Wywiad ukazał się w "Gazecie Polskiej" 24 marca 2010 roku. Rozmawiał RAFAŁ KOTOMSKI.
Po debacie Komorowski-Sikorski niektórzy politolodzy stwierdzili, że jedynym przegranym jest prezydent Lech Kaczyński. Jak pan ocenia taką opinię?
Nie zgadzam się. Warto spojrzeć na opinie innych analityków. Uważają, że prezydent Kaczyński jest jedynym, który nie bierze udziału w zabiegach typowo marketingowych. Jako prezydent przygotowuje po prostu normalne, porządne rozwiązania. Akurat wczoraj jechałem pociągiem intercity i wszystko mi się jakoś ciekawie skojarzyło. Pociąg był brudny, nieogrzewany i spóźnił się 40 minut. Ale chodziła po nim pani i w imieniu spółki PKP Intercity oferowała w ostatnim wagonie koncert na pianino z akordeonem. Specjalnie dla pasażerów.
Tyle ostatnio w mediach kandydatów Platformy... Czyżby - pianino Komorowski, a akordeon Sikorski? Dla zmarzniętych obywateli?
Chodzi raczej o to, by pociągi były czyste i jeździły punktualnie, niż aby organizowano w nich koncerty na pianino i akordeon w ostatnim wagonie.
Wczoraj zamiast konkretów w debacie Sikorski-Komorowski dostaliśmy właśnie koncert na pianino i akordeon.
Dlatego o tym mówię! Jestem przekonany, że panu prezydentowi zależy, by pociągi dojeżdżały o czasie, były czyste i ogrzewane. A nie jest zainteresowany odrealnionymi koncertami w ostatnim wagonie.
Czy medialny szum wokół niedzielnej debaty nie „przykrył" trochę prezydenta?
Nie sądzę. Prezydent jest człowiekiem autentycznym, który ma konkretny pomysł na Polskę. Nie jest marketingowcem, tak jak nie jest żadnym produktem marketingowym. Ma swoje poglądy, koncepcję kraju i to jest zasadnicza różnica między prezydentem Kaczyńskim a politycznymi celebrytami.
Zauważył pan w debacie jakieś konkrety?
Z trudem. Przede wszystkim debata była nudna i kropka.
I niemerytoryczna?
I niemerytoryczna. Było coś o nie tych królach, a z ciekawszych wydarzeń podobno ktoś przysnął...
A jednak warto było nie przysypiać i usłyszeć, jak obaj kandydaci na kandydata mówią o instytucji prezydenta jak o fasadzie.
I to jest zasadniczy problem. Odżegnywali się od żyrandola, co prawda, ale po tej debacie najważniejsze pytanie brzmi: czy chcemy mieć prezydenturę z prawdziwego zdarzenia, czy taką „żyrandolową"? Czy prezydent ma się uśmiechać, robić sobie z kimś zdjęcia i w ten sposób realizować aktywną obecność Polski na arenie międzynarodowej? Czy raczej prezydentura nie powinna być zwornikiem państwa i wspólnoty? Jeśli dziś dowiadujemy się z sondaży, że 30 proc. Polaków nie bardzo kojarzy Katyń, to nie margines, lecz poważny problem. Mamy w istocie poważny kłopot z tożsamością i wspólnotą, a to z kolei świadczy o niemocy państwa. W przypadku Katynia - o programach nauczania i programach edukacyjnych adresowanych do młodych ludzi.
Do kompletu brakuje tylko fasadowego prezydenta.
Powstałby jeden wielki „żyrandol"... Można się z tego śmiać, ale skutki są bardzo smutne i niepokojące. Prezydent jest kimś, kto powinien integrować naród. Prezydent Kaczyński nigdy nie twierdził, że ma ambicje zarządzać na bieżąco jakimiś sprawami. Natomiast ma ambicje integrować kraj, strategicznie wyrażać potrzeby narodowe i dalekosiężne cele. W ogóle przypominać, że istnieje coś takiego jak strategia bezpieczeństwa narodowego. Jeżeli prezydent mówi o polityce wschodniej, choćby dobrych relacjach z krajami na Kaukazie, to nie dlatego, że podobają mu się tańce gruzińskie czy tamtejsze góry. Tylko dlatego, że to jest długofalowa strategia naszego bezpieczeństwa. A rurociąg Odessa-Brody-Płock to znów żadna ekstrawagancja, lecz potrzeba realnych więzów ekonomicznych z Ukrainą, Gruzją czy Azerbejdżanem. Na tym właśnie polega strategiczne myślenie i działanie.
Pańskim zdaniem prezydent reprezentacyjny, niemieszający się do polityki zagraża interesom Polski?
