Menu rozwijane

27 września 2024

Marcin Fijołek, Polsat News: Witam Państwa bardzo serdecznie. Dzisiaj „Graffiti” wyjątkowo i specjalnie z Pałacu Prezydenckiego. Naszym rozmówcą dziś – gospodarz tego miejsca, Pan Prezydent Andrzej Duda. Dzień dobry.

Prezydent RP Andrzej Duda: Dzień dobry, Panie Redaktorze. Witam bardzo serdecznie naszych widzów.

Panie Prezydencie, rozmawiamy tuż po Pana wizycie w Stanach Zjednoczonych. Wiele ważnych rozmów, wiele spotkań. Ja chciałem zapytać o jeden aspekt, który – mam wrażenie – nie wybrzmiał tak mocno, przynajmniej oficjalnie: o plan pokojowy dla Ukrainy. Mamy plan pokojowy, który ma przedstawić – czy przedstawia – Wołodymyr Zełenski. Mamy pomysł na pokój Donalda Trumpa. Mamy pomysły Chińczyków, Węgrów. A jak Pan na to patrzy? Co się mówiło w kuluarach spotkań, kolacji m.in. z Joe Bidenem, na której Pan był, na temat tego, jak może się zakończyć ta wojna na Ukrainie?

Ja zdania na temat zakończenia tej wojny nie zmieniam. To jest zdanie Prezydenta Rzeczypospolitej, spojrzenie z punktu widzenia – oczywiście – naszego interesu. Naszego interesu, czyli bezpieczeństwa naszej części Europy. Ale w moim przekonaniu to jest podejście z punktu widzenia bezpieczeństwa również i świata – żeby była jasność. I ono brzmi jednoznacznie. Cały czas ja to powtarzam – mogę powiedzieć – praktycznie rzecz biorąc, wszędzie i w kółko.

Prymat prawa międzynarodowego musi zostać przywrócony. To jest dla mnie fundamentalna kwestia, jeżeli chodzi o zakończenie wojny na Ukrainie. Kiedy prymat prawa międzynarodowego będzie przywrócony? Wtedy, kiedy Ukraina odzyska kontrolę nad wszystkimi swoimi międzynarodowo uznanymi terytoriami. Czyli wtedy, kiedy odzyska kontrolę nad swoimi granicami. Czyli będzie miała pełną kontrolę nad terenami, nad którymi miała kontrolę przed rosyjską agresją na Ukrainę w 2014 roku.

Czyli łącznie z Krymem.

Tak. Włącznie z Krymem.

Tylko czy jest to możliwe, Panie Prezydencie? Bo widzi Pan te pomysły, które – albo oficjalnie, albo nieoficjalnie, off the record, czasem w mediach, czasem w prasie się pojawiają – np. o scenariuszu, w którym Półwysep Krymski mógłby trafić pod jakąś kontrolę, zarząd ONZ.

To jest w moim przekonaniu – to, co ja powiedziałem – to jest w ogóle punkt bazowy, absolutnie podstawowy do tego, żeby podjąć jakąkolwiek rozmowę.

Tylko czy realny punkt, Panie Prezydencie?

Powtarzam jeszcze raz: jako Prezydent Rzeczypospolitej chciałbym przywrócenia prymatu prawa międzynarodowego. Dlaczego? Dlatego że w moim przekonaniu jest tak: że jeżeli choćby kawałek ziemi ukraińskiej pozostanie w rękach rosyjskich i świat jak gdyby uzna fakt tej aneksji, tego zaboru, tej trwałej okupacji – nazwijmy to tak – czy wręcz inkorporowania jakiejś części Ukrainy do Rosji, to będzie oznaczało, że rosyjski imperializm pożarł to, co chciał pożreć, i będzie chciał brać kolejne kawałki, będzie chciał brać kolejne tereny. Ta wojna wtedy wróci. W moim przekonaniu Rosja znowu zaatakuje Ukrainę, może zaatakuje inne państwa.

Żeby to przeciąć, żeby do tego nie doszło, dzisiaj – tak jak mówię – powtarzam to ciągle: Rosja musi zostać skarcona za agresję na Ukrainie. Tam, na polach Ukrainy, musi po prostu przegrać tę wojnę de facto. Bo przegraniem tej wojny będzie oddanie okupowanych terenów. To nie chodzi absolutnie o to, żeby Rosji jakiekolwiek tereny zabierać. To nie chodzi o to, żeby atakować Rosję – nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie. To chodzi o to, żeby Rosja nie zabrała ani części Ukrainy, czyli nie miała satysfakcji uzyskania czegokolwiek na tej wojnie.

