Minister Marcin Przydacz podkreślał z mównicy sejmowej, że Polska jest ważnym krajem z nowoczesną gospodarką i że na zaproszenie prezydenta Stanów Zjednoczonych nasz kraj weźmie udział w szczycie G20 w Miami. Podkreślił, że Polacy chcą ambitnej, odważnej i skutecznej polityki zagranicznej. Zamiast tego „w praktyce często dostajemy emocjonalne wyskoki, „selfie dyplomacji”, zaczepki i pouczanie na platformie X”.
Wezwał do prowadzenia bardziej podmiotowej i odważnej polityki opartej na twardych interesach narodowych, a nie na działaniach wizerunkowych w mediach społecznościowych.
– Panie ministrze, polityka wobec Unii Europejskiej. Lewicowo–liberalne media zwiastowały wzmocnienie polskiej pozycji w Unii Europejskiej za sprawą osobistego autorytetu Donalda Tuska, którego cytuję: „Przecież nikt nie ogra”. Efekty tego wzmocnienia widzieliśmy ostatnio, gdy UE ostatecznie zawarła porozumienie z Mercosurem, które doprowadzi do osłabienia europejskiego sektora rolnego, w tym polskiego. W sprawie Mercosuru mówił pan przecież, że Polska będzie zdecydowanie sprzeciwiać tej umowie i że zbuduje mniejszość blokującą. I co? Udało się osiągnąć ten sukces? Nie udało się niestety zablokować tej umowy panu ministrowi – wyliczał Marcin Przydacz.
Minister przypomniał kwestię paktu migracyjnego i wcześniejszych zapowiedzi, że Polska zostanie z niego wyłączona, co nie doszło do skutku. Zdaniem Marcina Przydacza kierunek działań obecnego rządu prowadzi do całkowitej zależności polskiej polityki migracyjnej od unijnych urzędników.
Mimo deklaracji rządu, cytuję: „Polska nie będzie przyjmować migrantów w ramach paktu”, rzeczywistość jest taka, że decyzje w tej sprawie zależą od Brukseli, a nie od Warszawy. Handlujecie niestety nie po raz pierwszy bezpieczeństwem naszych obywateli – zarzucił.
Odniósł się do polityki względem naszych zachodnich sąsiadów mówiąc: „odnoszę smutne wrażenie, że w polityce wobec Niemiec minister Sikorski wciąż kieruje się zaczerpniętą z Małego Księcia doktryną oswojonego zwierzątka ogłoszoną przez byłego ministra Bodnara, który przyrównał Polskę do zwierzątka oswajanego przez Niemcy. Tak mówił będąc w Berlinie”.
Marcin Przydacz zaapelował do rządu, aby przestał zachowywać się jak „rzecznik tylko interesów niemieckich”.
– Wicepremier Sikorski mówił o potrzebie rozwijania dobrych relacji z europejskimi partnerami. Zgoda. Ale czy dobre relacje nie oznaczają poszanowania wzajemnych interesów, sprawiedliwej, korzystnej współpracy oraz wzajemnego zrozumienia? Jeśli Niemcy chcą współpracować z Polską, zgadzam się, trzeba współpracować jako sąsiedzi. Niech wreszcie wypełnią swoją odszkodowawczą powinność z czasów II wojny światowej. W innym wypadku te relacje nigdy nie będą zdrowe – mówił.
Zwrócił się też bezpośrednio w stronę naszych zachodnich sąsiadów:
Może Cię zainteresować Sejm. Prezydent wysłuchał informacji szefa MSZ [PL/EN] Prezydent RP w Polsat News: Polska w Radzie Pokoju mogłaby być głosem całego regionuDo głowy nam nie przyszło, że zamiast reparacji zaproponujecie Polsce pożyczkę na zakup niemieckiego sprzętu wojskowego, podczas gdy Berlin w tym programie nie zamierza uczestniczyć i planuje zakup amerykańskich samolotów bojowych.
Minister Przydacz przypomniał, że w zeszłorocznym wystąpieniu szef MSZ mówił, iż kluczowym celem polskiej polityki zagranicznej jest utrzymanie jedności współpracy transatlantyckiej, w tym bliskiej współpracy ze Stanami Zjednoczonymi, co patrząc z dzisiejszej perspektywy zupełnie się temu rządowi nie udało.
– Sam się pan minister niedawno przekonał, że dyplomacja twitterowa nie otwiera drzwi do Białego Domu, często niestety pozostawiając adeptów na trawniku. A są przecież dobre przykłady, jak te relacje budować. Rządy Zjednoczonej Prawicy znacząco wzmocniły relacje strategiczne Polski z USA. Od 2016 roku w Polsce stacjonują tysiące amerykańskich żołnierzy. Została podpisana rozszerzona umowa o współpracy obronnej. Zostało utworzone stałe dowództwo V Korpusu US Army w Poznaniu. Polska zaczęła importować gaz LNG z USA, uniezależniając się w ten sposób od Rosji, od tej Rosji, którą jeszcze pierwszy wasz rząd Polskę energetycznie niestety uzależnił – przypomniał minister.
