Michał Rachoń, Telewizja Republika: Jesteśmy w Wieluniu. Jesteśmy w towarzystwie Prezydenta Rzeczypospolitej Andrzeja Dudy. Dzień dobry, Panie Prezydencie.
Prezydent RP Andrzej Duda: Dzień dobry, Panie Redaktorze. Witam naszych widzów.
Panie Prezydencie, rocznica wybuchu II wojny światowej. Dziś w bardzo mocnym przemówieniu wypowiedział Pan słowa, które – mam wrażenie – będą słyszane na świecie. Że niemieckie miasta w trakcie II wojny światowej zbombardowane zostały za późno – za późno dla nas, Polaków; za późno dla mieszkańców Wielunia. Jak należy rozumieć te słowa?
Tak, że nikt nie zatrzymał tamtej niemieckiej agresji wtedy na Polskę. To było niejako konsekwencją tego, o czym też mówił Prezydent Lech Kaczyński 15 lat temu na Westerplatte, przypominając, że w istocie ten niemiecki – wtedy faszystowski, hitlerowski – imperializm, totalitaryzm on się rozpędzał. On nie zaczął się od ataku na Polskę.
On się zaczął od anszlusu Austrii, on się zaczął później od niemieckiej agresji na Czechosłowację, on się zaczął od tego, że doszło do tzw. Monachium, tak? Czyli do zaakceptowania de facto niemieckich działań w Czechosłowacji. Że pozwalano na tę agresję. Pozwalano na ataki na Niemców pochodzenia żydowskiego w Niemczech, pozwalano na coraz większe, rozrastające się barbarzyństwo tego reżimu.
I atak na Polskę był tylko kolejnym tego etapem. I w efekcie II wojna światowa była tylko kolejnym tego etapem. I nawet wtedy, na samym początku, alianci nie zareagowali w sposób wystarczający, żeby ten niemiecki, hitlerowski imperializm zatrzymać.
Bo prawdopodobnie jest tak, że gdyby wtedy w sposób zdecydowany nasi alianci, tzn. Francuzi, Anglicy, zaatakowali Niemcy od drugiej strony – nie tylko wypowiedzieli wojnę, ale zaatakowali – Niemcy nie mieli wtedy wystarczającego potencjału do tego, żeby móc kontynuować wojnę w Polsce, gdyby sami zostali zaatakowani. Gdyby wtedy – tak jak powiedziałem – te przysłowiowe niemieckie miasta zostały rzeczywiście bombardowane, tak jak bombardowany był Wieluń, tak jak bombardowana była Warszawa, tak jak bombardowanych było 160 innych polskich miast i miejscowości we wrześniu 1939 roku.
Oczywiście, potem była inwazja sowiecka na Polskę na mocy paktu Ribbentrop–Mołotow pomiędzy Hitlerem a Stalinem. Ale to było dopiero 17 września. A od 1 września do 17 września trwała niemiecka agresja na Polskę, w czasie której można było uderzyć w hitlerowską III Rzeszę z drugiej strony i można było zachwiać w ten sposób jej pewnością militarną, jej potencjałem, zachwiać morale Niemców. Nie zrobiono tego i to był wielki błąd.
Panie Prezydencie, w szkołach ciągle jeszcze – mam nadzieję – uczy się historii Polski. Historii Polski, która przez ostatnie 200, 250, może nawet 300 lat jest historią ciągłej walki o państwo polskie. W tej perspektywie tego 1 września, kiedy mówi Pan o tych sprawach i kiedy ma Pan świadomość, że mamy dziś podpisane porozumienia międzynarodowe, jesteśmy członkami Paktu Północnoatlantyckiego i kiedy u naszych granic trwa wojna, jak Pan myśli, jak Pan patrzy na te doświadczenia z września 1939 roku? Na czym polega główna lekcja, którą jako naród, jako państwo powinniśmy odrobić?