I żadnego planu B nie powinniśmy w ogóle brać pod uwagę?

My, w Polsce, nie powinniśmy brać tego pod uwagę. Dlatego że co z tego, że świat będzie zadowolony, że sobie załatwił sprawę i że można wrócić do biznesu z Rosją. Nie oszukujmy się – wielu dzisiaj czeka na to, żeby tylko ta wojna się zakończyła, po to, żeby wrócić z powrotem do biznesu z Rosją, swobodnego i bez wstydu. A my będziemy w potencjalnym niebezpieczeństwie.

Dlatego ja mówię: jako Prezydent Rzeczypospolitej domagam się pełnego przywrócenia prymatu prawa międzynarodowego. Czyli powrotu kontroli Ukrainy nad jej międzynarodowo uznanymi terenami, nad jej międzynarodowo uznanymi granicami.

003_PAD_Wywiad_Polsat_Graffiti_26-09-2024_PK1_8029.jpg.JPG [975.09 KB]

Panie Prezydencie, czy była okazja w Stanach choćby kilka minut porozmawiać w cztery oczy z Wołodymyrem Zełenskim? Pytam w kontekście tego zgrzytu, napięcia, kryzysu – nie wiem, jak Pan to oceni – w relacjach polsko–ukraińskich. Widzi Pan ten spór i o historię, o ludobójstwo na Wołyniu, i o uczczenie, ekshumacje ofiar, i o drogę Ukrainy do Unii Europejskiej, i nawet o pięściarza ukraińskiego na lotnisku. Rozmawiał Pan o tym z Zełenskim?

Nie rozmawialiśmy o tych sprawach akurat teraz w Nowym Jorku. Spotkaliśmy się w siedzibie Organizacji Narodów Zjednoczonych. Przywitaliśmy się. Przez moment zamieniliśmy kilka słów. Nie poruszaliśmy tego tematu. Rozmawialiśmy o kwestiach frontowych, o tym, jak wygląda sytuacja dzisiaj na froncie wojny.

Natomiast powiem tak: ja rozmawiałem z Prezydentem Wołodymyrem Zełenskim – na te tematy, które Pan poruszył – kilkakrotnie. Efektem m.in. tych rozmów i moich powolnych, ale konsekwentnych działań w tej sprawie – powolnych, dlatego że to są kwestie delikatne, one są trudne także i dla strony ukraińskiej z przyczyn, które w części są dla mnie zrozumiałymi przyczynami; one są trudne, co nie znaczy, że nie powinny być załatwione, ja rozumiem, że one są trudne; oczywiście one są bardzo trudne także dla nas zupełnie z innego punktu widzenia – efektem tych rozmów była obecność Wołodymyra Zełenskiego w katedrze w Łucku razem ze mną w rocznicę rzezi wołyńskiej.

To był ważny symbol, Panie Prezydencie.

To był ważny symbol i to był…

Ale zgody na ekshumacje nie ma.

…i to był efekt spokojnej i bardzo rozważnej pracy nad tą kwestią. Ja będę to kontynuował spokojnie i rozważnie do końca swojej prezydentury, dokąd tylko będzie to dla mnie możliwe.

Natomiast chcę powiedzieć jedno: pamiętajmy, że te zgody na ekshumacje już były. Ta kwestia kolejnych zgód na ekshumacje była tematem moich ostatnich rozmów – dłuższych – z Wołodymyrem Zełenskim w cztery oczy, kiedy byłem w Kijowie na rocznicę niepodległości Ukrainy 24 sierpnia.

Myśli Pan, że do końca Pana prezydentury będzie jakiś przełom w tej sprawie?

Mam nadzieję, że będzie. Natomiast nie chciałbym, żeby się to odbywało poprzez gorszący – szczerze mówiąc – szantaż, który, moim zdaniem, Polsce w przestrzeni międzynarodowej dobrych efektów nie przyniesie.

Ma Pan na myśli te słowa Prezesa PSL–u, który mówi: „Albo przyspieszona ścieżka do akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej, albo właśnie Wołyń”?

To nie jest w moim przekonaniu dobry sposób stawiania wartości. Tę sprawę – ja uważam – trzeba załatwić inaczej, a nie poprzez grożenie blokowaniem integracji Ukrainy z Zachodem.

