Menu rozwijane

15 lutego 2026

Polsat News, Bogdan Rymanowski: Witam Państwa serdecznie. Dzisiaj Śniadanie Rymanowskiego z Pałacu Prezydenckiego, dokładnie z prezydenckiej oranżerii. Naszym gościem jest oczywiście Prezydent Karol Nawrocki. Dzień dobry, Panie Prezydencie.

Prezydent RP Karol Nawrocki: Dzień dobry, Panie Redaktorze, dzień dobry Państwu.

Lepiej się mieszka w Pałacu niż w Belwederze?

Inaczej na pewno się mieszka w Pałacu niż w Belwederze. Pałac jest pod względem infrastruktury miejsca przeznaczonego dla Prezydenta bardziej mieszkaniowy, bardziej rodzinny, Belweder bardziej muzealny. Więc rzeczywiście w Pałacu mieszka się pod tym względem lepiej.

Czekając na Pana, spotkałem Pańskiego syna, który wyszedł z dwoma pieskami.

A tak, mamy dwa pieski w Pałacu – baseta Una i Jukiego, którego wzięliśmy ze schroniska. Syn zawsze z nimi rano wychodzi i tu jest miejsce, w którym spędza poranki z psami przed wyjściem do szkoły. A dzisiaj w niedzielę, w dzień wolny, trochę później, ale też...

Obowiązki muszą być.

Oczywiście, ja mu też w tym pomagam, i żona, i córka, bo te psy to nasza wspólna radość.

Panie Prezydencie, mamy kolejną falę mrozu. Dzisiaj nie jest tak bardzo chłodno, ale przed nami kolejna fala mrozu, ma być jeszcze chłodniej. Polacy płacą potężne rachunki za prąd. A Pan obiecywał – pamięta Pan – w kampanii, że po stu dniach prezydentury ceny prądu spadną o jedną trzecią. Ludzie mogą się poczuć zawiedzeni.

Ludzie nie powinni poczuć się zawiedzeni, przynajmniej postawą Prezydenta. Ludzie powinni być dzisiaj zawiedzeni tym, jak kwestia cen prądu jest upolityczniona przez polski parlament, i pytać Marszałka Sejmu, dlaczego mrozi najlepszą gotową ustawę do obniżenia cen energii elektrycznej o 33 procent. To znaczy te rozwiązania, które przygotowywałem od początku roku 2025 z ekspertami, jeszcze jako kandydat na Prezydenta, zostały przygotowane dokładnie w listopadzie 2025 roku, a więc w tym terminie, który obiecałem Polakom.

To jest z jednej strony realizacja moich zobowiązań, ale z drugiej strony – choć ja nie za bardzo spoglądam w stronę Brukseli w kontekście naszych wewnętrznych spraw Polski – ale dla tych, którzy są wielkimi euroentuzjastami w takim brzmieniu, że spoglądają na ruch Unii Europejskiej przed podjęciem decyzji w Warszawie, przypominam, że w tej ustawie są zapisy, które z jednej strony są wymogami Unii Europejskiej, a z drugiej jasnym wskazaniem, mapą drogową do tego, abyśmy płacili 33 procent mniej za energię elektryczną. Wycięcie opłat dodatkowych: kogeneracyjnej, opłaty OZE, przejściowej, mocowej, reforma certyfikatów – najlepsi w Polsce specjaliści przygotowali tę ustawę od listopada.

Może Cię zainteresować Projekt ustawy „Tani prąd –33%” z podpisem Prezydenta Wystąpienie Prezydenta podczas uroczystości podpisania inicjatywy ustawodawczej „Tani prąd –33%”

Panie Redaktorze, drodzy Państwo, projekt ustawy jest zamrożony w polskim Sejmie tylko dlatego, że przygotował ją Prezydent. Myślę, że Pan Marszałek Czarzasty i polski parlament, widząc, że ludzie płacą zbyt wiele za energię elektryczną – a zima sprawia, że więcej korzystamy i z gazu, i z energii elektrycznej, więc to odbija się na gospodarstwach domowych w sposób radykalny – w końcu odmrożą ustawę „Tani prąd –33%”.

Panie Prezydencie, ja sprawdziłem dokładnie, co Pan powiedział rok temu w kampanii wyborczej. To była wypowiedź w Augustowie. Mówił Pan tak: „Gwarantuję Państwu, że w ciągu swoich pierwszych 100 dni od objęcia urzędu będziecie Państwo płacić o jedną trzecią mniej za rachunki”. Pan nie obiecywał, że Pan złoży projekt, tylko Pan obiecywał, że ta decyzja w czasie pierwszych 100 dni zapadnie. Nie powinien Pan tego obiecywać, bo to nie leży w Pańskiej kompetencji.

Rzeczywiście powiedziałem tak w Augustowie. Proszę sobie, Panie Redaktorze, wyobrazić, że jako kandydatowi na Urząd Prezydenta nie przeszło mi zupełnie przez głowę, że w kwestii tak obiektywnej jak rachunki za energię elektryczną, przy przygotowaniu tak dobrej ustawy, która powinna zostać przyjęta jednogłośnie w polskim parlamencie, Marszałek polskiego Sejmu będzie stawiał racje partyjne czy niechęć do Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej powyżej dobrobytu gospodarstw domowych.

Możemy to uznać, jeśli Pan Redaktor tak sugeruje, naiwnością kandydata na Prezydenta, że uznał, że w kwestii tak oczywistej jak ceny energii elektrycznej parlament będzie stawiał jakiekolwiek blokady, jednocześnie wygaszając tarczę na ceny energii elektrycznej, widząc, jaką mamy w tym roku srogą zimę. Ja tego nie jestem w stanie pojąć. Ale też jest dobra informacja, biorąc pod uwagę, że przez dwa lata, czy ponad dwa lata, wiele ze 100 konkretów nie zostało zupełnie zrealizowanych, to te kilka miesięcy oczekiwania na wprowadzenie tej ustawy – bo wciąż wierzę, że Marszałek podda ją pod głosowanie – myślę, że Polacy, i wierzę w to głęboko, jak już będą niższe ceny energii, a moja ustawa zostanie przyjęta, wybaczą.

Dobrze, Panie Prezydencie, ale kilka tygodni temu Marszałek Czarzasty powiedział, że mówienie, iż cokolwiek mrozi, jest nieprawdą. I pytanie teraz: jak ta sprawa ma się do Pańskich relacji z Marszałkiem Czarzastym w kontekście ostatniej Rady Bezpieczeństwa Narodowego? Czy to, co dzieje się między Wami – myślę, że to jest otwarty konflikt – nie sprawi, że żadna Pańska ustawa nie przejdzie? Ale dlatego, że to jest reakcja na Pańskie weta wobec ustaw rządowych.

Moje weta wynikają z troski z jednej strony o życie Polaków, z drugiej strony z troski o polski system ustrojowy, o polską Konstytucję, więc nie wiązałbym tych dwóch spraw. Przypominam, że podpisałem ponad 150 ustaw, a 25 ustaw zawetowałem.

I tu jest Pan rekordzistą, absolutnie.

Tak, tylko proszę zwrócić uwagę, że nie mówi się o ustawach podpisanych – nie mówię, że w Polsacie, ale w wielu środkach przekazu – a mówi się wyłącznie o zawetowanych. Tak, jeśli jesteśmy gotowi do tego, aby w sposób logiczny rozmawiać o statystyce, to 155 do 25 pokazuje, że ustawy, które zasługują na podpis Prezydenta, są po prostu podpisywane. A ustawy, które były przygotowane – to jest rzecz zasadnicza, powiedziałbym, dla tej dyskusji – pod mojego kontrkandydata, nie spotykają się z moim uznaniem.

Jesteśmy w sytuacji, w której przez wiele miesięcy prawo w Polsce przygotowywane przez parlament – i tego rząd nie ukrywał – było przygotowywane pod zwycięstwo Rafała Trzaskowskiego. To były ustawy i rozwiązania prawne przygotowywane pod innego prezydenta.

Zrobiłem niespodziankę, dzięki Państwu, w wyborach prezydenckich i dostaję ustawy, które były przygotowane pod nie tego prezydenta. Tak zdecydowali polscy wyborcy. Więc trudno oczekiwać ode mnie, że będę podpisywał ustawy, które nie są zgodne z moim programem, które nie są dobre dla Polski. Po prostu je wetuję.

Panie Prezydencie, ale ta ostatnia Rada Bezpieczeństwa Narodowego i to, że Pan zdecydował, że jednym z tematów tej Rady będą kontakty Pana Marszałka Czarzastego, to trochę wygląda jak Pański rewanż wobec tego, co robi Marszałek Sejmu. Czy tak jest?

