Menu rozwijane

04 czerwca 2024

Michał Rachoń, Telewizja Republika: Jesteśmy w Wągrowcu, witam Państwa bardzo serdecznie. Witam w towarzystwie Prezydenta Rzeczypospolitej Andrzeja Dudy. Dobry wieczór, Panie Prezydencie.

Prezydent RP Andrzej Duda: Dobry wieczór, Panie Redaktorze. Witam naszych widzów.

Panie Prezydencie, jesteśmy tu po Pańskim spotkaniu z Polakami, trwa kampania wyborcza. Ale jednocześnie dziś jest znacząca data w najnowszej historii Polski. Z jednej strony – 4 czerwca 1989 roku, dla milionów Polaków nadzieja i data związana z wyborami czerwcowymi. Z drugiej strony data związana z tym, co wydarzyło się trzy lata później – coś, co miliony Polaków uważają za zdradę, złamanie nadziei na nową Polskę. Data związana z próbą budowania tajnych porozumień z Rosją i ukrywania prawdy o tajnych agentach Służby Bezpieczeństwa. Jak Pan patrzy na tę datę w naszej historii i ten dzień?

Patrzę na te daty jako na naszą historię i powiem tak: one obie są bardzo ważne, jeżeli rozpatrujemy ten cały cykl historyczny ostatnich 35 lat – bo tak trzeba go liczyć. Rzeczywiście wielkie wydarzenie 1989 roku. Muszę powiedzieć, że nie zgadzam się ze wszystkimi tymi, którzy mówią, że Okrągły Stół sam w sobie był zdradą, że te czerwcowe wybory w 1989 roku były niepotrzebne, były zdradzone, były źle przeprowadzone. Uważam, że tak – zrobiono to, co dało się w tamtym momencie, żebyśmy mieli bezkrwawą rewolucję. To był bardzo ważny moment, bo on się potem stał przykładem dla ogromnej części Europy. Oczywiście nie wszędzie udało się bez strzałów komunizm zakończyć – patrzmy, choćby Rumunia. Zresztą bardzo specyficzna – jak wiemy już z kart historii, co tam się działo.

Natomiast patrząc tutaj, na nasze polskie sprawy – no, te wybory nie w pełni wolne, pod dominacją komunistyczną, ale jednak które okazały się plebiscytem: czy jesteś za Polską komunistyczną, czy jesteś za władzą dyktowaną z Moskwy i przyjmującą wytyczne z Moskwy, czy jesteś za byciem w sowieckiej strefie wpływów? Polacy powiedzieli „nie”. Gremialnie. Chociażby przez to, że wtedy słynna – przypomnę – lista krajowa w ogóle nie przeszła, ludzie gremialnie odrzucili przecież listę krajową. To był wielki sprzeciw, który wtedy należało wykorzystać. Wtedy należało powiedzieć: „Stop, ludzie wypowiedzieli się jednoznacznie”.

I taką zmianę, jaką niósł w sobie później – te właśnie trzy lata później – rząd Premiera Jana Olszewskiego, należało kontynuować, bo wtedy być może te wszystkie przemiany, które przeprowadziliśmy przez te wszystkie lata, byłyby spokojniejsze, może mniej ludzi by ucierpiało, może Polska szybciej by się stała państwem zamożnym, może szybciej stawałaby się rzeczywiście państwem uczciwie i rzetelnie rządzonym, w którym konfidenci są nazwani konfidentami – myślę o tych, którzy współpracowali z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa – i wyeliminowani z życia publicznego. Nie chodzi o to, że wyeliminowani w ogóle z życia. Proszę bardzo, biznes można prowadzić, jest mnóstwo możliwości rozwoju. Ale wyeliminowani z decydowania o wielkich publicznych pieniądzach, wyeliminowani ze świata wielkiej polityki, wyeliminowani z reprezentowania Polski w różnych obszarach.

Ale w gruncie rzeczy właśnie to stało się podstawą do tego, co wydarzyło się – no właśnie – 4 czerwca 1992 roku. Tam nie tylko kwestie właśnie konfidentów bezpieki w instytucjach publicznych, ale również chwilę wcześniejsze próby stworzenia pewnego nieformalnego porozumienia – czy formalnego porozumienia – dotyczącego dziedzictwa Sowietów na terenie byłych baz sowieckich w Polsce były przedmiotem sporu pomiędzy wybranym w pełni wolnych, demokratycznych wyborach rządem a większością, na którą jak dziś patrzymy, to widzimy w tej większości nawet często te same twarze polityków, którzy dzisiaj rządzą również w pewnej wielkiej koalicji. Trudno 4 czerwca nie wracać pamięcią do tych odwołań. Zwłaszcza że często są to te same twarze, ci sami ludzie.

No oczywiście. I mamy dzisiaj polityków, którzy zajmują bardzo ważne miejsca na scenie politycznej, a kilkakrotnie się przemalowywali w tym okresie. Raz byli ludźmi wielce wierzącymi, drugi raz walczyli z Kościołem katolickim, raz byli liberałami, raz byli postkomunistami – bo tak w gruncie rzeczy to nimi są w wielu przypadkach. Niektórzy z nich przystępowali nawet do Samoobrony – przypomnę – w sensie wyborczym, tak? Więc to było barwne 35 lat.

Ale to jest to, co ja dzisiaj podkreślałem tutaj też, na rynku w Wągrowcu, bardzo jednoznacznie: mimo wszystko, jeżeli porównamy się do innych krajów Europy Środkowej – tych, które wszystkie wyszły zza żelaznej kurtyny w ciągu tych dwóch, trzech lat po 1989 roku, to jesteśmy w bardzo dobrej sytuacji rozwojowej dzisiaj i w bardzo dobrej sytuacji gospodarczej, biorąc pod uwagę naszą wielkość w sensie geograficznym – 322 tys. km kw. – największe państwo Europy Środkowej i liczbę ludności – 38 mln.

Niełatwo się w takim kraju przeprowadza duże reformy – one są bardzo trudne, najczęściej dużo bardziej kosztowne niż w małym kraju, trudniejsze, bardziej długotrwałe, toczą się z większą bezwładnością, więc jak się popełni błąd, to trudniej jest go zatrzymać. I co jest ważne? Naprawdę bardzo wiele dobrego dla Polaków stało się w ciągu ostatnich dziewięciu lat.