Bo pamiętajmy o tym, że zablokowanie integracji Ukrainy z Zachodem jest jednym z powodów, dla których Putin zaatakował Ukrainę. Przecież wszyscy o tym wiemy. W związku z czym wpisywanie się w taki sposób w relacje z Ukrainą, to jest tak naprawdę w jakimś sensie podążanie drogą Putina, czego nie chcielibyśmy chyba – jako Polacy – robić.

Panie Prezydencie, wróćmy na polski grunt. Rząd i Sejm pracują nad specustawą, która ma pomóc w usuwaniu skutków powodzi. Wielka dyskusja w Sejmie. Niemała też awantura między politykami, jak to przy takich okazjach bywa. Czy – Pana zdaniem – państwo zdało egzamin w sprawie reakcji na powódź?

Uważam, że państwo robi w tej chwili, co w jego mocy, żeby pomóc – przynajmniej my tak robimy. Uważam, że rząd również podejmuje wiele działań. Nastąpiła nominacja Pana Ministra Kierwińskiego na specjalnego członka Rady Ministrów powołanego właśnie do działań w zakresie usuwania skutków powodzi i do pomocy powodzianom.

Powiedziałem pod adresem Pana Ministra słowa podziękowania, bo uważam, że one mu się należą. Pamiętajmy, że zrezygnował z mandatu do Parlamentu Europejskiego po to, żeby przyjąć na siebie niezwykle trudną misję. Bo to jest misja, gdzie zawsze będą osoby, które będą się czuły skrzywdzone, poszkodowane. To nie jest misja, którą można zakończyć z zadowoleniem i z pełnym przyklaskiem społecznym. Niezwykle odpowiedzialna i niezwykle trudna.

Ale słyszy Pan, Panie Prezydencie, opozycję dzisiaj…

Spokojnie.

…polityków PiS, którzy mówią wprost, że państwo Tuska się rozsypało wręcz – Mariusz Błaszczak.

Powiedziałem do Pana Premiera Donalda Tuska, bo mieliśmy sposobność rozmawiać w kuluarach. Mówię: „Panie Premierze, opozycja ma swoje prawo. A Pan też był w opozycji i też Pan krytykował bardzo ostro nieraz na wszystkich możliwych płaszczyznach. W związku z czym jakby proszę zostawić to prawo w demokratycznym państwie opozycji, że ona ma prawo krytykować”.

Jestem dzisiaj częścią władzy wykonawczej, nie jestem opozycją. I w sprawach państwowych współdziałam z drugą częścią władzy wykonawczej, czyli z rządem, najlepiej jak umiem, bo mam wewnętrzne głębokie przekonanie, że dzisiaj trzeba przede wszystkim pomóc ludziom. I dlatego mówię: zostawmy kwestię rozliczeń, dyskutowania, czyja wina, za co itd. na po załatwieniu sprawy. A na razie sprawa jest do załatwienia. I to jest kwestia pomocy tym ludziom – jak najszybszej, jak najsprawniejszej, jak najbardziej efektywnej.

Może Cię zainteresować Transport osuszaczy dotarł do Lewina Brzeskiego Prezydent: Trzeba zrobić wszystko, by pomóc powodzianom wrócić do normalności Wolontariusze KPRP i BBN pomagają usuwać skutki powodzi Pracownicy Kancelarii Prezydenta RP pomagają powodzianom

Jest tyle problemów dramatycznych i dramatów ludzkich tam, gdzie ludzie potracili majątek całego życia, gdzie zbliża się zima na terenach górskich i podgórskich, gdzie naprawdę jest groza w tej chwili – że wszystkie ręce na pokład. Tam trzeba przede wszystkim dzisiaj nieść pomoc. I ci, którzy dzierżą w swoich rękach odpowiedzialność za władzę wykonawczą – a dzierży dzisiaj Koalicja Obywatelska z jednej strony, PSL, ci wszyscy, którzy są w koalicji rządzącej, czyli rząd, ale także i ja, jako Prezydent Rzeczypospolitej – jak najwięcej pracy musimy włożyć w to, żeby pomóc. Każdy w swoim zakresie tyle, ile może.

Panie Prezydencie, à propos współpracy z rządem. Chciałem Pana zapytać: Tomasz Siemoniak, Antoni Macierewicz, Mariusz Błaszczak i Władysław Kosiniak–Kamysz – z którym Ministrem Obrony Narodowej najlepiej się Panu współpracowało?

Najdłużej współpracowałem z Mariuszem Błaszczakiem.

A najlepiej?