Główna lekcja polegała na tym, że byliśmy za słabi, żeby się obronić. Główna lekcja polega na tym, że byliśmy wtedy za słabi, żeby mieć siłę również odstraszającą agresora od ataku. Gdybyśmy wtedy mieli rzeczywiście flotę bombowców, gdyby wcześniej rozpoczęto zdecydowanie przygotowanie i produkcję chociażby naszego wspaniałego wtedy bombowca Łoś i gdyby Polska miała ten potencjał militarny, gdyby, krótko mówiąc, władze polskie, władze Rzeczypospolitej, władze sanacyjne nie zaspały – nie wiem – nie osiadły na laurach triumfu zwycięstwa 1920 roku, pławiąc się w poczuciu siły polskiego oręża.
Nie wystarczyło tylko i wyłącznie bohaterstwo polskiego żołnierza. Okazało się, że nasi agresywni sąsiedzi, Niemcy, przez praktycznie 10 lat zbudowali potęgę militarną. Od czasu, kiedy Hitler objął władzę, zbudowali potęgę militarną, technologiczną i po prostu nas pokonali. Pokonali nas bombardowaniami, na które nie umieliśmy odpowiedzieć. Pokonali nas bombardowaniami, których nie umieliśmy zatrzymać.
Czy myśmy dzisiaj, Panie Prezydencie, wyciągnęli…
Pokonali nas techniką wojenną, którą przyjechali wtedy – pierwszymi już rzeczywiście formacjami zmotoryzowanymi, czołgami, wspomnianymi wcześniej samolotami. Po prostu nas pokonali.
Czy myśmy wyciągnęli te wnioski? Czy dziś po prawie 30 latach Polski wolnej, od po upadku ZSRR, od tego najbardziej wulgarnego komunizmu, czy my jako państwo, jako naród nie pławiliśmy się przez kilkadziesiąt lat może nie w poczuciu, w powrocie do zwycięstw 1920 roku, ale pewnego rodzaju polepszającego się bytu, ucieczki od tego czasu komunistycznej niewoli w przeświadczeniu, że historia się skończyła, wojen nie będzie i armii nie potrzebujemy?
Może inaczej: ja bym powiedział, że to Europa. Polska, jako część Europy, oczywiście można powiedzieć w jakimś sensie też – ale to przede wszystkim cała Europa. Bo popatrzmy na to, co dzisiaj dzieje się w tej przestrzeni europejskiej, co dzisiaj słyszymy. To my dzisiaj, Polacy, uderzamy w dzwon, tak? To ja podnoszę ten postulat, żeby – jeżeli chodzi o wydatki obronne w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego – podnieść je co najmniej do 3 proc. PKB w państwach NATO wobec rosyjskiej agresji na Ukrainę.
Jednoznaczne jest dla mnie to, że musimy wrócić do takiego poziomu wydatków na obronność, jakie państwa NATO realizowały w czasach – niestety, przykro to powiedzieć – zimnej wojny. Czyli wtedy, kiedy sowieckie imperium atomowe rzeczywiście zagrażało Europie Zachodniej, kiedy to poczucie zagrożenia było dla reszty świata, dla wolnego świata, demokratycznego świata ze strony Rosji sowieckiej. Wtedy państwa NATO wydawały 3 proc. PKB na swoją obronność – i dzisiaj to wraca. Dlatego że rosyjski imperializm odżył.
Ten neoimperializm – jak czasem niektórzy mówią – rosyjski jest faktem. On zaatakował najpierw Gruzję w 2008 roku, potem Ukrainę w 2014 roku. Jeszcze nieco skrycie, jako niby–separatyści, prawda? Chociaż wszyscy wiemy, że do okupacji Krymu doszło de facto otwarcie. I później frontalny atak na Ukrainę w 2022 roku, który cały czas w tej chwili trwa, bo ta wojna się toczy. Ukraina się broni. Wolny świat dzisiaj pomaga Ukrainie.