Panie Prezydencie, jeszcze na chwilę chciałem pozostać przy sprawach po prostu historycznych. Dziś mówimy o historii III RP, o historii upadku komunizmu. Kiedy patrzymy na naszą część świata, to większość, to w zasadzie jest jedno, jedyne państwo w tej części Europy, które wyszło z upadku komunizmu wzmocnione również terytorialnie. No rozpadła się Jugosławia, rozpadła się Czechosłowacja – jako państwa – a Niemcy się zjednoczyły. Pytam o to w kontekście również dzisiejszych debat, dyskusji historycznych. Byliśmy z Telewizją Republika kilka dni temu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Republiki Federalnej Niemiec i naszym oczom ukazała się niebywała grafika znajdująca się w wejściu do tej instytucji, która pokazuje historię XX wieku Niemiec bez daty 1 września 1939 roku, bez paktu Ribbentrop–Mołotow, gdzie II wojna światowa sprowadzona jest tylko do roku 1942. Jak Pan na to patrzy? Bo to są sprawy, które dziś mają olbrzymie znaczenie również w tej bieżącej rywalizacji geopolitycznej na świecie, no – między również partnerami. Jesteśmy przecież partnerami z państwem niemieckim, no i żądamy – przynajmniej oficjalnie – reparacji za II wojnę światową. A zdaniem niemieckiego MSZ najwyraźniej jej nie było.

Myślę, że to jest tak, że Niemcy od dziesięcioleci prowadzą bardzo spokojną i konsekwentną politykę historyczną, wkładając w to również niebagatelne fundusze finansowe. Prowadzą politykę historyczną, prowadzą politykę również edukacji innych narodów w ogóle. I na przestrzeni tych 35 lat można to w bardzo plastyczny sposób pokazać w naszej części Europy, kiedy to Niemcy od samego początku wchodzą do takich krajów – jak Polska – po przemianach ustrojowych. Wprowadzają tutaj Goethe–Institut, wprowadzają inne swoje instytucje, które przekazują niemiecki punkt widzenia w sposób bardzo przemyślany, bardzo często subtelny. Panie Redaktorze, od dawna przecież śmiejemy się i mówimy: „A kto to są naziści?”.

No to ci, co zniewolili Niemców wedle tej oficjalnej wersji niemieckiej historii.

Proszę zwrócić uwagę na to, że dzisiaj w przemówieniach większości polityków państw zachodnich, kiedy mowa jest o II wojnie światowej, cały czas jest mowa: „Naziści, naziści, naziści”, a słowo „Niemcy” się nie pojawia. Kto to byli naziści – kosmici?

Panie Prezydencie, był Pan na Monte Cassino. Nie było tam żadnego przedstawiciela rządu. Byli przedstawiciele parlamentu. Najwyższym przedstawicielem polskiego rządu… Nie było Ministra Obrony, nie było Ministra Spraw Zagranicznych… Szef Urzędu ds. Kombatantów wygłosił tam przemówienie. A w oficjalnym tekście przemówienia – w książeczce, która została rozdana uczestnikom, w oficjalnym programie – znajdowało się jego przemówienie ze sformułowaniem o „90 tys. naszych dziadków z Wehrmachtu”. W tym miejscu, w tym kontekście, w momencie, kiedy – no – czciliśmy tam wszyscy największą wiktorię polskiego oręża w II wojnie światowej, zwycięską bitwę właśnie z Niemcami. Jak Pan patrzy na ten sposób prezentowania historii w tym miejscu, w tym czasie?

No wie Pan, patrzę na to z ubolewaniem, tak? Ale z drugiej strony – mam świadomość, z kim mam do czynienia. Mam do czynienia z ludźmi – bo przecież to jest to ugrupowanie, to samo ugrupowanie, to samo środowisko polityczne – którzy mówią: „Po co nam wielkie lotnisko? Przecież wielkie lotnisko jest w Berlinie”, tak? Którzy dzisiaj… Popatrzmy, bo ja z wielką ciekawością będę obserwował, co się będzie działo w portach w Gdańsku, w Świnoujściu, w Szczecinie, w Gdyni, gdzie były bardzo zaawansowane plany rozbudowy – praktycznie już się rozpoczynające – pogłębianie w Gdyni trwało w ciągu ostatnich lat.

Czy dalej będą prowadzone te inwestycje? Czy te porty, które mają szansę cały czas się rozrastać i w związku z tym być coraz większą, coraz bardziej przygniatającą konkurencją dla portów niemieckich, chociażby w Hamburgu czy w Rostocku, czy one nadal będą rozbudowywane? Czy też wszystkie te wielkie inwestycje zostaną zatrzymane u nas, bo staliśmy się za bardzo konkurencyjni? Bo robimy zbyt duży problem. Bo gospodarka w sąsiednim kraju przyhamowała, a nasza nie przyhamowała. I rozwijamy się zbyt szybko, stajemy się zbyt poważnym rynkiem konkurencyjnym. A jednocześnie zbyt dużym – bo jest nas 38 mln i mamy 322 tys. km kw. I już mamy drogi szybkiego ruchu północ–południe.

Po co Wam drogi szybkiego ruchu północ–południe? Po co drogi z Waszych portów na południe Europy? Przecież można przypłynąć statkiem do Hamburga, do Rostocku. Można tam rozpakować swoje towary. Można je potem powieźć autostradami w innym kraju, można na tych innych autostradach zatrzymać się na stacjach benzynowych – tam zatankować paliwo, tam odprowadzić podatki, tam załatwić wszystkie swoje sprawy, skorzystać z tamtejszych hoteli, z tamtejszej oferty turystycznej, gastronomicznej, tam zostawić pieniądze.

Tymczasem u nas powstaje coraz bardziej dynamiczna konkurencja i dlatego dzisiaj między innymi trwa twarda dyskusja na ten temat, że my potrzebujemy Centralnego Portu Komunikacyjnego. Tak! Bo on będzie realną konkurencją dla innych portów komunikacyjnych Europy. Bo on będzie realnie wzmacniał nasz rozwój infrastrukturalny. Bo on będzie realnie zwiększał atrakcyjność Polski jako miejsca do prowadzenia biznesu, jako hubu towarowego, jako hubu transportowego, czyli tego wszystkiego, o co chodzi w rozwoju nowoczesnego państwa.

