Panie Prezydencie!
Szanowne Panie!
Szanowni Panowie!
Dwadzieścia lat temu była późna jesień roku 1989, już nie tylko po wyborach 4 czerwca, ale po powołaniu rządu pierwszego niekomunistycznego premiera w tej części Europy, w tej części świata, już po obaleniu muru berlińskiego, w dniach aksamitnej rewolucji. Można powiedzieć, iż wtedy było wiadomo, że ten system się kończy. I już wtedy zaczynali działać polscy pracodawcy, bo polski kapitalizm – na wsi choćby, ale także w mieście: tak zwana prywatna inicjatywa – nigdy nie zniknął do końca; tym ustrój komunistyczny w naszym kraju różnił się od innych. A później, w latach dziewięćdziesiątych powrócił do życia kodeks handlowy, formalnie nigdy nie uchylony. Powstawały najpierw spółdzielnie, tylko już nie nomenklaturowe, lecz niezależne. Korzystano z tego prawa, by organizować pierwsze inicjatywy gospodarcze na istotną skalę, które nie miały charakteru organizowanych przez państwo. Przypomnę znaną spółdzielnię „Doradca” w Gdańsku; jej szef ustąpił właśnie dzisiaj ze stanowiska prezesa jednego z polskich banków. Ale kiedy 25 lat temu ta spółdzielnia powstawała, była bazą nie tylko dla działalności gospodarczej. Nie była tylko archetypem w polskich warunkach spółki konsultingowej; była też bazą dla działania polskiego podziemia tamtych lat, stąd dobrze ją znam. Powstawało też nieco później mnóstwo spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, bo przede wszystkim ta forma była wtedy przyjęta. Powstawał polski prekapitalizm, który miał swoje wady, ale miał też mnóstwo zalet, choćby dlatego, że właśnie w 1989 rok nie wchodziliśmy z zupełnie pustymi rękami. I że już wtedy, późną jesienią, jeszcze zanim zaczął być wdrażany tak zwany plan Balcerowicza – niezależnie od tego, czy był on dobry, czy zły, bo miał różne aspekty – takie stowarzyszenie, jak Konfederacja Pracodawców Polskich, mogło zaistnieć.
Pamiętam, że w grudniu 1989 roku uczestniczyłem – oczywiście jako przedstawiciel związków, a nie pracodawców – w siedzibie Międzynarodowej Organizacji Pracy w Genewie w pracach grupy mieszanej, gdzie byli związkowcy, przedstawiciele pracodawców i władz rządowych. Wszystko to był kapitał początkowy, który dał podstawy do tego, co stało się później: dziś nasz kraj zdominowany jest przez małe i średnie przedsiębiorstwa; jeśli chodzi o PKB, to ponad 60 procent PKB powstaje w nich; i od dawna już dominuje u nas gospodarka o charakterze niepaństwowym. To jest dobre. Nie jestem przeciwnikiem obecności sektora państwowego w gospodarce, mógłbym długo uzasadniać, dlaczego dzisiaj w Polsce jest on potrzebny, ale bez dominacji sektora prywatnego reguły związane z rynkiem funkcjonować nie mogą, z czego sobie świetnie zdaję sprawę. A poza tym kapitalizm kapitalnie pasuje do polskiego charakteru narodowego. Te miliony firm, które powstały w Polsce – z powodzeniem lub bez, bo różnie bywa, z wygraną i z przegraną, z usytuowaniem się w życiu na długie, długie lata albo tylko na chwilę, ale takie są reguły kapitalizmu – wskazują na to, że Polacy lubią mieć los swój i swojej rodziny we własnych rękach, że lubią ryzykować, a więc że poprzedni ustrój był słabo dostosowany do polskiej rzeczywistości, a obecny ustrój jest do niej dostosowany nieporównanie lepiej. To jest pewnie też powód, dla którego przy wszystkich słabościach – a nie ukrywam, że one są i że trzeba je ograniczać – Polska jednak odniosła sukces w ciągu tych ostatnich 20 lat.
Państwa organizacja na tej drodze – długiej w wymiarze ludzkiego życia i niekrótkiej w historii naszego narodu w wieku XX, bo pamiętajmy, że Druga Rzeczpospolita istniała tylko nieco dłużej niż Konfederacja od założenia do dziś – sprawdziła się i okazała potrzebna. Jedyne, co mogę zarzucić jej i innym organizacjom pracodawców, to, że powinny być jeszcze silniejsze jako partner społeczny. Zresztą to samo powiem o związkach zawodowych. W Polsce i świat pracodawców, który jest niezbędną częścią świata gospodarki rynkowej, i świat związków zawodowych – dziś niemodnych, ale który jest też potrzebny – powinny być silniejsze, żeby gra społeczna, która w wielu krajach dała dobre rezultaty, i u nas przyniosła odpowiedni sukces.
Chciałem też wspomnieć o ostatnim roku, o ostatnich 12, może 14 miesiącach, kiedy Państwa organizacja, a także inne organizacje pracodawców i polska bankowość aktywnie przeciwstawiły się zagrożeniom związanym z groźbą głębokiego kryzysu. I w Polsce dzisiaj świetnie nie jest, ale jednak kryzysu gospodarczego w klasycznym tego słowa znaczeniu nie ma. Nie oszukujmy się: dochód narodowy nieco spadł, PKB nieco wzrosło (PKB i dochód narodowy wbrew temu, co niektórzy mówią, to nie jest to samo), ale w porównaniu z tym, co dzieje się w innych państwach Europy, jest u nas lepiej. I muszę jasno powiedzieć: to jest wynik także Państwa odpowiedzialności, odpowiednio szybkiego działania. Robiłem, co mogłem, przed rokiem, brałem aktywny udział w naradach bankowców, pracodawców, związków zawodowych. Ale ja byłem aktywny, ponieważ Państwo byliście aktywni. Prezydent Rzeczypospolitej nie ma możliwości aktywności własnej bez aktywności innych. A ta inicjatywa z Państwa strony była – i za to chciałem dzisiaj, w dniu tak poważnego jubileuszu, bardzo serdecznie podziękować. To było dla mnie jako głowy polskiego państwa niezmiernie istotne; to się wtedy udało, to było duże przedsięwzięcie, mało znane społecznie, ale bardzo efektywne. Raz jeszcze dziękuję za aktywność z tamtych trudnych miesięcy, kiedy jeszcze nie wiedzieliśmy, co będzie. I okazało się, że jest nie najgorzej, chociaż oczywiście zawsze mogłoby być lepiej. Jest to wspólny sukces tych wszystkich, którzy się wtedy zaangażowali, za co serdecznie dziękuję. Na następne 10 i 20 lat wszystkim Państwu – i Polsce – życzę jak najwięcej sukcesów.
Ten rok jest nie najgorszy dla polskiego pościgu gospodarczego. Zmniejszamy dystans wobec Europy Zachodniej, chociaż PKB wzrośnie najwyżej o 1 procent, może troszkę więcej. Chciałbym, żebyśmy ten dystans zmniejszali w takim tempie, jak w poprzednich latach; by inni się rozwijali, ale my dużo szybciej od nich. To jest klucz do powodzenia przyszłych pokoleń; do tego, by nas szanowano i żebyśmy my też siebie wzajemnie mogli szanować. W kraju potrzebni są pracodawcy, pracownicy i ludzie, którzy działają na własny rachunek, nie będąc ani jednymi, ani drugimi. Potrzebne jest normalne wolne społeczeństwo. W tym społeczeństwie Państwa rola, Panie i Panowie, jest nie do przecenienia. Dziękuję bardzo.