Ale z tego wszystkiego trzeba wyciągnąć jednoznaczne wnioski. I my je wyciągamy. Bo ja chcę zwrócić uwagę na to, że te wydatki na obronność rosną od samego początku mojej prezydentury, od 2015 roku. To właśnie od wtedy tak naprawdę zaczęliśmy prowadzić twardą politykę. Wtedy, kiedy ja wygrałem wybory prezydenckie, Zjednoczona Prawica wygrała potem wybory parlamentarne, przez osiem lat podnosiliśmy praktycznie cały czas wydatki na obronność. Dzisiaj one są ponad 4 proc. naszego PKB. I mamy pełną świadomość tego, że musimy w szybkim tempie – w jak najszybszym możliwym tempie – uzupełnić, dokończyć tę modernizację naszej armii. Po to, żeby mieć armię świetnie wyposażoną, rzeczywiście nowoczesną, na tyle liczną, by była faktycznym elementem odstraszającym.
Wojna na Ukrainie dobitnie to pokazuje, że silna, dobrze wyszkolona, dobrze wyposażona armia na najwyższym poziomie technicznym jest czymś, co z całą pewnością jest w stanie zatrzymać nawet rosyjską nawałę. A dzisiaj to Rosja jest tym największym zagrożeniem dla wolnego świata. Nie ma co do tego żadnej wątpliwości. Rosja zaatakowała – tak jak powiedziałem. Próbuje siłą zmieniać granice w Europie. Nie wolno do tego dopuścić, trzeba przywrócić prymat prawa międzynarodowego.
Ale dla mnie najważniejsze jest bezpieczeństwo Polski. A bezpieczeństwo Polski to dzisiaj przede wszystkim silna armia, która będzie miała realny wymiar odstraszający.
Panie Prezydencie, ale słyszymy jednocześnie i słyszeliśmy w tych pierwszych tygodniach, miesiącach wojny na Ukrainie, że państwa NATO i Europa ma problem z magazynami – może nie z magazynami – ale z zasobami amunicji, tej podstawowej amunicji artyleryjskiej i produkcją.
Ale to właśnie o tym mówimy. Ale to o tym mówimy. Bo zaczęliśmy od tego, że ja powiedziałem: to nawet nie tyle Polska, co Europa. To Europa po prostu zapomniała o tym, że może być wojna. To Europa zapomniała o tym, że ktoś może nagle popaść w akt szaleństwa i zaatakować inne kraje, inne narody po to, żeby je zniewolić, po to, żeby zabrać ich terytorium, po to, żeby odebrać im ich potencjał i wykorzystywać go do własnych celów. Po prostu zaczęto wierzyć w to, że wojny nigdy więcej nie będzie, że te wydatki, które normalnie były kierowane na obronność, właśnie na to, żeby być przygotowanym na ewentualny konflikt zbrojny, zaczęły być wydawane na zupełnie inne cele.
Ale to słyszymy nawet w Polsce. W tej chwili, kiedy projekt amunicyjny jest realizowany…
Efekt tego jest taki, że kiedy trzeba było nagle udzielić pomocy Ukrainie zaatakowanej frontalnie przez Rosję, okazało się, że Europa nie posiada nawet zasobów, żeby takiej pomocy rzeczywiście w sposób zdecydowany, odpowiadając faktycznym zapotrzebowaniom frontowym tej potężnej wojny – żeby to zrealizować.
Panie Prezydencie, samoloty F–35, śmigłowce Apache i projekty modernizacyjne polskiej armii, również projekty, które są listą naszych zakupów m.in. w Korei – na ile dzisiaj wszystkie te inwestycje są bezpieczne? Widzieliśmy ostatnio F–35, naszą delegację polską w Stanach Zjednoczonych. Ale w sprawach tego, co dzieje się w Korei, słyszymy niejednoznaczne sygnały.
Tak, udało się nam rzeczywiście osiągnąć wielki sukces. Bo przypomnę, że wtedy, kiedy zawarliśmy kontrakt na F–35 dla Polski, kolejka po te samoloty była długa i była już ustawiona. My dzięki ogromnej przychylności ze strony ówczesnego Prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa i – generalnie – amerykańskiego wtedy świata polityki, republikanów zostaliśmy niejako potraktowani w sposób wyjątkowy. I już dzisiaj – śmiało można powiedzieć – mamy te samoloty.
