pani Ewa Milewicz uległa pewnej modzie. Tu chodzi o kwestię szanowania instytucji, mnie nie śmieszy państwo polskie – powiedział Władysław Stasiak.

- Każdy ma prawo odesłać order, jeżeli uważa to za stosowne, jeżeli cieszy go ta procedura. Ale ordery wyrażają coś więcej, to jak uściśnięcie dłoni, oznacza szacunek i uznanie. I trzeba na to w ten sposób patrzeć - mówił minister Stasiak.