Mnie się współpracowało dobrze w sprawach wojska praktycznie ze wszystkimi Ministrami. Aczkolwiek nie jest żadną tajemnicą, że miewałem też z nimi różne konflikty i zgrzyty, tak? To są w końcu długie lata – dziewięć lat. Bardzo krótko pracowałem z Panem Ministrem Siemoniakiem. Nie miałem z nim żadnych sporów. To był zresztą – tak jak mówię – stosunkowo krótki okres współpracy, sam początek mojej prezydentury. Ale spotykałem się z nim kilkakrotnie, merytorycznie, w sprawach związanych z bezpieczeństwem narodowym i wojskiem – i to były dobre spotkania. Tak to dzisiaj oceniam.

Potem pracowałem z Panem Ministrem Antonim Macierewiczem. Pamiętajmy, że razem dokonaliśmy naprawdę wielkiej rzeczy, jaką było powstanie Wojsk Obrony Terytorialnej. To wielka zasługa…

Ale były też zgrzyty, jak te pamiętne ubeckie metody, które mu Pan wypominał.

Mieliśmy spięcie dotyczące jednego wysokiego rangą oficera. Natomiast to jest zupełnie inna kwestia niż budowanie potencjału militarnego Rzeczypospolitej. A faktycznie kontrakty, które podpisał Pan Minister Macierewicz – system Patriot, budowanie tego wielowarstwowego systemu obrony powietrznej. Stworzenie Wojsk Obrony Terytorialnej – podkreślam jeszcze raz: niezwykle ważna, przełomowa…

Co dzisiaj widać zresztą.

…fundamentalnie istotna dla bezpieczeństwa narodowego decyzja – wielka zasługa Pana Ministra Macierewicza.

Pan Minister Mariusz Błaszczak – długie lata współpracy. Podniesienie wydatków na obronność, bardzo ważne kontrakty podpisane w związku z modernizacją polskiego wojska, wielka też jego odwaga w podejmowaniu tych decyzji, za co zawsze będę darzył go szacunkiem i będę to z szacunkiem wspominał.

Dzisiaj współpracuję z Panem Ministrem Władysławem Kosiniakiem–Kamyszem.

To dobra współpraca?

Jest to dobra współpraca. Realizujemy ją spokojnie. Z satysfakcją mówię o tym, że kontynuowana jest modernizacja polskiej armii. Osobiście dziękowałem Ministrowi za podpisanie kontraktu na zakup śmigłowców szturmowych Apache ze Stanów Zjednoczonych. Bardzo dobrze, że wdrażane są także elementy polskiej produkcji zbrojeniowej – myślę tutaj o lekkim transporterze opancerzonym. To są naprawdę ważne decyzje.

Pytam, Panie Prezydencie, o tę współpracę z rządem. Bo czasem są takie obrazki jak przy okazji nominacji Marcina Kierwińskiego – deklaracja pełnej współpracy. Mieliśmy to Pana spotkanie z Premierem Donaldem Tuskiem na okręcie wojennym, które narosło trochę legendą. Ale mieliśmy też takie zgrzyty czy wypowiedzi – jak choćby te Pana Premiera, który Bogu dziękował, że zostało Panu tylko te 330 dni prezydentury. Jak wygląda dzisiaj ta bieżąca współpraca z rządem? To jest szorstka przyjaźń? To jest w ogóle współpraca?

Jak widać, to jest współpraca, tak? Natomiast – oczywiście – są w tej współpracy również i momenty zgrzytów. Oczywiście, że jesteśmy z dwóch różnych obozów politycznych. Przecież wszyscy wiedzą, z jakiego obozu politycznego ja pochodzę, tak? Ale dzisiaj już nie jestem częścią tego obozu politycznego, nie jestem członkiem Prawa i Sprawiedliwości. Jestem Prezydentem Rzeczypospolitej, częścią władzy wykonawczej – zgodnie z polską konstytucją. I dzisiaj razem z rządem realizuję zadania dla ludzi po prostu. I dla mnie to jest kwestia najważniejsza. Dzisiaj trzeba pomóc ludziom dotkniętym, poszkodowanym przez powódź – to jest sprawa w tej chwili absolutnie fundamentalna.

A na poziomie politycznym, Panie Prezydencie?

Dlatego robimy to, co mogę we własnym zakresie – tutaj, Kancelaria Prezydenta. Wysyłamy kolejny transport pomocy, zdobyliśmy osuszacze i nagrzewnice, żeby ludzie mogli wydajniej suszyć swoje mieszkania.

Jasne.