Panie Prezydencie, dziś… Ja spytam o to również w tej chwili. Dosłownie kilka dni temu, w ten weekend „Süddeutsche Zeitung” opublikowało informację o tym, że niemieccy dziennikarze weszli w posiadanie kilku tysięcy dokumentów niemieckiego Ministerstwa Gospodarki, a także urzędu kanclerskiego. I zacytowało część tych dokumentów. Duża ich część mówi o Polsce. Okazuje się, że zgodnie z tym, co pisali sami urzędnicy niemieckiego rządu, polski opór – w czasie, kiedy rządziło w Polsce Prawo i Sprawiedliwość, w czasie, kiedy Premierem była Beata Szydło, Pan był wówczas również Prezydentem – był wielką przeszkodą dla realizacji gazociągu Nord Stream 2. I prezydentura Donalda Trumpa była postrzegana przez najwyższych niemieckich urzędników jako w zasadzie przeszkoda uniemożliwiająca realizację tego projektu. I jednocześnie w tych dokumentach czarno na białym jest napisane, że urzędnicy uważali ten projekt za geopolityczny pomimo tego, że Angela Merkel, również politycy w Polsce mówili, że to projekt gospodarczy, z polityką nie ma nic wspólnego. Jak Pan dzisiaj na to patrzy? Czarno na białym na niemieckich dokumentach.

No bo w gruncie rzeczy Niemcy są mocarstwem europejskim, jeżeli chodzi o gospodarkę. I Niemcy po prostu chcieli prowadzić imperialną politykę gospodarczą w Europie – gospodarczą, podkreślam – jeżeli chodzi o dostawy energii, właśnie gazu. Chcieli, żeby gazociąg Nord Stream 2 omijający Europę Środkową w porozumieniu z Rosjanami przychodził prosto do nich, żeby on szedł przez Niemcy, żeby to oni byli tym hubem gazowym, żeby oni także mieli kontrolę nad tymi rurami. I żeby w istocie to oni mogli przynajmniej współdecydować o tym, kto i jakie dostawy gazu w Europie dostanie, i żeby oni zarabiali na każdym transferze gazu do poszczególnych krajów europejskich, do których ten gaz będzie po kolei transportowany. No przecież to był bardzo prosty pomysł, który był w twardy i brutalny sposób realizowany.

Poza tym – co już dzisiaj znakomicie wiemy i widzimy – w ogromnym stopniu na tym tanim rosyjskim gazie miał się opierać niemiecki przemysł. I jego właśnie konkurencyjność między innymi miała wynikać z możliwości pozyskania taniego surowca energetycznego. To wszystko z chwilą rosyjskiej agresji na Ukrainę, zablokowania Nord Streamów – no – bardzo mocno się przełamało.

Ale w tych dokumentach jest napisane, że nawet po ataku Rosji na Ukrainę w roku 2014 w wewnętrznych analizach autorzy mówią: „Nie ma możliwości, żeby w dającej się przewidzieć przyszłości, w najbliższych dziesięcioleciach uniezależnić Niemcy od rosyjskiego gazu”. No i ta machina szła. Rosjanie atakowali Ukrainę. Twierdzili, że to nie oni, że to zielone ludziki. Ale wszyscy wszystko wiedzieli. Niemcy wiedzieli, co jest grane, wiedzieli, o co chodzi, a mimo wszystko w to inwestowali. Czy to oznacza, że mając tę wiedzę, w świetle tych dokumentów – no, że Niemcy ryzykowali bezpieczeństwo państw Europy Środkowej dla własnych interesów?

Panie Redaktorze, Niemcy realizowali własne interesy. Po prostu. Nie oglądając się na nikogo. Ja to dzisiaj mówiłem tutaj, na rynku w Wągrowcu. Po prostu. Wielkie państwa europejskie realizują swoje interesy, nie oglądają się na nikogo. Naiwniakiem jest ten, kto myśli, że wielkie państwa europejskie będą – nie wiem – realizowały polskie interesy. Nie będą. Będą realizowały polskie interesy tylko wtedy, kiedy będzie to uboczny skutek ich głównych interesów, kiedy przy okazji będzie zyskiwała Polska.

No dobrze, a co z Polską, która powinna realizować swoje interesy, a mamy do czynienia w ostatnich miesiącach – no – z zatrzymaniem kilku fundamentalnych, kluczowych inwestycji? Dzisiaj raport Prawo i Sprawiedliwość opublikowało na ten temat.

Dlatego ja apeluję do wyborców w całej Polsce: proszę głosować na takich przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego, a za niecały rok proszę głosować na takich ludzi w wyborach prezydenckich – kobietę, mężczyznę, nie wiem, kto będzie kandydatem – żeby to były osoby, które w Państwa przekonaniu naprawdę reprezentują polskie interesy. Bo polskie interesy to nasze interesy. Polski interes jest indywidualnym interesem także każdego z Państwa.

Dzisiaj w Brukseli manifestacja rolników. Kolejna manifestacja rolników – rolników z kilku państw europejskich. Bardzo duża reprezentacja Polaków właśnie tam, w Brukseli. No i żądanie likwidacji, wycofania się z Zielonego Ładu, z tej koncepcji polityki gospodarczej, polityki energetycznej czy klimatycznej. Czy Pańskim zdaniem, z Pańskiej wiedzy wynika, że w ogóle możliwe jest w tej chwili wycofanie się Europy z tej…

Hallo, Panie Redaktorze, no albo jest demokracja, albo jej nie ma! Albo to, co europejscy politycy i Europa – światła i demokratyczna – rzekomo mówi o demokracji, jest prawdą, albo nie jest. Jeżeli jest demokracja, to wszystko można zmienić. To każdy plan można zmienić. Każde terminy – ustanowione zwłaszcza w perspektywie wielodziesięcioletniej – można zmienić. Jeżeli się umówiliśmy, że coś będzie do 2050 roku, to możemy równie dobrze postanowić za dwa lata, że będzie nie do 2050 roku, tylko do 2060.

Dobrze, Panie Prezydencie, ale co, jeśli większość…

 Ale jeżeli nie można, to znaczy, że nie ma demokracji. To znaczy, że ktoś trzyma na tym łapę i to blokuje.

Ale co, jeśli w Europie, w Parlamencie Europejskim, do którego wybierani są posłowie do parlamentu w 27 państwach, znajdzie się większość, która będzie inna niż nasza większość – większość w Polsce. Prawie 90 proc. Polaków – „Tygodnik Solidarność” opublikował takie badanie – jest przeciwnych realizacji tej polityki. Międzynarodowy Fundusz Walutowy opublikował właśnie dane, z których wynika, że ta transformacja energetyczna dla Polski i państw Europy Środkowej spowoduje obniżenie gospodarczej niezależności energetycznej, a nie jej zwiększenie. To co wtedy, jeżeli my będziemy chcieli czego innego niż reszta Europy?

 To obowiązkiem naszych przedstawicieli w Parlamencie Europejskim – i w ogóle wszystkich naszych polityków i ludzi wpływowych – będzie lobbować wszędzie, gdzie się da, i wpływać na to, żeby te decyzje zostały jednak zmienione. Żeby przekonać również naszych sojuszników.