Absolutnie tak nie jest. Sprawa między mną a Panem Marszałkiem Czarzastym zupełnie nie jest sprawą osobistą. Ja o tym mówiłem na Radzie Bezpieczeństwa Narodowego. Mamy wszyscy świadomość, Panie Redaktorze, drodzy Państwo – nawet użyłem tego określenia – że Marszałek Sejmu jest o jedno bicie serca przed zostaniem Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej. Sprawa jest po prostu ustrojowa. To nie jest sprawa między Nawrockim a Czarzastym, tylko pomiędzy Prezydentem Polskim a Marszałkiem Sejmu, który może zostać Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej, gdyby Pan Bóg zdecydował się odwołać mnie dziś albo jutro do wieczności. Sprawa jest zasadnicza i ustrojowa. Godzimy się na to, bo tak wynika z architektury politycznej, że Marszałkiem Sejmu jest osoba, która dostała 22 tysiące głosów i przegrała na swojej liście z ostatnim miejscem. Nawet w swoim okręgu, na swojej liście, wśród swoich nie dostała zasadniczej...

Jest Pan bardzo złośliwy, Panie Prezydencie.

Nie jestem złośliwy, Panie Redaktorze. Godzimy się na to, powtarzam, ja to szanuję. Mogę być z tego niezadowolony, że tak wygląda architektura polityczna czy ustrojowa w Polsce, ale to szanuję. Natomiast nie musimy godzić się na to, że nie mamy informacji odnoszących się do ankiety bezpieczeństwa Marszałka, który tej ankiety nie złożył. To jest mój potencjalny… – nawet Pan Minister Radosław Sikorski użył takiego określenia w opinii publicznej – że to jest potencjalnie wiceprezydent, człowiek, który może zostać prezydentem. I jak ja mogę przejść obojętnie – jako Prezydent wybrany głosami ponad 10 milionów Polaków, Prezydent, który przeszedł kolejne, wielogodzinne, wieloletnie sprawdzenia służb specjalnych od roku 2009, przez rok 2014, do 2021 – wobec wątpliwości, które pojawiają się w opinii publicznej wobec potencjalnego Prezydenta Polski. Nie tak dawno mieliśmy doświadczenie tragiczne w Polsce, w 2010 roku, gdzie Marszałek pełnił obowiązki Prezydenta Polski.

Jeśli ktoś uważa, że to nie jest zagadnienie na Radę Bezpieczeństwa Narodowego – poświadczenie bezpieczeństwa dla Marszałka w obliczu wojny hybrydowej na polskiej wschodniej granicy, na Morzu Bałtyckim, dezinformacji – no to się myli.

Panie Prezydencie, po pierwsze, z racji funkcji pełnionej Pan Marszałek Czarzasty ma dostęp do wszystkich niejawnych informacji. Po drugie, sam Pan Marszałek w reakcji na to, co Pan zrobił, powiedział, że Pańskie słowa były żenujące, a to, co stało się na Radzie Bezpieczeństwa Narodowego, to była ustawka, zresztą ta ustawka się nie udała. Dalej poszedł jeszcze Premier Tusk, który powiedział, że Pan insynuuje różne brzydkie rzeczy Marszałkowi i tutaj cytat, a „o wiele więcej kontrowersji budzi pańskie towarzystwo z przeszłości”.

To jest, Panie Redaktorze, głęboka propaganda. Powiedziałem o tym, że ja podlegałem sprawdzeniom służb specjalnych od roku 2009. Już by naprawdę Premier Tusk mógł zakończyć tę dyskusję i tego typu insynuacje.

Byliśmy w czasie kampanii wyborczej – zresztą Pan Redaktor także miał z Panem Premierem w tej kwestii głęboką dyskusję o mojej przeszłości, w odniesieniu do osoby publicznie znanej – świadkami pewnego politycznego teatru. Mamy z jednej strony – bądźmy uczciwi – polityka od 2009 roku sprawdzanego w wielogodzinnych postępowaniach sprawdzających: w 2009, w 2014, w 2021. Nie wiem, czy Państwo sobie zdają sprawę – wielu urzędników podlega takim sprawdzeniom – to są godziny przesłuchań. To są przesłuchania bliskich, to jest zaglądanie na wszystkie konta, recepty, do szpitali, do przychodni. Tak to powinno wyglądać. To jest poważne.

Panie Prezydencie, czy Pan dzisiaj oczekuje wielogodzinnych przesłuchań Marszałka Sejmu? Chce Pan, żeby zrobił ankietę?

Nie, Panie Redaktorze. Ja chcę Panu Redaktorowi i wszystkim naszym widzom powiedzieć, że z urzędu uzyskanie takiego poświadczenia z jednej strony nie może być porównywane do procedury, którą przechodzą zwykli urzędnicy. Ja byłem naczelnikiem i dzisiaj oglądają nas pewnie tysiące albo setki ludzi, którzy podlegają tego typu procedurze. I dobrze, to jest powaga państwa polskiego. Ale porównywanie mojej sytuacji i sytuacji Marszałka Czarzastego jest niczym więcej, tylko nieprzyjemną propagandą. I to jest sprawa ustrojowa, sprawa państwa.

Czego Pan oczekuje od Marszałka Sejmu? Czego Pan oczekuje od rządu? Bo przecież na Radzie Bezpieczeństwa Narodowego w tej sprawie dużo rzeczy wyjaśniał Minister Siemoniak. Czy te wyjaśnienia nie były dla Pana satysfakcjonujące?

To też zabawne, że Pan Marszałek Sejmu odgraża się, mówi, co się wydarzy, jak to będzie wyglądało. Następnie w sześć godzin zupełnie nie zabiera głosu. To też nie jest poważne odniesienie.

Czy brakowało Panu głosu Pana Marszałka?

Oczywiście, że tak. Myślę, że nie tylko mi, ale wszystkim przedstawicielom klubów parlamentarnych na Radzie Bezpieczeństwa Narodowego. Spotkaliśmy się też po to, i ja chciałem dać Panu Marszałkowi szansę, żeby w jakimś sensie nas uspokoił. Żeby powiedział, że być może złoży ankietę bezpieczeństwa, żeby opowiedział, jak to wygląda. Po to była Rada Bezpieczeństwa Narodowego. Pan Marszałek nie chciał rozmawiać. Taką przyjął formułę, rozumiem. Cieszę się, że Pan Minister Siemoniak sam zaproponował mi, aby skorzystać z artykułu 18 ustawy o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i porozmawiać o tym z szefami służb.

Jest Pan już umówiony z szefami służb?

Nie, jeszcze nie jestem, ale z całą pewnością z tego skorzystam. Ja chcę po prostu tę sprawę wyjaśnić jako Prezydent, który – tak jak mówię – reprezentuje ponad 10 milionów polskich obywateli. I chcę żyć w spokoju, że jeśli stanie mi się coś niedobrego, to obowiązki Prezydenta Polski będzie pełniła osoba, wobec której w obliczu wojny hybrydowej i rosyjskiej dezinformacji nie ma żadnych wątpliwości.

Panie Prezydencie, nie wiem, czy będzie łatwo o kolejne spotkanie, bo w jednym z wywiadów Pan Minister Siemoniak powiedział, że szefowie służb to nie są chłopcy na posyłki, więc musi Pan wystąpić o zgodę do Premiera.

Jestem Prezydentem Polski, już to przechodziliśmy, naprawdę nie będę wchodził w te pyskówki. One nie są dobre dla Polski. Pan Minister Siemoniak sam zaproponował, żebym skorzystał z artykułu 18. Nie wchodźmy już.

I oczekuje Pan na spotkanie z szefami służb?

Oczywiście, jeśli wystąpię z artykułu 18 o spotkanie ze służbami, to zresztą nawiązując do naszego poprzedniego spotkania ze służbami, jak rozumiem, po prostu szefowie służb przyjdą i opowiedzą Prezydentowi, w jakiej jesteśmy sytuacji.

Panie Prezydencie, Donald Tusk zadeklarował, i to było po tym starciu między Panem Marszałkiem Czarzastym a Ambasadorem Rose’em, zadeklarował, że Polska będzie wiernym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, ale tak długo, jak on będzie Premierem, nigdy nie będzie wasalem. Jak to wygląda z Pańskiej perspektywy? Czy dzisiaj jesteśmy sojusznikiem Ameryki, czy wasalem Ameryki?

Panie Redaktorze, oczywiście słowa Pana Donalda Tuska może są też kwestią pewnej pojemności wasalstwa. Skoro przez wiele lat, także rządów Pana Premiera, byliśmy wasalem Berlina albo Brukseli, no to już do tego koszyka nie zmieszczą się Stany Zjednoczone. Ja nie wiem, o którym wasalstwie Pan Premier Donald Tusk mówi, bo ja nie znam takich relacji.

Czy to nie są za mocne słowa wobec Premiera Donalda Tuska, Panie Prezydencie?

Panie Redaktorze, nie wiem, ale jak słucham tego typu słów Premiera Donalda Tuska, to naprawdę bardzo mi się one nie podobają. I nie wiem, do jakich relacji nawiązuje Pan Premier Donald Tusk, bo ja nie znam takich relacji. Ani z Prezydentem Donaldem Trumpem, ani z Ambasadorem Rose’em.

