Prowokacyjne pytanie na początek. Czy prezydent szykuje się do wojny z nowym rządem?
Z jednej strony jak powiada stare porzekadło, chcesz pokoju, szykuj się do wojny [śmiech]. Ale tak naprawdę prezydent chce pokoju i współpracy. Powtarza to przecież konsekwentnie od 2015 roku. Mówił o tym jasno w swoim orędziu wygłoszonym podczas inauguracyjnego posiedzenia Sejmu.
Czy na pewno? Prezydent mimo wszystko nie wydaje się być przyjacielem nowej władzy.
Prezydent jest przede wszystkim prezydentem. Nie przyjacielem kogokolwiek. Służy obywatelom. Pamięta oczywiście też o swoich zobowiązaniach, które złożył będąc dwukrotnie wybierany na najwyższy urząd w państwie. 10,5 miliona głosów to poważne zobowiązanie. Dlatego wyznacza bardzo jasno granice, które przede wszystkim określa polska Konstytucja, polskie prawo, ale także najważniejsze z punktu widzenia interesu Polaków sprawy. I na straży tych rzeczy będzie zawsze stał.
A skąd się bierze tak twarde wyznaczanie granic?
Prezydent Duda pamięta, jak wyglądała kohabitacja między prezydentem Lechem Kaczyńskim a premierem Donaldem Tuskiem. Był wtedy ministrem prezydenckim i pamięta, w jaki sposób zachowywał się ówczesny premier. Prezydent niedawno mówił o tym, że ma nadzieję, że Donald Tusk się zmienił. Pamiętajmy, że to właśnie on rozpoczął polityczną wojnę po przegranych wyborach prezydenckich w 2005 roku. Wojnę, która ciągnęła się latami i niestety trwa do dziś.
Czy to znaczy, że dziś w Pałacu Prezydenckim spodziewają się Państwo podobnej wojny?
Jeszcze raz podkreślam – prezydent chce pokoju i współpracy. Jeśli jednak szef Platformy Obywatelskiej wróci do strategii z lat 2007–2010, strategii totalnej wojny z prezydentem, to jesteśmy gotowi stawić temu czoła. W sposób inteligentny, ale stanowczy. My chcemy sensownej współpracy z potencjalnym rządem kierowanym przez dotychczasową opozycję. To Donald Tusk musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy chce pokoju, czy wojny?
Tylko on?
Tylko. Zresztą nie tylko sobie, ale wszystkim Polakom.
Skoro Pan prezydent pamięta relacje między Donaldem Tuskiem a Lechem Kaczyńskim to szykuje własny odwet? Prezydent jest pamiętliwy?
Odwet, pamiętliwość… te hasła pasują do części przedstawicieli Platformy, nie do prezydenta. Prezydent wyciąga rękę do wszystkich osób gotowych do współpracy, nie tylko parlamentarzystów, ale i samorządowców, organizacji społecznych by budować szeroką koalicję polskich spraw w najważniejszych kwestiach dla Polaków. To jest cel.
A te sprawy to…?
Przede wszystkim bezpieczeństwo kraju i jego obywateli. Bezpieczeństwo militarne, bezpieczeństwo naszych granic, ale też bezpieczeństwo energetyczne. Sprawy społeczne. Budowanie państwa, które dba o godność wszystkich obywateli. Prezydent chce, by to były priorytety polskiej polityki. Nie zemsta, która zdaje się być głównym celem części polityków i sympatyków Platformy. Przecież właśnie to Koalicja Obywatelska obiecywała swoim wyborcom. I nie ugrała na tym za wiele, bo osiągnęła podobny wynik, co Rafał Trzaskowski w 2020 roku.
Ale będą rządzić.