A jeżeli przyjdzie do głosowania i większość posłów do Parlamentu Europejskiego zagłosuje inaczej, niż chcą Polacy, jeśli większość państw w Europie zagłosuje inaczej, niż chcą Polacy – co wtedy? Pytam o to w kontekście – no – zbliżającej się kadencji, nowej kadencji Parlamentu Europejskiego.

 Panie Redaktorze, przede wszystkim powinniśmy robić swoje. Tak jak powiedziałem na wstępie tego wątku: powinniśmy realizować swoje interesy. Jeszcze raz: polskie, czyli swoje interesy. Czyli dzisiaj już realizować nowoczesne technologie w Polsce – myślę tutaj o energetyce nuklearnej. To jest dzisiaj obowiązek polskich władz.

Mamy w tej sprawie opóźnienia.

 Kto nie będzie tego robił, w istocie idzie w zdradę stanu. Takie jest moje wewnętrzne przekonanie.

To znaczy opóźnianie budowy elektrowni to jest…

 Jeżeli ci politycy zdają sobie sprawę, jakie są nasze zobowiązania europejskie, to w każdym przypadku opóźnianie przez nich z premedytacją tych inwestycji oznacza zdradę stanu. Czy ta zdrada stanu polega na tym, że chcą nas doprowadzić do tego, że nie będziemy mieli energii i postawią Polaków wobec blackoutu? Czy ta zmiana doprowadzi do tego, że przestaniemy być suwerenni energetycznie, bo będziemy musieli tę energię brać z innych krajów, bo nie będziemy mieli własnych zasobów energii? W każdym przypadku jest to rażąca zdrada polskich interesów, czyli w istocie jest to zdrada stanu.

A widzi Pan w tej chwili rzeczy, które wskazują na to, że opóźniają się prace, chociażby nad energetyką nuklearną w Polsce?

 Widzę pierwsze niepokojące sygnały. Ja nie mogę jeszcze powiedzieć, że widzę jakieś zdecydowane opóźnienie, które spowoduje na pewno, że terminy nie zostaną dotrzymane. Ale widzę niepokojące sygnały. I te dyskusje, które – prawda – też trwają, i to ciągłe przeciąganie z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc jest dla mnie niepokojące. Dlatego za każdym razem o tym mówię. Bo w istocie ta rola Prezydenta – niestety – tutaj jest niewielka, to jest tylko i wyłącznie napominanie i mówienie głośno o tych sprawach. Dlatego wszędzie, gdzie jestem, o tym mówię.

Panie Prezydencie, czy Zielony Ład z perspektywy polskiej i z perspektywy Pana, głowy państwa, jest rozwiązaniem do wyrzucenia?

 Panie Redaktorze, ja powiem tak: to nie jest taka prosta sprawa. Tam są pewne aspekty… W ogóle w całej polityce ochrony klimatu, tej tzw. zielonej gospodarki, są aspekty, które bez wątpienia są aspektami pozytywnymi. Dlatego że jest to zarazem ogromna szansa rozwojowa.

To znaczy na to, że będzie zastrzyk na badania naukowe, że będziemy wytwarzali nowe technologie, że być może okaże się, że zostaną dopracowane choćby napędy wodorowe. Wodór jako paliwo przyszłości – tak? – tzw. niebieskie paliwo. I może się okazać, że świat motoryzacji zupełnie się zmieni. To wszystko jest kwestią przyszłości i to zawsze jest związane z tym, czy odpowiednie pieniądze zostaną zainwestowane w badania naukowe, w rozwój tych nowoczesnych technologii. Ja uważam, że w tym kierunku trzeba iść.

I od tej strony ta polityka, którą niektórzy nazywają zabójczą, no bez wątpienia ma swoje aspekty dodatnie. Że ona w jakimś sensie wymusza właśnie ten trend prorozwojowy, tak żebyśmy nie pozostawali w kopcących dieslach w nieskończoność, tylko żebyśmy szli w to, co jest bardziej proklimatyczne, co rzeczywiście będzie oszczędzało środowisko naturalne dla przyszłych pokoleń, co będzie prowadziło do tego, że my również będziemy żyli w coraz lepszej atmosferze i coraz lepszych warunkach.

 Ale Panie Prezydencie, rozumiem, że drogą do tego jest…

 Ja tego absolutnie nie neguję, bo to jest kwestia odpowiedzialności również za los przyszłych pokoleń – i ja na to zwracam uwagę. Ale to musi być robione właśnie na zasadzie tego, co myśmy opracowali i wdrożyli w Katowicach w czasie COP24: just transition – sprawiedliwa transformacja. To znaczy taka, która nikogo nie zostawia z tyłu. To znaczy transformacja inkluzywna, a nie taka, która wyklucza. Czyli taka, która obejmuje wszystkich, taka, gdzie wszyscy są partycypantami w tym najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu. Gdzie ludzie mają możliwości znalezienia nowej pracy, zdobycia nowych kwalifikacji, wejścia choćby właśnie w te nowoczesne formy przemysłu i stania się częścią tej nowoczesnej gospodarki.

Panie Prezydencie, jednocześnie w tej chwili Unia Europejska wprowadza nową politykę, przyjęła pakt migracyjny. Pakt migracyjny, który nie mógł być wprowadzony przez bardzo wiele lat. I jednocześnie w tej chwili słyszymy kolejne informacje o ranionych polskich żołnierzach, o funkcjonariuszach polskich służb, którzy bronią naszej granicy, którzy – no – walczą o życie w tej chwili. I jednocześnie widzimy polityków, którzy dwa lata temu lżyli tych samych funkcjonariuszy, obrażali ich, środowisko medialne ich obrażało. Nasz dziennikarz Michał Jelonek spytał dwa dni temu Marszałka Hołownię, czy przedstawiciele Koalicji przeproszą funkcjonariuszy polskich służb. Pan Marszałek Hołownia powiedział, że nie ma za co przepraszać. Czy Pan się zgadza z tym, że nie ma za co przepraszać?

Ja przede wszystkim zwracam uwagę, że Donald Tusk i jego ludzie prowadzą absolutnie bałamutną politykę. No to jest po prostu całkowicie bałamutna polityka – polityka takiego kłamstwa w żywe oczy. Ja mam nadzieję, że Polacy to widzą. Mam nadzieję – bo ludzie w Polsce są inteligentni. Wierzę w to, że obserwują i wyciągają z tego wnioski.