Stany Zjednoczone są naszym bardzo ważnym sojusznikiem i partnerem w zakresie militarnym, wojskowym, ekonomicznym, technologicznym. To jest relacja, która niezależnie od zmiany prezydenta w Polsce czy w Stanach Zjednoczonych jest od wielu dekad, a nawet powiedziałbym na tej bazie wartości od wielu wieków.

I poszukiwanie tego typu napięć między Polską a Stanami Zjednoczonymi, wchodzenie w pewne konteksty Unii Europejskiej i podkręcanie tego napięcia pomiędzy Europą a Stanami Zjednoczonymi nie jest dobre – ani dla Polski, ani dla Stanów Zjednoczonych.

Może Cię zainteresować Davos. Spotkanie Prezydentów Polski i Stanów Zjednoczonych [PL/EN] Biały Dom. Rozmowy Prezydentów Polski i USA [PL/EN]

Pytanie, Panie Prezydencie, kto podkręca napięcie, bo wszyscy byli trochę zszokowani tą deklaracją, tym wpisem Pana Ambasadora Rose’a, który najpierw zrywa kontakty z Panem Marszałkiem, a potem w jednym z wpisów mówi, że istnieje groźba wycofania wojsk amerykańskich; ten wpis oczywiście skasował. I pytanie, czy te słowa Pana Ambasadora Stanów Zjednoczonych nie ingerują w polską politykę wewnętrzną?

Przede wszystkim o kwestię pobytu żołnierzy amerykańskich w Stanach Zjednoczonych zadbałem osobiście na początku swojej prezydentury, lecąc do Prezydenta Donalda Trumpa, wiedząc, że obniżana jest liczba żołnierzy w regionie Europy Wschodniej i Południowej, i dyskutując z Panem Prezydentem Trumpem o tym, że w Polsce żołnierze amerykańscy są potrzebni, niezbędni, dają poczucie bezpieczeństwa Polakom, i zagwarantowałem w tej rozmowie – Prezydent Trump publicznie zagwarantował – że w Polsce nic się nie zmieni. Więc widzimy, jaka jest prawda, jaka jest strategia Stanów Zjednoczonych, a jak wygląda dyskusja.

Ale taki wpis był Pana Ambasadora.

Jeśli pyta Pan o tę wymianę pomiędzy Panem Ambasadorem a Panem Marszałkiem, ogólnie o całą atmosferę, ona jest oczywiście niekorzystna dla Polski i być może zaskoczę Pana Redaktora – dla mnie nie jest rzeczą przyjemną, jeśli ambasador jakiegokolwiek państwa dyscyplinuje nawet naszego niedoskonałego postkomunistycznego Marszałka Sejmu, który oczywiście nie oddaje tego poczucia, czy tych emocji, które ja noszę w sobie względem Polski. To nigdy nie jest dobre dla Polski – że druga osoba w państwie jest dyscyplinowana przez Ambasadora. I jeśli miałbym to chwalić, to myślę, że będą Państwo zawiedzeni.

To powiedział Pan to Ambasadorowi w rozmowie?

Nie mieliśmy okazji się spotkać. Właśnie tutaj Marszałek Czarzasty też – bo Pan Redaktor mówił, że coś Pan Marszałek Czarzasty powiedział – też skłamał.

Czyli nie było Pańskiego spotkania z Ambasadorem?

Absolutnie nie było takiego spotkania. To znaczy ja się w ogóle z Panem Ambasadorem Rose’em spotkałem. Było to miłe spotkanie. Ja bardzo cenię Pana Ambasadora Rose’a, żeby była jasność. Natomiast tego dnia, w dniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego, po prostu się nie spotkaliśmy, bo nie było takich planów. Spotkaliśmy się wcześniej oficjalnie i dyskutowaliśmy.

Natomiast żeby tę kwestię też trochę rozwinąć: to znaczy nie jest dobre dla Polski, jeśli Ambasador obcego państwa, nawet wielkiego mocarstwa, naszego przyjaciela Stanów Zjednoczonych, dyscyplinuje polskiego Marszałka Sejmu. Ale nie jest też dobre, jeśli Marszałek Sejmu, pozbawiony pewnej wyobraźni w odniesieniu do konstelacji międzynarodowej, robi wszystko, żeby dla drobnego interesu partyjnego i politycznego, dla słupków swojego środowiska politycznego w sposób wyraźny dewastował relacje polsko–amerykańskie.

I trzecia rzecz w kwestii pewnych mechanizmów działania polskiej dyplomacji i polskich ambasadorów – ja bym chciał, żeby polscy ambasadorowie tak bili się – nie tylko o swojego prezydenta, ale także o swój rząd, o swoich ministrów – jak pokazał to Ambasador Rose. To jest też moje doświadczenie z pracy w Instytucie Pamięci Narodowej i ze współpracy od wielu lat z ambasadorami z całego świata. Oni dla swojej ojczyzny, dla swojego prezydenta są w stanie naprawdę wchodzić w głębokie konfrontacje i to jest kierunek. Mamy takich ambasadorów, którzy robią to samo, ale mamy też ambasadorów, którzy jeszcze za prezydentury Andrzeja Dudy właściwie skupiali się na tym, żeby atakować swojego prezydenta. Więc jeśli chodzi o mechanizmy działania dyplomacji, powinniśmy spoglądać z podziwem na walkę ambasadora o swojego prezydenta.

A jak wygląda kwestia relacji czy też Pańskich uzgodnień z Szefem MSZ–etu na temat ambasadorów polskich? Czy jest szansa na jakieś bliskie porozumienie, czy jest impas totalny?

Nie, absolutnie nie ma impasu. Tutaj muszę powiedzieć, że niezależnie od kwestii, które nas różnią, mieliśmy bardzo dobre spotkanie. My jesteśmy w czasie budowania czy odkrywania mapy drogowej rozwiązania tej sytuacji.

Oczywiście, tak jak mówię, jest wiele dyskusji, wiele problemów na linii Prezydent – Ministerstwo Spraw Zagranicznych, ale w tej chwili z całą pewnością jesteśmy bliżej pewnego rozwiązania niż dalej. Doszło do kolejnego mojego spotkania z Panem Wicepremierem Sikorskim w towarzystwie dwóch naszych bliskich współpracowników. To, na co się umówiliśmy do tej pory, od około trzech tygodni jest, jak rozumiem, w cenie, czekamy na ostateczne decyzje. Więc jeśli dzisiaj miałbym określać sytuację, to jest bliżej niż dalej. Jeśli moja oferta, jako urzędnika właściwie, który składa swój ostateczny podpis, oferta także dyskutowana z Wicepremierem Sikorskim, zyska akceptację, to oczywiście ten impas w pierwszym pilotażu zostanie rozwiązany. Jest bliżej niż dalej, ale nie wiem, jak to się skończy ostatecznie, bo już takie sytuacje się zdarzały.

Jeszcze ostatni wątek związany z Panem Ambasadorem Stanów Zjednoczonych. On też w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” powiedział, że Grzegorz Braun jest bardzo antyamerykański i dla administracji amerykańskiej jego wejście do rządu byłoby poważnym problemem. Czy Amerykanie mają prawo decydować o tym, kto ma być w polskim rządzie?

Oczywiście Polacy będą decydować o tym, jak będzie wyglądał wynik wyborów, a politycy już w ramach architektury politycznej będą decydować o tym, jak będzie wyglądał polski rząd. Natomiast ambasador każdego państwa ma prawo dzielić się swoim zdaniem.

A nie sądzi Pan, że takie wypowiedzi powodują wzrost nastrojów antyamerykańskich?

Nie jestem socjologiem, Panie Redaktorze. Uważam, że ambasador, polityk, każdy ma prawo podzielić się swoim zdaniem. Jeśli Pan Redaktor pyta o moje zdanie, kto będzie decydował o tym, jaki będzie polski rząd, to najpierw Polacy, wybierając swoich przedstawicieli do parlamentu, a potem politycy z tych, co zostali wybrani, tworząc większość rządową, parlamentarną.

Za kilka dni w Waszyngtonie odbędzie się spotkanie Rady Pokoju. Czy Pan się tam wybiera? Czy Pan tam poleci?

Decyzja jeszcze nie zapadła. Oczywiście jestem w kontakcie z częścią liderów europejskich, ale przede wszystkim w kontakcie z administracją amerykańską. Ja uznaję, że obecność Polski w Radzie Pokoju przynosiłaby Polsce zyski.

Bylibyśmy głosem całego regionu w Radzie Pokoju. Tego też oczekują ci, z którymi się spotykam – prezydenci czy liderzy krajów Europy Środkowej. Nie tyle oczekują, ile mówią, że dobrze byłoby mieć w Radzie Pokoju głos całego regionu.