Jeżeli będą rządzić, to dzięki Trzeciej Drodze. Dzięki temu, że Trzecia Droga nie zgodziła się na jedną listę. Pamiętamy, że była za to niezwykle brutalnie atakowana przez polityków Platformy i sympatyzujących z nią dziennikarzy. Okazało się jednak, że to politycy tworzący Trzecią Drogę mieli rację. To ta formacja była języczkiem uwagi, który zaważył na wyniku wyborów. Co zrobią teraz? Czy podobnie jak PO będą chcieli się mścić? Jeśli tak, to wieszczę im smutny koniec. W takim przypadku ich wyborcy szybko się od nich odwrócą. Ci wyborcy chcieli zakończenia wojny polsko–polskiej.
Są już znaki świadczące o tym, że będzie polityczna wojna. Donald Tusk w odpowiedzi na wywiad prezydenta dla tygodnika „Sieci” napisał na Twitterze: „Potwierdzam, nie będę” (red. premierem Andrzeja Dudy).
Donald Tusk komentował słowa prezydenta, które były luźną interpretacją redakcji, bo nie padły w wywiadzie. Precyzyjnie je przytaczałem. Bądźmy poważni… Nawet jeśli słowa nie padły, to poziom emocji jest tak duży, że zaraz jest spięcie między panami. Polecam wszystkim czytać wywiady w całości, a nie tylko nagłówki. Mam nadzieję, że wywiad pani redaktor ze mną będzie czytany, a nie komentowany zdjęciem, bo na niektórych zdjęciach niezbyt dobrze wychodzę [śmiech].
Wystąpienie prezydenta w Sejmie było konfrontacyjne wobec nowych rządzących. Powiedział, żeby nie zasłaniali się jego wetem, kiedy nie będą realizować złożonych w kampanii obietnic.
Konfrontacyjne? W żadnym wypadku. Było tak samo skierowane do jednej, jak i do drugiej strony. To było propaństwowe orędzie, które było chwalone przez wielu komentatorów. Mogło się nie podobać skrajnym kibicom jednej i drugiej strony. Prezydent powiedział rzecz oczywistą, ponieważ już w zrębach umowy koalicyjnej podpisane pod nią ugrupowania wycofują się z większości obietnic, które złożyły. Warto zaznaczyć, że dziś między innymi kobiety o lewicowych poglądach atakują przyszły potencjalny rząd Donalda Tuska. Prezydent zaznaczał tylko jedną rzecz – że jego osoba nie może być usprawiedliwieniem dla rządu niedotrzymującego swego słowa danego wyborcom.
Prezydent bronił też sztandarowego projektu PiS–u CPK.
CPK to nie jest projekt PiS. To jest projekt prezydenta – zapowiadany w kampanii w 2020 roku. Trudno żeby prezydent nie bronił swoich projektów. Tak samo jak innych ambitnych i niezwykle ważnych z punktu widzenia rozwoju naszego kraju inwestycji. Takich jak budowa polskich elektrowni atomowych, rozbudowa i rozwój polskich portów, zwiększenie nakładów na infrastrukturę kolejową itd. Prezydent chce ambitnej, szybko rozwijającej się Polski.
Dziś w pałacu prezydenckim jest nadzieja, że politycy PiS będą się gromadzić wokół prezydenta?
W interesie całego szerokiego obozu Zjednoczonej Prawicy jest odwoływanie się do dziedzictwa Andrzeja Dudy.
To Andrzej Duda już ma dziedzictwo?
To oczywiste, że ma, bo bardzo dużo udało mu się zrobić. Można to mniej pompatycznie nazywać, niż mówię to ja. Andrzej Duda ma wielkie osiągnięcia.
Co takiego zrobił przez dwie kadencje?
