Menu rozwijane

21 grudnia 2009

Eminencje
Księże Prymasie,
Księża Kardynałowie,
Arcybiskupi, Biskupi,
ale przede wszystkim przewielebny, wielce Szanowny Księże Prymasie-Seniorze!

Droga kapłaństwa Księdza Prymasa trwa już 54. rok. W maju 1956 roku w stolicy metropolii gnieźnieńskiej ówczesny absolwent seminarium duchownego przyjął z rąk biskupa Jedwabskiego święcenia kapłańskie. Po otrzymaniu święceń praca duszpasterska, między innymi w Wągrowcu, gdzie młody kapłan pełnił obowiązki wikariusza; później wieloletnie studia w Rzymie, praca w seminarium duchownym, w Trybunale Metropolitalnym, w metropolii gnieźnieńskiej, w końcu w sekretariacie Episkopatu Polski razem z Prymasem Tysiąclecia, jedną z największych postaci naszej historii, nie tylko kościelnej – z kardynałem Stefanem Wyszyńskim.

Jestem katolikiem świeckim i nie moją rzeczą jest wiedzieć, jak to było, ale powszechna wieść głosi, że to właśnie ksiądz prymas Wyszyński chciał w Eminencji widzieć swojego następcę. Stąd nominacja na wakujące stanowisko biskupa warmińskiego, a po odejściu do wieczności księdza prymasa Wyszyńskiego nominacja na arcybiskupa Warszawy i Gniezna, prymasa Polski. Wkrótce – dokładnie w lutym 1983 roku – Ksiądz Arcybiskup otrzymuje godność kardynała, oczywiście związaną ze stanowiskiem prymasa Polski i arcybiskupa warszawsko-gnieźnieńskiego.

Gdy Eminencja Ksiądz Kardynał obejmował urząd prymasa, trwał okres, który w Polsce nazywamy karnawałem – okres „Solidarności”. Ale można powiedzieć, że ten karnawał dobiegał już końca. Wkrótce zaczął się czas niezmiernie trudny i dla narodu, i dla Kościoła: lata stanu wojennego, lata 80. Dzisiaj można stwierdzić, że był to czas paroksyzmów tamtego systemu, ale wtedy jeszcze nikt tak na pewno tego nie wiedział. Można było przypuszczać, było widać, że sytuacja się zmieniła, że jest inna, że nawet system komunistyczny zmienił swój charakter.

Ale jednocześnie w tym samym czasie mieliśmy tysiące najpierw internowanych, później więźniów politycznych. Były represje, dziesiątki tysięcy ludzi usuwano z pracy, wielu innych nie miało żadnych szans na pracę zgodną ze swoimi kwalifikacjami. Były dwie Polski – Polska oficjalna i rozbudowana na ogromną skalę, w pierwszym okresie na skalę setek tysięcy ludzi, Polska podziemna. I w tym najtrudniejszym okresie był z narodem Kościół, prowadzony przez Księdza Prymasa. Raz jeszcze powtarzam: to był czas wyjątkowo wręcz trudny. Rozbita legalna „Solidarność”, która chroniła się w murach kościołów w całej Polsce, Duszpasterstwo Ludzi Pracy, mnóstwo innych duszpasterstw, a jednocześnie władza zmuszona do ustępstw i czasami traktująca Kościół jako swoistą alternatywę, także w sensie politycznym – stąd jej pewna łaskawość, jeśli chodzi o budowę nowych świątyń.

Problemy, wyłącznie problemy... i Ksiądz Prymas nie tylko jako metropolita dwóch metropolii będących wtedy w unii, ale jako przewodniczący Episkopatu Polski i jego Rady Stałej, a więc głowa polskiego Kościoła. Można powiedzieć, że z tej walki Kościół, prowadzony przez Eminencję, i naród wyszły zwycięsko. Mimo, że ta walka w zasadzie nie była krwawa, to jednak były ofiary, a wziąwszy pod uwagę liczebność stanu duchownego, w tamtym czasie najliczniejsze właśnie wśród osób duchownych. Mówię o ofiarach śmiertelnych – wspomnę tutaj jednego z księży, który jako biskupowi Warszawy Księdzu Prymasowi podlegał: księdza Jerzego Popiełuszkę. Ale byli też inni: ksiądz Niedzielak, także z Warszawy...

W tych niezwykle trudnych czasach udało się odzyskać wolność narodu, udało się spowodować powrót milionów ludzi w Polsce do wiary, do praktyk. Może oni kompletnie od wiary nie odeszli, ale co najmniej odeszli od praktyk. A kościoły lat 80. to kościoły pełne. Przyszła wolność, która w naszym wydaniu nie była łatwa, choć jest epokowym osiągnięciem i narodu, i Kościoła. Nie była łatwa, ponieważ niektórzy uznali, że wolność to także jedność kulturowa Europy w swoistym tego słowa znaczeniu. Jedność jest, to prawda, ale tu chodziło o jedność szczególną – jedność Europy laickiej. A w takim razie i Kościół w Polsce powinien był przejść do głębokiego odwrotu. Tak się nie stało. Kościoły były pełne i dziś zgoła nie są puste. Ludzie masowo przystępowali do sakramentów i dzisiaj też do nich przystępują (chodzi mi przede wszystkim o Komunię Świętą, z innymi sakramentami, w szczególności z sakramentem małżeństwa, jest nieco gorzej). Podstawowy obyczaj katolicki wśród większości naszego społeczeństwa się utrzymał. I to wszystko działo się w okresie, gdy Ksiądz Prymas przewodniczył i Episkopatowi, i Kościołowi Warszawy.

Zmieniały się czasy, powstała diecezja warszawsko-praska, przestała istnieć unia gnieźnieńsko-warszawska, ale urząd prymasa został zachowany w Warszawie. Jednocześnie kraj się modernizował i zmieniał się kształt podstawowy naszego społeczeństwa – także na lepsze. A nawet jeśli nastąpiły pewne zmiany obyczajowe, które należy uznać za wysoce dyskusyjne, to podstawowy charakter pozostał ten sam. Za to również Księdzu Prymasowi powinniśmy być wdzięczni. A mówię to jako prezydent państwa, które nie jest państwem konfesyjnym, które jest państwem... nie chciałbym powiedzieć: świeckim, bo ta nazwa ma bardzo złe konotacje, ale które nie jest państwem wyznaniowym. Mówię to, ponieważ jestem przekonany, że w trudnym okresie przemian, kształtowania się nowej struktury społecznej, wpływów kulturowych, które, jak mówiłem, są dobre, ale i złe, Kościół katolicki w naszym kraju był i jest gwarantem tego, że niezależnie od niektórych odchyleń, grzechów, patologii – one zawsze występują – jesteśmy krajem w miarę trwałej rodziny, krajem, w którym na co dzień przestrzega się dziesięciu przykazań, choć oczywiście ludzie byli, są i będą grzeszni.

Tego nie byłoby bez Kościoła. A ponieważ jako prezydent Rzeczypospolitej tego rodzaju zasługi powinienem doceniać, stąd to odznaczenie, które jest odznaczeniem świeckim. Jeżeli bowiem w naszym kraju katolicy są równouprawnionymi obywatelami, to w moim osobistym przekonaniu, które na razie jest jeszcze też przekonaniem prezydenta Rzeczypospolitej, nie ma żadnych przeszkód, aby osoby duchowne otrzymywały także odznaczenia państwowe. Dla Księdza Prymasa nie mogło być innego odznaczenia jak Order Orła Białego. Raz jeszcze serdecznie gratuluję.