Wprawdzie one jeszcze nie są w Polsce, ale nasi piloci już dostają je w swoje ręce w Stanach Zjednoczonych i tam przygotowują się do tego, by – kiedy to tylko będzie możliwe – przyjechać razem z nimi tutaj, żeby one broniły rzeczywiście naszego nieba. Więc to jest ogromny skok technologiczny dla nas, bo to jest najwyższa w tej chwili istniejąca światowa technologia, jeżeli chodzi o możliwości obrony powietrznej.
Natomiast musimy zrealizować te wszystkie kontrakty – zarówno te, które zostały podpisane z firmami koreańskimi, jak również te kontrakty amerykańskie, niezwykle dla nas ważne. Myślę o abramsach, o himarsach, o dokończeniu programu „Wisła”, czyli systemów Patriot, tak?
A czy któreś z nich, Panie Prezydencie, są Pańskim zdaniem…
Te programy muszą być konsekwentnie realizowane, ja to na każdym kroku podkreślam. To jest dzisiaj kwestia nie tylko polskiej racji stanu tak po prostu. To jest po prostu kwestia naszego bezpieczeństwa, to jest problem egzystencjalny. Albo będziemy silni i będziemy posiadali taki potencjał militarny, żeby nikt się nas nie odważył zaatakować – a nawet gdyby ktoś oszalał i zdecydował się nas zaatakować, to że zostanie w sposób zdecydowany i twardy odparty; że będziemy mieli taką pewność, że zdołamy to zrobić – albo Polska potencjalnie będzie w stanie zagrożenia.
Panie Prezydencie, jednocześnie z Niemiec słyszymy ostatnio głosy, jakich ja nie przypominam sobie. Głosy, które wywołują nas do odpowiedzialności za to, co stało się z gazociągiem Nord Stream 2. Jak Pan na to patrzy? Co to oznacza w takim międzynarodowym języku polityki?
Wie Pan, jest to… ja przyjąłem te wypowiedzi, przede wszystkim byłego szefa niemieckiego wywiadu, jako kompletny absurd – z jednej strony, patrząc od strony politycznej. Ale z drugiej strony – być może można się w tym dopatrywać jakiejś gry, która jest prowadzona nie wiem z kim. Z Rosjanami wspólnie? Bo tylko w ten sposób można na to patrzeć, jeżeli takie oskarżenia padają wobec kraju sojuszniczego – Polska, zwracam uwagę, jest krajem sojuszniczym Niemiec. I muszę powiedzieć, że jest to zachowanie dla mnie szokujące i zdumiewające.
Natomiast nie jest dla nikogo tajemnicą, że zarówno gazociąg Nord Stream 1, jak i Nord Stream 2 to były gazociągi, które miały realizować tak naprawdę niemiecko–rosyjskie interesy. Niemiecko–rosyjskie interesy. Niech nikt tutaj nie opowiada, że to miało być jakieś bezpieczeństwo energetyczne dla Europy. Wręcz przeciwnie – to miało być niebezpieczeństwo energetyczne dla Europy. I każdy, kto ten rynek energii gazowej zna, zwłaszcza rynek europejski, doskonale o tym wie, że w istocie interes Rosjan polegał na tym, żeby mieć jak największą hegemonię gazową i w jak największym stopniu zmonopolizować rynek europejski dostawami ze złóż rosyjskich realizowanymi przez Gazprom.