Wysyłamy je w okolice Lewina Brzeskiego w tej chwili. Moja żona też uczestniczy w organizowaniu tych transportów. Już mamy przewidziane trzy turnusy dzieci w naszej rezydencji w Wiśle. Dzieci będą przyjeżdżały z okolic Głuchołaz i będą tam mogły spędzić czas, kiedy rodzice próbują odbudować normalne życie. Więc czynimy, co w naszej mocy dzisiaj, żeby pomagać również ze swoje strony.

A współpraca na poziomie politycznym, Panie Prezydencie? Czy jest jakaś przestrzeń do kompromisu – czy to w sprawie ambasadorów, czy to w sprawie sądów? Ma Pan na biurku od dwóch tygodni ustawę o Trybunale Konstytucyjnym. Podpisze ją Pan?

Panie Redaktorze, jeżeli będzie zgodna z konstytucją – tak. Ale na razie wszystko wskazuje na to, że są tam elementy niezgodne z konstytucją. I to jest rzeczywiście bardzo poważny problem, który blokuje de facto możliwość jej podpisania. To po pierwsze.

Po drugie, jeżeli chodzi o współpracę w sprawach ambasadorów – Pan poruszył tę kwestię – zawsze jest pole do kompromisu. Tylko ja bym chciał, żeby zwyczaje, które były w Polsce przez 35 lat we współpracy Prezydenta z Ministrem Spraw Zagranicznych, były po prostu realizowane. Skoro dało się to robić przez 35 lat, to dlaczego teraz nagle, kiedy przyszedł Pan Minister Sikorski i ta koalicja – i Koalicja Obywatelska u władzy w Ministerstwie Spraw Zagranicznych – te wszystkie zasady są łamane tylko dlatego, że Prezydent nie jest z ich obozu politycznego? Albo uznają zasady demokracji, albo ich nie uznają.

Mówił Pan o tym Premierowi?

Tak mówiłem.

I co?

Mówiłem Panu Premierowi.

I co na to Pan Premier?

Przekazałem to Panu Premierowi. Pan Minister Sikorski zresztą też to wie.

Czyli rozumiem, że jeśli tej zmiany polityki Ministra Sikorskiego nie będzie, to Pan do końca swojej kadencji nie podpisze żadnej nominacji ambasadorskiej?

Jeżeli Pan Sikorski będzie nadal uważał, że to on decyduje o tym, kto jest ambasadorem, czy Pan Premier decyduje o tym, kto jest ambasadorem, czyli – krótko mówiąc – rząd decyduje o tym, kto jest ambasadorem, to będą mieli ze mną problem, ponieważ zgodnie z konstytucją to Prezydent daje nominacje ambasadorską i to jest prerogatywa prezydencka.

001_PAD_Wywiad_Polsat_Graffiti_26-09-2024_PK1_7800.jpg.JPG [728.22 KB]

A widzi Pan przestrzeń do jakiegoś kompromisu…

Oczywiście, że widzę przestrzeń do kompromisu.

…przy okazji propozycji na weryfikację sędziów, o której mówił Minister Adam Bodnar? Tych sędziów powołanych po 2018 roku. Mówiło się o czynnym żalu też jako takim warunku takiej weryfikacji pozytywnej.

Myślę, że Pan Minister Bodnar chyba się źle czuł, kiedy o tym mówił.

Co to znaczy?

Że chyba się źle czuł.

Ale myśli Pan, że to było jakieś…?

Miał jakiś słaby dzień jako prawnik. Po prostu miał chyba jakiś słaby dzień, kiedy mówił o tym, że sędziowie będą zgłaszali czynny żal, bo jest to instytucja prawnokarna. Czynny żal jest instytucją prawnokarną. Więc chyba się źle czuł.

Ale nawet jeśli to nazwać inaczej, być może to rzeczywiście… bo potem się wycofywał Pan Minister Bodnar zresztą u nas, w „Graffiti”, z tego określenia. To czy Pan sobie wyobraża jakąkolwiek formę weryfikacji, dyscyplinarek dla sędziów po 2018 roku?

Nie ma żadnego powodu do weryfikacji czegokolwiek. Każdy sędzia został powołany zgodnie z polską konstytucją, zgodnie z obowiązującym prawem, które zostało uchwalone na demokratycznych zasadach przez polski parlament. Przeszło całą procedurę legislacyjną. A to, że komuś się nie podobało to, kto wtedy wygrał wybory, i uważał, że jako opozycja totalna ma prawo podważać wynik demokratycznych wyborów, to już jest jego sprawa i jego problem. Widocznie nie dorósł do demokracji.