Parę miesięcy temu opluwano strażników granicznych, wyzywano polskie mundury, noszono na rękach wszystkich tych, którzy atakowali polskie służby i naszych funkcjonariuszy chroniących granicę. Dzisiaj, kiedy panowie dostali w swoje ręce odpowiedzialność – ludzie powiedzieli: „Proszę bardzo, to bierzcie, panowie, odpowiedzialność w swoje ręce”, taki był werdykt wyborczy Polaków – dzisiaj nagle zwrot o 180 stopni niby jeżeli chodzi o granicę, tak?

Choć ja zadam tylko jedno pytanie: „Jak to się stało, że ten strażnik graniczny został raniony nożem, gdzie miał kamizelkę kuloodporną?”. Powinien mieć kamizelkę kuloodporną, która go chroni. Ja nie mam w tej chwili żadnego wyjaśnienia, gdzie była jego kamizelka kuloodporna, żeby go ochronić przed tym dźgnięciem nożem, do którego ostatecznie doszło. Ale to jest zupełnie inna sprawa, bo to jest kwestia osobistego wyposażenia naszych żołnierzy, jak również dopilnowania tego, że jeżeli to osobiste wyposażenie jest w dyspozycji, to żeby oni z niego korzystali.

Natomiast ja chcę zwrócić uwagę na jedną rzecz: ta bałamutność polega na tym, że – z jednej strony – mają pełną świadomość tego, jak wielkie jest zagrożenie na granicy, i że w istocie ci migranci są po prostu wykorzystywani do wojny hybrydowej przeciwko Polsce, w efekcie – przeciwko Europie.

Ale to jest ta sama wojna hybrydowa, która była w roku 2021 i ci sami politycy.

No nie, no dzisiaj tam są na granicy i dzisiaj jest to ich problem. W związku z tym dzisiaj mają pełną świadomość i diametralnie zmienili front. Na tym właśnie polega kłamstwo i bałamutność z ich strony.

Ale to może powinni powiedzieć „przepraszam” tym samym ludziom, którzy dziś być może…

A słyszał Pan, żeby oni kiedykolwiek powiedzieli „przepraszam” do tej pory?

Ale myślę, że powinniśmy się tego domagać. To są przecież rzeczy, które były niebywałe nawet w momencie, kiedy były wypowiadane. No kiedy Władysław Frasyniuk na antenie TVN–u wyzywał polskich funkcjonariuszy od psów, no to mam wrażenie, że ktoś powinien walnąć pięścią w stół i powiedzieć: „Hola!”. Co się wydarzyło? A dzisiaj – no – zaplecze polityczne, któremu przecież poparcia udzielał Władysław Frasyniuk, jest po drugiej stronie, udaje, że się nic nie dzieje. A Marszałek Hołownia mówi: „Nie wiadomo, o co chodzi”.

Wie Pan, Donald Tusk w 2011 roku w kampanii prosto do kamery obiecywał, że wiek emerytalny nie zostanie podwyższony. Po czym kilka miesięcy później, po wygraniu wyborów parlamentarnych, jako premier siedział na trybunie sejmowej, kiedy wiek emerytalny był podwyższany, i tak samo patrzył w oczy wszystkim Polakom. I ja nigdy nie usłyszałem żadnego „przepraszam” – ani od niego, ani od Bronisława Komorowskiego, który podpisał tę ustawę.

Panie Prezydencie, dzisiaj również z ust rządzących Polską polityków słyszymy, że oni bronią w tej chwili Europy przed rosyjską agresją. Pan spędził całe lata – dwie swoje kadencje, prawie pełne w tej chwili – przestrzegając przed rosyjskim zagrożeniem. No i przez bardzo wiele lat nikt tego nie chciał słuchać. Jak Pan patrzy na dzisiejsze słowa, na dzisiejsze na przykład nominacje czy próby nominacji – tworzonych przez ten rząd również w polityce zagranicznej – ludzi, którzy przecież tworzyli politykę resetu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, w wielu innych miejscach. Dziś – no – z ominięciem Pańskich prerogatyw tego rodzaju decyzje są wymuszane.

W bardzo prosty sposób. Wtedy, kiedy wielcy europejscy, na przykład Niemcy i inni, mówili że trzeba się przyjaźnić z Rosją, wtedy Pan Donald Tusk i jego ludzie przyjaźnili się z Rosją, ściskali się z Władimirem Putinem, spacerowali z nim po molo. Wtedy był tutaj mile witanym gościem.

A kiedy napadł frontalnie na Ukrainę, okazało się, że już – no, niestety – nie można się przyjaźnić z Władimirem Putinem. Choćby nie wiem, jak się chciało, już nie można z nim robić wielkich interesów gazowych, no bo wszyscy widzą, co się stało, i wszyscy widzą, co ta okropna Rosja zrobiła, jak można tak zepsuć interesy. No to teraz jest przyzwolenie na to, żeby być przeciwko Władimirowi Putinowi. To teraz jest przyzwolenie na to, żeby być przeciwko Rosji, żeby mówić, że Rosja prowadzi imperialną politykę. No to tak mówią, bo teraz wolno.

Panie Prezydencie, odwoływani dziś są do kraju ludzie, którzy realizowali politykę no tego oporu przeciwko Federacji Rosyjskiej w bardzo trudnych czasach. Tomasz Szatkowski realizował taką politykę, będąc ambasadorem w NATO. No a dziś słyszymy, że rząd chce nominować w to miejsce ludzi, którzy – no – prowadzili politykę resetu z pozycji Ministerstwa Spraw Zagranicznych: Pan Najder czy Pan Schnepf.

Powiem Panu Redaktorowi lepszą rzecz. Pan Minister Radosław Sikorski chce właśnie odwołać z ambasady w Portugalii – w Lizbonie – Panią Ambasador Pilecką, która jest młodszą, młodszą krewniaczką rotmistrza Pileckiego. Ale bardzo chce wysłać – jako polskiego ambasadora – Pana Schnepfa, którego tata razem z Sowietami uczestniczył czynnie w obławie augustowskiej przeciwko Polakom.

Jak to? Jak Pan to rozumie?

To jest właśnie strefa dekomunizacji Pana Sikorskiego.

Słyszymy również, że do Waszyngtonu wysłany ma być…

Ja bym to raczej nazwał strefą rekomunizacji. Właśnie następuje rekomunizacja polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Rekomunizacja polskiej dyplomacji?

Tak, tak, dokładnie tak.

Na chwilę przed szczytem NATO, który ma odbyć się w Waszyngtonie, do Waszyngtonu ma zostać…

Dokładnie tak, wracają ludzie. I dzisiaj ważne stanowiska w Ministerstwie Spraw Zagranicznych znowu zajmują ludzie, którzy kończyli uczelnie w Moskwie, czyli MGIMO, i tam byli uczeni tego, jak postępować ze służbami zagranicznymi.