A Niemcy zacierali ręce, bo wszystkie te gazociągi, omijając Europę Centralną – Polskę, Ukrainę i kraje z nami sąsiadujące, takie jak Słowacja – szłyby z Rosji prosto do Niemiec. A więc łapę na tym kurku gazowym trzymaliby również Niemcy, mieliby to pod kontrolą. A poza tym mieliby dostawy gazu dla siebie po atrakcyjnych cenach. Był to w istocie wspólny rosyjsko–niemiecki interes na szkodę Europy Centralnej – szkodę przede wszystkim w zakresie bezpieczeństwa, bezpieczeństwa energetycznego. Ale jak widać, nie tylko energetycznego. Bo skutkiem rosyjskiej brutalnej polityki, imperialnej były nie tylko kryzysy gazowe i nie tylko zakręcanie kurka gazowego Ukrainie, ale dzisiaj wprost militarna agresja na Ukrainę.
To co ten symbol oznacza? Mówi Pan o… bo pojawiają się też… analitycy mówią o niebezpieczeństwie powrotu do niemiecko–rosyjskiego porozumienia, które budzi takie pytanie, jeżeli przedstawiciele – ważni przedstawiciele, przecież były szef wywiadu to nie jest po prostu jakiś tam publicysta, to jest ktoś, kto jest związany z interesami państwa niemieckiego i co najmniej jego tajemnicami.
Nie jest dla nikogo tajemnicą, że Niemcy i Rosja to konglomerat wspólnych interesów, to wielkie biznesy. Przecież przepraszam bardzo, ale działalność byłego Kanclerza Niemiec Schrödera, jego właśnie udział biznesowy w projektach Nord Stream to nie jest żadna tajemnica. To, że w to zaangażowany był olbrzymi biznes niemiecki, nie jest żadna tajemnica. To, że Niemcy robiły na tym wielkie pieniądze i chciały robić na tym wielkie pieniądze – właśnie na tanich dla nich dostawach gazu z Rosji.
Że kiedy te dostawy nagle zostały przerwane, to zachwiało to potencjałem niemieckiego przemysłu, który właśnie bazował na tym, że będzie zwiększał swoją konkurencyjność na rynkach światowych poprzez możliwość pozyskiwania taniej energii do produkcji ze strony rosyjskiej. Że to był cios dla niemieckiej gospodarki, nie jest dla nikogo tajemnicą.
Ja mogę tylko z ubolewaniem przypominać sobie moje rozmowy z Kanclerz Angelą Merkel, kiedy ja do niej apelowałem, aby zatrzymała przede wszystkim tę inwestycję Nord Stream 2 – bo to ona trwała w okresie mojej prezydentury. Ja wielokrotnie o tym z Panią Kanclerz rozmawiałem, wielokrotnie ją prosiłem i wielokrotnie słyszałem zapewnienia, że to jest – prawda – projekt biznesowy, który jest realizowany przez biznes; że ona jako Kanclerz, jako władze niemieckie, federalne nie ma na to wpływu.
Więc potem – nie ukrywam – że z ogromnym oburzeniem przyjąłem jej rozmowy telefoniczne najpierw z Prezydentem Stanów Zjednoczonych Joe Bidenem, żeby odblokować inwestycję Nord Stream 2 przyblokowaną wcześniej przez Prezydenta Donalda Trumpa, a następnie telefony do Władimira Putina z radością, że udało się tę inwestycję odblokować i że będzie można ten wspólny antyeuropejski biznes dalej realizować.
Panie Prezydencie, i ostatnie pytanie. W Polsce w tej chwili mamy po raz pierwszy oficjalne wypowiedzi przedstawicieli najwyższych – Premiera, Ministra Sprawiedliwości – które otwarcie kwestionują obowiązujące w Polsce ustawy. Czy Pańskim zdaniem, jak Pan patrzy dziś na nasze bezpieczeństwo w kontekście przestrzegania prawa przez instytucje państwowe i najwyższe polskie urzędy?
Patrzę na to ze zmartwieniem, ale mam nadzieję, że będą z tego wyciągnięte konsekwencje prawne i polityczne. A mam tu przede wszystkim na myśli – jeżeli chodzi o te polityczne – to, że widzi to nasze społeczeństwo. Mogę powiedzieć tak: szkoda, że władze Unii Europejskiej, instytucji europejskich, Komisja Europejska tego nie widzi, udaje, że tego nie widzi.