Tutaj jak Piłat zachowuje się Pan Premier i rząd, mówiąc publicznie z jednej strony, że rząd nie zainicjuje wejścia Polski do Rady Pokoju, a z drugiej strony nie podejmuje uchwały.

Porównuje Pan Premiera do Piłata?

W tej kwestii, w kwestii Rady Pokoju – to znaczy tak: mówimy, że nie wejdziemy, ale nie chcemy podjąć uchwały.

Ale Premier mówił przed posiedzeniem rządu – jeszcze przed RBN–em powiedział – my dajemy Prezydentowi wolną rękę, jeżeli chce, to niech leci, my przygotujemy dossier i stanowisko.

Panie Redaktorze, ale obaj z Panem Premierem i z polskim rządem znamy polską Konstytucję. To znaczy tak: żadnego porozumienia międzynarodowego i żadnego wejścia do organizacji międzynarodowej nie uda się osiągnąć bez decyzji Premiera i Prezydenta. My jesteśmy w tym kontekście od początku do końca z Panem Premierem swoimi zakładnikami. W tym sensie, że rząd musi zainspirować wejście Polski do Rady Pokoju, a Prezydent może ten proces skończyć.

A czego Pan oczekuje dzisiaj od rządu?

Decyzji, jakiejkolwiek decyzji.

Ale Premier mówi, może Pan lecieć.

Ale Premier nie będzie mówił, gdzie ja mam latać. Panie Redaktorze, w ogóle co to są za słowa? Pan Premier może swojemu synowi powiedzieć, gdzie może lecieć, czy swoim wnuczkom. Premier nie będzie mówił Prezydentowi Polski, gdzie może lecieć. Ja mogę lecieć, gdzie chcę. Natomiast pod względem ustrojowym i konstytucyjnym Pan Premier ma zadanie podjąć decyzję, czy Polska chce wejść do Rady Pokoju, czy nie. Ja podejmuję ostateczną decyzję, a rząd musi to zainspirować. Jak był traktat z Nancy, choćby, z Francją, to rząd przygotowywał go, przygotowywał negocjacje, rząd to inspirował, prawo szło przez parlament. A ja po dwóch latach negocjacji, czy po półtora roku, mogłem powiedzieć: „A jednak nie, bo mi się pięć rzeczy nie podoba”. Rzeczywiście niektóre mi się nie podobały, chociaż traktuję Francję jako naszego strategicznego partnera. Nie zrobiłem tego z powagi Rzeczypospolitej Polskiej na arenie międzynarodowej. Teraz trwają negocjacje z Wielką Brytanią, też ostatecznie rząd je inspiruje, Prezydent musi je skończyć. Więc ja apeluję regularnie do Premiera: „Panie Premierze, podejmij Pan decyzję, czy chcecie, żeby Polska była w Radzie Pokoju, czy nie, żebym ja mógł podjąć ostateczną decyzję”.

Czyli mamy tak naprawdę kilkadziesiąt godzin, bo to spotkanie jest 19 lutego.

Nie, oczywiście moje relacje z Prezydentem Stanów Zjednoczonych, o które dbałem od samego początku, wyglądają w ten sposób, że osobiście powiedziałem Prezydentowi Trumpowi – bo przecież w Davos to była moja decyzja – że nie podpisuję żadnego dokumentu, bo nie jest to zgodne z polską Konstytucją, z polskim ustrojem. Znaczy ja naturalnie uszanowałem polską Konstytucję, podejmując decyzję, że wezmę symboliczny udział w Radzie Pokoju, ale nie mogę tego podpisać, bo tak stanowi to, co dla mnie najważniejsze, czyli polskie prawo. I teraz jesteśmy w podobnej sytuacji, tylko dziwi mnie, że Premier Donald Tusk po prostu w tej sprawie nie chce podjąć decyzji, choćby negatywnej.

Może Cię zainteresować Marcin Przydacz będzie reprezentował Prezydenta RP na spotkaniu Rady Pokoju Posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego [PL/EN]

I Pan by się podporządkował tej decyzji rządu?

Nie mam innej możliwości.

Nie ma Pan innego wyjścia.

Znaczy nie mam innej możliwości prawnej. Wtedy oczywiście uczestniczyłbym nadal w niektórych formatach, dbałbym o nasze relacje transatlantyckie, co robię w imieniu Rzeczypospolitej, natomiast formalnie nie miałbym możliwości być członkiem Rady Pokoju i Polska też nie.

Panie Prezydencie, a może zrobić to, co zrobiła Pańska znajoma, Premier Włoch Meloni? Oświadczyła, że Włochy zdecydowały, że będą obserwatorem w tej Radzie.

Panie Redaktorze, oczywiście ja z Giorgią Meloni, z Panią Premier jestem w stałym kontakcie. Byliśmy, gdy byłem w Davos, jesteśmy teraz. Tam jest nieco odwrócona sytuacja, bo we Włoszech z kolei Prezydent nie jest zwolennikiem wejścia Włoch do Rady Pokoju, więc na ostatnim etapie nawet przejście całego prawa sprawiłoby, że i tak pewnie to prawo nie zostałoby podpisane. I my w istocie od spotkania w Davos jako Polska mamy status państwa, które jest zainteresowane, ale przez inercję rządu i przez brak decyzji nie możemy być formalnie w tej Radzie. W takim statusie jesteśmy.

 A na dzisiaj – raczej Pan będzie w Waszyngtonie czy nie będzie Pana?

Trwają jeszcze dyskusje, Pan Minister Przydacz też się zajmuje na swoim poziomie dyskusjami na ten temat. Powiem tak, jak w każdej sytuacji: jeśli będzie w tym interes Polski, Panie Redaktorze, to oczywiście będę, jeśli będzie to spotkanie odbywało się na poziomie też ministrów czy współpracowników głów państw, to z całą pewnością będzie nas reprezentował albo Minister Przydacz, albo Minister Cenckiewicz, więc odpowiednicy Sekretarza Marka Rubio. Decyzja jeszcze nie zapadła. Ja na pewno będę reprezentował w takim kształcie Polskę, w jakim można, z dobrem dla Polski, dla całego regionu Europy Środkowej i Wschodniej.

À propos Pana Ministra Cenckiewicza, o którym Pan mówi, szefie BBN–u – czy Pan Minister Cenckiewicz powinien uczestniczyć w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego? Jest informacja ze strony służb specjalnych, że nie miał prawa być przy informacjach dotyczących informacji niejawnych i że będzie nawet specjalne postępowanie w tej sprawie. Czy Pan będzie bronił Pana Ministra Cenckiewicza jak niepodległości?

Oczywiście, że będę bronił Pana Ministra Cenckiewicza, Panie Redaktorze, bo Minister Cenckiewicz ma dostęp do informacji niejawnych.

Druga strona mówi, że to nieprawda.

Myślę, że druga strona powinna zająć się tym, co jest dzisiaj najważniejsze dla Polski – czy druga osoba w państwie wypełniała ankietę bezpieczeństwa. Myślę, że druga strona powinna zareagować na to, że wiceszef polskiej dyplomacji przez długi czas nie posiadał poświadczenia bezpieczeństwa, i tego typu rzeczy. I naprawdę próba wracania do sprawy Profesora Cenckiewicza zdradza głęboki brak powagi.

Panie Prezydencie, to kwestia tego, jakie decyzje przed Panem. Sejm uchwalił ustawę w sprawie SAFE, czyli gigantycznej pożyczki na uzbrojenie dla Polski. Czy jest Pan w stanie podpisać tę ustawę w obecnym kształcie?

Jeszcze mamy czas, jeszcze będą prace w Senacie nad tą ustawą. Na Radzie Bezpieczeństwa Narodowego, zresztą w arcyciekawej dyskusji, kilkugodzinnej dyskusji na Radzie Bezpieczeństwa Narodowego o programie SAFE – to pokazuje, jak ważny jest to instrument – w tym sektorze, w tym punkcie naprawdę padło wiele pytań.

I Pańskie obawy się zmniejszyły po tej kilkugodzinnej naradzie?

Nie na wszystkie padły odpowiedzi. Część obaw oczywiście strona rządowa starała się mitygować, część obaw pozostała. Mamy jeszcze czas w Senacie. Ja tutaj oczywiście jestem zwolennikiem przyglądania się temu w sposób umiarkowany, spokojny. Jest to jednak kredyt do 2070 roku. Z jednej strony wielka szansa, oczywiście, nie można wpadać w emocje zupełnie negatywne wokół programu SAFE. No ale z drugiej strony nie można też wpadać w taki publicystyczny huraoptymizm. Ja i ośrodek prezydencki przyglądamy się sprawie naprawdę ze świadomością, że dotyczy to bardzo newralgicznej kwestii polskiego bezpieczeństwa, skredytowania się Polski do roku 2070, strasznych naszych doświadczeń z warunkowością programów takich jak KPO, czyli z zagrożeniem, że środki finansowe płynące z Unii Europejskiej być może będą kolejnym mechanizmem czy kolejnym narzędziem do tego, aby zmieniać naszą...

