Wywiad z Szefem Kancelarii Prezydenta RP Władysławem Stasiakiem ukazał się w dzienniku "Polska. The Times" 3 lutego 2010 roku.
Agaton Koziński: Jak Pan odebrał decyzję premiera Tuska o niekandydowaniu?
Władysław Stasiak: Najbardziej zaskakujące było jej tempo, które zaskoczyło nawet dużą część parlamentarzystów Platformy. Przecież premier jeszcze w wywiadzie dla „Financial Times" z 27 stycznia mówił, że decyzję ogłosi do końca marca, po zbadaniu reakcji na propozycje reform. A już dzień później zapowiedział rezygnację ze startu.
A po jego zapowiedzi w Kancelarii Prezydenta strzeliły szampany.
W ogóle nie myśleliśmy w takich kategoriach. To Platforma ma teraz problem: kogo wystawić w wyborach.
Groźniejszym przeciwnikiem dla Lecha Kaczyńskiego byłby Bronisław Komorowski czy Radosław Sikorski.
Jeśli prezydent zdecyduje się wziąć udział w wyborach, na co gorąco liczę, to je wygra bez względu na przeciwnika.
Nie rozdrażniła Was sugestia zawarta w rezygnacji Tuska: nie walczę o prezydenturę, bo nie warto?
Wcześniej premier dawał wyraźne sygnały, że jednak warto - choćby starając się wygrać wybory prezydenckie w 2005 r. Od tamtej pory nic się w sytuacji urzędu prezydenta nie zmieniło. To poważna funkcja. Nie tylko prestiżowa, ale również bardzo ważna dla funkcjonowania naszego państwa.
Ale przestanie być ważna, jeśli PO uda się zmienić konstytucję.
Tak naprawdę nie wiem, o jakim projekcie konstytucji mówimy. Platforma miała przedłożyć go w styczniu, ale na razie ani widu, ani słychu. To jest problem. Mówiono o przepisach antykorupcyjnych ale projektu ustawy nie ma. Mówiono też o ograniczeniu zatrudnienia w administracji publicznej - ale także nie ma dokładnej propozycji. Podobnie jest z projektem konstytucji. Coś zapowiedziano, w międzyczasie wielokrotnie zmodyfikowano, a projektu nie ma. Szkoda, bo o konstytucji warto rozmawiać.
Prezydent też chce ją zmienić?
Warto rozmawiać o konstytucji w tym sensie, że warto rozmawiać o ustroju Polski. Bo w ustawie zasadniczej nie chodzi o to, co premier może zrobić prezydentowi i na odwrót, ale o państwo. I o nim trzeba myśleć i rozmawiać przede wszystkim. Ale nie można tego robić w atmosferze doraźności i pod presją wyników sondaży.
Trzeba dyskutować o Polsce, o naszym miejscu w Unii Europejskiej, sposobach wypracowania sobie własnej podmiotowości we Wspólnocie. Bez prawdziwej dyskusji tak na szybko konstytucji zmienić się nie da. Owszem, w ten sposób udało się dokonać zmian w ustawie zasadniczej we Francji w 1958 r. Ale wtedy było to możliwe, bo spełniono trzy warunki.
Jakie?
Po pierwsze, autor zmian Charles de Gaulle miał jasną koncepcję państwa. Po drugie, stworzył dobrą ekipę prawników i polityków, którzy byli zdolni szybko napisać projekt konstytucji. I po trzecie, wystąpiły warunki polityczne, które umożliwiały szybkie zmiany. W ten sposób narodziła się w 1958 r. we Francji V Republika.
Ale w Polsce w 2010 r. taki przełom nie nastąpi, bo ani jeden z przedstawionych przed chwilą warunków nie występuje. Spójrzmy, Platforma zapowiada przedstawienie propozycji zmian, których nie zna nawet marszałek Sejmu Bronisław Komorowski ani PSL - partner koalicyjny. Trudno sobie wyobrazić, jak w takim razie te zmiany mają być przeprowadzone. Tymczasem są one potrzebne - choćby w tym zakresie, że trzeba dostosować konstytucję do traktatu lizbońskiego. W lutym zamierzamy zaproponować wstęp do dyskusji o tym.
Przedstawicie zwarty pomysł?
Na razie musimy się zastanowić, jakie narzędzia ma Polska do realizacji swej podmiotowości w Europie po wejściu w życie traktatu. W nim zapisana jest na przykład solidarność energetyczna. Ale w jaki sposób ją egzekwować? Przecież budowany po dnie Bałtyku Gazociąg Północny jest całkowicie wbrew zasadzie solidarności.
Chyba że Niemcy dadzą nam gwarancję, że bez problemów będziemy mogli korzystać z surowca, który odbierają tym gazociągiem.
Polska ma swoją wizję dostaw energii do kraju, którą chce realizować. Najważniejszym projektem jest budowa gazoportu w Świnoujściu.
Co do budowy Nord Streamu, w tej chwili pojawił się problem z planowanym utrudnieniem podejścia większych statków do portu w Szczecinie i Świnoujściu.