Gdyby nie Andrzej Duda, nie byłoby kluczowych zmian w kwestiach społecznych, takich jak obniżenie wieku emerytalnego, wprowadzenie programu Rodzina 500 Plus, wsparcia dla seniorów – 13 i 14 emerytury i wielu innych rzeczy dzięki, którym miliony polskich obywateli zaczęło nareszcie godnie żyć. Prezydent obiecywał to w trakcie kampanii w 2015 roku. I słowa dotrzymał. Powiem więcej: gdyby nie Andrzej Duda w ogóle nie byłoby rządów Zjednoczonej Prawicy. Bo przecież to jego wygrana 8 lat temu otworzyła drzwi do zmiany w Polsce, a ponowne zwycięstwo w 2020 roku pozwoliło ten ambitny program gospodarczo–społeczny kontynuować. Zresztą osiągnięcia prezydenta w sferze wewnętrznej to tylko wierzchołek góry lodowej.
A co jeszcze?
Co jeszcze? W kontekście polityki zagranicznej przede wszystkim działania związane z reakcją Polski po agresji Rosji na Ukrainę. Kto budował dobre relacje z Kijowem? I to na długo przed wybuchem pełnoskalowej wojny. Kto motywował NATO do działania? Aktywnie zabiegał o wzmocnienie wschodniej flanki Sojuszu Północnoatlantyckiego? O stałą obecność wojsk amerykańskich w Polsce? Kto rozmawiał z prezydentem Bidenem? Komuś może się to podobać albo nie, ale prawda jest taka, że tak jak Lech Kaczyński odegrał kluczową rolę geopolityczną w 2008 roku po wybuchu wojny w Gruzji, tak też Andrzej Duda odegrał historyczną rolę w kontekście Ukrainy. Zresztą zestawmy to z reakcją polskich władz na aneksję Krymu i atak w Donbasie w 2014 roku.
Co z nimi?
Wtedy zarówno ówczesny prezydent Bronisław Komorowski jak i szef MSZ Radosław Sikorski byli zaskakująco bierni. Nikt nie alarmował NATO, że oto za naszą wschodnią granicą rośnie ogromne zagrożenie. Efekt? Rosja rozbudowująca swoją potęgę przez kolejne lata. Robiąca doskonałe interesy z państwami UE, uzależniająca je energetycznie. Efektem tej sytuacji jest wielka wojna jakiej nie widzieliśmy w Europie od zakończenia II wojny światowej.
Jak w tym kontekście różnią się działania prezydenta Dudy?
Prezydent już przed rosyjską agresją wielokrotnie ostrzegał państwa zachodniej Europy przed uleganiem Władimirowi Putinowi. Wsparliśmy mocno Ukrainę jeszcze przed 24 lutego. Symboliczny jest fakt, że wspólnie z prezydentem Litwy to właśnie Andrzej Duda był ostatnim światowym przywódcą, który odwiedził Kijów zaledwie na kilka godzin przed rosyjską agresją. I dalej to wsparcie kontynuował. Spotykał się z przywódcami państw – począwszy od przedstawicieli Bukaresztańskiej Dziewiątki, a skończywszy na premierze Kanady i prezydencie USA. Zaznaczał na arenie międzynarodowej wagę wsparcia dla Ukrainy. Myśląc o interesie Polski, ale także całego demokratycznego świata. Dbał o relacje polsko–ukraińskie. Był w stałym kontakcie z najważniejszymi politykami NATO i wpływał na decyzje sojuszu. Był absolutnie kluczowym graczem w tej rozgrywce.
Jak w tym kontekście przygotowujecie się na wyrywanie kompetencji w polityce zagranicznej przez rząd? Radosław Sikorski ścierał się z prezydentem Lechem Kaczyńskim w tych kwestiach, teraz znów ma być szefem MSZ. Powtórka z rozrywki?
Rząd i prezydent dzielą się kompetencjami dotyczącymi polityki zagranicznej. Wszystko jest określone przez Konstytucję, jak i przez kolejne wyroki Trybunału Konstytucyjnego. A także tzw. ustawę kompetencyjną o współdziałaniu w polityce zagranicznej, która została przyjęta na wniosek prezydenta.
Czyli Andrzej Duda ubezpieczył się na przyszłość ustawą kompetencyjną?