To jest największy problem w tej ustawie?

Tak, to jest jeden z problemów. A więc kwestia warunkowości, kwestia zabezpieczeń antykorupcyjnych – tu też była bardzo ciekawa część dyskusji na Radzie Bezpieczeństwa Narodowego. Więc jest szereg pytań i szereg w ogóle twardych sugestii w odniesieniu do ustawy o SAFE ze strony ośrodka prezydenckiego, które powinny zostać uwzględnione na etapie prac senackich. Czy podpiszę tę ustawę, czy nie podpiszę – tego Panu Redaktorowi nie powiem. Jeśli uznam, że moje wątpliwości zostały rozwiane, to oczywiście, że tak. Ja bym chciał, a jeśli nie, to nie.

Natomiast chciałbym, żeby i kwestii ustawy o SAFE, i kwestii obecności Polski w Radzie Pokoju przyglądać się w sposób strategiczny i bez emocji politycznych. Z jednej strony mamy partnera transatlantyckiego, który chciałby być traktowany, tak jak na to zasługuje, czyli poważnie – Stany Zjednoczone. A tutaj Pan Premier nie podejmuje żadnej decyzji, nie ma uchwały Rady Ministrów. A jeśli chodzi o SAFE, to słyszymy: musimy podkręcić tempo, szybko musimy skredytować się do 2070 roku; nie pytajcie o mechanizmy antykorupcyjne, nie pytajcie o warunkowość, nie pytajcie o to, czy budżet Ministerstwa Obrony Narodowej w kolejnych latach nie zostanie zdewastowany. Publicznie zadaję pytanie: jeśli mamy dwa fundamenty naszego bezpieczeństwa – relacje transatlantyckie i budowa odpowiedzialności w Unii Europejskiej – na te dwa punkty powinniśmy spoglądać razem. Albo szybko, albo wolno.

Mamy też bardzo ważną wypowiedź Pana Ministra Finansów Andrzeja Domańskiego, który mówi tak – wprost mówi, bardzo mocno – że każdy, kto głosuje przeciwko SAFE, jest albo głupcem, albo zdrajcą. Bo nam się po prostu ta pożyczka opłaca. Lepiej chyba być państwem zadłużonym niż bezbronnym.

Oczywiście, że tak, jeśli chodzi o ostatni fragment wypowiedzi Pana Redaktora – lepiej być zadłużonym niż bezbronnym. Tak, dlatego przez wiele lat, przez osiem lat rządów Zjednoczonej Prawicy, udawało się z jednej strony przyjmować coraz więcej żołnierzy do Wojska Polskiego – te statystyki pokazywały, że naprawdę ta dynamika przyjęć do Polskich Sił Zbrojnych była wysoka – udało się podpisywać ważne kontrakty na sprzęt amerykański, południowokoreański, budować w ramach Rzeczypospolitej odpowiedzialność za bezpieczeństwo. Dzisiaj mamy propozycję innego modułu. Pewnie pod względem finansowym, jak mówi Minister Domański, jak mówi wielu ekspertów, to jest dobre, ale trzeba zastanowić się, czy z jednej strony kwestie warunkowości, z drugiej strony kwestie potrzeb czy celów naszych sąsiadów, czy zachodnich sąsiadów, nie są na tyle kłopotliwe dla tego programu, że nie powinniśmy tego podpisywać. Ja tego nie wiem na dzień dzisiejszy. Znam całą strukturę, ale nie wiem, jak większość parlamentarna podejdzie do tych rzeczy, które dla mnie jako dla Prezydenta Polski są zasadnicze i są bardzo ważne.

A jeśli chodzi o Ministra Domańskiego, Panie Redaktorze – no mocne słowa finansisty: łączenie kwestii środków finansowych z Brukseli z kwestią zdrady i wzięcia kredytu albo niewzięcia kredytu określane jako narodowa zdrada. Powiedzmy sobie szczerze, trochę za daleko Pan Minister Finansów poszedł. Niech naprawdę Pan Minister nie zajmuje się kwestiami tożsamości, zdrady czy niezdrady, tylko niech zajmie się polskim budżetem. Bo równie dobrze Panu Ministrowi ktoś by mógł powiedzieć, że zamykanie polskich porodówek w obliczu kryzysu demograficznego, sytuacja w polskiej służbie zdrowia, kwestia rachunków energii elektrycznej Polaków jest zdradą wobec narodu polskiego. Ktoś by mógł tak powiedzieć.

A Pan tak powie? Pan użyłby takich słów?

Ja chcę przekazać Panu Ministrowi Domańskiemu, żeby naprawdę nie używał w kwestiach pożyczki na Polskie Siły Zbrojne tak mocnych słów wobec tych, którzy głosowali przeciwko. Nie przystoi.

Dobrze, Panie Prezydencie, skoro Pan sam poruszył temat porodówek. Jaka jest alternatywa? Bo z jednej strony mamy bardzo duże braki, jeśli chodzi o kasę NFZ–etu, i po prostu utrzymywanie tych porodówek jest ekonomicznie niewłaściwe. Nie opłaca się to. Jaką Pan ma alternatywę? Skąd wziąć pieniądze w sytuacji, kiedy nie ma tych porodów, bo mamy do czynienia z katastrofą demograficzną?

Pytanie jest inne: skąd wziąć pieniądze, gdy nie ma pieniędzy, bo minister Domański, który zajmuje się innymi kwestiami, nie zabezpieczył budżetu państwa polskiego, tak jak powinien on wyglądać. Zwołałem Szczyt Medyczny, aby odpowiedzieć na zasadnicze pytania. W polskim budżecie będzie brakowało 23 miliardów złotych na służbę zdrowia. Starałem się poratować polską służbę zdrowia, podpisując ustawę o Funduszu Medycznym, a więc wychodząc naprzeciw potrzebom, ale upominając się też o choroby rzadkie czy medycynę pola walki w końcówce zeszłego roku w ramach Funduszu Medycznego. Ktoś odpowiada za stan finansów publicznych.

Ale Panie Prezydencie, ktoś może Panu powiedzieć: Pan ma wygodną sytuację, bo Pan może deklarować, może Pan proponować. Ale skąd wziąć kasę konkretnie?

To jest zadanie dla Pana Ministra Domańskiego, skąd wziąć środki finansowe. Z jednej strony w moich ustawach, które proponowałem do polskiego Sejmu, są mechanizmy uszczelnienia ściągalności VAT–u. To jest rzecz oczywista. Gdy spojrzymy na budżet, który mimo tego, że podpisałem, bo nie miałem możliwości zawetowania go zgodnie z polskim prawem, no to widzimy, że są tam głębokie oszczędności na rzeczach, które są ważne dla Polaków. Ja się nie godzę, żeby kobiety rodziły na SOR–ach. Od początku roku tylko w ciągu czterech tygodni roku 2026 zamknięto zdaje się osiemnaście porodówek, i to też w mniejszych miejscowościach. To nie jest dobra reakcja na kryzys demograficzny. Ja wiem, że sytuacja wygląda tak, że jest kryzys demograficzny, więc ma być mniej porodówek. Ale jak będzie mniej porodówek, to wpadamy w kolejny problem.

Mają być sale z dyżurnymi położnymi, będzie karetka pogotowia.

I dlatego trzeba przyjrzeć się temu mechanizmowi. Te pokoje przeznaczone w szpitalach do tego, aby kobiety mogły rodzić w tych szpitalach, w których zamykane są porodówki – nie wiem, czy to przyniesie efekt, ale jest to jakiś kierunek być może rozwiązania tej sytuacji.

A czy to jest też kierunek zaangażowania Pierwszej Damy? Czy ona mogłaby tymi sprawami się zająć?

Na pewno kwestiami demograficznymi Pierwsza Dama będzie się zajmować, czy pośrednio, czy bezpośrednio. Sama jest matką trójki dzieci, więc myślę, że jako Pierwsza Dama, jako kobieta przyczyniła się do tego, aby było nas więcej, a nie mniej.

Panie Prezydencie, kończąc wątek bezpieczeństwa – wokół nas wszystko się zmienia. Świat stary odchodzi w przeszłość, wokół nas wstrząsy tektoniczne, jeśli chodzi o geopolitykę. Mamy informację – pojawiła się ona w Monachium podczas Konferencji Bezpieczeństwa – że Kanclerz Merz rozmawia z Prezydentem Macronem o odstraszaniu nuklearnym. Czy to nie jest ten moment, kiedy Polska powinna pomyśleć o rozpoczęciu własnego projektu jądrowego?

Jestem wielkim zwolennikiem tego, aby Polska przystąpiła do projektu jądrowego.

Pan mówi o Nuclear Sharing, a ja mówię o własnym.

