Szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta, minister Marcin Przydacz, był gościem porannego programu w Telewizji Republika.
Odnosząc się do sprawy rotacji amerykańskich wojsk w Polsce, prezydencki minister zaznaczył, że wstrzymana rotacja nie oznacza zmniejszenia docelowego kontyngentu. Przyznał, że zachowanie premier Donalda Tuska oraz jego „prowokacyjne i niepotrzebne” wypowiedzi mają wpływ na relacje ze Stanami Zjednoczonymi.
– Donald Tusk nie jest politykiem proamerykańskim; wiemy, że ma sympatię do innego państwa położonego dużo bliżej naszej granicy – powiedział. Jednocześnie dodał, że podważanie wiary w NATO i artykuł 5. Sojuszu Północnoatlantyckiego ma na celu wypychanie Amerykanów z Europy. – W prawie karnym mamy zamiar bezpośredni i wynikowy. Jeżeli ktoś tak mocno atakuje Prezydenta Donalda Trumpa, to musi się godzić, że może mieć to negatywne skutki dla polskiego bezpieczeństwa. Choć muszę wziąć w obronę ministra Władysława Kosiniaka–Kamysza, który stara się robić dużo, aby te wojska utrzymać – zaznaczył.
Odnosząc się do sugestii, że decyzja USA to „żółta kartka dla rządu”, minister stwierdził, iż nie można wykluczyć, że mamy do czynienia z sygnałem ostrzegawczym: „jeśli chcecie grać antyamerykańską kartą, to wiedzcie, że będą konsekwencje”.
Bezpieczeństwo zależy od dobrych relacji Prezydenta Karola Nawrockiego z Prezydentem Trumpem. Gdyby nie Prezydent Karol Nawrocki, tych wojsk już dawno by w Polsce nie było – powiedział.
Nawiązując do rozmowy Prezydenta Karola Nawrockiego z Prezydentem Donaldem Trumpem z 3 maja, przekazał, iż wówczas dyskusja dotyczyła spraw wojskowych, ale temat wstrzymania rotacji nie został poruszony, gdyż była to decyzja Pentagonu, a nie Białego Domu.
– Wiążące są deklaracje Prezydenta Donalda Trumpa, które padły w bezpośrednich rozmowach z Prezydentem RP – mamy gwarancję obecności żołnierzy – dodał. Nadmienił, że jest bardzo duża szansa na stałą bazę USA w Polsce, jednak Prezydenta Karola Nawrockiego martwi postawa rządu, która ten cel może zniweczyć.
Pytany o decyzję Senatu, który nie zgodził się na przeprowadzenie referendum w sprawie unijnej polityki klimatycznej, Marcin Przydacz stwierdził, iż obecnie rozczarowani są przede wszystkim Polacy.
Senat kontrolowany przez Platformę Obywatelską blokuje możliwość wypowiedzenia się w sprawie polityki, która podnosi koszty życia. Dla Donalda Tuska ważniejsze jest zadowolenie Ursuli von der Leyen niż wysokie rachunki Polaków. Nie porzucamy tematu referendum, mamy plany B, C i D – wyjaśnił.
Zapowiedział także, iż w sprawie powołania I Prezesa Sądu Najwyższego Prezydent podejmie decyzję do 26 maja. – Każdy ze wskazanych kandydatów ma szanse – wskazał.
Odnośnie do zarzutów kierowanych w stronę sędziwego Zbigniewa Kapińskiego, dotyczących wyroku w sprawie lustracyjnej Lecha Wałęsy sprzed 26 lat, zaznaczył, iż wyrok ten „był nieoparty na prawdzie, co potwierdziła później szafa Kiszczaka”. – Prezydent będzie analizował, czy sędzia mógł wtedy orzec inaczej; głos profesora Sławomira Cenckiewicza jest tu ważny – podkreślił.
Może Cię zainteresować Szef KPRP: Polska to nie mury Senatu, to ludzie, którzy byli wczoraj na ulicach i chcieli głosowania Min. Przydacz: Umowę SAFE ocenią wyborcy i odpowiednie organy