Menu rozwijane

02 listopada 2026

Podczas specjalnej konferencji prasowej Szef Kancelarii Prezydenta RP Zbigniew Bogucki przedstawił stanowisko dotyczące sytuacji w Trybunale Konstytucyjnym oraz policyjnej interwencji w jego siedzibie. Minister Marcin Przydacz przedstawił natomiast stanowisko dot. ambasadorów RP.

Bezprecedensowe wydarzenia

Otwierając wystąpienie dla mediów, Zbigniew Bogucki zaznaczył, że jesteśmy świadkami sytuacji bezprecedensowej, niezwykle groźnej dla wewnętrznego porządku Rzeczypospolitej, szczególnie w obecnej sytuacji geopolitycznej. Przekonywał, że wbrew medialnym określeniom mamy do czynienia nie z „bitwą o Trybunał”, lecz z „batalią o polską demokrację”. 

– O to, czy władza wykonawcza, rząd, premier i jego ministrowie będą podlegać kontroli niezależnych organów, niezależnych od nich i ich woli politycznej, czy też władza wykonawcza w postaci rządu, na którego czele stoi premier Donald Tusk, będzie miała władzę nieograniczoną, niekontrolowaną, a więc władzę, która z ustrojem demokratycznym nie ma nic wspólnego – podkreślił. 

Przekonywał, że w obecnej sytuacji „nie chodzi o nazwiska”. – Chodzi o to, kto jest konstytucyjnie, ustawowo i zgodnie z prawem umocowany do tego, by być prezesem Trybunału Konstytucyjnego. To nie jest kwestia nazwisk, sympatii politycznych czy partyjnej optyki, lecz kwestia porządku ustrojowego Rzeczypospolitej – wyjaśnił. 

Brak podstawy prawnej działań

Minister przekazał, że Kancelaria Prezydenta podjęła działania w celu uzyskania opinii prawnych. Zarzucił rządzącym brak przedstawienia realnych podstaw prawnych działań m.in. sędzi Anny Korwin–Piotrowskiej. Dodał, że na chwilę obecną Kancelaria Prezydenta dysponuje dwiema pełnymi opiniami pisemnymi: profesora Ryszarda Piotrowskiego oraz profesora Jacka Zaleśnego. 

Szef KPRP przypomniał także stanowisko Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, zdaniem którego w demokratycznym państwie policja nie może być narzędziem realizacji woli politycznej rządzących, a art. 130. *Prawa o ustroju sądów powszechnych* dotyczy sędziów sądów powszechnych, a nie sędziów Trybunału Konstytucyjnego, którzy podlegają wyłącznie Konstytucji. 

Natomiast Prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego – jak przypomniał minister – wskazywał, że granice działań władzy wyznaczają zasady konstytucyjne. Poszanowanie ludzkiej godności i te granice zostały przekroczone.

– Ponadto Anna Korwin–Piotrowska jest sędzią elektem, gdyż nie złożyła ślubowania wobec Prezydenta RP. Podejmowanie przez nią czynności organów TK wywołuje brak skutków prawnych i może rodzić odpowiedzialność karną, m.in. z art. 227. Kodeksu karnego – opisał. 

Na brak podstaw prawnych i niebezpieczeństwo tworzenia groźnych precedensów wskazały również Helsińska Fundacja Praw Człowieka, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej mec. Przemysław Rosati oraz prof. Marcin Matczak. 

Wyjaśnił także, że obecność Prezydenta w budynku TK wraz z Pierwszym Prezesem SN miała na celu „legalnemu Wiceprezesowi TK”. 

Tymczasem w nocy do budynku wprowadzono nieumundurowanych funkcjonariuszy w kominiarkach z prokuratorem na telefon. Tego typu siłowe przejęcie i pozbawienie organów konstytucyjnych niezależności to zamach na ustrój Rzeczypospolitej – podsumował.

Drugą część konferencji stanowiły pytania od dziennikarzy. Minister Zbigniew Bogucki przyznał, że w sobotę 31 października Prezydent konsultował z przedstawicielami ugrupowań politycznych działania zmierzające do naprawy obecnego stanu prawnego oraz sytuacji wokół Trybunału Konstytucyjnego. Przyznał natomiast, że zarówno ugrupowanie Donalda Tuska, jak i sam premier nie wyrazili chęci udziału w konsultacjach.