Mówię, Panie Redaktorze, o tym, że droga do polskiego potencjału jądrowego, oczywiście z szacunkiem do wszystkich regulacji międzynarodowych, jest drogą, którą powinniśmy iść.

Jest ten traktat o nieproliferacji. Czy Amerykanie nam pozwolą na to, żeby rozpocząć prace?

Tego nie wiemy, ale trzeba działać w tym kierunku, abyśmy mogli rozpocząć prace. Jesteśmy państwem tuż przy granicy konfliktu zbrojnego. Wiadomo, jaki jest stosunek Federacji Rosyjskiej – agresywnej, imperialnej – do Polski. Nie powiem Panu Redaktorowi, czy to się stanie, czy to się wydarzy, kiedy to się wydarzy. Natomiast jeśli pyta Pan Redaktor o moją opinię na ten temat, to dla mnie zbudowanie bezpieczeństwa Polski, nawet w oparciu o potencjał jądrowy, atomowy, jest kierunkiem, który popieram.

A jak Rosja może na to zareagować?

Rosja może zareagować, Panie Redaktorze, na wszystko w sposób agresywny. My, Polacy musimy czuć się bezpiecznie. Jeśli ktoś by spytał dziś polskiego Prezydenta, czy to popiera, czy nie, to powiedziałbym, że to popieram.

006_Prezydent_Karol_Nawrocki_wywiad_Bogdan_Rymanowski_Polsat_20260215_MWB27683-Edytuj.jpg [762.00 KB]

Panie Prezydencie, publiczna kłótnia polityków Prawa i Sprawiedliwości jest tak duża, że głos musiał zabrać sam Prezes Kaczyński i zagroził wyrzuceniem z partii tych wszystkich, którzy nie będą milczeć, nie powiem mocniej. Czy jest Pan zaniepokojony tym, co dzieje się w PiS–ie?

Panie Redaktorze, proszę mnie nie pytać o politykę partyjną. W żadnym środowisku partyjnym...

Ale ta partia Pana desygnowała na kandydata.

Oczywiście, bardzo jestem za to wdzięczny i bardzo się z tego cieszę. Bardzo mi pomogło to środowisko polityczne. Pan Prezes Jarosław Kaczyński wsparł mnie tak wyraźnie jako kandydata na Urząd Prezydenta. Natomiast jeśli chodzi o to, czy moje opinie mogą być pomocne jakiemukolwiek liderowi partii politycznej, czy moja wiedza na temat tego, co dzieje się w partiach politycznych, jest na tyle dobra, abym mógł dzielić się jakimiś opiniami, to nie. Myślę, że ani nikt nie czeka na moją opinię, co się dzieje w Polsce 2050 i w Prawie i Sprawiedliwości, ani ja tego nie śledzę.

Właśnie nie, Panie Prezydencie, wiele osób mówi, że to Pan jest teraz liderem prawicy, nie Prezes Kaczyński. I moje pytanie jest następujące: czy mamy kryzys w PiS–ie? Czy prezes Kaczyński powinien odejść na emeryturę?

Nie jestem liderem prawicy, ja jestem liderem państwa polskiego, naszej narodowej wspólnoty. Jestem Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej, bo Polacy mnie wybrali.

Ale to wygląda jak unik, Panie Prezydencie.

To nie jest unik, Panie Redaktorze. Ja jestem Prezydentem Polski, to znaczy zdaję sobie sprawę z konstelacji politycznej w polskim parlamencie, więc wiem, jak wygląda napięcie emocji w polskim parlamencie. Natomiast przecenia mnie Pan Redaktor, i to znacząco, myśląc, że ja śledzę, co dzieje się w partiach politycznych, kto o kim opowiada, kto kogo lubi czy kto kogo nie lubi. Zagadnień w Pałacu Prezydenckim jest tak wiele – polityka i wewnętrzna, i polityka międzynarodowa – że ja patrzę na partie polityczne przez pryzmat ich liderów i dyskusji z liderami. Więc dla mnie głos oczywiście w kontekście Prawa i Sprawiedliwości, Prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który jest z całą pewnością najbardziej skutecznym polskim politykiem po roku 1989, jest najważniejsze. Ale co już się dzieje poniżej prezesa i jak motywuje członków swojej partii, to nie jest moje zadanie.

Ale myśli Pan o założeniu własnej partii?

Absolutnie, Panie Redaktorze. Ja nie myślę o założeniu własnej partii. Mój kalendarz jest wypełniony ciężką pracą dla Polski. Mam przed sobą 4,5 roku prezydentury. Sam Pan Redaktor mówi: tyle dzieje się na arenie międzynarodowej, jest tyle zagrożeń dla Polski, tyle rzeczy, które muszę zrobić jako Prezydent, tyle rzeczy, których muszę pilnować, że naprawdę, jeśli myślę o czymkolwiek, to o tym, aby wszystkie te kryzysy, które są wokół mnie, pokonać z dobrem dla Polaków.

Dobrze. Pan mówi, że nie chciałby mówić o Polsce 2050. Jednak zapytam, bo tam nie dzieje się najlepiej. Jedna Pani Poseł odchodzi z partii.

Bardzo mi przykro.

 Mówi się o tym, że dochodzi do – to jest cytat – „bandyterki”. „Stop bandyterce politycznej”, tak pani poseł Szymanowska powiedziała o obecnym kierownictwie. Czy Pana zdaniem to może mieć wpływ na stabilność koalicji rządowej? Bo to już nie jest temat partyjny, tylko państwowy.

Wiem, że jesteśmy w Śniadaniu Rymanowskiego i na co dzień ta polityka partyjna odbija się właśnie w tym formacie dyskusji, Panie Redaktorze. I to jest bardzo ciekawe, jak przedstawiciele partii politycznej dyskutują ze sobą i pewnie wielu polityków w takim standardowym Śniadaniu Rymanowskiego teraz miałoby wiele głosów. Natomiast, nie jestem ani wróżbitą, ani wizjonerem, ani analitykiem środowisk partyjnych i politycznych. Wiem, że do tej pory szefem Polski 2050 był Szymon Hołownia, więc kwestie Polski 2050, jak załatwialiśmy, czy jak rozmawialiśmy o nich, czy słuchałem głosu lidera, co myśli o tych sprawach, teraz jest pani Pełczyńska–Nałęcz, której gratuluję zwycięstwa. Natomiast to, kto kogo nazywa bandytą i jak to wygląda, musi Pan Redaktor zapytać w przyszłym tygodniu w klasycznym Śniadaniu Rymanowskiego. Nie poświęcam na to naprawdę energii.

Ale uważa Pan, że koalicja rządowa jest stabilna? Bo to jest temat państwowy.

A tak, to już jest temat państwowy. Uważam, że po tym, co koalicja rządowa osiągnęła przez ostatnie dwa lata, nie powinna czuć się stabilnie. Bowiem zawód Polaków wokół 100 konkretów, wokół tych kwestii finansowych, budżetowych jest oczywiście wielki.

Ale na razie Koalicja Obywatelska jest liderem wszystkich notowań partyjnych.

To Pan Redaktor sam sobie odpowiedział na pytanie, które mi przed momentem zadał. Ja uważam, że po tym, co się wydarzyło w ciągu ostatnich dwóch lat, nie powinna być, pewnie nie jest stabilna. Natomiast jak jest w istocie, nie wiem, staram się mobilizować rząd do działania w tych sektorach, w których nie ma najlepszego tempa. Zresztą to jest trochę efekt mojego zwycięstwa w wyborach prezydenckich, że w istocie – nie wiem, czy z lepszymi efektami, to niech ocenią Polacy – ale rząd rzeczywiście poczuł się zmobilizowany po tym, jak zostałem Prezydentem.

Dobrze. Czy podpisze Pan ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa?

To jest ustawa przygotowana przez Pana Ministra Żurka, który dał się poznać jako człowiek, który nie szuka dialogu z Pałacem Prezydenta.

A ja niedawno z nim rozmawiałem i mówił, że chętnie by się z Panem spotkał i Pana przekonał do tej ustawy. Ale nie dostaje zaproszenia.

Ale to już jest za późno, Panie Redaktorze. Pan Minister Żurek dał się poznać jako taki prawny terrorysta.

Prawny terrorysta?

No tak, w Polsce nie mamy prokuratora krajowego działającego legalnie. Pan Minister Żurek wydawał rozporządzenia, które stały w kolizji z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej. Zresztą wymagało to reakcji Kancelarii Prezydenta, Minister Bogucki zgłosił to do prokuratury i do Trybunału Konstytucyjnego. Dziwiłem się Ministrowi Żurkowi, bo wielu ministrów, właściwie co najmniej kilka ministerstw, stara się być w dialogu z Pałacem Prezydenckim, aby pracować nad prawem, które zyskałoby akceptację, pewien kompromis. Doszło do świetnych spotkań – mówiliśmy o Polsce 2050; także z posłami Polski 2050 – oficjalnych spotkań w Pałacu Prezydenckim.