Tylko trochę to nas wszystkich problem jest, Panie Prezydencie, bo w sądach mamy z tego powodu chaos. Wzajemnie się sędziowie kwestionują. Wzajemnie sobie wyroki za…

Ale to jest problem sędziów, którzy nie powinni być sędziami, bo się do tego nie nadają. Bo zamiast się zajmować rozstrzyganiem spraw obywateli i wymiarem sprawiedliwości, to zajmują się polityką. Coraz więcej – niestety – takich sędziów jest. Na przestrzeni ostatnich dziewięciu lat ujawnili się bardzo wyraźnie.

Tylko z perspektywy naszych widzów zastanawiam się, czy nie byłby potrzebny taki reset. Być może zapomnienie o tym, kto, kiedy…

Potrzebny byłby taki reset, tylko że trzeba byłoby wtedy zweryfikować wszystkich sędziów – wszystkich w ogóle.

Pan byłby za tym?

Być może, że by to było potrzebne, żeby zweryfikować wszystkich w ogóle. I tych politykierów wywalić po prostu z wymiaru sprawiedliwości.

Tylko kto miałby sprawdzić, kto jest politykierem, a kto jest sędzią, który dba o … ?

No właśnie. No właśnie. I to jest nasz problem. Dlatego ja proponuję, żeby odpowiedzialność za powoływanie sędziów pozostawić w rękach Prezydentów Rzeczypospolitej. Bo do tej pory nikt się nie poważał weryfikować nominacji sędziowskiej udzielonej przez poprzednich Prezydentów Rzeczypospolitej.

Więc zostawmy nominację sędziowską, za którą odpowiedzialność w istocie bierze na siebie Prezydent – jako rzecz nienaruszalną i zgodnie z konstytucją, tak jak to zawsze do tej pory było.

Może Cię zainteresować Szef KPRP: Przedstawiłam Komisji Weneckiej stanowisko Prezydenta RP

Zmiana tematu. Trochę czystej polityki, Panie Prezydencie. Rozmawiamy w przededniu kampanii prezydenckiej. Niektórzy nawet się już zdążyli zgłosić, jeśli chodzi o swój start. Obóz polityczny, z którego Pan się wywodzi, w bólach radzi się nad tym, kto ma być kandydatem. Czy ktoś z PiS pytał Pana o radę? Prosił o jakąś pomoc przy wyborze kandydata? Przecież Pan dwa razy wygrał wybory – wie Pan, jak to się robi.

Nie.

Nikt nie dzwonił?

Nie.

A oczekuje Pan takiego telefonu?

Nie.

Dobrze, to inaczej zapytam. Widzi Pan kogoś z tej krótkiej – albo nieco dłuższej – listy kandydatów Prawa i Sprawiedliwości, kto by się do tego nadawał?

A to jest moja słodka tajemnica, ja to zachowuję dla siebie.

Nie zdradzi Pan tej tajemnicy?

Ja nie wystawiam kandydata w wyborach.

To prawda.

To komitety wyborcze, ugrupowania polityczne wystawiają kandydatów do wyborów.

Ja tylko pytam o Pana opinię. Czy Pan widzi na horyzoncie – nazwijmy to – centroprawicy kogoś takiego?

Moja tajemnica, zostawiam to dla siebie.

Dobrze. A jak Pan odbiera te plotki, sygnały mówiące o tym, że ktoś z Kancelarii mógłby wystartować? Mówiło się o Jacku Siewierze, mówiło się czasem o Marcinie Mastalerku.

Panie Redaktorze, potencjalnie każdy może wystartować. Ja się zawsze uśmiecham, że każdy polityk ma buławę prezydencką w plecaku. To tak jest, że gdzieś to jest ten szczyt polskiej polityki, na który – przynajmniej z jakiegoś teoretycznego założenia – każdy polityk ambitny chciałby się wdrapać. Powtarzam: teoretycznego założenia. Więc każdy ma tę buławę prezydencką w plecaku. Niektórzy wyskakują, pokazują, że ją mają. Tak to jest – to jest polityka.

Nie daje mi spokoju ta kwestia, że gdyby Prezes Kaczyński zadzwonił z prośbą o opinię, to Pan by mu jej nie dał? Nie podpowiedziałby Pan po starej znajomości politycznej?

Ja myślę, że… przede wszystkim zacznijmy od tego, że Pan Prezes Jarosław Kaczyński – teraz już nie żartując; zupełnie poważnie, tak? – uważam, że jak czas pokazał i okoliczności, i fakty, z niezwykłą przenikliwością dokonał wyboru kandydata 10 lat temu. Bo to było 10 lat temu już prawie. Właściwie tak, bo już… tak, 10 lat temu. 11 listopada została ogłoszona oficjalnie moja kandydatura.