– Dzisiaj na zmiany konstytucyjne szans nie ma, ale próbę rozpoczęcia tej drogi, choćby do wyboru sędziów Trybunału Konstytucyjnego kwalifikowaną większością – i nie tak, jak proponował dzisiejszy obóz rządzący. Takie propozycje były dyskutowane przez Prezydenta właściwie ze wszystkimi kołami i klubami – dodał. 

Straty w wizerunku Polski

Na pytanie dotyczące ambasadorów, którzy zrezygnowali z obejmowanych stanowisk, odpowiedział minister Marcin Przydacz. 

Szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta przyznał, że sytuacja w służbie zagranicznej wydaje się coraz poważniejsza. Przypomniał, że od początku wydarzeń w TK ze swojej funkcji zrezygnowało już trzech ambasadorów: Jacek Kumoch (Chińska Republika Ludowa), Paweł Soloch (Rumunia) oraz Krzysztof Szczerski (ONZ). 

– Tym samym ponad 190 państw zrzeszonych w ONZ dowiedziało się o tym, co dzieje się w Polsce, i że ambasador, który jeszcze miesiąc temu był zastępcą przewodniczącego Zgromadzenia Ogólnego ONZ i prowadził obrady dla wszystkich państw zrzeszonych w Organizacji, w ramach protestu rezygnuje ze swojej misji. Sytuacja jest naprawdę niezwykle poważna – podkreślił. 

Dodał, że o sytuacji w Polsce rozpisują się media na całym świecie, a prezentowany przez nie obraz Polski jest efektem działań Donalda Tuska. 

To, o co Polska walczyła przez ostatnie ponad 30 lat – o dobry obraz Rzeczypospolitej jako państwa stabilnego, bezpiecznego, gotowego do przyjmowania inwestycji międzynarodowych – dzisiaj jest zniszczone za sprawą decyzji premiera Donalda Tuska, ale także jego wicepremierów, w tym szefa MSZ oraz szefa MSWiA – zaznaczył. 

Wskazał, że straty wizerunkowe są „nie do oszacowania i być może nie do odrobienia”. Przypomniał, że jeszcze niedawno premier polskiego rządu zapowiadał przeznaczenie milionów złotych na promocję polskiej marki.

Rezygnacja ambasadorów

Nawiązując do decyzji o rezygnacji ze stanowiska ambasadorów, Marcin Przydacz przyznał, że odpowiedzialność za krytyczną sytuację w służbie dyplomatycznej spoczywa na ministrze spraw zagranicznych, który – wbrew dotychczasowemu zwyczajowi – odwołał ze stanowiska 50 polskich ambasadorów. 

– Od tego czasu trwa paraliż polskiej służby zagranicznej. Minister spraw zagranicznych nie był w stanie rozwiązać tego problemu. Od wielu lat Polska nie jest reprezentowana na najwyższym poziomie. A jeśli jest w tak ważnych miejscach jak Organizacja Narodów Zjednoczonych, Chińska Republika Ludowa czy w Rumunii, to właśnie na skutek decyzji Donalda Tuska w imię protestu ambasadorowie rezygnują – wyjaśniał.

Jednocześnie dodał, że odpowiedzialność za obecną sytuację ponosi także premier Donald Tusk. Zarzuty kierowane w stronę Prezydenta o wywieranie nacisku na wspomnianych ambasadorów nazwał natomiast próbą odwrócenia uwagi od głównej dyskusji i próbą zrzucenia odpowiedzialności „na kogoś innego”. 

Jaki to obraz w obliczu tego kryzysu i w oczach opinii międzynarodowej kreuje, że polski minister spraw zagranicznych publicznie kłamie i obarcza swoją nieudolnością i nieudolnością swoich kolegów z rządu Prezydenta Rzeczypospolitej? Tę ocenę pozostawiam państwu – zakończył.

Może Cię zainteresować Trybunał Konstytucyjny – ministrowie w mediach Prezydent wrócił do Warszawy; spotkał się z I Prezesem SN