Zresztą przyszły efekty, rzeczywiście bardzo przekonujące argumenty posłów Polski 2050 w kwestii elektronicznego zbierania podpisów, zupełnie z innej perspektywy. Po spotkaniu z nimi mogłem przyjrzeć się tej ustawie i ją podpisałem. Więc jakby wiele środowisk, ale także ministerstw, szuka pewnego rodzaju porozumienia, mówiąc: przygotowaliśmy prawo, chcemy to wytłumaczyć Prezydentowi, chcemy wsłuchać się w głos Prezydenta, czy może przy kosmetycznych zmianach, jeśli coś jest nie do zaakceptowania, moglibyśmy to prawo zbudować i wspólnie dla dobra Polski… Minister Żurek tak się nie zachowywał. To znaczy starał się iść od samego początku na konfrontację.

I Pan mu to zapamiętał.

Nie, to nie chodzi o zapamiętanie.

Tylko zachowując się w ten sposób, nie słuchając głosu Prezydenta Polski, Pan Minister Żurek nie pokazał się jako ktoś, kto chce być w dialogu. Spojrzę na tę ustawę, wiem oczywiście już, co się w niej znajduje. Nie jestem – chyba nie jest dla nikogo zaskoczeniem – zwolennikiem oddawania kwestii układania polskich sądów wyłącznie przez środowisko sędziowskie.

Panie Prezydencie, à propos – kolejna ustawa i kolejna Pani Minister, która deklaruje rozmowy z Panem. Mówię o ustawie o statusie osoby najbliższej. W jakim kształcie byłby Pan gotów podpisać tę ustawę?

Oczywiście w kształcie, który gwarantuje wyjątkowość małżeństwa, która jest zabezpieczona w polskiej Konstytucji, w kształcie, który nie ma cech ideologicznych. Byłem zaniepokojony, gdy dostałem ten projekt, w którym społeczną akceptację dla tego projektu potwierdzały 42 radykalne organizacje działające na rzecz środowisk mniejszości seksualnych. Ta lista była listą poparcia społecznego, ale była bardzo radykalna.

Ma Pan coś przeciwko mniejszości seksualnym?

Nie, ja nie o tym mówię. Natomiast mówię o tym, że jeśli chodzi o społeczne poparcie i podpórką mają być 42 organizacje, w istocie radykalnie reprezentujące jedną część sporu politycznego, to to nie zachęca. Ja bym chciał rozwiązać tę kwestię – mówię to szczerze, mówiłem to w czasie kampanii wyborczej – ale żeby rozwiązać tę kwestię, trzeba odejść rzeczywiście od dyskusji ideologicznej. Trzeba spojrzeć na wyjątkowość małżeństwa. Nie można otworzyć furtki do kolejnych kroków, a to pojawiało się w opinii publicznej, to mnie głęboko umartwiło, Panie Redaktorze. Ja nie chciałbym za 20 lat, jeśli cokolwiek w Polsce się wydarzy, być tym, który położył fundamenty pod potencjalną adopcję dzieci przez pary homoseksualne. To znaczy ja na to nigdy nie wyrażę zgody.

A ta ustawa w tym kształcie, Pana zdaniem, to jest początek? To jest prolog do takiego rozwiązania?

Ta ustawa jeszcze nie, ale opinie niektórych przedstawicieli Lewicy, że to ma być tylko pierwszy krok w pewnym marszu, w pewnej drodze do tego, aby zrównać to ze związkami małżeńskimi – status osoby najbliższej – czy adoptować dzieci, to jest proces, w którym ja na pewno nie będę uczestniczył i nie chcę uczestniczyć, a mam dobrą wolę rozwiązania tej sytuacji. Na spotkaniu z PSL–em o tym mówiłem w sposób jasny: gdyby to była kwestia zagwarantowania wyjątkowego statusu małżeństwa, naprawdę rozsądnego rozwiązania kwestii finansowych, podatkowych, takiego, które nie ma takich zdolności, jak te relacje w małżeństwie, i nie byłoby tych wszystkich radykalnych wątków ideologicznych, to ja mam w sobie dobrą wolę. Tylko nie wiem, czy ta ustawa zyska ostatecznie taki kształt. Jak nie, to będę musiał ją zawetować. A jak będzie przygotowana do tego, aby rozwiązać ważny społecznie polski problem statusu osoby najbliższej, to ją podpiszę.

To cytat Pani Minister Kotuli, która chciałaby się bardzo z Panem spotkać, bardzo liczy na spotkanie z Panem. Ona powiedziała tak: „Pan Prezydent ma rodzinę patchworkową i wierzę, że Pan Prezydent spełni swoją obietnicę i okaże się Prezydentem wszystkich Polek i wszystkich Polaków, a par, które żyją w związkach nieformalnych w Polsce, osób, jest prawie dwa miliony”.

Oczywiście, to jest poważny społeczny problem, dlatego chcielibyśmy go rozwiązać. Ja też chciałbym go rozwiązać. Ale chyba moja wizja, moje podejście do tej sprawy jest jasne. To znaczy nie zgodzę się na to, aby była to brama do tego, aby w przyszłości dzieci były adoptowane przez pary jednopłciowe. Myślę, że wszystkie swoje wątpliwości wokół tej ustawy wyraziłem.

Ale jest Pan gotów do rozmów z Panią Minister Kotulą, z Panią z PSL–u?

Proszę, Panie Redaktorze, zwrócić uwagę, że Pani Urszula Pasławska, Pani Poseł, jest przecież członkiem mojej Rady Parlamentarnej.

Te ugrupowania, które nie zostały zaproszone, mają pretensje do Pana. Dlaczego Pan nie zaprosił Koalicji Obywatelskiej? Dlaczego Pan nie zaprosił Lewicy?

Oczywiście, zapraszam.

Tak, już teraz?

Nie chcieliście Państwo do mnie przyjść, nawet do Pałacu Prezydenckiego. Zaprosiłem Was do swojego domu, do Pałacu Prezydenckiego.

Ale najpierw Pan powołał tę Radę, a dopiero potem oni nie przyszli do Pana.

Proszę, czekam na propozycję. Kto by chciał wejść do Rady Parlamentarnej? Przecież bojkotują mnie te dwa środowiska, Panie Redaktorze.

Czyli jest Pan otwarty?

Sobie samemu szkodząc, od początku. Dziękuję za komplement Pani Minister Kotuli, że mam rodzinę patchworkową. Bardzo się kochamy. Jesteśmy naprawdę sprawdzoną, wspaniałą rodziną.

Panie Prezydencie, decyzja sądu jest taka, że Pan Minister Ziobro powinien być tymczasowo aresztowany. Na podstawie tej decyzji został za nim wysłany list gończy. Czy jest Pan gotów ułaskawić byłego Ministra Sprawiedliwości w tym postępowaniu?

Nie ma takiego wniosku. Nie ma skazania, Panie Redaktorze. Więc mówimy o rzeczy, która jest domeną przyszłości. Ani nie ma takiego wniosku, ani nie ma wyroku sądu, więc nie mam dostępu do dokumentów tej sprawy. A żyjemy w sytuacji, w której z całą pewnością, i to powtarzam konsekwentnie, Minister Ziobro nie może liczyć na uczciwy proces w Polsce. Tego jestem pewien. Taki mamy stan. To skłoniło go do podjęcia takiej, a nie innej decyzji.

Gdyby Pan był w podobnej sytuacji, zrobiłby Pan to samo? Poprosiłby Pan o azyl?

Nie, ja już mówiłem publicznie, że dla mnie kwestia opuszczenia Rzeczypospolitej... Nie chciałbym, żeby Pan Bóg mnie doświadczył i chorobą – bo Pan Minister Zbigniew Ziobro jest przecież dotknięty chorobą – ani taką polityczną nagonką. Natomiast ja oczywiście nie wyobrażam sobie tego typu opuszczenia Rzeczypospolitej Polskiej. Ale to jestem ja. To jest osobista, indywidualna decyzja każdego. Pan Minister wybrał taką ścieżkę, nie mogąc liczyć na sprawiedliwy proces w Polsce.

Panie Prezydencie, to dobrze, że polski resort sprawiedliwości, że polscy prokuratorzy zajmą się sprawą analizy akt Epsteina?

Dość zabawnie to brzmi, Panie Redaktorze, mimo że sprawa jest ultrapoważna. Jest ultrapoważna i powinna zostać oczywiście wyjaśniona, ale przez Stany Zjednoczone. Jeśli patrzę, że te kwestie są w zainteresowaniu jakiejś specjalnej komisji w Polsce, myślę, że nie wyjaśniono jeszcze afery w Zatoce Sztuki w Sopocie i może tam by się przydała komisja śledcza, nie wyjaśniono wielu kwestii kryminalnych, ale też niekryminalnych w Polsce. Jakie ta komisja będzie miała możliwości, Panie Redaktorze? To wszystko musi być wyjaśnione przez organy ścigania Stanów Zjednoczonych. Sprawa jest naprawdę poważna. Jeśli odkryte zostaną wątki polskie, powinny zostać zlecone...