Przypominam, że wtedy niektórzy się śmiali, a Prezes Kaczyński naprawdę wziął na swoje barki ogromną odpowiedzialność – ogromną odpowiedzialność. Bo dla szefa ugrupowania, które ma szansę na to, by zwyciężyć w wyborach, taka decyzja to jest decyzja fundamentalnej absolutnie wagi. I to była wielka odpowiedzialność, którą wziął na swoje barki. Jak pokazał czas – z niezwykłą przenikliwością to zrobił. Myślę, że nie trzeba Panu Prezesowi Kaczyńskiemu podpowiadać, kto ma być kandydatem. To jest jego decyzja.

Wpłacił Pan, Panie Prezydencie, na komitet Prawa i Sprawiedliwości?

Jestem Prezydentem Rzeczypospolitej.

Ale też obywatelem.

Jestem Prezydentem Rzeczypospolitej dzisiaj przede wszystkim.

Czyli nie wpłacił Pan?

Jestem dzisiaj Prezydentem Rzeczypospolitej.

Ale nie odpowie Pan „tak” albo „nie” na to pytanie?

Proszę sprawdzić.

To nie jest informacja jawna, rozumiem, przynajmniej na tę chwilę.

Tak.

Rozumiem, że nie wpłacił Pan. Nie odpowie Pan na to pytanie wprost.

Nie popieram finansowo w tej chwili żadnych ugrupowań partyjnych w Polsce.

O, i to jest wprost odpowiedź na pytanie. Pytam w kontekście – wie Pan – zamieszania, jakie jest po decyzji Państwowej Komisji Wyborczej, która zakwestionowała sprawozdanie wyborcze PiS. Posłowie PiS dzisiaj skarżą członków PKW do sądu, mają do tego – oczywiście – prawo.

Mają do tego prawo.

Natomiast zastanawiam się, czy to też może wpłynąć na kampanię? Czy te pieniądze są absolutnie konieczne do tego, by kandydat PiS mógł wygrać wybory?

Uważam, że nie stało się dobrze, że taka decyzja Państwowej Komisji Wyborczej zapadła. Uważam, że jest to decyzja bardzo precedensowa, która w istocie stanowi dla polskiej demokracji niebezpieczny precedens. I próby pokazywania i na siłę naciągania, które działania rządu tak naprawdę niby były jakimiś działaniami kampanijnymi, są absolutnym szaleństwem.

Dlatego że nie będziemy mieli końca tego typu sugestii i tego typu rozliczeń. I w zależności od tego, jaką kto będzie miał siłę nacisku na Państwową Komisję Wyborczą na różne sposoby, taką będziemy mieli w danym momencie patologię. I uważam, że jest to fatalna sytuacja. Taka jest moja osobista ocena.

002_PAD_Wywiad_Polsat_Graffiti_26-09-2024_PK2_7609.jpg.JPG [650.88 KB]

Nie jechali po bandzie politycy PiS w kampanii zbytnio jednak? Jeżeli chodzi o wykorzystanie instytucji państwa, rządu, administracji rządowej.

Panie Redaktorze, a Pan pamięta, jak Pani Premier Kopacz jeździła pociągami po całej Polsce tuż przed kampanią parlamentarną 2015 roku? Moja żona kiedyś osobiście spotkała Panią Premier razem z częścią rządu w pociągu, kiedy była odprowadzana Pani Premier przez media na peron, a moja żona akurat sobie cichutko jechała do Krakowa, do naszych najbliższych. W związku z powyższym pamiętajmy o faktach, dobrze? Bo ja wiem, że minęło wiele lat i niektórzy bardzo chętnie chcieliby o tym zapomnieć. Ale tak było po prostu.

Panie Prezydencie, skąd pomysł na to, by Beata Kempa była Pana doradczynią?

Skąd pomysł?

Tak.

Mamy taką sytuację, że dzisiaj zmagamy się z powodzią, której skutki trzeba będzie prawdopodobnie usuwać, niestety – obawiam się – do końca mojej drugiej kadencji, która potrwa jeszcze 10 miesięcy. Boję się, że skutków tej powodzi nie usuniemy tak szybko. Pani Minister, Pani Poseł Beata Kempa ma wielkie doświadczenie w realizowaniu zadań humanitarnych, tym się m.in. zajmowała kiedyś w Kancelarii Premiera. Ma tutaj bardzo duże doświadczenie.