Panie Prezydencie, do Waszyngtonu ma zostać wysłany Bogdan Klich, Minister Obrony w czasach – no – haniebnych czasach dla polskiej polityki zagranicznej, dla polskiej dyplomacji. Archiwa MSZ–etu przypuszczam, że ciągle pełne są dokumentów, które podpisywał Bogdan Klich, jego raportów, jego listów mówiących o bezpośrednich spotkaniach z przedstawicielami reżimu Władimira Putina. No i ma – przynajmniej tak wynika z tych półoficjalnych informacji, które do nas docierają – zastąpić polskiego ambasadora w Waszyngtonie.

Panie Redaktorze, jak by Pan Redaktor na to nie patrzył – czy będziemy obwiniać, czy nie będziemy obwiniać, czy będziemy uważali, że jest jakaś odpowiedzialność, czy jej nie ma – wysłanie do Stanów Zjednoczonych, do największego na świecie mocarstwa militarnego, gdzie bezpieczeństwo i zdrowie Prezydenta Stanów Zjednoczonych jest posunięte do kategorii niewyobrażalnej dla Polaków… Bo ulice w Nowym Jorku są zamykane całkowicie na godzinę w momencie, kiedy Prezydent Stanów Zjednoczonych jedzie w trakcie Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Stoją takie ogromne ciężarówy z betonem i blokują najważniejsze arterie w Nowym Jorku. Miasto jest sparaliżowane, bo jedzie Prezydent Stanów Zjednoczonych. I droga jest całkowicie wolna, i pilnują go tysiące agentów FBI i Secret Service, wszystkich służb.

I teraz: Pan Radosław Sikorski z Panem Donaldem Tuskiem chcą wysłać na ambasadora polskiego do Stanów Zjednoczonych człowieka, który był Ministrem Obrony Narodowej, kiedy w polskim samolocie rządowym – tak naprawdę samolocie wojskowym; bo przypomnę, że był on pilotowany przez wojskowych pilotów, podlegał Ministerstwu Obrony Narodowej – zginął Prezydent Rzeczypospolitej w katastrofie lotniczej plus najważniejsi, jedni z najważniejszych ludzi w państwie, polska elita. Faceta, który wtedy był Ministrem Obrony Narodowej, czyli odpowiadał za polskie wojsko, oni chcą wysłać do Stanów Zjednoczonych. Przecież to będzie jeden wielki rechot.

Panie Prezydencie, przed nami, przed całym światem…

Ja nigdy się na to nie zgodzę, dopóki jestem Prezydentem. Jeszcze przez te 14 miesięcy nigdy nie podpiszę tej nominacji ambasadorskiej. Być może jak przyjdzie następny Prezydent, nie wiem, co zrobi. Ja jej nie podpiszę, bo nie będę kompromitował Polski.

Czy dotyczy to również innych osób, które rząd chce wysłać na placówki, z których odwołani zostali czy wezwani do kraju zostali…?

To są inne sprawy i na każdą trzeba patrzeć odrębnie. Ale ja mówię przede wszystkim tak: przyjmijmy pewną logiczną kolejność obsadzania placówek dyplomatycznych. Bo dzisiaj naprawdę prowadzone jest metodami rodem z najgorzej kojarzących się służb to, co jest dzisiaj robione wobec wielu polskich dyplomatów, i to od dłuższego czasu. Właściwie odkąd Pan Sikorski jest ministrem i odkąd razem z nim przyszli ci ludzie.

W Wielki Piątek są wysyłane zawiadomienia o tym, że zaraz będą musieli wracać do kraju. Ludzie mają dzieci, te dzieci chodzą do szkół, rodziny wpadają w panikę. To są takie naprawdę ubeckie metody miażdżenia, zastraszania ludzi, wymuszania na ludziach posłuszeństwa i tak dalej, i tak dalej.

A ja mówię tak: proszę zachować spokój. Mamy na świecie prawie 30 nieobsadzonych polskich ambasad. Ambasad, w których nie ma ambasadora po prostu, bo go – niestety – do tej pory tam nie wysłano. Tam jesteśmy reprezentowani przez chargé d’affaires. Proszę w pierwszej kolejności te ambasady obsadzić. To jest naprawdę dużo pracy dla komisji spraw zagranicznych w Sejmie. Ja bardzo chętnie przystąpię do szybkiego procesu zatwierdzania kandydatów na ambasadorów do tych ambasad. Oczywiście…

Czy to jest pewna propozycja polityczna dla rządu?

Ale ja tę propozycję polityczną dla rządu złożyłem Panu Sikorskiemu kilka miesięcy temu, tylko on udaje w mediach, że tego nie słyszy, że tego nie wie. To jest jedna wielka fala kłamstwa – to, co słyszymy z ich ust, z MSZ–etu.

Ale Panie Prezydencie, czy to oznacza, że na przykład pod nominacją dla Ryszarda Schnepfa również Pańskiego podpisu nie zobaczymy?

Nie, nie zobaczymy.

Panie Prezydencie, niedawno…

I nie zobaczymy mojego podpisu pod nikim, kto należał do tzw. Konferencji Ambasadorów. Bo dla mnie ci ludzie wielokrotnie kompromitowali Polskę i są niegodni tytułów ambasadorów. Niegodni są tego, żeby reprezentować Polskę.

Ryszard Schnepf pisał wielokrotnie, publikował teksty no, które – nazwijmy to oględnie – recenzowały polską politykę w czasie, kiedy on patrzył na nią krytycznie: w czasie rządów Prawa i Sprawiedliwości. Przed nami są i przed całym światem są wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. Polskie głosy w Stanach Zjednoczonych miały znaczenie wielokrotnie i będą miały znaczenie również w tych wyborach. Czy Pan Prezydent zamierza być w Stanach Zjednoczonych w tych stanach, w których jest duża Polonia – w Wisconsin, w kilku innych stanach – które mogą mieć kluczowe znaczenie dla wyborów prezydenckich? I jak spodziewa się Pan, że Polacy będą w wyborach prezydenckich w USA głosować?