Niestety, nie ma żadnego pomysłu, co zrobić z Gazociągiem Północnym, i to jest dramat. Skądinąd, odnośnie bezpieczeństwa energetycznego nadzieję stwarza dyskutowana ostatnio dyrektywa Unii Europejskiej, która między innymi zakłada, że gdy jakieś państwo zostaje odcięte od dostaw gazu, to może korzystać z rezerw innych krajów Unii. Tę koncepcję warto popierać, zwracając uwagę, by przyjęta została definicja stanu kryzysowego korzystna dla Polski.
Innym pomysłem jest wypracowanie wspólnej unijnej polityki wobec naszego wielkiego sąsiada, Ukrainy. Ona musi być traktowana podmiotowo mimo wewnętrznych kłopotów. To tylko kilka przykładów dziedzin, które musimy unormować w relacjach z UE. Ale mówiąc o zmianach konstytucji, przywołał Pan rok 1958 we Francji. Polska obecnie znajduje się w podobnym momencie historycznym?
Nie, u nas sytuacja jest inna. Dziś w Polsce próbuje się uciekać od prawdziwej polityki, próbuje się doprowadzić do uśpienia społecznego. Prof. Paweł Śpiewak określił to działanie jako „wielkie grillowanie".
Bez przesady. Ostatnio w polityce dzieje się bardzo dużo - i równie dużo się o tym mówi.
Owszem, ale mimo to mam wrażenie, że nie przekłada się to na powszechne ożywienie społeczne. A o państwie rozmawiać warto zawsze. Propaganda jest elementem życia politycznego, zwłaszcza przed wyborami, ale nie może ona zdominować rozmowy o państwie. De Gaulle też działał w warunkach określonej gry politycznej, ale jednak umiał przeforsować i zapisać w konstytucji spójną wizję państwa.
Powraca Pan do francuskiej V Republiki. W 2005 r. PiS skorzystał z tego pomysłu, rzucając hasło IV Rzeczpospolitej. Przyniosło to zwycięstwo w wyborach parlamentarnych i prezydenckich.
W ciągu najbliższych dwóch lat czeka nas maraton wyborczy czy znów padną hasła budowy IV Rzeczpospolitej?
Musimy rozpocząć budowę projektu o nazwie Rzeczpospolita. Bez numerków. Taki projekt musi łączyć dwa elementy: silne państwo oraz uczestnictwo i aktywność obywatelska. Pierwsze to sine qua non realizacji, bez niej każdy, najbardziej nawet aktywny projekt modernizacyjny, pozostanie intelektualną mrzonką. Drugi jest niejako wpisany w nazwę Rzeczpospolita, która zawsze kojarzyła się z uczestnictwem. Nie chodzi o to, by Polaków nieustannie utrzymywać w napięciu. Rzeczpospolita to także grillowanie. Ale obok tego musi być aktywność społeczna. Na różnych płaszczyznach: samorządowych, prasy lokalnej, inicjatyw społecznych pozarządowych, itp.
Krótko mówiąc, włączanie się Polaków w życie publiczne każdego dnia. Jeśli nasze państwo zacznie w ten sposób funkcjonować, to będziemy mogli mówić o modernizacji. Dlatego Rzeczpospolita nie potrzebuje numerków. Natomiast potrzebuje odbudowy kraju, poczucia wspólnoty i przekonania, że razem stać nas na więcej.
W 2005 r. też ruszyła dyskusja o odbudowie Rzeczpospolitej po aferze Rywina, ale aktywności społecznej rozbudzić się nie udało. W wyborach prezydenckich frekwencja wynosiła 50 proc., a w parlamentarnych zaledwie 40 proc. Jak uniknąć powtórki tych zawstydzająco niskich wyników?
Trzeba stworzyć projekty dotyczące każdego z nas. Nie rozmawiamy na przykład skutecznie o sposobach finansowania służby zdrowia. Niby dotyczy to każdego z nas, ale każdy czeka, aż ktoś inny wypracuje rozwiązania i wdroży je w życie. Tymczasem nad takimi projektami powinny się odbywać poważne konsultacje społeczne. Tak samo jest z przestrzennym zagospodarowaniem miast. Na przykład w Warszawie plac wokół Pałacu Kultury powinien stać się miejscem tętniącym życiem.
W czasach, gdy byłem wiceprezydentem stolicy, udało nam się stworzyć warszawską mapę bezpieczeństwa. W niej nie chodziło tylko o statystykę, ale także o aktywizację mieszkańców i realne określenie ich problemów z bezpieczeństwem. Spotkaliśmy się z mieszkańcami, później wspólnie robiliśmy osiedlowe plany bezpieczeństwa. Filarem tych projektów było uczestnictwo społeczne. Widać więc, że to możliwe. I dzięki temu udało nam się oczyścić centrum Warszawy z chuliganów.
Teraz czas na następny krok, czyli uporządkowanie terenu wokół pałacu. Trzeba stworzyć dobry projekt, a potem skonsultować go z mieszkańcami. To interesuje wszystkich - podobnie jak komunikacja. Dlatego warto by też zrobić warszawską mapę komunikacji.
Mówi Pan jak osoba, która chce wrócić do stołecznego ratusza.
Mówię o konkretnym przykładzie, że można coś takiego przeprowadzić. Jak pan wie, media typują jako kandydata pana Waldemara, a ja jestem Władysław. Mam co robić jako szef Kancelarii Prezydenta RP.