Minister Marcin Przydacz był gościem porannej rozmowy w Radiu Zet. W trakcie wywiadu odniósł się m.in. do programu SAFE, zeszłotygodniowego spotkania Rady Pokoju Donalda Trumpa i odpowiedzi Prezydenta na pytanie o broń jądrową.
Pytany o program SAFE i ewentualne podpisanie ustawy przez Prezydenta odrzekł, że ostateczne słowo należy do Karola Nawrockiego. – To decyzja Prezydenta, oczekiwanie decyzji jest przedwczesne, bo nie wiemy jakie poprawki Senatu zostaną finalnie uwzględnione. Jest tam wiele znaków zapytania. Należy poczekać – mówił.
Szef Biura Polityki Międzynarodowej pytany o presję ze strony Jarosława Kaczyńskiego, aby zawetować program SAFE, wyjaśnił, że presja jest z różnych stron politycznej barykady.
Prezydent rozważy to, co jest istotne z perspektywy interesu Polski – mówił
Minister zwrócił uwagę na to, że rządzący, choć mówią publicznie, że 90 proc. środków z programu SAFE będzie lokowanych w polskim przemyśle, to nie chcieli przyjąć takiej poprawki, która ustawowo do tego by ich zobowiązywała. – Skoro mówią to publicznie Polakom, to trzeba było to wpisać w ustawę, ale nie, taką poprawkę odrzucono – przekonywał.
Może Cię zainteresować Szef BBN: W ustawie o programie SAFE potrzeba jeszcze zmian Min. Andruszkiewicz o SAFE: Prezydent będzie podejmował decyzję osobiściePytany o komentarz do wypowiedzi ministra MSZ o tym, że „pisowskim szczytem patriotyzmu było kupno koreańskich czołgów za pożyczkę na 6 proc., to dlaczego wzmocnienie polskich fabryk i wzmocnienie polskiego sprzętu w kredycie na 3 proc. jest byciem podnóżkiem Niemiec?” odpowiedział: – Koreańskie czołgi były kupowane w sytuacji dużego napięcia, kiedy trzeba było szybko kupować , bo część sprzętu z uwagi na rosyjską agresję, zostało przekazane Ukrainie. – Polska armia nie mogła pozostać bez sprzętu, Polska nie produkowała czołgów wtedy. Zresztą przemysł zbrojeniowy był „rozkładany” przez rząd Donalda Tuska. Koreańczycy byli jedyni, którzy szybko potrafili zapełnić tę lukę – tłumaczył.
Powinniśmy się zbroić. W związku z tym, te kontrakty, które były podpisane, powinny zostać wypełnione i daj Panie Boże, aby jak najwięcej tego sprzętu do Polski przypływało czy było tu produkowane, jeśli tylko mamy takie zdolności – podkreślił.
Minister zauważył, że dyskusja dotyczy tego czy warunki, które są zaproponowane w kontekście pożyczki SAFE są dla Polski optymalne. – Uważam, że najważniejszym punktem jest kwestia warunkowości – mówił. – Po co oddawać decyzje w tej sprawie na zewnątrz Polski? – wskazywał.
Pytany o komentarze polityczne, odnoszące się do wywiadu Głowy Państwa, gdzie padło pytanie m.in. o polski projekt jądrowy, mówił: – Prezydent został zapytany i powiedział, co o tym myśli. Prezydent uważa, że Polska, aby była bezpieczna, dobrze by było, aby taką bronią dysponowała – mówił.
Dalej tłumaczył, że jasnym jest, że jest szereg uwarunkowań, m.in. prawno–międzynarodowych. – Jesteśmy częścią umowy NPT, czyli o nierozpowszechnianiu broni atomowej, natomiast trzeba zauważyć, że parę lat temu Rosja przesunęła swoje zdolności bliżej polskiej granicy. Informacje medialne mówią o tym, że rosyjskie zdolności w Kaliningradzie zostały rozbudowane, że na Białorusi jest rozbudowana struktura – przekonywał.