Ale są, jest informacja o tym, że współpracowniczką Epsteina była Polka.

I powinny zająć się tym oczywiście polskie służby. A powoływanie do tego specjalnych komisji jest kolejną próbą odciągnięcia opinii publicznej od najbardziej istotnych kwestii. Sprawa jest istotna, sprawa jest ważna…

Jest szokująca, bulwersuje cały świat.

Oczywiście, tak jest, i powinna zostać wyjaśniona. Ci, którzy w tym uczestniczyli, ktokolwiek krzywdził dzieci, powinien zostać wyeliminowany z życia społecznego do końca swojego życia. I to jest rzecz oczywista. Natomiast taka wyrywność w kwestii tworzenia nowej komisji czy nowego zespołu – trudno mi odpowiedzieć, o co w istocie chodzi.

A myśli Pan, Panie Prezydencie, że ta sprawa może obciążać, pogrążyć Prezydenta Trumpa?

Prezydent Trump zachował się w tej sprawie najbardziej, zdaje się, odpowiedzialnie, doprowadzając do tego, że ta afera w ogóle ujrzała światło dzienne. To on wskazywał na pewne niejasności wokół Epsteina. Prezydent Donald Trump, jak ja śledziłem analizy, które płynęły także z Biura Bezpieczeństwa Narodowego, zachował się w tej sprawie w sposób, który pozwolił tej aferze też ujrzeć światło dzienne.

Ale był taki moment, kiedy nie chciał ujawniać tych akt. Został jakby zmuszony decyzją czy też opinią i kongresmenów, i senatorów. Myśli Pan, że to może być problem dla Prezydenta czy nie?

Trudno mi, Panie Redaktorze, powiedzieć, czy to może być problem czy nie. Natomiast z dokumentów i z analiz, które ja otrzymałem, wynika jasno, że bez Prezydenta Donalda Trumpa ta sprawa nie ujrzałaby światła dziennego, co pokazuje, że z całą pewnością zachował się w tej sprawie przyzwoicie. Winnych należy oczywiście ukarać. A badanie tej sprawy w jakimś specjalnym zespole w Polsce zamiast metodycznej pracy i współpracy ze Stanami Zjednoczonymi w zakresie organów ścigania wygląda jak kolejna próba odciągnięcia uwagi opinii publicznej od spraw istotnych – cen prądu, cen artykułów spożywczych, bezpieczeństwa itd.

Panie Prezydencie, dzisiaj w krawacie, w garniturze, ale paręnaście dni temu był Pan na igrzyskach we Włoszech. Podczas uroczystości otwarcia wystąpił tam Pan w takiej specjalnej bluzie Nowrocky. I to wzbudziło kontrowersje.

T–shircie, koszulce.

Tak, to był taki T–shirt. Dlaczego Pan to zrobił?

Smutno trochę Panu Redaktorowi, że nie przyszedłem w tej koszulce?

Nie miałbym nic przeciwko temu. Ale tylko zwróciłem uwagę. Jak Pan się odniesie do krytyki, która pojawiła się po tym Pańskim występie?

Przede wszystkim ta marka Nowrocky towarzyszyła mi przez całą kampanię wyborczą. Ona stała się częścią tej kampanii wyborczej – naprawdę tysiące ludzi w całej Polsce było w czapeczkach, w koszulkach pokazujących, że są ze swoim kandydatem – więc czuję się z nią zżyty emocjonalnie. Natomiast jak już zostałem Prezydentem, występowałem w wielu polskich markach w wielu okolicznościach. Nie chcę teraz za bardzo promować tych marek w Polsacie, natomiast mógłbym wymieniać kolejne świetne polskie marki, typowo polskie, z których odzieży, czapeczek, kurtek, butów korzystałem w wielu publicznych sytuacjach… No i to była tego typu sytuacja. Akurat włożyłem tę koszulkę. Gdyby mój fotograf Mikołaj Bujak miał inną, to pewnie włożyłbym inną. Natomiast pożyczyłem od niego T–shirt i czapeczkę, bo miał akurat taką, a ja miałem stroje oficjalne. Gdyby to była inna marka, ale polska, to byłbym w innej. Założyłem tę.

Jednoznacznie mówię oczywiście, że nie mam z żadną marką – w pewnym momencie bohaterem wielu wydarzeń był mój zegarek polskiej marki, on także się pokazywał – którą wkładam, drodzy Państwo, na siebie jako Prezydent Polski żadnych relacji ani finansowych, ani marketingowych.

Ale rodzinne chyba już są, bo za tą marką stoi Pańska siostra.

Nie, to jest zupełnie inna sytuacja, Panie Redaktorze. W związku z tym, że ta marka, która zyskała swoją rozpoznawalność w czasie kampanii wyborczej, miała być marką, która trafia na części garderoby nielicujące z Urzędem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, bo były takie zamiary, aby „Nowrocky” przyozdabiało rzeczy, z którymi nie chciałbym być utożsamiany jako Prezydent Polski, to siostra się po prostu nade mną zlitowała i sprawiła, że ta marka – też bez żadnych relacji finansowych – jest w rękach siostry pod względem znaku towarowego, którego nie można wrzucać na rzeczy, na których nie chciałbym jej zobaczyć razem ze swoją twarzą, Panie Redaktorze. I to już jest koniec – w tym sensie, że moja siostra też nie ma żadnych relacji finansowych z żadną firmą, żadnych zarobków, tylko uratowała ten wizerunek.

Widzi Pan, Profesor Matczak uznał, że stał się Pan słupem ogłoszeniowym reklamującym prywatny biznes. I to w czasie pełnienia funkcji publicznej. A głowie państwa to nie przystoi.

Pan Profesor Matczak chciałby, żebym chodził nagi. Jak sobie Państwo wyobrażają ubieranie się Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej? Kto by chciał mnie ubierać, Panie Redaktorze? Profesor Matczak? Mam na sobie garnitur jakiejś marki, jakiejś firmy. Mam zegarek, ubieram się w dresy, zakładam czapkę, trenuję w różnych rzeczach, mam buty. Czy Pan Profesor Matczak zechciałby mnie ubrać? Czy naprawdę mam chodzić bez ubioru? Jeśli komukolwiek wydaje się, że będzie ubierał Prezydenta Polski, to jest w błędzie. Będę chodził w polskich markach. Nie mam z nimi żadnych relacji finansowych. Nie zarabiam żadnych pieniędzy. Moja żona, siostra – nikt nie zarabia na tym żadnych pieniędzy. A ja sobie będę chodził, w czym mam ochotę, zawsze w polskiej marce.

Myśli Pan, że będzie kolejny medal na igrzyskach olimpijskich? Wczoraj kolejny, drugi medal zdobył Kacper Tomasiak, fenomenalny dziewiętnastolatek. No mamy następcę Małysza i Stocha.

Jestem naprawdę zbudowany. Jest wielkim mistrzem Kacper Tomasiak. Cieszyłem się też z medalu Władysława Semirunnija. Czytałem analityków, którzy mówili, że nie zdobędziemy chyba żadnego medalu, a teraz mamy już trzy. Oglądałem też wczoraj polskich panczenistów.

Niewiele brakowało, a byłby medal.

No właśnie.

Damian Żurek. I pogratulowałby Pan wtedy Panu Żurkowi.

Uwielbiam oczywiście Damiana Żurka. Ja w ogóle w kwestię i łyżwiarstwa figurowego, i w kwestię panczenistów zagłębiłem się bardzo mocno. Wczoraj oglądałem też polskich panczenistów. To, jak wstała Gabriela Topolska po upadku, dostała się do kolejnej fazy, to pokazuje naprawdę polskiego ducha. Mam nadzieję, że jeszcze przyjdą medale. W poniedziałek oczywiście będę kibicował. Zbudowany jestem postawą polskich sportowców. Już trzy medale, mam nadzieję, że będą kolejne. Damian Żurek jest wielkim sportowcem. Czwarte miejsce rzeczywiście zawsze boli, ale pokazał, że jest zawodnikiem o wielkiej klasie.

I kolejna igrzyska przed nim.

No właśnie. Jeszcze będziemy się wspólnie radować.

Bardzo Panu dziękuję, Panie Prezydencie, za tę rozmowę. Dziękuję za obecność w Śniadaniu Rymanowskiego. Prezydent Karol Nawrocki był gościem Śniadania Rymanowskiego. Dziękuję, Panie Prezydencie.

Dziękuję, Panie Redaktorze. Dziękuję Państwu.

Dziękujemy bardzo i do zobaczenia.

001_Prezydent_Karol_Nawrocki_wywiad_Bogdan_Rymanowski_Polsat_20260215_MWB13251.jpg [1.29 MB]