Pani Jourová, Pani von der Leyen przyjeżdżają tutaj, do Polski, praktycznie na ich oczach odbywają się kolejne w naszym kraju akty bezprawia, takie jak nielegalne powołanie pseudoprokuratora krajowego, który został powołany zupełnie wbrew ustawie, z pominięciem ustawowych procedur; że prawo w Polsce jest ostentacyjnie łamane na ich oczach. A oni opowiadają o przywracaniu w Polsce praworządności. Przecież to jest ewidentne łamanie wszelkich zasad, łamanie polskiej konstytucji.
I teraz przedstawiciele instytucji europejskich nie tylko że nie widzą w ogóle tego, że prawo jest łamane, ale jeszcze ośmielają się mówić, że to jest w tej chwili w Polsce przywracanie praworządności, że to służy przywracaniu praworządności. To pokazuje niezwykłą hipokryzję tych ludzi. To pokazuje, że tak naprawdę przez całe lata ich celem była zmiana władz w Polsce. I że w tej chwili, kiedy ich kolega z partii – bo przecież to są ludzie z tego samego ugrupowania czy z tej samej koalicji rządzącej w Europie, w Parlamencie Europejskim, EPP – kiedy ich kolega objął urząd Premiera w Polsce, to teraz wszystko jest dopuszczalne i wszystko jest możliwe. I ci przedstawiciele instytucji europejskich w ogóle nie dostrzegają tych wszystkich drastycznych, niebywałych po prostu przykładów łamania prawa.
Natomiast kwestionowali działalność wcześniej demokratycznie wybranych polskich władz, podczas gdy prawo w Polsce było przyjmowane na demokratycznych zasadach, w oparciu o większość parlamentarną, która wtedy istniała, z absolutnym zrealizowaniem wszystkich formalnoprawnych, konstytucyjnych procedur, jakie w naszym kraju są przewidziane. Wtedy mówili o braku praworządności, kiedy na demokratycznych zasadach uchwalaliśmy w Polsce prawo po to, żeby zrealizować zobowiązania wyborcze. Myślę tutaj o okresie rządów Zjednoczonej Prawicy, o wszystkich ustawach, które wtedy przyjmowaliśmy.
A dzisiaj, kiedy ta większość jest w rękach obozu liberalno–lewicowego – przede wszystkim Koalicji Obywatelskiej, czyli Platformy Obywatelskiej – ponieważ to są ich koledzy, w związku z powyższym, widząc, że może nie dojść do przyjęcia zmian w przepisach, którymi są zainteresowani, chociażby ze względu na to, że ja, jako Prezydent Rzeczypospolitej, mogę mieć wątpliwości co do proponowanych zmian, zgadzają się na to, żeby było realizowane ewidentne bezprawie, aby realizować siłowe rozwiązania, które dzisiaj stosuje obóz władzy, które dzisiaj stosuje Donald Tusk i jego otoczenie.
Właśnie chociażby w taki, a nie inny sposób dokonując nielegalnego obalenia Prokuratora Krajowego i wprowadzając na to miejsce pseudoprokuratora krajowego, nielegalnego Prokuratora Krajowego. Bo trudno nazwać sytuację, jeżeli ktoś na taki urząd wprowadzany jest z kompletnym pominięciem procedury ustawowej, czyli po prostu w sposób nielegalny. To w istocie jest po prostu nielegalny i wszystko, co robi, jest nielegalne.
Panie Prezydencie, bardzo dziękujemy za wizytę w Telewizji Republika. Bardzo dziękujemy za poświęcony czas. Prezydent Rzeczypospolitej Andrzej Duda.
Dziękuję bardzo.
Dziękujemy bardzo.
Może Cię zainteresować Wywiad Prezydenta RP dla TV Republika Wieluń. Wystąpienie podczas posiedzenia Rady ds. Samorządu Terytorialnego Wieluń. Obchody 85. rocznicy wybuchu II wojny światowej [PL/EN] Prezydent: Sprawa zadośćuczynienia wciąż nie jest załatwiona