– Czy NATO zareagowało wobec tego w jakiś konkretny sposób? Zapytałem o to podczas jednej z konferencji natowskich i eksperci odpowiedzieli na to: Tak, potępiło. Wydaje mi się, że to trochę za mało, aby tylko potępiać obecność rosyjską – podsumował minister.
Może Cię zainteresować Szef BPM: Polska prawica widzi w USA gwaranta bezpieczeństwa europejskiego Rzecznik Prezydenta RP w telewizji wPolsce24Szef BPM zapytany o to, czy Stany Zjednoczone potępiłyby takie rozwiązanie odpowiedział, że USA chcą przede wszystkim utrzymać swoją dominującą pozycję w zakresie broni nuklearnej. – Od tego jest program Nuclear Sharing. Publicznie o tym mówimy, że trzeba zacząć rozmawiać z Amerykanami o tym. I co minister Radosław Sikorski mówi? „Cicho, cicho! My zrobimy to w zaciszu gabinetu” – wskazywał. – Od 2 lat nic nie zrobił, przynajmniej nic do Kancelarii Prezydenta nie trafia, żeby cokolwiek w tej sprawie zrobił – przekonywał Marcin Przydacz.
Minister wskazał na to, że od 2 lat w Sejmie RP jest zamrożona uchwała wzywająca rząd do działania w zakresie Nuclear Sharing. – Gdyby tu rozlokować natowskie zdolności nuklearne, na pewno by ten parasol był dużo bardziej skuteczny. Rosjanie nie zdecydowaliby się nigdy na żadną akcję wobec Polski, mając świadomość, że jest tu amerykańska, czyli natowska broń jądrowa.
Zapytany czy Prezydent bierze pod uwagę, że w tym wymiarze nasze interesy być może będą sprzeczne z amerykańskimi odpowiedział: – Dla nas punktem odniesienia jest interes Polski. Czy dobrze by było, żeby miała? Tak.
Minister dopowiedział, że w jego opinii to chęć rozpoczęcia pewnej narodowej debaty.
19 lutego br. szef Biura Polityki Międzynarodowej reprezentował Prezydenta RP podczas pierwszego spotkania Rady Pokoju zorganizowanego przez Prezydenta USA Donalda Trumpa w Waszyngtonie. Pytany o uczestnictwo w tym wydarzeniu odpowiedział, że wielu prezydentów USA miało swoje idee, które chce wcielać w życie. – Za każdym razem w moim przekonaniu, słusznie jest brać udział w tych inicjatywach – jako wyraz pewnej zapobiegliwości o dobre relacje polsko–amerykańskie – mówił.
Zapytany o to, czy zauważono polską obecność odpowiedział, że zauważono nieobecność państw zachodnioeuropejskich – część nie była zaproszona, część odmówiła udziału. – Bycie obserwatorem nie przynosiło żadnych kosztów – tłumaczył.
Prezydent uznał, że jeśli od nas oczekuje się obecności, pewnej solidarności, to może nam się kiedyś ten argument przydać, kiedy my będziemy oczekiwać solidarności. (…) Dlaczego w ramach histerii antyamerykańskiej rząd atakował tę ideę? Nie rozumiem tego. Mogę tylko to wytłumaczyć skrajną proeuropejskością. Tu jest ten podział – podkreślił.
Minister Marcin Przydacz wskazał, że wszystkie zaproszone kraje wschodniej flaki NATO były obecne. – Nie były zaproszone państwa bałtyckie, nie wiem z jakiego powodu. (…) Była Polska, Czesi, Słowacy, Węgrzy, Rumuni, a Bułgarzy byli w Davos podpisując inicjatywę. Wszyscy ci, którzy boją się Rosji i którym potrzebna jest dobra relacja z Amerykanami, tam byli – argumentował.
Może Cię zainteresować Rzecznik Prezydenta: Rada Pokoju to test odpowiedzialności, a nie gest lojalności Min. Przydacz: Obecność na Radzie Pokoju była w interesie Polski