Nie mamy jeszcze sprecyzowanych planów dokładnie, jeżeli chodzi o to, co będzie się działo w drugiej połowie roku, jeżeli chodzi o wizyty w Stanach Zjednoczonych. Na pewno przed nami zbliżający się szczyt NATO. No ale to jest Waszyngton i ściśle określone zadanie, które jest do wykonania – a mianowicie reprezentowanie Polski na szczycie NATO – teraz w pierwszej połowie lipca. Więc to jest na pewno wizyta w Stanach Zjednoczonych, która tuż–tuż przed nami. No i pewnie będzie wizyta w Nowym Jorku na Zgromadzeniu Ogólnym Organizacji Narodów Zjednoczonych, bo jestem tam co roku i tam również reprezentuję Polskę.

Natomiast czy w związku z tymi wizytami – a przede wszystkim z tą drugą, wrześniową – będą jeszcze jakieś inne destynacje w Stanach Zjednoczonych, to też zobaczymy po rozmowach z naszymi rodakami. Bo w dużej mierze w oparciu o to, jest to ustalane.

Ja przypomnę, że nie tak dawno mieliśmy – no, obok właśnie Nowego Jorku – dodatkową wizytę. Bo byliśmy w Savannah po to, żeby odwiedzić najnowszą amerykańską elektrownię nuklearną, zbudowaną właśnie w technologii firmy Westinghouse. Czyli to, co ma być zbudowane u nas, na Pomorzu, na potrzeby polskie. Rzeczywiście imponujące wrażenie to robi. Piękna inwestycja, bezpieczna, bardzo estetyczna – też mogę to z całą odpowiedzialnością powiedzieć, bo widziałem na własne oczy. I to jest naprawdę najwyższa światowa klasa. Cieszy mnie to i mam nadzieję, że szybko będziemy taką elektrownię mieli i pochodzący z niej prąd.

Natomiast, czy będą takie dodatkowe wizyty jeszcze teraz, jesienią, które będą wizytami sensu stricto na spotkania z Polakami w różnych stanach w Ameryce – trudno jest mi w tej chwili powiedzieć.

A czy rozmawiał Pan z byłym Prezydentem Stanów Zjednoczonych – Donaldem Trumpem – o Polakach głosujących w Stanach Zjednoczonych?

Tak, oczywiście, ale to rozmawialiśmy raczej z tego punktu widzenia, że Prezydent Donald Trump miał spotkania z Polakami i on te spotkania z Polakami z dużą wdzięcznością i taką empatią wspomina. Bo między innymi miał takie spotkanie przed poprzednimi – tymi wyborami prezydenckimi, które wygrał i w wyniku których właśnie został Prezydentem Stanów Zjednoczonych. Jednym z dużych spotkań było właśnie spotkanie z Polakami.

Zresztą – co ja zawsze podkreślam – on naprawdę dobrze się orientuje w polskich sprawach, w sprawach naszej części Europy. No, nie dziwi mnie to, dlatego że przecież przez wiele lat był mężem obywatelki Czech, Republiki Czeskiej, dawniej Czechosłowacji – bo ona wyjechała z Czechosłowacji. Ivana Trump przecież wyjechała z Czechosłowacji. Więc z całą pewnością wiele z żoną rozmawiał. I myślę, że stąd te sprawy naszej części Europy są mu bliskie. No teraz ma małżonkę ze Słowenii, Panią Melanię Trump. I też myślę, że wiele z żoną rozmawia i ma pełną świadomość. Jakby czuje tę naszą część Europy, jej problemy i to, co nas nurtuje.

No dobrze, ja przepraszam, ale ja jeszcze o to spytam, bo pojawia się milion pytań na ten temat, również w amerykańskich mediach. W jaki sposób Donald Trump podchodzi dziś do kwestii niemiecko–europejskich, niemiecko–amerykańskich, energetycznych? No pytam trochę również w kontekście tego, co ujawnił „Süddeutsche Zeitung”. Przecież Donald Trump portretowany jest jako prorosyjski polityk. A z dokumentów niemieckich wynika jasno, że to on razem z polskim rządem Prawa i Sprawiedliwości de facto zablokował budowę Nord Stream 2, w czasie kiedy był na urzędzie.

Donald Trump jest człowiekiem szalenie pragmatycznym i rzeczywiście, tak jak mu zarzucają niektórzy – ja osobiście wcale nie uważam, że to jest zarzut, ja uważam, że to jest jego wartość dodana – ma bardzo biznesowe podejście także do tego, co realizuje w ramach urzędu Prezydenta. On po prostu patrzy na kwestie gospodarcze i patrzy na brutalnie pojęte interesy Stanów Zjednoczonych.

I mówi tak: „Nie mam żadnych wątpliwości, że – mówił do mnie tak, jak rozmawialiśmy wielokrotnie – nie mam żadnych wątpliwości, że Ameryka była kiwana na przestrzeni dziesięcioleci właśnie przede wszystkim przez Niemcy i to w wielu sprawach – mówi. – Popatrz, ile jest amerykańskich samochodów w Berlinie, a ile jest niemieckich samochodów w Waszyngtonie czy w Nowym Jorku. No policz – mówi – to zobaczysz. I porównaj, jak to się dzieje, że tak mało jest amerykańskich samochodów, produktów naszego przemysłu motoryzacyjnego w Berlinie, a tak bardzo wiele jest niemieckich samochodów. Czy różnica jest aż tak horrendalna, jakościowa na przykład?”.

No nie, proszę Państwa, to są również i różne inne względy, które tutaj odgrywają rolę, które powodują, że niemieckie samochody łatwiej i lepiej się sprzedają w Stanach Zjednoczonych niż amerykańskie w Niemczech czy w innych krajach Europy.

Panie Prezydencie, to trzy ostatnie pytania. Jedno jeszcze będzie dotyczyło tej kwestii. No mieliśmy całą serię antyamerykańskich, antyrepublikańskich wypowiedzi polskiego Premiera Donalda Tuska – słynne kiedyś wypowiedzi, słynne zdjęcia Donalda Tuska względem Donalda Trumpa. W jaki sposób – czy w ogóle w jakikolwiek sposób – ten polityk odnosi się do polskiego Premiera, do Donalda Tuska, i do jego wypowiedzi, no antyamerykańskich w ewidentny sposób wygłaszanych ostatnio?

Wie Pan, trudno jest mi powiedzieć. Ja – oczywiście – nie wiem, jakie są dokładnie motywacje Donalda Tuska. Te wypowiedzi mnie zdumiewają, bo tak się nie robi. Po prostu. W interesie polskim – nie mam żadnych co do tego wątpliwości – jest, byśmy mieli jak najlepsze interesy i jak najlepszą relację generalnie zawsze ze Stanami Zjednoczonymi. Co oznacza, że jest sprawą Amerykanów, kogo oni sobie wybierają na Prezydenta i kogo oni sobie wybierają do Kongresu, kto zasiada w Izbie Reprezentantów, kto zasiada w Senacie.