Tak, ponieważ mamy w Polsce wyraźny problem ze wskazaniem i utrzymaniem długofalowych celów narodowych. Grzęźniemy zbyt często w jakichś aberracjach. Wyraźnie widać, że marketing dominuje nad realną polityką. Proszę zwrócić uwagę, że wszystko ma być teraz apolityczne, ostatnio Instytut Pamięci Narodowej. Nóż mi się w kieszeni otwiera, gdy słyszę o „odpolitycznianiu", bo w rzeczywistości oznacza to partyjne wygibasy i zawłaszczanie. A potrzebny jest prezydent, który uprawia realną politykę państwową. Czyli - jak powiedział niemodny już Arystoteles - sztukę rządzenia dla dobra wspólnego. Właśnie prezydent musi przypominać, że coś takiego jak dobro wspólne nie jest żadnym frazesem, tylko realizuje się w konkretnych przedsięwzięciach. Podam przykład: przyjmujemy traktat lizboński, a gdzie mamy dyskusję o tym, jak powinniśmy realizować zapisaną w traktacie solidarność energetyczną, albo też w jaki sposób uczestniczyć w Europejskiej Służbie Działań Zewnętrznych? Jest wiele pytań dotyczących obrony polskiej podmiotowości. Szukanie odpowiedzi to rola aktywnego politycznie, a nie fasadowego prezydenta. Lech Kaczyński powołał Narodową Radę Rozwoju, bo ktoś musi pomyśleć, jak będzie wyglądała Polska nie tylko za rok, dwa czy do następnych wyborów. Rządzący dzisiaj nadużywają słowa „modernizacja", w debacie też ono padało. Ale trzeba myśleć o modernizacji realnej, a nie pojmowanej jako kilka efektownych gadżetów. Takim ośrodkiem myślenia strategicznego o rozwoju infrastruktury czy wyrównywaniu szans edukacyjnych jest właśnie urząd prezydenta.
PO na pewno nie jest za silną prezydenturą. Silny ma być Tusk, który przecież już dzień po rezygnacji z kandydowania w jednym z wywiadów pomniejszał i bagatelizował rolę prezydenta.
Polecam wszystkim niedawną wypowiedź prof. Michała Kuleszy który jako żywo jest silnie związany z PO. Mówi, że nie ma doktryny państwowej w obrębie rządu, nie ma woli realnego rządzenia. Fasadowość i polityka marketingowa jest dla Polski po prostu poważnym zagrożeniem. Słyszymy wciąż o szansach, ale wypowiedzi przedstawicieli rządu brzmią dobrze tylko w telewizji. Niby modernizacja, a choćby Praga czeska przebija Warszawę liczbą odpraw na tamtejszym lotnisku. Minister Rostowski mówi o wybudowaniu przez ten rząd tysiąca kilometrów autostrad, tylko gdzie są te drogi i kto nimi jeździł?
Może miał na myśli wizualizacje autostrad w internecie?
Pewnie tak... Zarzuca nam się „potrząsanie szabelką" i zanurzenie w historii. A ja się pytam, gdzie jest wielka infrastruktura RP gdzie są te wielkie przedsięwzięcia, nowoczesne siły zbrojne?
Komorowski i Sikorski chwalili się nimi w debacie.
Jeden z lepszych żartów, jaki ostatnio słyszałem!
Kiedy prezydent głośno i wyraźnie przypomni, że uprawia i zamierza uprawiać realną politykę?
Cały czas to robi! Kilka dni temu podsumował sytuację w ochronie zdrowia, dwa lata po prezydenckim „białym szczycie". Mówił o jasnym określeniu obowiązków państwa wobec obywateli, o sensownym i skutecznym wydawaniu pieniędzy. Dobry system ochrony zdrowia, spójny system finansów publicznych czy zadbanie o dobrą jakość sił zbrojnych - tak właśnie powinna wyglądać realna polityka!
Prezydent nie ogłosił jeszcze decyzji o kandydowaniu, ale kampania przecież cały czas trwa.
W przypadku Lecha Kaczyńskiego nie kampania, lecz prezydentura. Po prostu robi swoje. A decyzję ogłosi wiosną tego roku. Na razie mogę powiedzieć tylko tyle.
Słyszał pan o wiewiórkach, które donosiły Sławomirowi Nowakowi?
Lubię wiewiórki w parku, ale nigdy nie doświadczyłem kontaktu z nimi...
A Nowak miał i dowiedział się, że prezydent Kaczyński zastanawia się nad rezygnacją z kandydowania jesienią. Co pan na to?
To widocznie ma jakąś szczególną drogę kontaktu z wiewiórkami. Nie będę się do tego odnosił.
Komorowski i Sikorski krytykowali Kancelarię Prezydenta za wydatki i przerośniętą biurokrację. Mieli rację?
Wydatki Kancelarii Prezydenta Kwaśniewskiego pod koniec urzędowania były wyższe niż obecnie. Nie robię z tego zarzutu, chcę tylko pokazać niewspółmierność. Wówczas wszyscy uznawali to za naturalne. Nie pamiętam polityka, który robiłby z tego problem. Dzisiaj, gdy mamy znacznie niższe środki na inwestycje czy inne wydatki, okazuje się to ekstrawagancją. Urząd prezydenta musi być należycie obsługiwany i porównywanie go do czasów Ignacego Mościckiego jest nietrafione. Rola prezydenta była wówczas zupełnie inna, tak jak relacja z rządem i innymi instytucjami. Jeżeli mielibyśmy rządy na podstawie konstytucji kwietniowej, to wtedy moglibyśmy porównywać.