– Dlaczego polski wicepremier, aby spotkać się z sekretarzem stanu USA, musi szukać specjalnych okazji, jak na przykład wręczenie milionowej nagrody w Miami czy udział w konferencji wiceministrów w Waszyngtonie? – pytał.
Minister zauważył, że Prezydent Karol Nawrocki zachowuje „strategiczną rozwagę i rozumie, że relacje ze Stanami Zjednoczonymi są kwestią twardego interesu państwa”. Zapewnił, że Pałac Prezydencki konsekwentnie wzmacnia dialog z administracją amerykańską, korygując błędy i zaniechania strony rządowej.
To, co rząd psuje, Prezydent naprawia. Dlatego Panie ministrze, zgadzając się z Panem, dialog z Waszyngtonem nie może być tylko jednoosobowym zadaniem i misją Prezydenta. To powinien być skoordynowany wysiłek współpracy całego aparatu państwowego. Zgódźmy się, z niełatwym partnerem w kwestiach bilateralnych, bezpieczeństwa czy choćby obecności w G20. Z mojej strony deklaruję tutaj gotowość do współpracy, zwłaszcza w tym ostatnim zadaniu w ramach G20 – poinformował Marcin Przydacz.
Minister podkreślił, że w wystąpieniu Radosława Sikorskiego w Sejmie zabrakło spójnej wizji rozwoju inicjatywy Trójmorza i innych kluczowych formatów regionalnych, które realnie wzmacniają bezpieczeństwo Polski. Zaznaczył, że kraje regionu Trójmorza to 13 państw, 120 milionów osób i 3 biliony dolarów PKB w dynamicznie rozwijających się gospodarkach.
– Podobnie jeśli chodzi o format Bukaresztańskiej Dziewiątki, także i w kontekście planów na aktywizację polityki w ramach Morza Bałtyckiego. Trudno jest zauważyć jakiekolwiek konkretne działania w ostatnim roku, a miarą skuteczności dyplomacji są konkretne działania. (…) Także jeśli chodzi o regiony pozaeuropejskie, Pan minister mówił o potrzebie wzmacniania partnerstw. Mam nadzieję, że ten dialog będzie lepiej wyglądał niż ostatnia wizyta w Indiach – zaznaczył szef BPM.
Na koniec minister poruszył wątek służby zagranicznej i obsadzanie przez MSZ kluczowych placówek dyplomatycznych kierownikami w randze chargé d'affaires zamiast pełnoprawnymi ambasadorami.
– To nie jest wyłącznie kwestia prestiżu, to problem systemowy, który ogranicza dostęp do najwyższych szczebli decyzyjnych i zmniejsza skuteczność instrumentów dyplomatycznych. (…) Na skutek Pańskiej polityki kadrowej po ponad dwóch latach większość polskich placówek nie ma ambasadora. To gorzej niż zbrodnia. To strategiczne osłabienie naszego państwa w momencie coraz mniej przewidywalnego świata, gdy wojna u granic, zmiany w międzynarodowym układzie sił oraz globalne kryzysy gospodarcze i polityczne stają się faktem – mówił.
Prezydencki minister zarzucił szefowi MSZ, że od ponad dwóch lat w ten sposób świadomie osłabia pozycję międzynarodową naszego państwa, a „górnolotne hasła odbudowy polskiej dyplomacji w praktyce oznaczają postępującą erozję”.
– Zamienił Pan aktywnych, sprawnych i doświadczonych urzędników na towarzystwo, niestety w części wzajemnej adoracji, na kolegów, w tym wielu z rezerwy kadrowej albo wręcz z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, a także na tych z tak zwanej Konferencji Ambasadorów albo wręcz absolwentów moskiewskiej szkoły szpiegów – zarzucił Radosławowi Sikorskiemu Marcin Przydacz pytając: – Czy nie dyskwalifikuje Pańskich współpracowników fakt braku poświadczeń bezpieczeństwa? 10 szefów placówek nie ma dzisiaj żadnych poświadczeń bezpieczeństwa – poinformował.
Szef BPM zakończył swoje wystąpienie w Sejmie apelem do Ministra Spraw Zagranicznych:
Może Cię zainteresować Prezydent RP: Nauka to budowanie potencjału Rzeczypospolitej Polskiej Prezydent: Siłą Rzeczypospolitej są jej Siły Zbrojne [PL/EN]Mój apel na koniec: odwagi, podmiotowości, a przede wszystkim sprawczości. Mniej słów, mniej Twittera, a więcej myślenia o interesach Rzeczypospolitej – podsumował.