Z naszego, polskiego punktu widzenia to powinno być w zasadzie obojętne. My powinniśmy mieć dobrą relację z każdą władzą w Stanach Zjednoczonych. Czyli powinniśmy mieć dobre relacje z republikanami, powinniśmy mieć dobre relacje z demokratami. I każdy, kto pełni najważniejsze stanowiska w Polsce, powinien o to pieczołowicie dbać, by te relacje były jak najlepsze.

Dlaczego w związku z tym Premier Tusk pozwala sobie na ewidentne obrażanie, próby – nie wiem – jakiegoś poniżania amerykańskich polityków, i to czołowych osób z amerykańskiej sceny politycznej od tej strony konserwatywnej, republikańskiej, no, muszę Panu, Panie Redaktorze, powiedzieć, że jest to dla mnie niezrozumiałe. I nie wiem, jakie to są motywacje.

Czy chce w ten sposób podlizać się – nie wiem – politykom w Niemczech czy politykom we Francji? Czy w ten sposób chce się podlizać jakimś europejskim nurtom antyamerykańskim? Czy w ten sposób uważa, że podliże się demokratom, jeżeli będzie atakował brutalnie i krytykował republikanów w Stanach Zjednoczonych? No być może, że tak, i być może ma zamiar osiągnąć z tego jakieś osobiste korzyści? Może czai się na jakieś stanowisko międzynarodowe i liczy na to, że go poprą?

Szefa Komisji Europejskiej?

Ale mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć: Polska na tym traci. Nie wiem – może szefa NATO – może na to się szykuje? Nie mam pojęcia.

Panie Prezydencie, włączył się Pan w kampanię wyborczą do Parlamentu Europejskiego, spotyka się Pan z Wojciechem Kolarskim. No, również rozumiem, to jest powód Pańskiej wizyty tutaj. Jak patrzy Pan na kampanię wyborczą – jak rozumiem – Pańskiego kandydata w tych wyborach?

Pan Redaktor sprowadził nas na ziemię. (śmiech)

Tu i teraz, kampania trwa ostatnie dni.

Panie Redaktorze, za 14 miesięcy kończę drugą kadencję prezydencką. No właściwie już jestem na etapie pewnych takich – z jednej strony – podsumowań, ale także i realnej, twardej właśnie świadomości tego, że moja służba prezydencka nieuchronnie zbliża się ku końcowi. Tak jest. Mamy dwie kadencje. Będzie inny Prezydent. Ale to też będzie oznaczało, że ta grupa ludzi, która dzisiaj pracuje ze mną, będzie musiała odejść z otoczenia urzędu prezydenckiego, bo taka jest natura tego urzędu. Ministrowie odchodzą razem z Prezydentem.

Wojciech Kolarski jest moim ministrem od prawie dziewięciu lat w Kancelarii – cały czas, nieprzerwanie. Ale wcześniej przez pięć lat współpracowaliśmy, kiedy byłem posłem w polskim Sejmie, kiedy potem byłem posłem do Parlamentu Europejskiego. Wojciech cały czas był moim najbliższym współpracownikiem. A znamy się w sumie – mogę powiedzieć śmiało – od małego chłopca, bo poznaliśmy się jako harcerze ponad 40 lat temu. I mogę powiedzieć tak: znam Wojtka znakomicie.

I uważam, że jest niezwykle wartościowym człowiekiem dla Polski jako polityk, który zdobył też tak ogromne doświadczenie zarówno polityczne w polityce krajowej – dziewięć lat przy urzędzie Prezydenta – jak również i w polityce międzynarodowej. Bo Wojciech Kolarski był w Białym Domu – towarzyszył mi. Bo Wojciech Kolarski był w wielu międzynarodowych instytucjach – towarzyszył mi. Bo Wojciech Kolarski, dla niego – ze mną razem – codziennością są spotkania z prezydentami i prowadzenie polskich spraw na najwyższym możliwym poziomie. I wiem o tym, że będzie umiał robić to znakomicie.

A dzisiaj w Parlamencie Europejskim przede wszystkim trzeba prowadzić polskie interesy. Nic ważniejszego dla nas nie ma. Dlatego gotów jestem oddać – że tak powiem – mojego ministra, oddać Wojciecha, na te kilkanaście miesięcy przed zakończeniem mojej misji, do Parlamentu Europejskiego. Bo jeżeli zostanie wybrany, jeżeli Polacy mu zaufają i powierzą mu ten mandat europarlamentarny, to przez pięć lat będzie tam pracował dla Polski. I jestem przekonany, że przez pięć lat – nie przez kilkanaście miesięcy – ale przez pięć lat będzie z całą mocą, ile tylko ma sił i wiedzy, i umiejętności, realizował polskie interesy. A na tym zależy mi najbardziej.

Panie Prezydencie i ostatnie pytanie. Dziś rano dowiedzieliśmy się o tragicznej i smutnej wiadomości: Janusz Rewiński – wielki Polak, wielki artysta, człowiek o niezwykłym sercu, człowiek o niezwykle przenikliwym umyśle – odszedł, nie ma go dzisiaj z nami. Ostatnie lata spędził z dala od kamer. Nie chciał zbyt często się wypowiadać. Ale jednym z jego ostatnich etapów głośnego uczestnictwa w życiu publicznym było wsparcie dla Pana w pierwszej kampanii prezydenckiej.

Panie Redaktorze, ja bardzo ceniłem i cenię – bo takie postaci jak Pan Rewiński to są takie postaci, które dzięki swojej twórczości, dzięki swoim kreacjom nigdy nie odchodzą i nigdy nie znikają, tak? Już więcej tych kreacji nie będzie. Ale te, które są – na szczęście – zostały pewnie w absolutnej większości zarejestrowane i będzie można je jeszcze oglądać.

Wielką wartością takich osób, takich artystów, takich twórców jak Pan Rewiński jest to, że nie tylko bawili, nie tylko śmieszyli, nie tylko poprawiali nam nastrój, humor, ale także uczyli. Uczyli życia, uczyli postaw, uczyli tego, co ważne, czasem moralności – ale uczyli. I to jest wielka zasługa – z całą pewnością – tego artysty dla Rzeczypospolitej. Duża postać.

Panie Prezydencie, dziękuję uprzejmie za to spotkanie. Prezydent Rzeczypospolitej Andrzej Duda w Telewizji Republika. Dziękuję uprzejmie za to spotkanie.

Dziękuję bardzo.

Może Cię zainteresować Prezydent w TV Republika: Polska jest w bardzo dobrej sytuacji rozwojowej