Może Cię zainteresować Beata Kempa Doradcą Prezydenta RP

I dzisiaj jest moim doradcą, i będzie się zajmowała u mnie właśnie tymi sprawami, tym bardziej że powódź dotknęła jej region, czyli Dolny Śląsk. W związku z powyższym uznałem, że powołanie takiej osoby dzisiaj do wsparcia tych działań… Mogę powiedzieć tak: byłem trochę szybszy od Pana Premiera, który powołał Pana Ministra Kierwińskiego, wskazał go jako tego, który jest jego kandydatem na osobę odpowiedzialną za usuwanie skutków powodzi. Ja wcześniej jako osobę z mojej strony odpowiedzialną za to wskazałem Panią Minister Beatę Kempę.

Panie Prezydencie, zostały nam dwie minuty. Chciałem zapytać o to, co dalej. W dobrych korporacjach czasem pytają pracowników: gdzie pan/pani się widzi za rok albo dwa? To ja bym chciał Pana zapytać, jeśli Pan pozwoli: gdzie Pan się widzi z rok? Bo jak na Pana patrzę, to chyba nie emerytura, szlafrok i kapcie.

Wie Pan, jak zdejmę okulary (Pan Prezydent zdejmuje okulary), to mój wzrok tak daleko nie sięga.

Ale musi Pan myśleć, Panie Prezydencie, o tym, co po wakacjach przyszłego roku.

Panie Redaktorze, przede wszystkim chcę doprowadzić do końca polskie sprawy, które prowadzę w ramach realizowanego w tej chwili zadania, które moi rodacy powierzyli mi w 2020 roku drugi raz – czyli do końca wykonać obowiązki prezydenckie. I to jest dzisiaj dla mnie rzecz absolutnie najważniejsza i fundamentalna. I nie umawiam się dzisiaj z nikim na żadną współpracę po zakończeniu prezydentury, ponieważ nie chcę na siebie w tym zakresie przyjmować żadnych zobowiązań, które mogłyby rodzić jakiekolwiek podteksty w efektach mojej pracy tutaj jeszcze przez te miesiące, które mi zostały.

Dobrze Pana rozumiem, że o tym, co dalej, pomyśli Pan w sierpniu, wrześniu przyszłego roku?

Tak. O tym, co dalej…

Bo to jest potężny polityczny potencjał: 10,5 mln głosów, lider rankingów zaufania.

O tym, co dalej, pomyślę wtedy, kiedy zakończę swoją służbę tutaj, kiedy Polska będzie miała następnego Prezydenta, który przejmie ode mnie to miejsce i dalej będzie prowadził polskie sprawy; kiedy ja będę z tego obowiązku zwolniony i z tej odpowiedzialności, która dzisiaj na mnie spoczywa. I będę mógł spokojnie zastanowić się nad tym, jak dalej pokierować swoim losem.

To zapytam jeszcze na koniec inaczej. Czy Pan uważa, że ten duopol, który mamy od 20 lat – mamy prawie że już właśnie 20. rocznicę tego duopolu Platformy i PiS–u – jest czymś dobrym dla Polski czy przydałoby się jego poluzowanie?

To już wyborcy na to odpowiedzą.

A Pan – jako wyborca?

Ja też mam swoją odpowiedź na to. Mnie przede wszystkim zależy na tym, żeby Polska się rozwijała i żeby ludziom żyło się w Polsce coraz lepiej, coraz dostatniej, coraz wygodniej, ale przede wszystkim bezpiecznie. To zadanie zapewnienia Polsce bezpieczeństwa chyba jest dzisiaj najważniejsze.

To też jest test, jak działa polskie państwo – to, co dzieje się w tej chwili, i pomoc ofiarom powodzi. Czy poradzimy sobie z tym lepiej, niż zdołaliśmy sobie poradzić od 1997 roku, po poprzedniej wielkiej powodzi? I po poprzednich powodziach, które też były duże, ale występowały bardziej lokalnie niż ta w 1997 roku.

Zobaczymy, na ile Polska po tych wszystkich latach, kiedy rósł w Polsce – bez wątpienia – poziom życia i kiedy zamożność polskiego państwa wzrastała, kiedy budżet Polski jest coraz większy, na ile Polska będzie w stanie sprawnie poradzić sobie z tym problemem, który ma dzisiaj.

Prezydent Andrzej Duda. Dziękuję pięknie za rozmowę w „Graffiti”. Bardzo Państwu dziękuję. Marcin Fijołek. Do zobaczenia.

Dziękuję bardzo.