Wywiad z Władysławem Stasiakiem ukazał się w dzienniku "Fakt", 31 marca 2010 r. Rozmawiała Sonia Ternion
Prezydent Kaczyński wystartuje w wyborach?
To on ogłosi swoją decyzję. Myślę, że stanie się to niebawem, ale nie lada dzień. Do końca wiosny na pewno.
Ale chce się ubiegać o reelekcję?
Jest aktywny, bardzo mocno angażuje się w sprawy Polski, bardzo bym go namawiał, by startował w wyborach.
Nie powiedziałabym, że Lech Kaczyński jest aktywny. W mediach praktycznie go nie ma.
Jednak jest aktywny. Potwierdza to zestawienie jego wyjazdów. Dużo jeździ po kraju, nie boi się wyjść do ludzi, rozmawiać z nimi. Choć rzeczywiście za bardzo widoczny nie jest, ale to jest kwestia pokazywania aktywności prezydenta przez media.
Czemu więc nie udziela wywiadów, nie gości w telewizji? Na pewno jest zapraszany.
Istotnie nie mieliśmy ostatnio wysypu wywiadów prezydenta. Ale to nie jest tak, że on nie lubi udzielać wywiadów, to jest raczej sprawa braku czasu. A także tego, że prezydent woli się zajmować rzeczami, które mają fundamentalne znaczenie, jak problemy służby zdrowia czy ochrona Polaków i, ogólnie, praw obywatelskich na Białorusi.
Przejdźmy do prawyborów. Spodziewał się pan wyniku?
Dobrze, że PO wyłoniła kandydata. Jedyną osobą, która spodziewała się innego wyniku był biedny Radek Sikorski.
Bardziej by się pan obawiał konkurencji Lecha Kaczyńskiego z Sikorskim czy Komorowskim?
Minister Sikorski niezmiernie nerwowo reagował na pana prezydenta. Co do pana marszałka – zobaczymy. Kluczowe będzie to, na ile w tej kampanii będzie można porozmawiać o wizji Polski. Chciałbym, by było to starcie na poglądy, a nie rozmowy o żyrandolach.
Jeżeli prezydent zdecyduje się na start, to jaką strategię wobec Komorowskiego wybierze?
To będzie pole do popisu dla tych, którzy będą prowadzili kampanię wyborczą. Myślę jednak, że przede wszystkim prezydent w kampanii będzie autentyczny, będzie mówił to, co myśli i uważa za ważne, będzie konsekwentnie bronił takich poglądów, które uważa za słuszne, bez względu na to jak się „sprzedają”.
Czym jeszcze, poza autentyzmem, będzie do siebie przekonywał pan prezydent?
Dobrym programem.
To będzie program solidarnego państwa?
Tak. Choć ten solidaryzm nie polega na tym, że nie może istnieć podział na tych, którzy zarabiają lepiej lub gorzej.
Czyli z takim pojmowaniem solidaryzmu zgodne było wprowadzenie w Polsce praktycznie podatku liniowego. Bowiem stawkę 32 proc. płaci kilka proc. Polaków, reszta płaci 18 proc.
To był jednak ruch taki, który dawał możliwość wyrównywania szans.
A jakie są mocne strony Lecha Kaczyńskiego w porównaniu z Bronisławem Komorowskim?
Wyrazistość, skrystalizowane poglądy, konsekwencja. Prezydent nie będzie ani dublerem ministrów, ani czyścicielem żyrandoli. Prezydent jest tym, który integruje ludzi wokół kluczowych spraw. Z tego punktu widzenia prezydent Kaczyński ma bardzo istotną rolę do odegrania.
A czemu wybór Komorowskiego byłby gorszy dla Polski niż reelekcja Lecha Kaczyńskiego?
Po pierwsze mielibyśmy monopol władzy w rękach jednej partii, a po drugie sytuację, w której prezydent wybrany w wyborach powszechnych jest osobą numer dwa w stosunku do premiera, kimś w rodzaju wicepremiera. Wiadomo bowiem, że pan marszałek wykonuje dyspozycje pana premiera. Nie mówię tego przeciwko niemu, ale taki jest obiektywny obraz sytuacji. A przecież prezydent w Polsce ma sporą rolę do odegrania – jako integrator, jako strażnik prawa, ładu społecznego.
Sondaże raczej nie wróżą prezydentowi zwycięstwa. Co prawda podobnie było w 2005 roku, ale czy Lech Kaczyński liczy się z możliwością porażki?
Każdy uczciwy kandydat przystępujący do wyborów powinien brać taką możliwość pod uwagę. Do tego zobowiązuje pokora wobec rzeczywistości.
Ale prezydent bardziej spodziewa się porażki czy powtórki sytuacji z 2005 roku?
Jeżeli się zdecyduje, to ma bardzo wyraźną szansę na wygraną.
A czym pan tłumaczy krach notowań prezydenta po wyborach w2005 roku? Aleksander Kwaśniewski do końca był bardzo popularny.
To skutek splotu bardzo wielu okoliczności, ale też tego, że prawdziwy obraz prezydenta, jego priorytetów, zainteresowań stosunkowo słabo dociera do Polaków.