Wiele osób na prawicy to krytykowało. Ta ustawa rzeczywiście może się dziś przydać. To wszystko w tym temacie.
Zmieniając temat, co będzie dalej z PiS–em?
Przyszłość Zjednoczonej Prawicy jest niepewna.
Skąd takie założenie?
Nic nie jest dane raz na zawsze. Od sukcesji w PiS będzie zależało czy ta formacja przetrwa i czy realnie będzie miała szansę powrócić do rządów w Polsce.
A kto może być beneficjentem tej sukcesji?
Za wcześnie, by o tym mówić.
Kiedyś był Pan w PiS i zajmował ważne stanowisko. Dlaczego Jarosław Kaczyński skreślił Pana z listy wyborczej w 2015 roku? Człowieka, który prowadził Andrzejowi Dudzie zwycięską kampanię.
Nigdy nie mówiłem o tym publicznie, bo nie chce do tego wracać. Mam przed sobą nowe zadania. Nie rozpamiętuję przeszłości. Jedyne o czym mogę mówić, to apelować żeby w przyszłości prawica nie popełniała takich błędów. Bo uważam, że skreślenie mnie było wówczas politycznym błędem. Zachowałem się wtedy inaczej niż reszta źle potraktowanych osób, nie chodziłem do mediów, nie wylewałem żalów, nie opowiadałem, jak zostałem skrzywdzony i nie przeszedłem na drugą stronę, pomimo tego, że miałem takie propozycje.
Skąd były te propozycje?
Nie zdradzę tego.
Ma Pan żal do Jarosława Kaczyńskiego? Co Pan dziś do niego czuje?
W 2010 roku miałem okazję towarzyszyć Jarosławowi Kaczyńskiemu w drodze do Smoleńska, kilka godzin po katastrofie. Lecieliśmy wtedy prywatnym samolotem. To było dla mnie osobiście niezwykle istotne wydarzenie. Politycznie i prywatnie. Tamta katastrofa była najbardziej tragicznym wydarzeniem w historii Polski po 1945 roku. W tamtym momencie Jarosław Kaczyński zachował się jak mąż stanu. Pyta mnie Pani, co czuję? Szacunek.
Mateusz Morawiecki może być następcą Jarosława Kaczyńskiego.
Nie chce nikomu szkodzić. O tym kto będzie następcą Jarosława Kaczyńskiego zdecyduje prezes PiS. Partia jest w taki sposób zbudowana, że jest de facto osobistą partią Jarosława Kaczyńskiego. To będzie jego niezwykle ważna odpowiedzialność, komu ją przekaże, żeby za dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści lat to było nadal ugrupowanie odgrywającą istotną rolę na polskiej scenie politycznej. Jeśli PiS ma mieć na to szanse, Jarosław Kaczyński musi zdecydować, czy chce przyjąć formułę wykluczającą, czy zapraszającą.
Powiedział Pan, że Jarosław Kaczyński powinien przejść na polityczną emeryturę.
Formuła pytania zakładała odpowiedź tak albo nie. Mówiłem już o tym kilkukrotnie, ale kolejny raz powtórzę: nie będę się zajmował Jarosławem Kaczyńskim. Nie namówi mnie pani. Myślę o przyszłości i we mnie jest samo dobro. Tak zresztą kiedyś prezes PiS powiedział w wywiadzie dla „Wprost”.
Andrzej Duda ma ambicje polityczne?
Ambicją polityczną Andrzeja Dudy jest bycie jak najlepszym prezydentem. Ma przed sobą bardzo ważne 20 miesięcy. Dużo bardzo ważnych tematów takich jak szczyty NATO, polska prezydencja w Unii czy istotne sprawy w polityce wewnętrznej. Dlatego nieuczciwe byłoby, gdyby teraz Andrzej Duda zastanawiał się, co będzie robił po swojej kadencji. A prezydent jest niezwykle uczciwym człowiekiem.
Rozmawiała Joanna Miziołek